środa, 30 grudnia 2015

Chapter THIRTY-THREE

18th April, 2026
-Jak grasz kutasie!- krzyknął Niall, za co prawie od razu dostał w ramię od blondynki.
-Dzieci tu są, idioto.
-Wiem, po prostu nie mogę patrzeć, jak ten kutas gra!- jęknął niezadowolony i schował twarz w dłoniach. Kobieta znowu trzepnęła go w ramię, a Zayn zaczął się śmiać.
-Wyczuwam brak seksu przez tydzień, za to słownictwo.
-Zayn!- tym razem to brunet dostał w ramię od swojej partnerki.
-Mamo, wujek przyszedł!- krzyknął Toby, za którym wszedł Louis i jakaś kobieta. Miała ciemne włosy i oczy. Była niezbyt wysoka, ale szczupła.
-Poznajcie Tori- powiedział niebieskooki, a kobieta szczerze się uśmiechnęła. Talie i Lizzie wymieniły ze sobą spojrzenia, po czym równo wstały i podeszły do czarnowłosej.
-Ty dołączasz do chłopaków, a my zabieramy Tori na przesłuchanie- powiedziała Lizz, a blondynka jej przytaknęła. Wzięły trochę zdezorientowaną brunetkę pod ramionami i wyprowadziły do kuchni.
-Naprawdę będziecie mnie przesłuchiwać?- spytała niepewnie, parząc to na jedną, to na drugą.
-Nie, coś ty. Po prostu brakuje nam towarzystwa jakiejś kobiety- zaśmiała się Talie.
-A odkąd Sophia wyjechała z Liamem do Australii nie dzieje się nic nowego- przyznała jej Lizzie, zaczynając jeść truskawki, leżące na stole.
-Przestraszyłam się trochę. Wiecie, wchodzę z Lou do środka i od razu mnie zabieracie- zaczęła się śmiać Victoria.
-Wybacz. Nie chciałyśmy cię straszyć. A tak w ogóle ja jestem Talie, a tamta co zżera mi truskawki to Lizzie.
______
ej te rozdzialy sa strasznie krotkie://
(i sry, za brak znakow polskich; jestem na telefonie i wlaczyl mi sie tryb lenia)
prawie mi sie udalo wstawic wczoraj XD
idk o co chodzi, ale jak chce wstawic to cos mnie od tego odciaga i zapominamXDD
mam nadzieje, ze sie nie gniewacie
do pozniej, misie! x
P.S. tak, wiem, zle ponumerowalam rozdzialy XD ogarnelam dopiero teraz i ten dzieje sie wczesniej niz polrzedni XD niewazne, mam nadzieje, ze sie polapiecie x

wtorek, 29 grudnia 2015

Chapter THIRTY-TWO

10th July, 2028
-Lily, do cholery, dlaczego znalazłam to w twojej torbie?- krzyknęła Lizzie, wchodząc do pokoju swojej córki. Ta tylko zerknęła na nią i wróciła do czytania książki. Gdy jednak zrozumiała, o co chodzi jej matce otworzyła szerzej oczy i zrobiła się czerwona.
-To przecież taty. Pewnie wpadły mi tylko do torby, kiedy się pakowałam- powiedziała, próbując zachować zimną krew. Nastolatka doskonale wie, że gdyby jej matka przyłapała ją na paleniu, miałaby przechlapane.
-W takim razie dobrze- powiedziała starsza kobieta, a jej córka odetchnęła z ulgą. Byłą jednak trochę zdziwiona, że mama uwierzyła w to tak szybko.- Szkoda, że tata rzucił palenie trzy lata temu. ZAYN!
-Kurwa- przeklęła cichutko pod nosem i odłożyła książkę. Miałaby przechlapane, gdy tylko mama by wiedziała, ale gdy zaraz będzie wiedział też jej tata...
Dostała gęsiej skórki i delikatnie się wzdrygnęła.
-Co się stało?- powiedział przerażony mężczyzna, wpadając do pokoju. Nastolatka zakryła twarz rękoma, szykując się na pogadankę od rodziców.- Papierosy, i?- uniósł niepewnie brew, a Lizzie przewróciła oczami.
-Znalazłam to w torbie twojej córki i chciałabym wiedzieć, co na ten temat myślisz.
-A co mam myśleć?
-Zayn!
-Lizzie! Lily ma siedemnaście lat, nie rozumiem dlaczego się tak złościsz!- gdy te słowa opuściły usta mężczyzny, Lily niepewnie podniosła wzrok na rodziców.
-I co z tego? Nie powinna palić papierosów, jest za młoda, a to paskudny nałóg!
-Mówiłem jej tyle razy o skutkach, myślę, że pamięta- przewrócił oczami, a kobieta na przeciw niego tylko bardziej się zirytowała.
-Do cholery, to twoja córka! Powiedz co...- nie skończyła, gdy brunet gwałtownie ją pocałował. Upuściła paczkę papierosów i oparła dłonie o jego tors, przymykając oczy. Lily otworzyła usta ze zdziwienia i zamrugała kilkukrotnie. Chciała wyrazić swoje obrzydzenie, poprzez jakiś głośny jęk, ale wtedy brunet puścił jej oczko i razem z kobietą wycofali się z pokoju.
- - -
-Dzięki tatusiu!- pisnęła i podeszłą do bruneta, ciasno owijając go ramionami. Pocałował ją w czubek głowy i się uśmiechnął.
-Nie ma za co. Tylko, Lily- odsunął ją od siebie i popatrzył w oczy.- Nie pal, to naprawdę niezdrowe. Nie chcę stracić córki przez to świństwo- powiedział poważnie, a dziewczyna przytaknęła. Jeszcze raz się w niego wtuliła, a on pogłaskał jej długie, ciemne włosy.
-Jesteś najlepszym tatą na świecie- uśmiechnęła się słodko i zamrugała kilka razy.
-Czego ty ode mnie znowu chcesz?- westchnął, a ona zaczęła chichotać.
-Kimberly urządza małą domówkę. Góra pięć osób. Dzisiaj.
-I?
-Przekonasz mamę?
- - -
-Baw się dobrze, skarbie!- zawołała za nią matka, gdy wyszła z auta. Dziewczyna poprawiła torbę na ramieniu, przytaknęła i weszła do domu przyjaciółki.
-Imprezę czas zacząć!- krzyknęła z całej siły, a pozostałe kilkadziesiąt osób zaczęło wiwatować.
- - -
-Pięć osób?- brunet uniósł zaczepnie brew, gdy kobieta wróciła do domu.
-Pięćdziesiąt- westchnęła i cmoknęła go w policzek.- Mam tylko nadzieję, że nie zrobi czegoś, czego będzie później żałować.
____________
Poślizg, wiem XD
Przepraaaszaaam XD Dodam dzisiaj dwa rozdziały, ok? Żeby nie było, że jestem taka zła XDD
Kocham was wszystkie i baaaardzo proszę o komentarze, bo za kilkanaście rozdziałów koniec:(
Do wieczorka misie! x

sobota, 26 grudnia 2015

Chapter THIRTY-ONE

23th August, 2024
Jak co roku w urodziny Liama cała paczka organizuje wypad nad jezioro i zostaje tam przez tydzień. Takie jakby rodzinne spotkanko. Oczywiście z roku na rok pojawiało się coraz więcej dzieci, ale to raczej naturalne. 
-Mamoo, ploszę- Gabe stał przed kobietą ze złożonymi rękoma i wypchniętą dolną wargą, którą delikatnie poruszał. 
-Gabe ja też cię proszę. Przed chwilą przyjechaliśmy, jest wieczór. Obiecuję, że jutro będziesz mógł się kąpać. Dzisiaj jest za zimna woda- powiedziała, a chłopczyk pogłębił grymas na swojej twarzy.- Chodź, zrobimy pianki- uśmiechnęła się do niego ciepło i podeszła z nim do ogniska. 
Wszyscy mieli już pianki na patykach, albo się nimi zajadali. Wszyscy, którzy siedzieli wokół ognia, rzecz jasna.
-Zayn, pomóż Gab'owi, dobrze? Gdzie w ogóle jest Toby?- zmarszczyła brwi i zaczęła się rozglądać. Chłopczyk stał pod drzewem trochę dalej, a z nim Olivia; córka Nialla i Talie. 
-Talie- Lizzie szturchnęła siedzącą koło niej przyjaciółkę, aby ta zwróciła wzrok na dzieci. 
Toby właśnie dawał jakiegoś polnego kwiatka Olivii.
-Aww- zachichotała Talie.
-Gabe do cholery! Stój!- wszyscy odwrócili się w stronę jeziora, żeby zauważyć biegnącego Zayna, a przed nim małego chłopca, który właśnie skoczył z pomostu do wody,
-Coś czuję, że przez ten tydzień będzie ciekawie- mruknęła do siebie brązowooka i zaczęła iść w stronę jeziora.
________
Ostatnio jakoś nie miałam czasu i ochoty na pisanie notatki, więc sorka bardzo misie.
Właśnie dostałam czkawki, jeej
Na początek (wiem, że trochę późno, ale shh):
Chciałabym życzyć moim przecudownym czytelnikom wesołej reszty świąt i szczęśliwego nowego roku! Aby spełniły się wasze marzenia, żebyście miały supi chłopaka, żeby w ogóle Wasze życie było jak jakiś przesłodki fanfik, haha
Na środek:
Wiem, że rozdziały są krótkie, nawet bardzo i trochę się skarżycie na ich długość, ale hej! Macie rozdziały co dwa dni, nie? Jasne, mogę dodawać długie rozdziały, ale wtedy miałybyście zagwarantowane, że pojawiały by się raz na tydzień/ na dwa i nie byłoby ujętych tyle akcji.
Już niedługo ogarnę się do końca z rozdziałami; skupię się przede wszystkim na Gabie i Tobym, bo trochę ich zaniedbałam w przyszłych częściach.
Nadal mam tą pieprzoną czkawkę.
Na koniec:
Podzielcie się ze mną Waszymi świątecznymi prezentami! Chcę wiedzieć co dostałyście ^^
Do zobaczenia później misiaczki! x

czwartek, 24 grudnia 2015

BONUS Chapter (New Year's Eve)

29th December, 2021
Zayn's POV
-Nie sądzisz, że to samolubne, zostawiać dzieci pod opieką twoich rodziców?- spytała niepewnie, słodko marszcząc nos. Podszedłem do niej szybko i złapałem ją w talii, przyciągając blisko siebie, przez co pisnęła.
-Skarbie, sami się zaoferowali, a po za tym... Nie uważasz, że należy nam się trochę wolnego?- zaczepnie uniosłem brew, na co prychnęła.
-Nie chcę się po prostu narzucać. Wiem, że Lily potrafi narozrabiać, nie mówiąc już o Tobym.
-Mhm- mruknąłem, nie za bardzo słuchając już, co do mnie mówiła. Cmoknąłem ją najpierw w kącik ust, później w zarys szczęki, za uchem, na szyi, obojczyk i tak dalej, i tak dalej...
Nie wiem, jak pokonaliśmy drogę do sypialni, ale czy to ważne?
Lizzie pociągnęła mnie za włosy, gdy zrobiłem jej kolejną malinkę na szyi. Wsunąłem ręce pod jej koszulkę i zacząłem ją szybko podwijać do góry, żeby po chwili wyrzucić ją gdzieś za siebie. Odpiąłem jej stanik i również rzuciłem gdzieś na bok. Szybko zsunąłem jej spodnie, razem z majtkami, po czym z chytrym uśmieszkiem wróciłem przed jej twarz. Gwałtownie wpiłem się w jej usta, ale po chwili przerwała pocałunek z wyraźnym niezadowoleniem wypisanym na jej ślicznej buźce.
-Co jest?- spytałem zmartwiony, odsuwając się od niej. Może to i samolubne, ale mam nadzieję, że tego teraz nie przerwie. Mój kolega trochę się niecierpliwi.
Zamiast mi odpowiedzieć, po prostu zamieniła nas miejscami i przejęła kontrolę. Zrzuciłem z siebie koszulkę, a ona rozpięła moje spodnie i zsunęła je z moich nóg, zwalając je gdzieś na ziemię. Przejechała palcami po moim koleżce, a ja zadrżałem. Ściągnęła szybko moje bokserki i nachyliła się nad moim kutasem z szerokim uśmiechem. Chciałem coś powiedzieć, ale po tym jak wzięła go w usta, kompletnie zapomniałem co. Mój oddech stawał się coraz szybszy, zupełnie jak jej.
Po chwili podciągnęła się do góry, zostawiając mnie na krawędzi, i poczekała chwilę, aż moje napięcie opadnie. Lubi się droczyć? Zaraz jej pokażę.
Ponownie zamieniłem nasze miejsca i teraz to ona leżała na plecach. Obniżyłem się i zdecydowanie złapałem ją za biodra, przyciągając do siebie, przez co wydała z siebie zduszony jęk. Przyssałem się ustami do jej wrażliwego miejsca, a ona już bez żadnego skrępowania, głośno jęknęła. Wplątała jedną rękę w moje włosy i delikatnie za nie szarpała, co tylko motywowało mnie do dalszej części.
Gdy była już blisko, nagle się od niej odsunąłem, przez co spiorunowała mnie wzrokiem. Zaśmiałem się tylko i zacząłem obsypywać jej szyję pocałunkami. Po jakimś czasie zszedłem na dekolt, co skwitowała cichymi, aprobującymi moje ruchy pomrukami. Prawą rękę skierowałem na jej łechtaczkę i zacząłem ją gładzić kolistymi ruchami, przez co dziewczyna po chwili znowu zaczęła jęczeć. Wsunąłem w nią dwa palce i poczułem jak jej ścianki się zaciskają.
Brakowało jej tego tak samo jak mi. Uśmiechnąłem się przy jej lewej piersi i delikatnie przygryzłem jej sutek. Ty razem, z lekkim ociąganiem, ale co tam, pozwoliłem jej dojść. Zagryzła dolną wargę i jęknęła najgłośniej do tej pory. Uniosłem się trochę i ustawiłem przy jej wejściu.
Nie robiliśmy tego tak dawno, że obawiam się mojego przedwczesnego szczytowania.
Wypuściłem głośno powietrze, gdy w nią wszedłem. Ona natomiast zacisnęła powieki i zaczęła miętosić swoją dolną wargę zębami, co jeszcze bardziej mnie pobudzało.
Zacząłem się w niej poruszać, co chwila jęcząc, jednak ona nie była mi dłużna. Przyspieszałem swoje ruchy coraz bardziej, aż w pomieszczeniu było słychać tylko zgranie naszych jęków i uderzanie ramy łóżka o ścianę.
Ugięła nogi i zaplotła je nad moimi pośladkami, przez co mogłem wejść jeszcze głębiej. Warknąłem nisko, czując, że zbliża się nieuniknione.
Przygryzłem jej dolną wargę, a ona zaczęła drapać moje plecy. Poczułem to magiczne napięcie w dole brzucha i po prostu spuściłem się do jej wnętrza. Zwolniłem i znacznie pogłębiłem swoje ruchy, a kilka pchnięć później wyjęczała moje imię.
Opadłem na nią i po prostu leżeliśmy. Próbowaliśmy uspokoić nasze szalejące oddechy. Dawno nie czułem się tak zajebiście.
Wyszedłem z niej, przez co znowu jęknęła i walnąłem się koło niej na łóżko, przyciągając ją do swojego ciała. Schowała twarz w zagłębienie mojej szyi, ale szybko się odsunęła.
-Fuj, jesteś mokry- zmarszczyła nos, a ja zachichotałem.
-W takim razie, może prysznic?
-Nie masz dość?
-Nigdy się tobą nie nacieszę- cmoknąłem ją w głowę i wstałem. Pociągnąłem ją do siebie i poprowadziłem do łazienki, gdzie powtórzyliśmy sytuację z przed chwili.

wtorek, 22 grudnia 2015

Chapter THIRTY

18th August, 2020
Weszła niepewnie do gabinetu. W środku było przeraźliwie biało i jasno. Zmrużyła oczy i usiadła na przeciwko mężczyzny w średnim wieku. Jego włosy były już przerzedzone, a na kaszmirowy sweter miał zarzucony biały kitel.
-A więc...- mruknął i poprawił okulary.- Moje obawy co do pani się potwierdziły.
-O-obawy?- otworzyła szerzej oczy. Teraz zaczęła denerwować się jeszcze bardziej niż poprzednio.
-Tak myślałem. To rak jajników, proszę pani.
-Boże- przeczesała ręką włosy. Przyszła, żeby zrobić rutynowe badania i na pewno nie spodziewała się czegoś takiego. Oparła się o oparcie krzesła i zaczęła szybciej oddychać. Jej twarz zbladła i nie mogła wyjść z szoku.
-Przykro mi, ale to złośliwy nowotwór. Możemy zacząć leczenie, ale to nie gwarantuje, że pani wyzdrowieje. Na szczęście, jest to wczesne stadium, ale na prawdę, nie będę obiecywać cudów, panno Bell.
-Malik- poprawiła słabo mężczyznę, a on się skrzywił. Zaczął wertować jakieś kartki, żeby po chwili nerwowo zacząć je wszystkie czytać.
-Przepraszam panią za zamieszanie, pani Malik. Mam po prostu straszne urwanie głowy ostatnio i nową asystentkę. Naprawdę, przepraszam, że panią tak wystraszyłem- spojrzała na niego, marszcząc brwi.- Mam stare dokumenty i jedną pacjentkę z nazwiskiem Bell.
-Czyli...
-Nie ma pani raka- uśmiechnął się, a ona odetchnęła z ulgą. Zakryła twarz dłońmi i zaczęła się śmiać.
-Nigdy nie byłam tak przestraszona, naprawdę.
-Jeszcze raz panią przepraszam- mężczyzna również się zaśmiał i odwrócił kartkę na drugą stronę.- Więc... Gratuluję pani. Jest pani w ciąży.
-Oh?- spojrzała na niego zdumiona.
-W szóstym tygodniu. Jak widzę, jest to pani trzecia ciąża, więc myślę, że nie muszę pani niczego tłumaczyć.
- - -
-Lizzie, co jest?- spytał brunet, gdy weszła do domu. Przez całą drogę uśmiechała się jak wariatka, ale gdy zobaczyła mężczyznę z synem na rękach, poszerzyła uśmiech jeszcze bardziej.
-Będziemy mieli dziecko- wzruszyła ramionami, a brunet zatrzymał się w połowie drogi. Spojrzał na nią, nie dowierzając temu, co przed chwilą usłyszał.
-N-naprawdę?- uśmiechnął się delikatnie.
-Tak, głuptasie- przewróciła oczami i podeszłą do niego. Cmoknęła go w policzek i wzięła od niego synka.
-No cześć skarbie. Jak się tatuś sprawdza w roli niańki? Wiem, wiem. Mamusia jest najlepsza- cmoknęła Toby'ego w nos i zaczęła cicho chichotać.
-Ej!

_________
Coś mi nie wychodzi to dodawanie rozdziałów co dwa dni, przepraszam! XD
Mam nadzieję, że nie zabijecie mnie zbyt okrutnie. XD Teraz dużo wolnego, a co za tym idzie więcej pisania i ogarnięcie umysłowe XD
A tak serio, od dzisiaj już NAPRAWDĘ będę dodawać rozdziału co dwa dni.
Czyli kolejny w wigilię, mam dla was niespodziankę, misie!
Do zobaczenie później, wesołych świąt! x

sobota, 19 grudnia 2015

Chapter TWENTY-NINE

13th March, 2019
-Zayn- szepnęła brunetka, szturchając mężczyznę w ramię.- Zayn, obudź się- ponowiła swój ruch, a on nieznacznie się ruszył.- Ej- powiedziała głośniej, a on jęknął i otworzył oczy.
-Ta?- mruknął, przecierając oczy.
-Mam ochotę na lody- powiedziała, opierając się o ramę łóżka. Zaczęła gładzić swój brzuch i się uśmiechać.
-Lizzie, jest druga w nocy.
-Zayn, mam ochotę na lody.
-Skarbie, poczekaj do rana, dobrze? Wstanę, ubiorę się i od razu polecę ci po lody- uśmiechnął się i położył się z powrotem. Kobieta zepchnęła go z łóżka i zleciał z hukiem na podłogę.- Ała, cholera.
-Idź po te lody, teraz.
-Lizzie- jęknął.
-Zayn.
-Nie będę szedł teraz po lody- powiedział w końcu stanowczo, a brunetka spojrzała na niego smutno. W jej oczach zgromadziły się łzy, a mężczyzna jęknął i poszedł się ubrać.
- - -
-Jechałem na koniec miasta, żeby zdobyć ci twoje lody, ale mam!- ucieszył się, wchodząc do sypialni. Brunetka spojrzała na niego pogardliwie i prychnęła.
-Teraz to ja już nie mam ochoty na lody- odwróciła się do niego plecami i schowała pod kołdrą. Westchnął i poszedł schować lody do lodówki.
- - -
-Zayn- szturchnęła go ramię, ale on nie reagował.- Zayn.
-Mhm?- mruknął, nie otwierając oczu. 
-Przyniesiesz mi te lody? Stwierdziłam jednak, że mam na nie ochotę- powiedziała słodko i usiadła po turecku. 
-Lizz, proszę. Jest wpół do czwartej. Idź spać.
-Zayneeee- przeciągnęła ostatnią sylabę i zamrugała kilkukrotnie. Mężczyzna westchnął, ale zszedł na dół, po lody dla ukochanej.
- - -
Obudził go cichy chichot. Otworzył oczy i spojrzał na kobietę. Siedziała po turecku, w okularach i czytała książkę, oświetlając ją latarką z telefonu.
-Obudziłam cię? Przepraszam- powiedziała cicho i wróciła do chichotania. Mężczyzna spojrzał na zegarek, wypuścił głośno powietrze, ale nic nie powiedział i poszedł spać. Znowu.
- - -
-Zayn- znowu słyszy jej szept. Teraz naprawdę jest poddenerwowany. Lily jest u jego matki, może spać do dwunastej, ale kobieta mu nie pozwala, co chwila go budząc. Teraz jest godzina piąta.
-Lizzie, do cholery. Nie będę nigdzie szedł- rzucił zły i chciał się schować pod kołdrę, ale zatrzymała go jej ręka. Złapała go mocno za nadgarstek, a on zdezorientowany spojrzał na jej twarz.
-To już- mruknęła, krzywiąc się.
- - - 
-Zayn!- usłyszał swoje imię i odwrócił się. Zobaczył swoją mamę biegnącą z jego córką za rękę.- Przybiegłyśmy najszybciej jak się dało.
-Mhm- przytaknął.- Nie chcą mnie tam wpuścić- powiedział, przeczesując nerwowo swoje włosy. 
-Co się dzieje?- spytała mała brunetka, rozglądając się po korytarzu. 
-Zaraz się okaże, czy masz brata, czy siostrę.
- - - 
-I co?- spytał Niall, gdy tylko Zayn wyszedł z sali. Był zszokowany z wielkim uśmiechem na ustach. 
-Mam syna.

środa, 16 grudnia 2015

Chapter TWENTY-EIGHT

11th June, 2018
-Na ile będziemy u dziadków, mamo?- jęknęła Lily, siedząc w samochodzie.
-Trzy dni. I proszę, przestań się w końcu kręcić!- zbeształa ją kobieta, a brunet siedzący koło niej posłał jej pytające spojrzenie. Machnęła tylko ręką i wróciła do wyglądania przez okno.
- - - 
-Mamo!- przywitała się brunetka, widząc matkę swojego wybranka. Przytuliła ją na powitanie, a po chwili poczuła, jak coś plącze jej się koło nóg. Odsunęła się kawałek, by dać córce spokojnie przytulić się do babci i nacieszyć się jej widokiem.
-Cześć mamo- mruknął mulat, wnosząc wszystkie torby do mieszkania. Postawił je na ziemi i uściskał swoją mamę. 
-Tak dawno was nie widziałam! Lily, skarbie, jak ty urosłaś!
- - - 
-Waliyha!- pisnęła brunetka i podbiegła do dziewczyny.
-Lizz!- zaśmiała się i otuliła ją rękoma, chowając twarz w zagłębienie szyi.- Skarbie, Doniya już jest?
-Niestety jeszcze nie, ale powinna być wieczorem. Podobno spóźniła się na pociąg.
- - -
-Przepraszam na chwilkę- mruknęła Lizzie i błyskawicznie pobiegła do łazienki. Wszyscy przy stole byli zdezorientowani, dlaczego wybiegła tak szybko. Zayn po chwili oprzytomniał i ruszył za kobietą.
- - -
-Jesteś tego pewna?- spytał, niepewnie patrząc w jej czekoladowe oczy. Przytaknęła mu, a on odetchnął. Kucnął przed nią i ciasno oplótł ramionami.
Znowu zostanie ojcem.
- - -
Gdy wrócili do stołu, wszyscy oczekiwali na to, aż coś powiedzą. Oni jednak bez słowa zajęli swoje miejsca i kontynuowali posiłek.
-Do cholery, powiedzcie o co chodziło!- jęknęła w końcu Safaa, nie wytrzymując napięcia.
-Język!- upomniała ją matka, na co tylko wywróciła oczami. Zayn popatrzył na kobietę po swojej prawej i szeroko się uśmiechnął.
-Cóż, Lily będzie miała rodzeństwo- powiedział, a wszyscy na chwilę zamilkli. Po chwili jednak zaczęły się głośne śmiechy i gratulacje dla obojga.

poniedziałek, 14 grudnia 2015

Chapter TWENTY-SEVEN

2nd May 2017
-Zee, to już czwarte mieszkanie, które ci się nie podoba!- powiedziała z wyrzutem, wychodząc z kolejnego wysokościowca.- Co ci w nich nie pasuje?
-Wszystko- powiedział wsiadając do auta. Kobieta zajęła miejsce obok niego tuż po chwili. Spojrzała na jego profil i się uśmiechnęła.
-Co przede mną ukrywasz?- spytała, poszerzając uśmiech. Przełknął głośno ślinę i odkaszlnął. Odpalił silnik i wyjechał na główną ulicę.
-Mam dość na dzisiaj- powiedział w końcu.- Chcę ci coś pokazać, ale, żeby się udało, musisz mieć związane oczy- uśmiechnął się do siebie i, nie opuszczając wzroku z ulicy, podał jej czarny materiał.
-Czuję się jak w Pięćdziesięciu Twarzach Greya- zachichotała, zawiązując opaskę.
- - -
-Tylko nie podglądaj- powiedział brunet, łapiąc kobietę za rękę. Pociągnął ją do siebie i zaczął prowadzić na osiedle poza miastem.
-Nie mam zamiaru- uśmiechnęła się i szła ostrożnie w stronę, w którą ciągnął ą mężczyzna.- Już?- spytała, gdy się zatrzymali. Po chwili poczuła, jak jego ręce odplątują węzeł, przez co odzyskała wzrok.
Uśmiechnął się do niej i podszedł bliżej, po czym złapał ją za rękę.
-Podoba ci się?- mruknął, wskazując głową na nowoczesny i dość duży dom jednorodzinny.
-Jest śliczny, ale dlaczego...
-Niespodzianka- poszerzył swój uśmiech, czekając na jej reakcję.- Wejdziemy do środka?- nie czekał już na odpowiedź. Pociągnął ją za sobą i razem weszli do środka.
Stojąc w ogromnym holu, niepewnie się uśmiechnęła i przeszła dalej. Weszła do kuchni, a później do salonu. Zaczekała na bruneta, a gdy tylko pojawił się koło niej, mocno go przytuliła.
-Jest cudownie, naprawdę.
-Cieszę się, że ci się podoba, ale nie widziałaś jeszcze naszej sypialni- cmoknął ją w szyję, przez co zachichotała.
-Chętnie ją sobie zwiedzę- zachichotała, a on dołączył do niej. Wziął ją na ręce i zaniósł na górę, po schodach. Cały czas się śmiała, mając zamknięte oczy i wtulając się w jego klatkę piersiową.
W końcu położył ją na łóżku i delikatnie musnął jej wargi. Przyciągnęła go bliżej za koszulkę, jednocześnie pogłębiając pocałunek.
-Mamooo- jęknęła z niezadowoleniem małą brunetka. Lizzie zdezorientowana spojrzała na córkę, która miała zdegustowaną minę.
-Co ty tu...
-Byliśmy tu pierwsi- powiedziała Talie, wchodząc do pokoju z rocznym dzieckiem na rękach. Zaczęła się śmiać, widząc minę swojej przyjaciółki.
-Cholera- przewrócił oczami brunet.- Zapomniałem, że dałem jej klucze.
-Och, więc dowiedziałam się na samy końcu, że zamierzasz się tu wprowadzić?
-Tak- powiedziały zgodnie blondynka i mała brunetka. Posłały sobie chytre uśmiechy i z powrotem odwróciły do pary na łóżku.
-Tak naprawdę to wiedziałam o tym mieszkanku, kiedy Zayn zaczął je budować. No wiesz, pełna tajemnica, akcja Lizzie-nic-nie-wie i w ogóle. Dobra, chodźcie na obiad do mnie. Zrobiłam kurczaka!
-Mhm- mruknął brunet i cmoknął kobietę w czoło, po czym podniósł się z łóżka i czekał na brunetkę z wyciągniętą ręką. Chętnie ją przyjęła i już po chwili szli do domku oddalonego o jakieś piętnaście metrów.
-Wiedziałam, że znam skądś tą okolicę!
-Tutaj cię spotkałem- powiedział trochę niejasno, ale brunetka wiedziała o co chodzi. Uśmiechnęła się i cmoknęła mężczyznę w zarośnięty policzek.
_______________
Nah, nah, nah.
Przepraszam, że tak późno dodaję, ale nie chciało mi się pisać.
Mam nadzieję, że bardzo nie skopałam sprawy i się na mnie nie obrazicie, heh.
OD TERAZ:
Rozdziały pojawiać się będą co dwa dni, nie częściej, nie rzadziej. (No chyba, że ilość komentarzy mnie nie będzie zadowalać, to będę opóźniać publikację, a co)
To wszystko misiaczki, do później!

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Chapter TWENTY-SIX

15th September 2016
-Tato!- krzyknęła mała brunetka, zgrabnie zawiązując buty.- Weź mi plecak, dobrze?
-Lily, nie jestem twoim tragarzem!- odkrzyknął brunet, stojąc u szczytu schodów. Cofnął się jednak do pokoju dziewczynki i zabrał jej tornister, po czym szybko zbiegł na dół.- Chodź, bo znowu się spóźnisz- otworzył drzwi i wpuścił dziewczynkę przed siebie. Odblokował auto kluczami, a dziewczynka żwawym krokiem ruszyła przed siebie. Otworzył jej drzwi i poczekał, aż wsiądzie. Położył jej plecak pod nogi, a sam zajął miejsce przy kierownicy. 
Położył jedną dłoń na zagłówku i obrócił się tak, aby móc swobodnie wyglądać przez tylną szybę. Po zwinnych manewrach w końcu wyjechał z podjazdu. Starał się jechać mniej popularnymi uliczkami, żeby uniknąć korków, lecz dziewczynka i tak nie zdążyła na początek lekcji.
Na parkingu przy szkole dziewczynka wychyliła się do przodu, pocałowała tatę w policzek i pobiegła do środka budynku, aby załapać się na końcówkę lekcji.
Gdy mężczyzna wrócił do mieszkania, zdjął buty i poszedł do własnej sypialni. Po drodze pozbył się też szarych dresów i bluzy, po czym wszedł do łóżka i objął leżącą w nim kobietę od tyłu.
-Już idę- wymamrotała w poduszkę. Ciemnowłosy cicho zachichotał i przytulił ją do siebie bardziej.- Wiem, dzisiaj moja kolej, ale daj mi jeszcze trochę pospać.
-Śpij skarbie- szepnął jej do ucha i pocałował czule czubek głowy. Uśmiechnął się jeszcze, po czym sam spróbował wrócić w objęcia błogiego snu.
- - -
Obudziło go delikatne łaskotanie. Otworzył oczy i zamrugał kilkukrotnie, próbując przyzwyczaić się do światła. Gdy obraz się wyostrzył, a on zobaczył nad sobą cicho chichoczącą kobietę, sam nie mógł się powstrzymać od delikatnego uśmiechu.
-Wiesz, że dzisiaj ja miałam odprowadzić Lily?- spytała, unosząc jedną brew. Brunet uniósł się gwałtownie i zamienił ich miejsca, przez co kobieta zaczęła się głośniej śmiać.
-Wiem- musnął jej usta, dopiero po chwili pogłębiając pocałunek. Położyła ręce na jego policzkach i oddawała pocałunki raz za razem. Gdy w końcu się odsunęła, uśmiech nie chciał opuścić jej twarzy.
Zaczął jeździć nosem po jej policzku, a ona zjechała ręką na jego klatkę piersiową. Westchnęła po chwili i przymknęła oczy.
-Znowu pojawił się jakiś artykuł o tobie i o tym, że widziano cię z jakąś nową lafiryndą.
-Lizz, wiesz, że to bzdury. Nigdy nie mógłbym...
-Wiem- przerwała mu i spojrzała w jego oczy. Uwielbiała przyglądać się im z tak bliska, bo dopiero wtedy dało się ujrzeć każdą plamkę, czy załamanie koloru na tęczówce.
-Chodzi o to, że to już mnie męczy. To już prawie dwa lata, Zayn. A oni nadal nie dają nam spokoju- powiedziała ze smutkiem i opuściła ręce wzdłuż ciała. Zamknęła oczy i wypuściła głośno powietrze.
-Nie chcę, żebyś martwiła się o takie głupoty. Niedługo mieliśmy zacząć szukać nowego mieszkania, pamiętasz?- oparł się na rękach tuż przy jej głowie i dokładnie ją obserwował. Nie lubił, gdy czymś się niepotrzebnie zamartwiała, albo gdy była smutna. Ta kwestia chyba nigdy się już nie zmieni.
-Możesz mi jeszcze raz wytłumaczyć, co nie pasuje ci w tym uroczym domku?- otworzyła oczy ze śmiechem, by po chwili zacząć przygryzać dolną wargę.
-Chciałbym mieć swój własny kąt. Ale taki własny, własny.
-To co mówisz nie ma najmniejszego sensu.
-Przy tak ślicznej kobiecie, jak ty, po prostu odbiera mi rozum- wyszczerzył się szeroko, a ona parsknęła śmiechem. Ujęła jego twarz w dłonie i czule pocałowała go w usta.
____________
Postanowiłam, że będę pisać w narracji trzecioosobowej, ale jakby mi się coś zmieniło i zaczęłaby, pisać rozdziały z konkretnych perspektyw, byście się nie obraziły. nie? XD
Zauważyłam, że coraz więcej osób mówi, żebym nie kończyła bloga.
Misie! Nie kończę bloga teraz, będziecie miały jeszcze jakieś 20 rozdziałów, i dopiero będzie koniec!
Tak więc, to tyle. Wygrała opcja numer 2 i tak właśnie będą wyglądać rozdziały :)
(przepraszam, że ominęłam ich ślub, ale hej! teraz możecie sobie wyobrazić to tak, jak każda chce! mam nadzieję, że się nie gniewacie, bo będzie mnóstwo lepszych momentów(͡° ͜ʖ ͡°))
Do następnego!
P.S. Chciałam zdążyć i zrobić Wam prezent na mikołajki, ale nah, nie wyszło haha

środa, 2 grudnia 2015

Chapter TWENTY-FIVE

nie sprawdzony
-A co tu się dzieje?- wystraszyłam się, gdy usłyszałam głos Talie. Stała przy wejściu i miała ręce podparte po bokach, uśmiechając się przy tym chyba najszerzej jak tylko potrafiła.
-Trochę prywatności, czy proszę o tak wiele?- powiedział Zayn, oddalając się ode mnie nieznacznie. Opuściłam ręce i uśmiechnęłam się przebiegle.
-A może to ja się powinnam pytać? Co panna młoda robi tutaj, na tarasie, zamiast na sali?
-Dobra, masz mnie. Lou się wygadał i po prostu chciałam zobaczyć twoją reakcję.
-Czyli, wiesz wszystko?- zmrużyłam na nią oczy, a ona uniosła brwi.
-Czyli, że każdy, będący na tym weselu, wie już wszystko. Naprawdę Zayn, nie powinieneś mówić tego Louisowi- zwróciła się do bruneta, a on zakrył warz rękoma.
-Dlaczego on zawsze musi coś spieprzyć- powiedział i pokręcił głową, a ja z Talie zaczęłyśmy się histerycznie śmiać.
-Popatrz na to z drugiej strony, już nikomu nie będziemy musieli mówić, bo będą wiedzieć.
-Wiedzą- poprawił mnie, a ja zachichotałam.
-I to takie straszne?- ułożyłam usta w dziubek i położyłam ręce na jego ramionach. Zbliżyłam się do niego, kiedy energicznie przytaknął i wyszczerzyłam się, oczekując od niego dokładnie tego samego.
-Wy naprawdę jesteście straszni- jęknęła Talie.
-Dlaczego? Nigdy nie byłaś zakochana?- powiedział brunet, nie opuszczając ze mnie wzroku. Cholercia, cały czas tu tak gorąco?
-Niall popatrz. Mają gorączkę zakochańców- westchnęła blondynka, a po chwili zaczęła chichotać, co pewnie oznacza, że jej mąż właśnie do nas dołączył.
-Naucz się mówić, okej?- zaśmiałam się i odwróciłam do niej przodem. Zayn położył ręce na moim brzuchu i oparł brodę o moje ramię. Niall i Talie stali w podobnej pozycji.
-Zapomniałam, że mamy tu anglistkę- dziewczyna przewróciła oczami, a Zayn jakby drgnął.
-Zapomniałem na śmierć, że kończyłaś anglistykę- powiedział cicho.- Przepraszam- wyszeptał. Zmarszczyłam brwi.
-Zaraz przyjdziemy- powiedziałam do Talie, bo przecież to takie trudne, żeby się domyślić, że chcemy zostać sami. Rodziny się nie wybiera. Poczekałam chwilę, aż zostawią nas samych.- Za co mnie przepraszasz?- odwróciłam się do niego przodem.
-Przez te pięć lat miałem na wszystko wyjebane. Nawet, nawet nie próbowałem się z tobą skontaktować, ja...
-To przeszłość, okej? Zapomnij o tym, bo hej! Ja już zapomniałam- uśmiechnęłam się delikatnie i położyłam rękę na jego policzku. Cmoknęłam go krótko w usta, a on ręką przyciągnął mnie bliżej i próbował przedłużyć pieszczotę.- Obiecałam im, że za chwilę przyjdziemy. Przykro mi, skarbie- zachichotałam i pociągnęłam go za rękę do środka.
- - -
Muszę przyznać, że było świetnie. Wszyscy bawili się świetnie do samego końca, czego bałam się najbardziej. Myślałam, że będą jakieś problemy. Przez alkohol, przez jakieś konflikty, czy coś. Na szczęście nie miałam racji i, chociaż kilka osób (w tym Niall i Louis) troszkę przesadzili z alkoholem, było naprawdę cudownie.
Westchnęłam i jeszcze raz spojrzałam w lustro. Czułam się znowu szczęśliwa i zgadnijcie, kogo była to zasługa?
-Lizz, podasz mi ręcznik? Albo, pieprzyć to- mruknął Zayn i wyszedł spod prysznica. Podszedł do mnie i objął mnie w pasie, a ja zaczęłam się głośno śmiać.
-Puść mnie! I się ubierz, nie mam zamiaru patrzeć, jak coś ci lata pomiędzy nogami.
-No weź- zaśmiał się tuż przy moim uchu. Odgarnął kosmyk moich włosów za ucho i szturchnął mnie nosem w policzek. Wsunął jeden palec za ręcznik, którym byłam owinięta. Tak, przed chwilą ja też wyszłam spod prysznica.- A co gdyby tak zsunął ci się te ręcznik?
-Nie ma szans- powiedziałam stanowczo, mimo tego, że na twarzy nadal miałam ten przygłupi uśmieszek. Przytrzymałam ręcznik z obu stron rękami, a brunet wydął dolną wargę. Sunął rękami wzdłuż moich boków, żeby później zatrzymać się na moich pośladkach.
-Zayn- jęknęłam, a on się uśmiechnął.
-Czy to ma mnie powstrzymać?
-A nie masz już dość?- uniosłam brew do góry. Chłopak zbliżył się do mnie i przelotnie cmoknął mnie w usta. Złapałam go za kark i nie pozwoliłam, żeby się odsunął, co wziął za aprobatę do dalszej części.
Podrzucił mnie do góry, a ja oplotłam go nogami. Skierował się do sypialni, a po drodze zrzucił ze mnie ręcznik. Położył mnie na łóżku i zaczął zjeżdżać z pocałunkami niżej, na moją szyję i dekolt.
-Czyli powtórka?- wrócił do moich ust i przygryzł moją dolną wargę, a ja uśmiechnęłam się i delikatnie przytaknęłam.
____________
And now.( ͡° ͜ʖ ͡°)
Nie no, przecież wiecie co się później działo X""D
Pamiętacie, jak mówiłam, że niedługo będziecie mogli wybrać dalszą formę rozdziałów? Właśnie nadszedł ten moment! (swoją drogą przewidywałam, że ten moment będzie w 25 rozdziale i jest, idealnie hahaha)
KAŻDY KTO PRZECZYTAŁ MUSI SKOMENTOWAĆ i powiedzieć, jak chce, żeby wyglądały kolejne rozdziały.
Propozyszyn namber łan:
Rozdziały tak jak teraz; akcja rozgrywa się po kolei, z różnych perspektyw
Propozyszyn namber tu:
Rozdziały w formie "wspomnień"; akcja rozgrywa się w większym rozstrzale czasu(w sensie, że np. kolejny rozdział będzie o tym, co dzieje się za dziesięć lat), najprawdopodobniej będzie narracja trzecioosobowa, ale jeszcze nie mogę się zdecydować, dlatego nie kraczę
Ja jestem za tym drugim i mam nawet już rozdział w wersji roboczej
Wybierzcie to, jak chcecie, żeby wyglądał i, naprawdę, bez co najmniej kilku opinii nie będę nawet pisać rozdziałów, bo nie będę wiedzieć jak.
Więc ten.
To już koniec, komentujcie, zakładajcie konta na wattpadzie i odwiedźcie mnie również tam! hahah
Do zobaczenia misiunie Wy moje! x

czwartek, 26 listopada 2015

Chapter TWENTY-FOUR

 *kilka tygodni później*

-Ja chyba zaraz zemdleję- wypuściłam głośno powietrze i zaczęłam łazić w tą i z powrotem.
-Lizzie, to mój ślub i chyba ja się powinnam bardziej denerwować- zaśmiała się Talie, odwracając się do mnie przodem.- I jak?
-O mój boże- zachłysnęłam się powietrzem, lustrując blondynkę od góry do dołu.
-Ciociu, jesteś najcudowniejszą panią młodą na calutkim świecie!- krzyknęła Lily, chichocząc.
-Totalnie- przytaknęłam.- Miałam ryczeć dopiero na przysiędze, ale wątpię czy wytrzymam tak długo- parsknęłam śmiechem, czując zbierające się łzy.
-Elisabeth Bell, prawdopodobnie niedługo Malik. Ani mi się waż ryczeć, bo ja też zacznę!- zganiła mnie, a ja zaczęłam się śmiać. Po moim policzku zaczęły spływać łzy i podziękowałam w duchu kosmetyczce za to, że zrobiła mi wodoodporny makijaż. Wytarłam się szybko dłońmi i podeszłam do blondynki, ostrożnie (tak, żeby nie zepsuć kreacji, włosów, czy czegokolwiek)oplotłam ramiona wokół jej szczupłej sylwetki.
-Nie wierzę, że wychodzisz za mąż. Pamiętasz jak byłyśmy gówniarami, po szesnaście, siedemnaście lat i chciałyśmy być same; niezależne?- zaśmiałam się, a ona pogładziła mnie po plecach.
-Naprawdę przestań- walnęła mnie w plecy, a ja jęknęłam.
-Zayn, nie rozumiem tego, ale mamusia płacze! Przytul ją, czy coś, bo ja nie mam do niej siły- odsunęłam się od blondynki i zobaczyłam jak tycie ciałko Lily, wepchnięte w jasnozieloną sukienkę ciągnie Zayna za rękę. Zaśmiałam się, widząc jak dziewczynka kręci z politowaniem głową, patrząc mi w oczy.
-Widzę, że dziewczynki płaczą?- powiedział z szelmowskim uśmiechem wypisanym na jego ustach. Chciałam coś dodać, ale Talie mnie wyprzedziła.
-Zapytałabym, co robi Niall, ale doskonale wiem, że w tym momencie wypija trzecią szklankę whiskey i szarpie się za włosy jak opętany- uniosła zaczepnie brew, a brunet pokręcił głową.
-Czasami mnie przeraża, jak dobrze go znasz. Cześć skarbie- powiedział, zbliżając się do mnie. Pocałował mnie w czoło, przez co od razu się uśmiechnęłam.
-Miło mi cię widzieć, bo przechodzę straszną nerwówkę, ale musisz wyjść.
-Co? Przecież dopiero wszedłem.
-Powody masz dwa. Po pierwsze, wyglądam jak czerwona panda i muszę się ogarnąć przed ceremonią. A po drugie, za dziesięć minut zaczyna się ślub mojej siostry, więc grzecznie cię proszę, wypieprzaj- ostatnie słowo wyszeptałam. Stanęłam na palcach i cmoknęłam go szybko w nos i się uśmiechnęłam.
-Poczekaj no chwilę- zmrużył oczy i złapał mnie za policzki. Kciukami otarł pozostałości po moich łzach i wyszczerzył się jak idiota.- Idealnie.
-Chciałabym- fuknęłam i wyplątałam się z jego uścisku.- Uciekaj. Muszę skończyć przygotowywać Talie i...
-Wcale nie! Jestem już gotowa! Chodź Lily, zostawmy ich samych- Talie puściła mi oczko i wzięła Lily na ręce.
-Popsujesz sukienkę!- krzyknęłam i chciałam za nią wybiec, ale Zayn złapał mnie w talii i przyciągnął do siebie.- Puść mnie, ona popsuje sukienkę!
-Słyszałem już tą wersję- mruknął mi do ucha i przygryzł jego płatek, a ja zadrżałam. Cholera no, wie jak mnie rozproszyć.
-Zayn do cholery- mruknęłam, gdy chłopak zaczął ślinić mi szyję.
-Hmm?- mruknął, podnosząc głowę i patrząc mi w oczy. Uśmiechnął się szeroko, a mi zmiękły kolana. Cholera, uwielbiam jak on się uśmiecha.
Przyciągnął mnie bliżej siebie i zbliżył twarz do mojej. Musnął delikatnie moje wargi, a ja wyszczerzyłam się jak idiotka i zaplotłam ręce na jego karku, zbliżając go jeszcze bardziej. Całowaliśmy się kilka minut, powoli i leniwie, tak jakbyśmy zapomnieli o Bożym świecie.
-Zostało jeszcze jakieś pięć minut, a ja nie chcę się spóźnić- ułożyłam usta w dziubek, a chłopak zaczął się śmiać. Odsunęłam się od niego i podeszłąm do drzwi, szarpiąc za klamkę.- No ktoś sobie, kurwa, jaja ze mnie robi- szarpnęłam jeszcze raz, ale drzwi ani drgnęły.
-Przesuń się- mruknął i sam pociągnął za klamkę.- Ktoś nas musiał zamknąć od zewnątrz
-Ten ktoś musiał myśleć, że wszyscy już poszli. Cholera jasna!- przejechałam dłońmi po twarzy.- Nie będę na jej ślubie. Obiecałyśmy to sobie praktycznie od kiedy się poznałyśmy. Przegapię jej ślub- nakręcałam się coraz bardziej i znowu zaczęłam chodzić po pokoju jak opętana.
-Cicho, damy jakoś radę.
- - -
I tak, po prawie godzinie walenia w drzwi i darcia się jak debile, jakiś miły, starszy pan w końcu postanowił nam otworzyć. Mruknęłam jakieś krzywe podziękowania i, łapiąc Zayna za rękę, pognałam w stronę kościoła.
Po chwili weszliśmy przez ogromne drzwi, zwracając tym uwagę wszystkich i przeszliśmy na początek.Większość pań już płakała, co oznaczało, że ominęło nas dużo za dużo. Usiedliśmy zasapani w pierwszym rzędzie, starając nie przejmować się wzrokiem wszystkich tu obecnych skupionym na nas.
Wyobraźcie sobie moją minę, gdy okazało się, że Niall i Talie właśnie kierowali się do wyjścia. ominęłam tak naprawdę wszystko! Ugh, to niesprawiedliwe.
- - -
Młoda para właśnie wykonywała swój pierwszy taniec. Wszyscy inni siedzieli przy stolikach i bacznie obserwowali ich poczynania.
-Nie wybaczę ci tego- fuknęłam, patrząc w jego wielkie, brązowe oczy.
-To nie tylko moja wina!- zmarszczył brwi i na mnie spojrzał.
-Ale twoja w większości.
-W takim razie, na przeprosiny- uśmiechnął się i wstał od stołu. Wyciągnął do mnie rękę, a ja po zmierzeniu jego całej sylwetki wzrokiem, prychnęłam i odwróciłam się w drugą stronę. Złapał mnie za rękę i pociągnął na parkiet.- Zayn, jesteś jakiś nienormalny?
-Żeby to od dzisiaj- przewrócił oczami i przyciągnął mnie bliżej siebie. Wypuścił głośno powietrze i uśmiechnął się, przygryzając końcówkę języka.
Na środek zaczęło przybywać coraz więcej ludzi.
-Mamusiu, wujek Lou mówi, że odbijany!- krzyknęła Lily, a moment później Louis przyciągnął mnie do siebie.
-Co tam, mamusiu?- zapytał z cwanym uśmiechem, a ja uderzyłam go w ramię.
-Idiota.
-Ranisz skarbie.
-To już nie mamusiu?- uniosłam zaczepnie brew do góry, a chłopak zaczął się śmiać.
-Wytłumacz mi, jak to jest, że każdy ma parę, tylko nie ja- fuknął niezadowolony.
-Jak to nie masz pary? A b...- uciszył mnie, piorunując wzrokiem.
-Briana jest matką mojego jeszcze nienarodzonego dziecka, co nie oznacza, że jest moją parą, okej?
-Dobra, przepraszam.
-Nic się nie stało- westchnął.- Po prostu denerwuje mnie to, że każdy kogoś ma, a ja zostaję sam- zmarszczył nos.- Chociaż do tańca mam waszą córkę- powiedział, a ja zaczęłam się śmiać. Dźgnął mnie w bok, a ja pisnęłam.
-No idiota- wydusiłam w końcu. Przewrócił oczami, ale nie odpowiedział. Spojrzał natomiast za mnie i się uśmiechnął.
 Obróciliśmy się tak, że teraz i ja mogłam patrzeć w ten sam punkt co on.
-Są podobni- stwierdził, patrząc na Zayna z Lily.
-Trudno, żeby nie byli. No wiesz, w końcu on jest jej ojcem.
-To niewiarygodne, że to duże dziecko, ma dziecko- mruknął, a ja przewróciłam oczami.- Dobra, bez pierdolenia. Jak podoba ci się pierścionek?
-Co?
-No pierścionek. Od Zayna?- westchnął, a ja zmarszczyłam brwi. Pierścionek? W sensie, że taki zaręczynowy?- Boże, nieważne- burknął i puścił mnie, zostawiając samą i zdezorientowaną na parkiecie. Podszedł do Zayna, powiedział mu coś na ucho, a brunet przytaknął i podszedł do mnie.
-Pójdziemy się przewietrzyć?- spytał z szerokim uśmiechem. Przytaknęłam i razem wyszliśmy na dwór. Stanęliśmy na tarasie, a Zayn oparł się o barierkę. Stąd był ładny widok na ogród. Wszystko podświetlone ślicznie wyglądało, a na usta sam pchał się uśmiech.
Chłopak zaczerpnął powietrza, jakby chciał coś powiedzieć, ale po chwili zrezygnował. Po chwili odwrócił się do mnie i zrobił to samo, ale później się zaśmiał i opuścił głowę. Położył rękę na karku widocznie zdenerwowany.
Cholera, czyli to prawda.
Otworzył usta, ale go wyprzedziłam.
-Lou się wygadał- zachichotałam, a on podniósł na mnie wzrok. Patrzył na mnie przez chwilę tak, jakby nie chciał mi uwierzyć.
-Temu to nic nie można powiedzieć- powiedział w końcu ze śmiechem. Widocznie zakłopotany wyciągnął to nieszczęsne pudełeczko z kieszenie i zaczął się nim bawić.
-Więc...
-Jasne, głupku- zbliżyłam się do niego i, bez żadnych podchodów, pocałowałam go prosto w usta.
-Mówiłem już, że cię kocham?- uśmiechnął się, gdy odsunęłam się kawałek. Złapał mnie jedną ręką w talii i nie pozwolił stanąć prosto, więc stałam tak, że dotykaliśmy się klatkami piersiowymi. I wcale mi to nie przeszkadzało.
-A no kilka razy ci się zdarzyło- wzruszyłam ramionami, a on się zaśmiał i jeszcze raz mnie cmoknął. Sięgnął po moją dłoń i założył mi pierścionek na palec.
-Cudowny, jak jego właścicielka.
-Kocham cię- położyłam rękę na jego koszuli, a on cicho mruknął.
-No przecież wiem.
_________________
Ok, trochę mnie nie było, ale jestem, a to się liczy, nie?
Szkoła ssie, zajęcia dodatkowe też, a obowiązkach nawet nie będę wspominać. Cóż, trudno mi znaleźć czas na podrapanie się po nosie, nie mówiąc już o pisaniu, więc dodaję sklejkę z tych całych trzech tygodni...
Myślicie, że za wcześnie się pogodzili? Bo ja mam takie wrażenie :/
Cóż, i tak mi ich brakowało, więc nie będę nic zmieniać, ale powiedzcie, czy to nie było przypadkiem zbyt gwałtowne, czy coś.
Dobra, kończę, bo znowu notatka wyjdzie długa jak broda Zee ostatnio (>>>D)
Dobranoc życzę, miłego dnia, czy cokolwiek innego (zależy kiedy czytacie XD)
Do następnego!

piątek, 6 listopada 2015

Chapter TWENTY-THREE

-Czekaj, że co?- zamrugałam kilkukrotnie.
-Przepraszam, że nic ci nie powiedziałam, ale sama nie byłam do końca pewna.
-Jak to, 'do końca'?
-Ugh- przewróciła oczami.- Zaczęło się od jakiegoś dnia, jak szłam z Harrym do centrum. On mierzył wzrokiem wszystkich kolesi i komentował, jakie mieli tyłki. Wydało mi się to trochę dziwne, ale odpuściłam. Później rozmawiałam o nim z Lou, a on powiedział, że widział Harry'ego, jak całował jakiegoś kolesia. Później na jakiejś zakrapianej imprezie z Harrym, powiedziałam o tym wszystkim, a on od razu zaprzeczył. Nie długo potem byliście razem- uniosła jedną brew do góry.- Wiedziałam, że chciał się przekonać, czy to prawda. Nie obraź się, ale byłaś tylko eksperymentem.
-Oh.
-Myślę, że oboje myśleliście, że między wami było coś poważnego, a tak naprawdę, to było jedynie przywiązanie. Przywiązanie, wspólne wspomnienia i podobna historia życiowa. Tylko tyle.
-Oh- wydusiłam w końcu. No cóż, nie spodziewałam się czegoś takiego. Obudziłam się, gdy usłyszałam dzwonek do drzwi. Obie z blondynką zmarszczyłyśmy brwi, aż w końcu poszłam otworzyć.
Czy byłam zaskoczona, widząc moją mamę i prowadzonego na wózku, chorego tatę? Nie.
-Dzień dobry córciu- uśmiechnęła się, a ja wiedziałam, że dobrze udaje.
-Dzień dobry mamo, tato- cóż, ja też umiem udawać.- Co tu robicie?
-Postanowiliśmy odwiedzić naszą kochaną córkę, to chyba jasne- zaśmiała się. Takie bajeczki możesz wciskać komu innemu.
-Kochaną? A nie naiwną?- patrzyłam jak jej wyraz twarzy się zmienia i niezmiernie mnie to bawiło, naprawdę.
-Ale o czym ty mówisz?
-A o tym, że prawie dałam się nabrać- parsknęłam śmiechem.- Nie zgłoszę próby oszustwa na policję, ale nie chcę was więcej widzieć przy tym domu. Jeżeli jednak postanowicie się mnie nie słuchać, wtedy nie będę miała zahamowań co do tego, by zadzwonić gdzie trzeba. Ale ostrzegam- zrobiłam krótką przerwę- wtedy będziecie skończeni- skończyłam szeptem i puściłam im oczko. Zatrzasnęłam drzwi i odwróciłam się przodem do zszokowanej Talie.
Tym razem dotarło do mnie, jak okropni są moi rodzice i sens całej tej, chorej sytuacji. Podeszłam do blondynki i oplotłam ją ramionami, chowając twarz w zagłębienie jej szyi. Nie płakałam, ale potrzebowałam po prostu, żeby ktoś mnie przytulił.

 Zayn's POV
-To dziwne- wzruszyłem ramionami.- Nie wiem co między nami jest, ale chociaż wiem, że nie jest na mnie zła.
-Stary, jak może być na ciebie zła, skoro powiedziała ci, że cię kocha?- prychnął szatyn, siadając koło mnie na kanapie.
-Już ci mówiłem, powiedziała...
-Tak, tak. Powiedziała 'chyba cię kocham'- przewrócił oczami.- Jak dla mnie, powiedziała tak tylko dlatego, żeby cię nie przestraszyć.
-Louis, proszę cię. Przestraszyć?- parsknąłem śmiechem.- Lizzie nie chciała mnie przestraszyć- pokręciłem głową i napiłem się kawy. Szatyn zaczął mi się dokładnie przyglądać, widocznie coś go zżerało od środka.- O co chodzi?
-Ugh, nic ważnego- machnął ręką i rozsiadł się wygodniej na kanapie.
-Lou...- szturchnąłem go w ramię, a on przewrócił oczami.
-Jestem po prostu zamyślony, okej?
-Zamyślony? Ty?
-Po prostu... Ugh, zrobiłem coś nieodpowiedniego i nawet tego nie pamiętam- wypuścił głośno powietrze i przetarł twarz dłońmi. Zmarszczyłem czoło i czekałem, żeby kontynuował.- Chyba będę miał dziecko- powiedział cicho, a ja zakrztusiłem się powietrzem.
-Czekaj, co?
-No.
-Co ty pierdolisz?
-Pamiętasz tą dziewczynę, Brianę?[1]
-Tak, trudno byłoby ją zapomnieć- prychnąłem.- Nie gadaj kurwa, że ona...
-Ta- westchnął, a ja nie miałem pojęcia co mam zrobić.
-Ja pierdolę.
-Nie pierdol, bo zrobisz dziecko i nie będziesz tego pamiętał- puścił mi oczko, a ja zacząłem się śmiać.
-A tak na poważnie, co z tym zrobisz?
-Nie wiem. Znaczy, poczekam, aż się urodzi, a później się okaże- wzruszył ramionami.
-Powiem ci, że masz przejebane.
-Wiem, nie musisz mi przypominać, dzięki- przewrócił oczami.
- - -
-Panie i panowie, One Direction!- usłyszałem od wysokiej blondynki. Popatrzyłem po chłopakach i głęboko odetchnąłem. To miał być nasz ostatni wywiad razem. Wszyscy byliśmy w niewygodnych garniturach, które każdego wkurwiały trochę inaczej. Całą piątką wyszliśmy na scenę i zostaliśmy przywitani krzykami fanów. Usiedliśmy na kanapie, swoją drogą ledwo się zmieściliśmy, i przebiegliśmy wzrokiem po widowni.
-Miło mi was gościć. One Direction, wow. Aktualnie jesteście najbardziej rozpoznawalnymi ludźmi na świecie, jak się czujecie?- zadała pytanie, które słyszeliśmy przy każdym możliwym wywiadzie.
-Jest to trochę zaskakujące. Nadal, po tych pięciu latach, nie mogę się przyzwyczaić do tego, że jestem rozpoznawalny. Myślę, że to dość niezwykłe otrzymać taką plakietkę, po tak krótkim czasie działalności w show biznesie- powiedział Liam. On zwykle odpowiada na te sztywne pytania, bo zwykle on jest najbardziej wyluzowany. Nie lubię telewizji.
-Zayn, jak twój związek z Perrie Edwards?- przełknąłem ślinę i poprawiłem koszulę. Dlaczego musiała zadać akurat to pytanie? Akurat teraz, gdy między mną a Lizzie jest prawie okej?
Oczywiście nikt ze świata nie wie, że ja i Perrie to dawno zakończony rozdział.
Myślę, że mogę to powiedzieć.
-Huh- oblizałem dolną wargę.- Jakby to powiedzieć... Między mną a Perrie nie jest tak, jak kiedyś.
-To znaczy, że przeszliście na nowy poziom?
-To znaczy, że skończyliśmy ze sobą. Ja i Perrie nie jesteśmy już razem- uśmiechnąłem się na koniec tak, żeby uwiarygodnić moją wypowiedź. Kobieta była lekko zaskoczona, ale nie dała tego po sobie poznać.
-Oh, dobrze- powiedziała cicho. Szybko poszło.- Podobno macie nam coś ważnego do powiedzenia? Fani z niecierpliwością czekają już od piątku- zaśmiała się, a my dołączyliśmy do niej.
-Jest to bardzo ważna wiadomość- powiedział Louis.
-Ale zanim przejdziemy do sedna... Chcieliśmy podziękować wszystkim naszym fanom. Nieważne co by się działo, wy zawsze byliście z nami- Lokers się uśmiechnął i na chwilę spuścił wzrok na palce.- Od samego początku wspieraliście nas jak tylko się dało. Czasami dziwiliśmy się z chłopakami, jak można być tak oddanym dla osoby, której w sumie się nie zna. Wszystkie głosowania fanów, większość nagród, pobijanie rekordów w odsłonach teledysków... To wszystko dzięki naszym fanom i uważam, że to jest niesamowite.
-Nasi fani są po prostu niezastąpieni i nie wyobrażam sobie jakiegokolwiek sukcesu, bez was- odezwałem się cicho, chociaż i tak każdy mnie słyszał.
-Chłopaki, to piękne co mówicie, ale czy macie w tym jakiś konkrety cel?- wtrąciła kobieta, a Harry głęboko odetchnął.
-Tak, ale zanim powiem o co chodzi, chciałbym, żeby nikt z naszych fanów nie czuł się opuszczony. Jak wiecie, niedawno zakończyliśmy naszą trasę...
-Chcecie wydać nowy album, tak?- blondynka wyglądała, jakby miała zaraz się popłakać ze szczęścia. Pewnie myśli, że ogłosimy u niej w programie nową trasę i dostanie więcej kasy. Niedoczekanie.
-Niekoniecznie- zaśmiał się Liam.
-Cóż...
-Chłopaki, wszyscy wiemy, że będzie nowy album. Nie trzymajcie nas dłużej w niepewności- znowu się wcięła, tym razem Louisowi.
-Chcemy tylko powiedzieć, że- zaczął Niall.
 -Jak będzie nazywać się nowy album? Czy to znowu będzie jakaś liczba?- zaśmiała się, a ja poważnie się zirytowałem.
-Nie, my...- znowu Liam.
-A może tym razem jakaś nazwa miesiąca?
-Wiadomość, którą próbujemy przekazać...- widząc, że blondynka znowu chce przerwać Niallowi, nie wytrzymałem.
-To koniec One Direction- powiedziałem chyba zbyt gwałtownie, bo w całym studiu zrobiło się niewiarygodnie cicho.
-Cholera jasna- mruknęła blondynka.- Andy, ściągaj nas- to było ostatnie zdanie jakie dało się usłyszeć, bo później wszystko przygłuszone było krzykami fanek.

[1]ja nic nie mam do Briany cnie, to tylko część historii:)
_______________
No i maratonik na weekend gotowy ^^
Mam nadzieję, że jesteście zadowolone z dwóch rozdziałów, i że będzie duuużo komentarzy:)
Coś miałąm napisać, ale nie pamiętam co hahaha, więc jak mi się przypomni to ew. dopiszę XD
Komentujcie moje misiaki, do zobaczenia! x

Chapter TWENTY-TWO

Zayn's POV
   Zamrugałem kilkakrotnie, próbując zrozumieć sens jej słów. Patrzyłem na nią zdezorientowany i trochę zagubiony. Zaczęła się śmiać i zaplotła mi ręce na szyi i przyciągnęła bliżej siebie.
-Uważam, że i tak za długo byliśmy osobno. Nie chcę się spieszyć, bo oboje się zmieniliśmy, ale uważam, że takie totalne odizolowanie się nie jest dobrym pomysłem- uniosła się na palcach i delikatnie musnęła wargami mój policzek. Ten gest był tak cholernie niewinny, tak cholernie intymny, że od razu zapragnąłem więcej. Uśmiechnąłem się jak palant, ale inaczej nie mogłem.
Staliśmy tak jeszcze chwilę, w zupełnej ciszy, patrząc sobie w oczy. Nie wyobrażam sobie, że mogłoby być jakoś inaczej.
Przejechała dłońmi po moim policzku, zjechała na klatkę piersiową, po czym zupełnie straciłem z nią fizyczny kontakt.
-Chodź, odprowadzę cię- mruknąłem, a ona przytaknęła. Szliśmy ramię w ramię, a ja, idiota, odważyłem złapać ją za rękę dopiero przed jej domem.
Westchnęła cicho i odwróciła się do mnie.
-Czyli to koniec One Direction?- spytała niepewnie, patrząc mi w oczy.- Skoro ty i Niall...
-Niall?- zmarszczyłem czoło, a ona przytaknęła.
-W sumie on był pierwszy.
-I nic mi nie powiedział?- zaśmiałem się i wolną ręką założyłem jej pasemko włosów za ucho.
-A czy ty komuś coś powiedziałeś?- wyplątała dłoń z mojej i zaplotła ramiona pod biustem.
-Tak! Stoi tu przede mną, taka mała, mocno irytująca osóbka- strzeliłem pewny siebie uśmieszek, a po chwili oberwałem w klatę.- No co? Przynajmniej szczery jestem.
-Nie jestem mała- dźgnęła mnie w to samo miejsce.- Co do irytującej jestem w stanie się zgodzić, ale nie jestem mała.
-Gadanie- nachyliłem się delikatnie i pocałowałem jej czoło. Miałem wrażenie, jakby lekko zadrżała, ale nieważne.
-Może wejdziesz?
-Chciałbym, ale nie mogę- pokręciłem głową.- Muszę zerwać kontrakt jak najszybciej, a to w sumie nie jest takie proste.
-Dlaczego jak najszybciej?
-Chcę mieć więcej czasu dla mojej rodzinki- wyszczerzyłem się, a Lizzie nabrała gwałtownie powietrza.
-Przecież nie musisz...
-Ale chcę- przerwałem jej i ponownie pocałowałem w czoło.- Do później?
-Może- zachichotała i skierowała się w stronę domu.
Ten dzień jest jakiś dziwny.

Lizzie's POV
     Zatrzasnęłam drzwi i oparłam się o nie.
-O kurczę- wypuściłam głośno powietrze i zamknęłam oczy. Mimo tego, czego dowiedziałam się o moich rodzicach, nie mogłam się tym przejmować. Uśmiech sam wpełzł mi na twarz i nie chciał stamtąd spełznąć.
Ten dzień jest tak cholernie niedorzeczny, że podejrzewam, że tak naprawdę się nie wydarzył, że ja sobie tylko smacznie śpię, a to wszystko to chory wymysł mojej wyobraźni.
-Laska, gdzie ty się podziałaś? Nie było cię prawie dwóch godzin!- to pierwsze, co usłyszałam od Talie. Dzięki wielkie.
-Gdzieś- wytknęłam jej język.- A jak tam mój mały dzidziuś?- powiedziałam specjalnie głośniej, żeby ta mała wredota usłyszała.
-Mamusiu! Nie jestem dzidziusiem!- jęknęła z salonu. Skierowałam się w jej stronę, a gdy tylko zauważyłam ją na kanapie, od razu się do niej zbliżyłam.
-Czyżby?- stanęłam nad nią z chytrym uśmiechem, co oznaczało, że zaraz zacznę ją łaskotać. Dziewczynka doskonale zdawała sobie z tego sprawę, dlatego szybko wstała i zaczęła uciekać.
Na jej nieszczęście, mam o wiele dłuższe nogi niż ona, więc dogonienie jej nie było czymś wybitnie trudnym. Gdy już ją złapałam, położyłam ją na ziemi i zaczęłam się nad nią znęcać, atakując jej najczulszy punkt; brzuch.- Mój dzidziusiu mały!- krzyknęłam, a dziewczynka zaczęła się wyrywać. Piszczała i śmiała się, próbując odciągnąć moje ręce od jej małego ciałka.
-Co ci się stało?- zapytała zszokowana blondynka.- Podmienili cię? W ogóle, gdzie ty byłaś?
-Nieważne.
-Nieważne?- prychnęła.- Przez cały dzień marudzisz, jak to jest ci źle, że musisz wszystko załatwiać, po czym znikasz na dwie godziny, a po powrocie jesteś cała w skowronkach. Wybacz, ale to nie jest normalne.
-A kto powiedział, że ja jestem normalna?
-No niby nikt, ale jednak masz jakieś granice. A może znowu w ciąży jesteś?
-Nieśmieszny żart, skarbie.
-Dobra, nie znęcaj się już nad Lil, chodź na herbatkę- złapała mnie w pasie i odciągnęła od brunetki.
-Ej! Nie skończyłam!
-A daj jej spokój- przewróciła oczami i siłą zaciągnęła mnie do kuchni.
-Talie!- jęknęłam, gdy w końcu mnie zostawiła.
-Gdzie byłaś?- nie ustępowała. Przecież i tak by się w końcu dowiedziała, nie?
-Byłam z Zaynem.
-Dobra, dobra. A na serio? Gdzie cię wywiało?
-No przecież mówię, że byłam z Zaynem!- przewróciłam oczami, a blondynka zmarszczyła brwi. Otworzyła usta, chcąc coś powiedzieć, ale szybko je zamknęła.
-Wkręcasz mnie teraz?
-A dlaczego miałabym?- założyłam ręce pod piersiami i dokładnie się jej przyglądała.- Po prostu przyszedł i poprosił, żebym z nim porozmawiała, a ja to zrobiłam. Wytłumaczyliśmy sobie parę rzeczy i...
-O MÓJ BOŻE, POGODZILIŚCIE SIĘ- zaczęła się wydzierać jak wariatka, a ja szybko zatkałam jej usta ręką. Skakała jak idiotka, a ja się śmiałam. W końcu odciągnęła moją dłoń od swoich ust i uniosła ręce do góry.- Panie Boże, dziękuję ci za...
-Przestań!- dźgnęłam ją w brzuch, głośniej się śmiejąc. Spojrzała na mnie i również zaczęła się śmiać.
-Przepraszam, po prostu, ugh. Nawet nie wiesz, ile czekałam, aż się pogodzicie. Czekaj, który dzisiaj?- zmarszczyła brwi.
-Dwudziesty pierwszy, dlaczego?
-Wygrałam!- zaśmiała się głośniej, przez co zwróciła uwagę Lily, która właśnie weszła do kuchni.
-Mogę wiedzieć, co wygrałaś?
-Założyłam się z tym moim idiotą, że ty i Zayn pogodzicie się przed początkiem kwietnia- uśmiechnęła się przebiegle, a ja pokręciłam głową.
-Założyłaś się o to, kiedy ja i Zayn się pogodzimy?
-Tak. Niall nie wierzył, że to się stanie w mniej niż rok, a ja byłam tego pewna.
-Założyłaś się o to z Niallem prawie rok temu?- zamrugałam kilka razy.
-Yup.
-Ale to nie było jeszcze, jak byłam z Harrym?- zmrużyłam oczy i dokładnie się jej przyjrzałam.
-Yup.
-Czuję się zdradzona- burknęłam.- Czy jestem aż tak przewidywalna?
-Yup.
-Talie, zaraz cię trzepnę- przewróciłam oczami.
-Dobra, przepraszam! Po prostu... Ugh, ty kochasz Zee, on kocha ciebie... To była tylko kwestia czasu, kiedy do siebie wrócicie. A to z Harrym... Nie oszukujmy się, i tak by wam się nie udało.
-Huh, dlaczego?
-Cóż, Harry jest gejem.
_________________
Buahahahah!
Ktoś pewnie pomyśli 'Harry jest gejem? Przecież dopiero co był z Lizzie, lol' A no właśnie.
A myślicie, kociaki, że dlaczego z nią zerwał? XD
W następnym wszystko wyjaśnię, rly
Robię krótki maraton, w sensie, dodam dwa rozdziały jeden po drugim. Tak, żeby umilić Wam życie hahaha
Nie rozpisuję się, bo nie będę miała o czym pisać w następnym, heh

wtorek, 3 listopada 2015

Chapter TWENTY-ONE

Opadłam na kanapę. Dzień, w którym Talie miała wybrać suknie ślubną był jednym z cięższych dni w moim życiu, mimo, że tylko siedziałam na tyłku i doradzałam w sprawach kolorów.
-Mamusiu, a co to ten wieczór panieński?- spytała Lily, podbiegając do mnie radośnie. Dzisiaj zrobiłam tyle rzeczy, że najchętniej położyłabym się i zasnęła.
Odebrałam suknię druhny (tłukłam się po nią przez pół miasta, ale to szczegół), zamówiłam tort na wesele, potwierdziłam rezerwację sali i pokoi hotelowych. To nie mój ślub, a mam wrażenie, że jestem najbardziej zaangażowana w to wszystko.
Byłam jeszcze z Talie przy wyborze kwiatów i odebrałam Lil z przedszkola. Natknęłam się po drodze na papsów, ale zdali się mnie ignorować. Tym lepiej dla mnie.
No i, rozmawiałam z rodzicami. Huh. Powiedzieli, że nie potrzebują tych pieniędzy na konkretną datę, tylko kiedy je będę miała. Trochę nietypowe, ale chyba wolę nie wnikać.
Umówiłam się z Harrym tak, że pożyczy mi pieniądze, a ja zacznę je spłacać, jak tylko będę mogła. Oczywiście nie chciał, żebym mu je oddawała, ale źle bym się z tym czuła.
-To coś takiego, jak panna młoda, w sensie ja, chce się wyszaleć przed ślubem i, ewentualnie rozmyślić, bo później to już nie ma powrotu- zachichotała blondynka, wchodząc do środka pomieszczenia.
-Ciociu, czy będę mogła iść z wami? Też chcę się wyszaleć!- krzyknęła z radością Lily. Razem z Talie zaczęłyśmy się śmiać.
Nie zabiorę pięciolatki na pijany wieczór panieński.
-Skarbie, niestety nie możesz z nami iść. Będą tam tylko dorosłe panie- powiedziałam, gdy tylko przestałam się śmiać.
-I panowie- wtrąciła blondynka, za co dostała ode mnie po głowie. Cóż, Talie o tym nie wie, ale robimy oddzielne wieczór panieński i kawalerski.
Pierwotnie miało być tak, że polecimy sobie do Kalifornii, znajdziemy jakąś plaże i pobędziemy w towarzystwie najbliższych. Potajemnie z chłopakami robimy coś innego.
To znaczy.
Lecimy do Las Vegas. Odseparowujemy od siebie naszych niedoszłych, ale przyszłych nowożeńców i wywozimy w inne strony. Oni jadą podbijać kluby ze striptizerkami, a my... Huh, cóż. Ze striptizerami.
- - -
Talie została u nas, żeby zrobić sobie 'dzień wolnego', który zaproponował jej Niall. Nie robiłyśmy nic produktywnego. Leżałyśmy u mnie w sypialni w trójkę, na łóżku i rozmawiałyśmy. Było naprawdę przyjemnie, póki nie usłyszałam pukania do drzwi.
-Idźcie otworzyć- mruknęłam niechętnie.
-Ja nie idę, bo jestem gościem, a dziecka chyba nie puścisz.
-Dlaczego by nie?- uśmiechnęłam się chytrze i spojrzałam na brunetkę.
-Bo to dziecko! A jakby je ktoś porwał?
-Za dopłatą by jej nie wzięli- burknęłam.- Dobra, idę- przewróciłam oczami i zwlekłam się z łóżka. Ospałym krokiem skierowałam się na dół. Stanęłam przed drzwiami, a pukanie ustało dopiero, kiedy je otworzyłam.
Powiedzieć, że mnie zamurowało było mało trafne. Kogo przed sobą widzę?
-Zayn?- bingo!
-Nie mów nic, po prostu ze mną chodź, okej?- szepnął, a ja jeszcze chwilę stałam w szoku.
-Ale co ja powiem dziewczynom?- oburzyłam się, a on złapał mnie za prawy nadgarstek. Po moim ciele rozeszły się dreszcze, a serce delikatnie przyspieszyło.- Zaraz wracam!- krzyknęłam i w pośpiechu założyłam krótkie trampki. Brunet ponownie złapał mnie za to samo miejsce i pociągnął bliżej siebie.
-Przejdziemy się?- spytał, patrząc w dół.
-Jasne- przytaknęłam i razem ruszyliśmy przed siebie.
Chłopak wypuścił ciężko powietrze, nie wiedząc co powiedzieć. Postanowiłam, że to ja zacznę rozmowę.
-Wiem wszystko o tobie i twoich rodzicach- spojrzał na mnie nieśmiało, a mi zrobiło się dziwnie.
-Ale, ja ci nic...
-Styles mi powiedział- wtrącił, rozwiewając moje wątpliwości.- Wiem jak to brzmi, ale nie powinnaś dawać im tych pieniędzy- po tym co powiedział, zrobiłam się zła.
-Wiem, że oni nigdy nie mieli podstaw do tego, żeby nazywać ich 'idealnymi rodzicami', ale nie uważasz, że jesteś w tym momencie bezczelny? Byłeś ze mną, kiedy okazało się, że mój ojciec ma raka płuc.
-No właśnie o to chodzi, on...
-Nie przerywaj mi do cholery- warknęłam.- Wiem, że nie zawsze było z nimi kolorowo, ale każdy zasługuje na drugą szansę, okej? Chcę im pomóc, bo potrafię wyobrazić sobie, co czują.
-Lizzie...
-Nie skończyłam. Dali mi dużo powodów, dla których nie powinnam się do nich odzywać, ale czy ty rozumiesz, co to znaczy stracić oboje dzieci w przeciągu kilku minut?- chciałam ciągnąc swój wywód dalej, ale chłopak mi to uniemożliwił. Złapał mnie za nadgarstki i stanął naprzeciwko mnie, dogłębnie patrząc mi w oczy.
-Oni nie są tacy jak myślisz- powiedział, kręcąc głową.- Widziałem ich ostatnio w ekskluzywnym klubie na Tajwanie! Do cholery, to drugi koniec świata! Twój ojciec nie jechał na wózku, a matka wcale nie wyglądała na przybitą z powodu jego choroby. Rozmawiali z większością ludzi, choć trochę się tam liczących i nie przejmowali się leczeniem w stanach.
-Nie możesz mieć pewności, że to oni.
-Nie mogę?- prychnął.- Twoja matka powiedziała, że 'załatwiła grubą forsę od swojej naiwnej córki, która dała się nabrać na chorobę ojca'. Mówiła jeszcze, że po tym, jak dasz im pieniądze znikną z Anglii i nie będą nawet myśleć o tym, żeby z tobą porozmawiać. A po za tym, sprawdziłem tą ich 'zaufaną klinikę' i 'operację'. To jedna wielka ściema. Nie istnieje żadna klinika, nawet nie robią takiej operacji!- powiedział na jednym wydechu, a ja oniemiałam. Nie mam pojęcia, co miałam o tym myśleć. Najgorsze było to, że nie czułam się smutna, czy oszukana. W głębi czułam, że są do tego zdolni i chyba tak naprawdę się tego spodziewałam.
Nie odezwałam, więc ruszyliśmy przed siebie w ciszy.
-Nie powinieneś być przypadkiem gdzieś na drugim końcu świata?- zapytałam po kilkunastu minutach, patrząc na jego profil.- Przepraszam, nie chciałam, żeby to tak zabrzmiało- dodałam szybko.
-Nic nie szkodzi- uśmiechnął się do mnie, a serce podskoczyło mi do gardła. Tak dawno nie widziałam jego cudownego uśmiechu. Mimo tego, że zrobił mi okropne świństwo, normalnie z nim rozmawiałam. Myślę, że chodziło o czas. Moja złość na niego mocno zmalała, chociaż byłam zirytowana. Za każdym razem, kiedy myślę, że jest już okej, on się pojawia i wszystko psuje. Ja wiem, czy takie jego pojawianie mi przeszkadza...
-Zanim odpowiem ci na twoje pytanie, mogę oczekiwać od ciebie pełnego zrozumienia?- zapytał, a mnie to trochę zdziwiło. Zamrugałam kilkakrotnie, wpatrując się przed siebie. Dziwne, że po tym, ile się między nami działo, on nadal mi ufa.
-Tak- powiedziałam krótko i widziałam, jak chłopak walczy ze sobą. Nie wiedział, czy ma mi powiedzieć. Nie rozumiałam, dlaczego w ogóle o tym pomyślał.
-Odszedłem- powiedział w końcu. Zrobił to tak cicho, że zrozumiałam go dopiero po chwili.- Odszedłem z zespołu.
Zatrzymałam się nagle i zmarszczyłam czoło.
-Wydaję mi się, że nie jestem zbyt dobrą osobą, która mogłaby cię wysłuchać- powiedziałam po chwili, a chłopak zbliżył się do mnie. Złapał mój podbródek i podniósł go do góry tak, że mogłam mu się dobrze przyjrzeć. Miał duże sińce pod oczami, zbyt długi zarost i smutny wzrok. To nie mogła być pochopna decyzja. Musiał się nad nią długo zastanawiać. Zbyt długo, i teraz widać tego skutki.
-Zostałaś mi teraz tylko ty. Tylko na tobie mogę polegać w stu procentach- szepnął, a jego ciepły oddech zderzył się z moimi policzkami.- Wysłuchasz mnie?- był taki zdesperowany. Jego oczy gorączkowo szukały odpowiedzi w moich, a ja chyba nie miałabym serca, żeby się nie zgodzić. Przytaknęłam delikatnie głową i czekałam, aż zacznie mówić.- Muzyka to moja pasja. Coś, co jara mnie od bardzo. Kochałem to co robię, ale ostatnio dużo rzeczy uległo zmianie- coś ukłuło mnie w serce, gdy usłyszałam 'kochałem'. To znaczy, że już nie kocha, tak?
Westchnął i kontynuował:
-Po tym, jak powiedziałaś, że nic do mnie nie czujesz, coś we mnie pękło- zaśmiał się obojętnie, a mnie oblało poczucie winy.- Nie wiń się za to. To tylko i wyłącznie moja wina, że nie potrafiłem odpowiednio okazać ci czułości. Wracając... Od tamtego momentu wszystko jakby zaczęło się sypać. Kończyliśmy nagrywać album, było mnóstwo pracy z promocją. Musiałem udawać przed wszystkimi, że coś z Perrie jednak mnie łączy- zrobił kolejną przerwę.- Zacząłem oszukiwać sam siebie, ale zdałem sobie z tego sprawę dopiero niedawno. Za każdym razem, kiedy z nią rozmawiałem, nieważne, czy o ślubie, czy o pogodzie, zawsze pomyślałem o tobie. Co ty byś o tym sądziła, jak byś zareagowała- pokręcił głową.- Na ostatnim koncercie, pośród fanek zobaczyłem jakąś dziewczynę. Myślałem, że to ty. Moje serce zaczęło bić jak psychopata, a ja znów zacząłem zachowywać się tak jak na wcześniejszych trasach. Skakałem, śmiałem się z chłopakami, robiłem im nawet jakieś pieprzone żarty. Później dopiero pojąłem, że to niemożliwe, żebyś ty tam była. Pomyślałem wtedy o Lily. Myślałem, co z nią jest, jak się czuję. Wiem, że chodzi teraz do przedszkola- uśmiechnął się delikatnie.- Ale wtedy zrobiło mi się cholernie przykro. Zrobiło mi się przykro, bo zdałem sobie sprawę, że ona nigdy nie miała ojca. Że to ty pełniłaś rolę obojga rodziców, jednocześnie pracując. Znowu przebiegłem wzrokiem po fanach. Jak na ironię, zatrzymałem się przy kolesiu z córką. Widać było, że nie podoba mu się koncert, ale przytulał ją tak cholernie mocno. Pomyślałem, że ja też mógłbym tak wyglądać w przyszłości, ale spieprzyłem. Przepraszam- w jego oczach zgromadziły się łzy.- Przepraszam, że byłem samolubnym kutasem i nie wróciłem do ciebie. Przepraszam, że nie potrafiłem zebrać się w sobie, żeby cię odnaleźć. Przepraszam, że nie wychowywałem Lily razem z tobą. Przepraszam cię za wszystko Lizzie. Jest mi tak cholernie przykro- pokręcił głową, a jedna łza wylądowała na jego policzku. Pierwszy raz widziałam, żeby płakał. Zbliżyłam się do niego jeszcze bardziej i objęłam jego tors rękami.
Staliśmy tak na środku chodnika. Przyciśnięci do siebie i oboje tak cholernie tęskniący za tym drugim.
-Przepraszam, że wydałem waszą tajemnicę. Twoją i Stylesa. Nie powinienem był tego robić, dlatego od razu to usunąłem. Niestety nasze fanki są dość... Przerażające- w tym momencie się zaśmiałam- i zdążyły to przeczytać.
-Nie myśl o tym- potarłam dłońmi jego plecy.- Myślę, że cię kocham- czułam, jak jego serce zaczyna szybciej bić, dorównując tempu mojego.
 __________
Woah, ale akcji XD
Rozdział wysłałam mojej 'korekcie' i jakby co, poprawię jutro. Chciałam go dodać dzisiaj, bo musimy o czymś porozmawiać... Hahahahah
Po pierwsze: Jest mi przykro :( Pod ostatnim rozdziałem pojawił się tylko komentarz od jednej osoby :( Mam nadzieję, że pod tym będzie więcej, bo wiecie ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Po drugie: OMG, ALBUM JUŻ NIEDŁUGO!!!!1!1 Ja mam już zamówiony, a Wy? :D I co do piosenek, któa, wg. Was, jest najlepsza? Z tych czterech oczywiście haha
Po trzecie(i ostatnie): Przenoszę się na Wattpada. Tam będzie mi wygodniej po prostu pisać i w ogóle, chociaż stwierdziłam, że to opowiadanie dokończę tutaj :D  Zbliżamy się do końca, więc nie widzę sensu w przenoszeniu dwudziestu paru rozdziałów na wattpada, żeby dopisać jeszcze kilkanaście.
Więc.
Trzymajcie się Miśki, do kolejnego! x

sobota, 10 października 2015

Chapter TWENTY (bonus part)

Niall's POV
    Muszę przyznać, że byłem zdenerwowany gdy Lizzie powiedziała mi, co się stało. Byłem kurewsko zły na nią, że tak wybuchła. Chociaż z drugiej strony, nie wyobrażam sobie nawet jak musiała się czuć.
Pieprzyć to wszystko.
Idę z lekarzem wzdłuż jakiegoś korytarza.
-Chciałem pana poinformować, że trochę się pospieszyliśmy z tą cesarką- zaśmiał się.
-Jak to? Czyli...
-Nie! Nie- zaprzeczył szybko, wiedząc o co chcę zapytać.- Pańska żona nie potrzebowała operacji, dlatego jej nie zrobiliśmy. Poród przebiegł prawidłowo. Był jednak długi, dlatego pańska małżonka może być wykończona.- otworzył jakieś duże, białe drzwi.- Gratuluję syna, panie Horan- powiedział, a ja myślałem, że stanie mi serce. Widziałem ją. Leżała na dużym, białym łóżku, zmęczona, ale szczęśliwa, trzymając przy piersi małe zawiniątko. Podszedłem niepewnie bliżej i wyszczerzyłem się jak głupi, widząc dokładnie, że to chłopczyk.
-Mówiłem, że masz w brzuchu młodego piłkarza- powiedziałem dumnie.
-Zamknij się Horan- burknęła blondynka.- Lepiej chodź tutaj, zobaczyć swoje dziecko, a nie- uśmiechnęła się.
-Kiedy przeniosą cię do osobnego pokoju?- spytałem, kreśląc kółka na jej policzku.
-Już w nim jestem, głuptasie!- zachichotała słodko, a ja po prostu myślałem, że się rozpłynę. Kocham ten dźwięk. Kocham jak chichocze. Kocham ją.
-Nie zauważyłem. Skupiłem się raczej na mojej żonie i moim cudownym dziecku.
-Te, nie dodawaj sobie. Żoną będę, jak skończysz trasę, nie wcześniej!
-Wiem- westchnąłem.- Jak się czujesz?
-Cholernie zmęczona i obolała- skrzywiła się.
-I nadal jesteś piękna, jak ty to robisz?- schyliłem się i pocałowałem ją w skroń. Zachichotała znowu, a mały człowieczek na jej rękach dał o sobie znać, zaczynając krzyczeć, płakać, nie wiem. Cokolwiek to było, było straszne.
Blondynka zaczęła nim jakoś tak... Potrząsać? Boże święty, nie mam pojęcia. Od razu się uspokoił. Śmiesznie wyglądał taki mini-człowiek. Widziałem wcześniej Lily, ale no cóż, nie w aż takim mini wydaniu.
Cały czas miał zamknięte oczy i otwartą buzię. Zaczął machać jakoś dziko rękami, póki nie złapał włosów Talie. Później się uspokoił.
- - -
Minęły dokładnie dwa dni, odkąd Talie wyszła ze szpitala. Dostaliśmy z chłopakami wolne na tydzień, z racji tego, że mieliśmy przerwy w koncertach. Na szczęście.
Nie mógłbym zostawić Talie samej. Nie teraz, gdy nasz mały szkrab dopiero co się urodził.
Czułem się winny, bo nie byłem przy mojej Talie podczas ciąży. Czuję się winny, że przełożyłem ślub, ze względu na trasę. Będę czuł się winny, bo nie będę spędzał czasu z moją rodziną.
-O czym tak myślisz?- spytała blondynka, wchodząc do kuchni. Wtuliła się w moje plecy i zaplotła ręce na moim brzuchu. Westchnąłem głośno, gdy mały James/Jake/Noah znowu zaczął płakać. Blondynka odsunęła się ode mnie, kierując do pokoju młodego.
-Odchodzę z zespołu- powiedziałem, gdy znalazła się przy drzwiach.
-Co? Dlaczego?- zmarszczyła brwi.
-Nie mogę pozwolić na to, żebyś przeżywała to samo co Liz- wypuściłem głośno powietrze.- Nie chcę zamartwiać się o was, siedząc na drugim końcu świata. Pieniędzy mamy tyle, że już do końca życia możemy siedzieć na dupie i nic nie robić, a ja nie chcę, żeby moje dziecko wychowywało się bez ojca, zupełnie jak Lily. Nie skrzywdzę go tak.
-Niall...- zaczęła, kręcąc głową.
-Talie- udawałem jej ton z uśmiechem. Zbliżyłem się do niej i położyłem rękę na jej policzku.- Kocham cię, skarbie- szepnąłem i cmoknąłem ją w usta.- Leć do naszego karła- zaśmiałem się.
-Chodź ze mną- uśmiechnęła się i, łapiąc mnie z rękę, pociągnęła w stronę pokoju chłopca.
Obserwowałem dokładnie, jak dziewczyna zajmowała się dzieckiem. Wzięła go delikatnie na ręce, zaczęła z nim chodzić, mówiąc jakieś głupotki, a on momentalnie przestał płakać. Uśmiechnęła się do mnie i podeszłą bliżej. Wziąłem Jake'a ostrożnie na ręce, a uśmiech nie schodził mi z twarzy.
Pierdolę, mam syna.
-Mój mały chłopiec z moim dużym chłopcem- zaśmiała się Talie, podchodząc bliżej.
-Siedź tam cicho. Cieszę się chwilą, w której nie płacze- za to zdanie dostałem rękę. Zacząłem się śmiać, przez co chłopiec na moich rękach otworzył oczy. Natychmiast się uspokoiłem, a on lustrował mnie wzrokiem. To trochę śmieszne, że miał taki gigantyczny łepek, a takie małe ciało.
Uniósł swoją rączkę do góry i zaczął nią machać, śmiejąc się słodko.
Wow, myślałem, że potrafi tylko płakać.
Ja również się uśmiechnąłem, a on jak gdyby nigdy nic, zamknął oczy i zasnął.
Uniosłem zdezorientowany wzrok na Talie, a ona zaczęła się śmiać. Podeszła do mnie, zabrała chłopca i wsadziła go do łóżeczka.
Wróciła do mnie i słodko pocałowała mnie w usta.
-Myślę, że możemy przejść do czegoś innego- uśmiechnęła się i wplotła palce w moje włosy.
-Och, tak?- złapałem ją w talii i przyciągnąłem bliżej, delikatnie cmokając ją w wargi. Dziewczyna zachichotała i odsunęła się ode mnie, zbiegając na dół. Przewróciłem oczami, ale po chwili również znalazłem się na dole.- Talie?
-Zaraz przyjdę, muszę się wysikać!- krzyknęła z łazienki, a ja usiadłem na kanapie.
Uśmiechnąłem się do siebie, cholera jasna. Nadal to do mnie nie dociera. Mam syna, za trzy miesiące biorę ślub i odchodzę z zespołu.
Przetarłem twarz dłońmi. Boję się, jak zareagują, cóż, wszyscy. Nikt o tym nie wie, oprócz mnie i Talie.
-O czym tak rozmyślasz?- spytała blondynka zza mnie. Chciałem się odwrócić, ale przeszłą przez oparcie i usiadła mi na kolanach. Wtuliła się we mnie i schowała twarz w moją szyję. Objąłem ją i jedną ręką zacząłem gładzić po plecach.
-Nie mogę tego zrozumieć.
-Czego?- odsunęła się ode mnie i spojrzała na mnie. Z tak bliska mogłem dokładnie jej się przyglądać. Nie to, że nie robiłem tego wcześniej.
Jej oczy były tak cholernie niesamowite.- Nie uśmiechaj się jak idiota tylko mi odpowiedz- uderzyła mnie w ramię, a ja tylko poszerzyłem uśmiech.
-Nie mogę się nie uśmiechać, patrząc na ciebie, skarbie- westchnąłem, a ona przewróciła oczami.- Nie mogę zrozumieć, dlaczego jestem takim szczęściarzem- pokręciłem głową, nadal utrzymując z nią kontakt wzrokowy. W odpowiedzi założyła mi ręce na karku i złączyła nasze usta w pocałunku.
Nie wiem ile on trwał, ale zdecydowanie za krótko. Wszystko przez to, że ktoś wszedł do domu.
-Niall, nawet nie kurwa nie denerwuj- wrzasnął od progu Louis.
-Zamknij się idioto!- zamordowałem go właśnie wzrokiem. Dodam, że zrobiłem to z zimną krwią.
Tyle czekałem, żeby zasnął i dał nam chwilę w pokoju, to wparuje taki debil i mi dziecko obudzi. Boże.
-Dobra, przepraszam!- przewrócił oczami. Mam wrażenie, że wszyscy robimy to ostatnio zdecydowanie za często.- Po prostu wkurwia mnie to, że chcesz odejść. Kontrakt kończy się nam dopiero za rok. Ocipiałeś?
-Przecież...- zawahałem się.- Czekaj, skąd o tym wiesz?- zmarszczyłem brwi, a on stał niewzruszony, próbując mi pokazać, że jestem idiotą. Nie ma mowy.- Talie?- spojrzałem na nią, a ona wstała z moich kolan i stanęła przede mną.
-Niall, nie mogę pozwolić, żebyś przez jakąś głupotę odszedł z zespołu. Przecież to twoje życie! muzyka, fanki, koncerty...- wymieniałaby pewnie dalej, ale jej przerwałem.
-Uważasz, że rodzina to jakaś głupota?- spytałem poirytowany. Cholera, nie tyle poirytowany, co zły!
-Jasne, że nie! Ale nie uważasz, że trochę za szybko podjąłeś tą decyzję?
-Nie- odpowiedziałem stanowczo.- Myślałem nad tym od dłuższego czasu. Skończę trasę z wami, ale po tym będzie koniec- zwróciłem się do Louisa.- Nie chcę...
-nie chcesz, żeby dziecko wychowywało się bez ojca- dokończył za mnie, a ja trochę się zdziwiłem.- Głupio mi teraz, ale ja cię rozumiem.
-Chcesz coś przez to powiedzieć?- powiedziała blondynka, odwracając się do niego.
-Huh, cóż... Ja...- przerwał i zaczął się śmiać.
-Louis!- razem z Talie ponagliliśmy go.
-No, jatżbdęojcm- wymruczał. Spojrzałem na blondynkę a ona na mnie.
-Może wyraźniej?- zaproponowała.
-Ja też będę ojcem, okej?
-Oh, kurwa. Czekaj, co?- zamrugałem kilka razy.- Myślałem, że zerwałeś z Eleanor.
-Bo zerwaliśmy! To jest tak jakby...
-Tak jakby, co?
-Wpadka- burkną.- Byliśmy wtedy w Azji. Poszedłem to klubu i... Jakoś tak wyszło.
-Czekaj, przecież jak byliśmy w Azji, ty i El byliście jeszcze razem- zmarszczyłem brwi.- Chcesz powiedzieć, że...
-Uhm, tak.
-O kurwa- Talie zakryła sobie usta ręką. Ja byłem niemniej zdziwiony. Cholera, Louis zdradził Eleanor? To było tak cholernie nieprawdopodobne. Ostatnio chyba nadużywam słowa cholera...
-Wiem, nie musisz mówić- przewrócił oczami szatyn.- Nie gadajmy o tym. Jak Jake?
-James- poprawiła go Talie. Louis spojrzał na mnie i strzelił niedowierzające spojrzenie.
-James?- parsknął.- Serio Horan?
-Ja nadal jestem za Noah!- zacząłem się bronić.
-Mogę go zobaczyć?- zaśmiał się i jak na zawołanie, James zaczął płakać.- Oho, czuję, że ktoś się obudził.
-To wszystko przez ciebie- wytknąłem.- Gdybyś nie wszedł i nie zaczął się wydzierać jak idiota, to prawdopodobnie jeszcze by spał.
-Dobra, zamknij się- westchnął.- Talie, pozwolisz?- wyciągnął do niej ramię, a ona ochoczo je przyjęła, po czym skierowali się do pokoju chłopca.
-Mam się czuć zazdrosny?
-Tak!- odpowiedzieli zgodnie, a ja parsknąłem śmiechem.



______________
Przepraszam, że tak późno. Wiem, że miał być prawie dwa tygodnie temu. I był
Nie wiem, czy ktoś widział, ale faktycznie ten rozdział się pojawił. Na jakieś 20 minut XD
Stwierdziłam, że jest krótki, dupowaty i będziecie na mnie złe XD
No to poprawiłam, mam nadzieję, że się podoba XD
za dużo 'XD'
To zdjęcie takie awciu jest, nie?
Uwielbiam Nallie i nie potrafię ich ze sobą skłócić XD
Mimo, że próbowałam, wyszła jakaś dupa, ale to chyba dobrze hahaha
Jak widzicie, dziecko nie ma jeszcze imienia XD Znaczy się, ma, nawet trzy XD Nie mogłam się dogadać z prawdziwą Talls co do imienia, dlatego stwierdziłam, że na razie będzie bez imienia XD
Dobra, lećcie komentować Misie! xx

środa, 7 października 2015

Chapter TWENTY

-Lizzie, coś się stało?- zapytała zatroskana Talie, wchodząc do mojego tymczasowego pokoju kilka godzin później. Gdy ja cały czas siedziałam w pokoju, próbując odizolować się od świata.
Szczerze? Nie wiedziałam, co mam o tym wszystkim myśleć.
Nie widziałam Harry'ego szmat czasu, a gdy tylko się widzimy, cóż, huh, zrywamy. Z jednej strony, nie byłam jakoś mocno przygnębiona, ale z drugiej było mi cholernie przykro. Harry mnie nie zranił, raczej... Zawiódł.
Tak, to dobre określenie.
-Uh, nie. Wszystko w porządku- posłałam jej krzywy uśmiech i dokładnie obserwowałam jak się zbliża. Usiadła koło mnie ostrożnie, bo, nie oszukujmy się, siadanie w jakimkolwiek miejscu z takim brzuchem to wyzwanie.
Tak cholernie jej zazdroszczę.
Ułożyła sobie życie z wspaniałym mężczyzną, z którym niedługo bierze ślub i będzie miała dziecko. Ma wspaniałych rodziców, przyjaciół (nie, nie mówię o sobie) i czego tylko dusza zapragnie. A ja? Spłukana, samotna matka z dzieckiem, która nie umie się ustatkować. Do wszystkiego dochodzi choroba ojca...
-Skarbie, cicho- dziewczyna przyciągnęła mnie do siebie w silnym uścisku. Szloch zawładnął moim ciałem niespodziewanie. Schowałam twarz między jej włosy i postanowiłam dalej moczyć jej ramię.
-Życie jest niesprawiedliwe- żałośnie jęknęłam, a ona zaczęła miarowo pocierać moje plecy.
-Tak, coś o tym wiem- westchnęła, a ja gwałtownie się od niej odsunęłam.
-Nie Talie- parsknęłam śmiechem.- Nie masz o tym pojęcia. Twoje życie jest usrane różami od samego początku- zaczęłam jakoś dziwnie gestykulować rękami. Blondynka zmarszczyła brwi, ale się nie odezwała.- Masz wspaniałych rodziców. Nie musiałaś przeżywać piekła związanego z tragiczną śmiercią brata. Nie masz dziecka z kolesiem, który nawet się nim nie interesuje. Nie jesteś spłukana i nie musisz dorabiać w gównianych kawiarniach co weekend.[1] Twój tata nie zachorował na raka płuc i nie potrzebuje w chuj drogiej operacji w Stanach. Twoje życie jest kurwa idealne, a ty mi mówisz, że coś o tym wiesz?- zaśmiałam się ironicznie.- Przepraszam, ale jesteś żałosna- pokręciłam głową i po prostu wyszłam.
Wyszłam z pokoju, wyszłam z budynku, wyszłam w cholerę.
Szłam szybko wzdłuż głównej ulicy. Jedyne co ze sobą miałam to telefon. Byłam zła. Nie na Talie. Nie na pieprzonego Stylesa. Byłam zła na siebie, że tak łatwo dałam się złamać. Oparłam się plecami o jakieś drzewo i wypuściłam głośno powietrze.
Osunęłam się na ziemię, mając w dupie to, że upierdolę sobie spodnie od ziemi. Schowałam twarz w dłonie i starałam się uspokoić. Wdech, wydech. Wdech. Wydech.
Mój telefon dał o sobie znać, zaczynając wibrować w mojej tylnej kieszeni. Wyciągnęłam go szybko i popatrzyłam na wyświetlacz.
Natalie!
Odrzuciłam od razu połączenie i położyłam telefon na udzie, wcześniej prostując nogi. Telefon znowu zaczął wibrować. Rzuciłam go gdzieś z boku na trawę.
Nie chcę z nią teraz rozmawiać. Znowu coś spierdolę.
- - -
Dopiero po jakiś trzydziestu minutach postanowiłam, że wrócę do domu i przeproszę Talie. Dlaczego nie wcześniej? Bałam się, że powie coś nie fajnego i pogrążę się bardziej.
Odważyłam się odblokować telefon dopiero koło domu. Zobaczyła siedem nieodebranych połączeń od Talls, dwanaście od jej rodziców i dwa od Nialla. Potrząsnęłam głową i szarpnęłam za klamkę. Zmarszczyłam brwi, gdy nie chciała ustąpić. Ponowiłam czynność i, cholera, zaczęłam się denerwować. Zadzwoniłam najpierw do Talie, nic. Do jej rodziców, to samo. Trzęsącą się ręką dzwonię do Nialla.
Trzeci sygnał, nic.
Zaraz się popłaczę. Wypuściłam drżąco powietrze i czekałam dalej.
-Lizzie, dzięki Bogu- usłyszałam głos blondyna w momencie, w którym chciałam odpuścić.- Nic ci nie jest?
-Nie, dlaczego miałoby mi coś być? Z resztą nieważne, coś się stało?
-Nic nie wiesz?- zapytał cicho.
-Nie, a co powinnam wiedzieć?- usłyszałam jak ciężko wzdycha.- Niall!
-Talie...
-Co z Talie?- przygryzłam wargę, czekając na odpowiedź.
-Cholera no! Zaczęła rodzić, a ja nie mogę przy niej być!- warknął poirytowany.
-J-jak to?
-Siedzę na tym pieprzonym korytarzu, a pielęgniarka powiedziała, że nie mogę wejść do sali, bo wystąpiły jakieś komplikacje!
-Boże święty- zachłysnęłam się powietrzem.- W którym jesteś szpitalu?
-Nie mam, kurwa, pojęcia. 
-Niall, proszę cię. Siedzę pod domem jej rodziców i nie wiem co robić. Powiedz mi chociaż gdzie jesteście.
-Harry cię nie odebrał?
-Co? Nie. Dlaczego miałby to zrobić?- zmarszczyłam brwi.
-Miał o zrobienia jedną, kurwa, rzecz- westchnął.- Dlaczego on jest takim pieprzonym idiotą?- mogę się założyć, że szarpał się w tym momencie za włosy.
-Ej, spokojnie. Na pewno jest w drodze. Może utknął w jakimś kor- przerwałam, widząc samochód, wjeżdżający na podjazd.- Już jest, spokojnie- mruknęłam i podbiegłam do auta. Szarpnęłam za klamkę i wsiadłam do środka. Bez przywitania zapięłam pasy i skupiłam się na głosie blondyna.
-Nie mogę być kurwa spokojny! Moja niedoszła żona rodzi trzy tygodnie przed terminem, myślisz, że jak się czuję?
-Myślę, że jesteś zestresowany, wkurwiony na wszystko i cholernie się o nią boisz- westchnęłam.
- - -
Jechaliśmy w cholernej ciszy. Styles trzy razy próbował rozpocząć ze mną rozmowę, ale na marne. Byłam za bardzo zdenerwowana, żeby mówić. Cholera no.
Moja najlepsza przyjaciółka rodzi, właśnie teraz, trzy tygodnie prze terminem. I to przeze mnie. Gdybym na nią, kurwa, nie nawrzeszczała, gdybym się ogarnęła, ona nie miałaby powikłań. Niall nie martwił by się o nią i o ich dziecko. Kurwa, kurwa, kurwa!
Walnęłam ręką w tapicerkę i zaczęłam szybciej oddychać.
-Co jest?- zielonooki patrzył na mnie przez chwilę, po czym wrócił wzrokiem do drogi.
-To wszystko moja wina. To wszystko moja, pieprzona wina- warknęłam, gwałtownie przeczesując włosy.
-Co?- zmarszczył czoło, wjeżdżając na podziemny parking. Nie odpowiedziałam mu. Wyszłam z auta i pobiegłam na górę, do recepcji. Starsza kobieta wskazała mi, gdzie siedzi Niall z rodzicami Talie. Nie czekając na Stylesa, pobiegłam w ich stronę. Gdy tylko zobaczyłam farbowanego idiotę, jak chodzi w tą i tamtą, serce mnie ścisnęło. Odwrócił się do mnie przodem i zatrzymał się. Podeszłam do niego i mocno przytuliłam. Był w takim szoku, że musiałam chwilę poczekać, żeby poczuć jego wielkie łapy na plecach.
-Lekarz mówi, że potrzebna była cesarka, dlatego mnie nie wpuścili- powiedział cicho, a ja zaczerpnęłam gwałtownie powietrze.
-Przeprasza Niall- szepnęłam.- To wszystko moja wina- w tym momencie zaczęłam płakać.
-Lizzie, to niczyja wina...
-To kurwa moja wina!- zaskomliłam w jego ramię.- Przyszłą do mnie do pokoju, chciała mnie pocieszyć. Powiedziała, że wie co czuję. Wyrzuciłam jej całe gówno na twarz. Wszystkie moje obawy, zmartwienia. To kurwa moja wina! Nawrzeszczałam na nią niepotrzebnie. Mogłam się wstrzymać, wiedząc, że jest w zaawansowanej ciąży- rozkleiłam się na dobre. Czułam, jak chłopak sztywnieje.
-Ej, cicho. Wszystko będzie dobrze- powiedział bez przekonania. Wiem, kurwa, że nie będzie dobrze.
-Skarbie, przyszedł lekarz- powiedziała mama Talls i klepnęła blondyna w ramię.- Idź do niego, zajmę się El.



[1]Nie opisywałam tego, bo, przyznam się, zapomniałam ahah, ale przecież musiała jakoś zarabiać na życie, nie? XD
 ___________
Misiunie moje kochane.
Naprawdę byłam zaskoczona tym, że tak szybko wbiliście 5 komentarzy, Pomyślałam wtedy 'okej, należy im się, opublikuję rozdział rano'. Wstaję rano, szykuję się do szkoły, biorę telefon z zamiarem opublikowania rozdziału i... ZONK!
Otwieram naszą dwudziestkę i pustka. Biały ekran.
Wiecie jaka była moja reakcja? -> :O
Dosłownie. Przepraszam, że tak długo czekaliście, ale KOMPLETNIE nie wiedziałam co ma się dziać w rozdziale. (w tajemnicy powiem, że napisałam rozdział 23, a tego nie mogłam, bo nie wiedziałam jak haha)
Mam nadzieję, że go nie zwaliłam i w ogóle.
A teraz!
Możecie wybrać jak będzie wyglądał kolejny rozdział.
Czy ciągniemy perspektywę Lizz, czy Nialla, czy Zayna? :o
(zanim wybierzecie Zayna, już niedługo będzie całkiem dużo jego perspektyw, więc się dobrze zastanówcie;))
Pierwszy komentarz wskazuje perspektywę następnego rozdziału!
(czyli, im szybciej skomntujecie, tym szybciej pojawi się rozdział :))
A teraz!x2
BARDZO, KURCZACZKI, WAM DZIĘKUJĘ. 12 000 WYŚWIETLEŃ I PONAD 200 KOMENTARZY. JEST MOC, CZUJECIE JĄ?
Znowu jestem chora, dlatego jeżeli dzisiaj pojawi się komentarz, wskazujący perspektywę kolejnego rozdziały, ten pojawi się w piątek/sobotę (mam nadzieję, że rozumiecie to zdanie haha)

środa, 30 września 2015

Chapter NINETEEN

*7 miesięcy później, początek marca*

-Mamusiu! Dziadek mówi, że jeżeli nie zjem obiadu to nie urosnę- jęknęła Lily z kuchni.
-I ma rację!- odkrzyknęłam jej. Zbliżyłam kubek z kawą do ust i podpiłam łyk.
-Więc, kochanie, kiedy ten wasz ślub? Przekładacie go, i przekładacie- powiedziała mama Talie. Blondynka westchnęła.
-Wiemy. Po prostu najpierw Niall miał wypadek z kolanem, później mieli ostrą jazdę z promocją albumu, a teraz ta trasa i...
-Takie tłumaczenia są na nic. Uważam, że powinniście już dawno być małżeństwem z co najmniej dwójką dzieci.
-Mamo!- jęknęła dziewczyna koło mnie.
-Popatrz tylko na Lizzie. Jest od ciebie młodsza, a mimo to, ma rodzinę- po jej słowach przełknęłam głośno ślinę, a blondynka zaczęła machać rękami.- Przepraszam kochanie- złapała mnie za rękę, a ja uniosłam wzrok i się uśmiechnęłam.
-Nic się nie stało. Tyle czasu już minęło, że szkoda gadać- wzruszyłam ramionami.
-Pójdę się przejść do kuchni. Za długo są cicho- wtrąciła Talie i skierowała się do kuchni.
-Kiedy ostatnio rozmawiałaś z Harrym?- spytała starsza kobieta, a ja westchnęłam.
-Jakieś trzy miesiące temu. Ostatnio robimy to coraz rzadziej, nie wiem w jakim kierunku to zmierza.
-Nie przejmuj się. Chłopak jest zapracowany. Jak wróci, z pewnością odpowiednio się tobą zajmie- powiedziała wymownym tonem, a ja zaczęłam się śmiać.
-Mamo, zabieram Lizzie na spacer- ogłosiła blondynka, łapiąc mnie za rękę. Pociągnęła mnie do góry, a ja posłałam jej zdziwione spojrzenie.
-Nie skończyłam kawy!- oburzyłam się, będąc ciągnięta w przód, przez blondynkę.
-Mam to gdzieś. Chodź i nie marudź- po chwili byłyśmy już na zewnątrz.
Wzięłam głęboki wdech, rozkoszując się czystym powietrzem na wsi. Było kilka, może kilkanaście domków jednorodzinnych, postawionych dość blisko siebie. Po mojej lewej był las, a przed nim jeszcze jakieś pole. Po prawej natomiast była główna droga, jakiś sklep spożywczy i straż pożarna.
Blondynka złapała mnie pod ramię i szłyśmy przez chwilę.
-Boże, jaka ona ciężka- westchnęła w końcu, spoglądając na swój brzuch.
-Niall mówił, że chłopiec.
-Nie urodziło się jeszcze, więc nie wiemy, dobra?- trochę mnie to śmieszyło. Moja wiecznie naburmuszona Talie, chciała mieć córeczkę, ale wszystko wskazywało na to, że będzie synek. Uwielbiałam się wtedy z nią droczyć, patrzeć jak się złości, a później zwykle wybucha śmiechem i je czekoladę.
-I tak wiem, że to będzie chłopiec- wystawiłam jej język, a ona szturchnęła mnie w bok.
-Rozmawiałam dzisiaj z Harrym- zaczęła, a ja zmarszczyłam czoło.
-Dlaczego nic mi nie powiedziałaś? Też chciałam z nim pogadać! Nie rozmawiałam z nim przez dwa miesiące i nie widziałam siedem- westchnęłam. Trochę mnie to dołowało. Niby byliśmy razem dziesięć miesięcy, ale tak naprawdę zatrzymaliśmy się na etapie trzech.
-Wiem, wiem. Dlatego przyjechał- uśmiechnęła się smutno, a ja byłam jeszcze bardziej zdezorientowana. Zaczęłam rozglądać się na boki w poszukiwaniu ciemnych loków i zielonych oczu chłopaka. Nic takiego niestety nie zauważyłam, więc odwróciłam się do blondynki, z którą stał Harry.
Przysięgam, że przed chwilą go nie było!
-Hej- uśmiechnęłam się do niego i podeszłam bliżej, żeby go przytulić.
-Hej- odpowiedział i schylił się, żeby również mnie objąć. Pocałował mnie w policzek i się odsunął.
Tak chyba nie wita się para po siedmiu miesiącach rozłąki, nie?
-Przejdziemy się?- zaproponował mi swoje ramię, a ja je z chęcią przyjęłam. Spojrzałam na chwilę do tyłu, żeby zobaczyć uwieszającą się na szyi Nialla Talie. Westchnęłam cicho.
-Jak w trasie?- spytałam, spoglądając na jego profil.
-Ciężko. Rano piszemy i komponujemy piosenki na nowy album, a wieczorem gramy koncerty- uśmiechnął się delikatnie.
-Macie niezły zapierdziel- zaśmiałam się cicho, a on dołączył.- Macie już jakąś nową piosenkę i czy mogę ją usłyszeć?- wyszczerzyłam się do niego, a on pociągnął mnie do siebie i usiadł na jakimś ogromnym kamieniu, biorąc mnie na kolana.
-Cóż. Zayn coś napisał, ale nie chce nam powiedzieć co. Powiedział, że już niedługo ją nam pokaże, ale na razie robi z tego nie wiadomo jak ważną tajemnicę- przewrócił oczami.- Ostatnio zachowuje się bardzo dziwnie. Znaczy, od początku trasy zachowuje się jakoś dziwnie. Cały czas chodzi jakiś zamyślony, praktycznie nic nie je, nie wiem co się z nim dzieje- położyłam jedną rękę na jego klacie, a drugą przeczesałam mu zbyt długie włosy.
-Może jest po prostu zestresowany ślubem? No wiesz, to coraz bliżej- powiedziałam i w sumie sama się zdziwiłam. Poszło mi łatwo mówić o tym, że Zayn się żeni z... Perrie. Ugh, i po wszystkim.
-Nie- zaprzeczył od razu.- Martwię się o niego. Przy praktycznie każdej okazji wychodzi z Louisem do klubu i wraca pijany.
-Czy Lou jest niepoważny?- trochę się zezłościłam.- Skoro wie, że Zayn wróci w takim, a nie innym stanie, to po cholerę go tam zabiera?
-Lizzie, Zayn jest dorosły. Nie możemy mu tak po prostu powiedzieć, żeby przestał. Może w ten sposób odreagowuje wszystko inne?
-Odreagowuje, zatruwając sobie wątrobę? W takim razie jest idiotą.
-Wiem to już od dawna- uśmiechnął się.- Martwię się o niego. Nigdy się tak nie zachowywał. Znaczy, tylko raz... Po tym jak, no wiesz- przełknął ślinę, a ja zmarszczyłam brwi.
-Po tym, jak co wiem?
-Po tym jak od niego odeszłaś- przyznał niechętnie, a ja spuściłam wzrok.
-Oh- wydusiłam w końcu. Nadal w jakiś sposób mnie to bolało.
-Hej, nie przejmuj się- złapał mój podbródek i uniósł, cmokając mnie w policzek. Liczyłam na coś innego.
-Harry?- spytałam cicho.
-Tak?
-Co się dzieje? W sensie, co jest pomiędzy nami?- spytałam, nie wiedząc, czy chce usłyszeć odpowiedź. Patrzył się przez chwilę w moje oczy, po czym wypuścił głośno powietrze.
-Nie wiem. Przepraszam, ale...- przerwał, zbierając myśli.- Myślę, że to po prostu się skończyło.
-Oh- jestem dzisiaj taka rozmowna. Nie wiem, co mam o tym myśleć. Z jednej strony jest mi cholernie przykro, że tak to się skończyło, ale z drugiej, chyba ma racje.
-Nie miej mi tego za złe, ja...
-Harry, w porządku- posłałam mu uśmiech.- Ale chyba jednak wrócę do domu.
-Odprowadzę cię- mruknął i oboje wstaliśmy.
-Tylko po to przyjechałeś?- spytałam, a on opuścił głowę.
-Uhh... Um-tak- wydukał.- Przepraszam.
-Już ci mówiłam, że jest w porządku- przytaknął tylko.
Szliśmy w niezręcznej ciszy do domu rodziców Talie. Tam pożegnaliśmy się po 'przyjacielsku' i rozstaliśmy. On wrócił w trasę, a ja do mojej szarej rzeczywistości.
____________
Okej, zaczynami z grubej rury. Kolejne drama time, Harry i Lizzie zerwali:(
Przyznam, że zrobiło mi się trochę smutno, pisząc ten rozdział.
No bo ej.
Oni byli tacy awciu.
Ale życie nie jest proste :/ Powiem tylko, że to jeszcze nie koniec dram, ale wytrzymajcie jeszcze trochę. Obiecuję, że już niedługo będzie lepiej!
Czas na opieprz.
Ja rozumiem, że jest szkoła. Ja rozumiem, że Wam się nie chce, ale cholera. Pod ostatnim rozdziałem jest ponad sto wyświetleń, i jeden komentarz. Co się do dzieje? Przy niektórych rozdziałach jest, uwaga, 500 wyświetleń i dwa komentarze.
Blog ma już prawie 12000 wyświetleń, chciałam Wam zrobić taki suprajs na tą okrągłą liczbę, ale mnie zezłościliście, i nie wiem czy wyjdzie, o.
Jestem zła(wesoła też, bo ej, 12000 wyświetleń), ale myślę, że jakby każdy z Was wystawił głupi komentarz pod rozdziałem, wszystkim żyłoby się lepiej.
Nie wiem, kiedy wstawię kolejny rozdział.
Nie chcę tego robić, ale mnie do tego zmuszacie.
Póki pod tym rozdziałem nie pojawi się 5 komentarzy, nie pomyślę nawet o następnym rozdziale. Nie wymagam wiele. Wiem, że stać Was na więcej.
Reasumując.
5 komentarzy jest równoznaczne z publikacją następnego rozdziału.