wtorek, 28 kwietnia 2015

Chapter TWO

   -Lily!- Krzyknęłam, wychodząc z łazienki.- Za piętnaście sekund wychodzę, więc jeżeli nie pojawisz się zaraz przy mnie, to Cię zostawię!- Zagroziłam wkładając do uszu kolczyki. Dziewczynka wybiegła z korytarza, a gdy znalazła się koło mnie, objęła rączkami moją nogę.
-Nie zostawiaj mnie mamusiu.- Powiedziała patrząc na mnie swoimi ślicznymi oczkami. Jak tak się patrzy, strasznie przypomina Zayn'a.
-Podaj mi jeden powód dla którego mam Cię nie zostawiać.- Poprawiłam włosy i spojrzałam się w dół, na dziecko.
-Bo wujek Ni kupił mi bilety do Disneylandu, a ja chcę pojechać.- Powiedziała słodko, po czym wtuliła twarz w moją nogę.
-Mała materialistka.- Zaśmiałam się i poczochrałam jej długie, ciemne włosy.- Dobra, chodź. Taksówka na nas czeka.- Skierowałyśmy się do wyjścia. Po dokładnym sprawdzeniu, czy niczego nie zapomniałam i zamknięciu domu, wsiadłyśmy do taksówki.
W siedzeniu spokojnie i podziwianiu uroków tego jakże ślicznego miasta przerwała mi Lily.
-Mamusiu! Chcę siusiu!- Ciągnęła mnie za kurtkę.
-Zaraz będziemy u cioci. Wytrzymaj jeszcze chwilkę.
-Nie dam rady! Ja mu...- Przerwała, gdy usłyszała fragment piosenki One Direction w radiu.- Wujek Ni!- Pisnęła radośnie i zaklaskała w dłonie. Uśmiechnęłam się do dziewczynki i obejmując ją ramieniem, przyciągnęłam do swojego boku.
-Ta...- Wujek, tatuś i ich koledzy. 
-Już jesteśmy?- Spytała Lily, gdy auto zwolniło. Wyjrzałam przez okno i zobaczyłam jakieś zadupie. Pochyliłam się do przodu, do kierowcy i szturchnęłam go w ramię.
-Przepraszam pana, ale to chyba nie tutaj...- Zasugerowałam delikatnie, a mężczyzna spojrzał na mnie ze strachem. Był młody, zapewne niewiele starszy ode mnie, i nawet całkiem przystojny. Miał niebieskie oczy i ciemne włosy.
-T-tak... Wiem... To po prostu... Samochód...- Jąkał się. Kurwa, co?
-Jak to "samochód"?- Zapytałam marszcząc brwi.
-Wydaję mi się, że dalej pań nie zawiozę...- Powiedział zrezygnowany i wyciągnął komórkę.- Zadzwonię do szefa i po lawetę. Mogą Panie czekać razem ze mną, albo...
-Cholera jasna...- Przetarłam dłonią twarz.
-Albo mogę powiedzieć jak dostać się...
-Mógłby Pan?- Zapytałam podnosząc na niego wzrok. Mężczyzna uśmiechnął się i przytaknął. Wysiedliśmy z auta i razem z Lily stanęłam obok niego. Taksówkarz rozłożył mapę na masce i zaczął po niej kreślić jakieś dziwne szlaczki.
-Okej...- Mruknęłam gdy skończył wyjaśniać. Większość drogi jakoś zapamiętałam, ale moja orientacja w terenie jest dosyć słaba, więc... Zobaczy się.
-Dziękuję w takim razie... Ile płacę?- Spytałam sięgając po portfel.
-Och, nie... Nic Pani nie płaci... To tak jakby... Na koszt firmy.- Uśmiechnął się słodko, a ja odwzajemniłam jego gest.
-Mamusiu! Chodźmy już!- Lily szarpnęła za moją kurtkę.
-Dziękuję jeszcze raz i... Do widzenia.- Złapałam Lily za rączkę i skierowałam się przed siebie.
    -Talie! Jak ja nie wiem, gdzie jestem! Co mi z tego, że będziesz mi mówić, jak dojść...- Jęknęłam do telefonu.
-Dobra, okej... A możesz opisać miejsce gdzie aktualnie jesteś?
-Zadupie?
-A dokładniej?
-Ugh... Widzę... Drzewa, jakieś domy i... Więcej domów.
-Boże, Lizzie! Skup się!
-Okej, okej... Jestem na jakiejś szarej ulicy, gdzie nic nie widać.
-Lizz...
-Ciemno jest! Czego ode mnie oczekujesz?- Zapytałam zirytowana. Jestem zmęczona, zła i zziębnięta. Nawet nie wyobrażam sobie, jak się czuję Lily.
-Mamusiu! Ja chcę już do wujka!- Jęknęła mała siedząc mi na plecach.
-Tak, wiem... Cały czas idziemy.
-Lizzie... Posłuchaj. Opisz najdokładniej jak potrafisz miejce, w którym jesteście, a Niall po Was wyjedzie.
-Dobra, postaram się...- Wypuściłam głośno powietrze i zaczęłam się rozglądać za czymś charakterystycznym. Dlaczego, do cholery, wszystko jest takie podobne?
-Jestem koło jakiegoś... Osiedla? Nie ważne... Wszystkie domy są tak strasznie podobne, że ja dziękuję...
-A jakaś nazwa ulicy?
-Nic... Ale jakoś niedaleko może być większa droga.
-Jak to "jakoś niedaleko"?
-No słyszę jakieś szumy aut i w ogóle...
-Widzisz coś jeszcze?
-Trzysta metrów dalej stoi jakiś kebab...
-Dobra, Już chyba...- Padła mi komórka... Ja pierdole.
-Zajebiście!- Syknęłam zła.
-Nie mów tak!- Klepnęła mnie w ramię Lily.
-Przepraszam skarbie. Muszę Cię zdjąć wiesz? Usiądziemy sobie i poczekamy na wujka Niall'a.- Powiedziałam sadzając małą na trawie.
Siedzę na trawie, kurwa, na jakimś zadupiu, kurwa, w środku nocy, kurwa. 
-Długo będziemy czekać?- Zapytała po chwili wtulając się we mnie. Podniosłam ją i posadziłam na moich nogach, żeby jak najmniej zmarzła.
-Nie wiem, kochanie.- Bawiłam się jej włosami, zaplatając małe warkoczyki.
Dość długo siedziałyśmy bez celu. Siedziałyśmy, mówiłyśmy do siebie, a po jakimś czasie nawet śpiewałyśmy. Zimno źle wpływa na mój mózg.
-Wujek Ni!- Pisnęła Lily. Podniosłam wzrok i zauważyłam jakieś auto niedaleko. Zmarszczyłam brwi, bo to nie był samochód Nialla. Tak mi się wydaje. Z opisów Talie, jego auto było czarne, dość duże i przypominało terenówkę. To było czerwono czarne, i na pewno nie było terenówką, a raczej czymś sportowym. Nie wiem! Nie znam się na autach!
-Lily skarbie. To chyba nie wujek Ni...- Mruknęłam. Wstając podniosłam Lily i wzięłam ją na ręce. Samochód zatrzymał się koło nas, a ja nieźle spanikowana patrzyłam na przednie siedzenie. Cholera, znam ten profil. Szyba opuściła się, a z głębi auta wydobył się męski, tak dobrze mi znany, głęboki głos.
-Zgubiły się Panie?-
-Cholera, Zayn?- Zapytałam zszokowana.

_________________________________________________________________
Już niedługo majówka, no nie? Cieszycie się tak jak ja? :D
Nie wiem co napisać, więc po prostu... Nie będę pisać, hehe.
Dobra.
Miłego czytanka, Miśki!

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Chapter ONE

Lizzie's POV
     Wyszłam z kuchni do salonu i zauważyłam Lily próbującą dostać się do fortepianu. To jej ulubione zajęcie, mimo, że ma dopiero cztery lata. No, nie całkiem... Cztery lata kończy za dwa tygodnie. 
Uśmiechnęłam się, zostawiając na szafce trzymaną jeszcze przed chwilą przeze mnie ścierkę. Podeszłam do dziewczynki i podsadziłam na krzesło obok instrumentu. Usiadłam koło niej i odwróciłam się tak, aby widzieć ją z profilu. Była szeroko uśmiechnięta, patrzyła na instrument z taką radością, zadumą i pasją. 
-Co gramy?- Spytałam po chwili siadając przodem do instrumentu.
-Tą fajną! Taką!- Pisnęła z radości dziewczynka. Zaklaskała w dłonie i podskoczyła kilka razy w miejscu. Uwielbiałam patrzeć na nią, gdy zachowywała się w ten sposób. Była po prostu dzieckiem. Kimś, kto nie przejmuje się niczym. Po prostu się cieszy.
-Dobrze, ale jeśli mi pomożesz.- Spojrzałam na nią kątem oka i uniosłam brew. Lily energicznie przytaknęła głową i odrzuciła włosy do tyłu. 
-Ja gram górę, mamusiu.- Powiedziała wyciągając ręce przed siebie. Zaśmiałam się cicho i przyłożyłam palce do klawiszy. W pomieszczeniu rozbrzmiała piękna melodia. Melodia, którą sama wymyśliłam. Nie powiem, ale byłam z siebie dumna. Był to piękny, ale i trochę smutny utwór. Napisałam go tuż przed oficjalnym ogłoszeniem zaręczyn Zayn'a... No właśnie...
Nie widziałam się z chłopakami ani Talie od prawie pięciu lat... Taki kawał czasu. Tęsknie za nimi, i chociaż z Natalie i Niall'em utrzymuje kontakt przez skype'a, nasze relacje bardzo podupadły. Chłopaki nie mają teraz po prostu czasu, żeby interesować się mną i Lily... Pamiętam, jak pierwszy raz ją zobaczyłam, w szpitalu. Od samego początku wiedziałam, że chcę się nią zaopiekować, ale gdy wzięłam to małe zawiniątko w ręce, całkowicie się rozpłynęłam. Chciałabym, żeby Zayn też to przeżył. Widział tą małą istotkę, podczas jej pierwszych dni życia.  Pomagał mi, podczas nieprzespanych nocy. Uczył ją chodzić, mówić. Po prostu, chciałabym, żeby był tu teraz ze mną. Żebyśmy tworzyli małą rodzinę. Żebyśmy się kochali bez względu na wszystko inne. Mimo tego, jednak nie żałuję mojej decyzji. Nie żałuję tego, że kazałam mu od siebie odejść. Owszem, to było trudne dla nas obojga, ale czy jemu teraz nie jest lepiej? Tak, nadal go kocham, ale chcę dla niego jak najlepiej, dlatego nie wie nic o Lily...
-Mamusiu... Dlaczego płaczesz?- Rozmyślania przerwał mi uroczy głos mojej córeczki. Och, płaczę...
-To nic.. Takiego.- Zaśmiałam się ocierając ręką twarz. 
-Myślisz o tatusiu?- Spytała patrząc na mnie swoimi dużymi, brązowymi oczami, które z pewnością odziedziczyła po ojcu.
-Nie, myślę o... O tym, za kim tęsknie.
-Ja tęsknie za tatusiem.- Powiedziała i zeskoczyła z siedziska. Pobiegła szybko do kanapy i wskoczyła na nią, jakby rozmowa, którą przed chwilą odbyłyśmy, w ogóle nie miała miejsca. Zaśmiałam się i dołączyłam do dziecka na kanapie.
    Włączyłam Sponge Bob'a i razem z dziewczynką zaczęłyśmy go oglądać.
-Wiesz co robi tatuś?- Spytała mała brunetka wtulając się w mój bok. 
-Tak jakby...- Doskonale wiem, co robi! Ale nie powiem małej, że jej tatuś to jedna z największych gwiazd show-biznesu!
-Co znaczy tak jakby?- Zmarszczyła śmiesznie brwi. Miałam zamiar jej odpowiedzieć, ale przerwał mi dźwięk nadchodzącego sms'a. Odblokowałam telefon i sprawdziłam wiadomość.
-Lily, masz ochotę porozmawiać z ciocią Talie?
-I z wujkiem Niall'em!- Roześmiała się żywo i pobiegła po laptopa do kuchni. Gdy tylko położyła go na stoliku przed nami, otworzyłam go i włączyłam skype'a. Wybrałam Talie z kontaktów i zadzwoniłam do niej. Odebrała po kilku chwilach, a jak już to zrobiła, na ekranie pokazała się miniaturka blondynki.
-Cześć skarby!- Przywitała się z nami od razu. Lily była mocno nieśmiała, jeżeli chodzi o Natalie, więc schowała się pod moją ręką.
-Hejka Talie, jak tam u Was?- Zapytałam z szerokim uśmiechem. Ostatnio rozmawiałam z dziewczyną jakieś trzy tygodnie temu. Miło znów słyszeć jej głos.
-Praca, praca i.. Więcej pracy.-Jęknęła blondynka.- A tak serio, to szkoda, że nie pojechałaś z nami.
-Talie, rozmawiałyśmy o tym.
-Tak, i co? Że Lily? Nawet nie wiesz co przechodził Zayn przez pierwsze miesiące trasy!- Po tych słowach, Lily wynurzyła się spode mnie i zerknęła na ekran.
-Kto to Zayn?- Zapytała prawie wlepiając oczy w monitor. 
-Umm... Taki, ktoś.- Odpowiedziała blondynka z uśmiechem. Nie no, brawo.
-Polubiłabym go?- Pociągnęłam dziewczynkę delikatnie od komputera, sadzając ją na moich kolanach.
-No właśnie Talie, polubiłaby go?- Dogryzłam złośliwie.
-Umm... Cóż, nie wiem... Jest dużo starszy od Ciebie...
-Jak dużo?- Spytała Lil ze świecącymi oczkami.
-Jest... Trochę starszy od Lizzie, to znaczy, Twojej mamy.- Powiedziała po dłuższej chwili. Zaczęłam się trząść ze śmiechu. To było zabawne widzieć Talie doprowadzoną do takiego zakłopotania, i to przez dziecko!
-A mógłby być moim tatusiem?- O cholera, dziecko.
-Umm...- Mruknęła Talie, a mnie zamurowało. W tym momencie do Talie dołączył Niall.
-Wujek Ni!- Pisnęła Lily.
-Cześć, Lilsonie.- Zaśmiał się blondyn. Skutecznie odciągnął dziewczynkę od tematu jej ojca. Cóż, mała jest na etapie zapytam-kogokolwiek-tylko-się-da-czy-nie-jest-moim-tatą-a-może-się-uda-go-znaleźć
-A wiesz, że niedługo mam urodziny?- Zapytała dumnie po chwili.
-Tak się składa, że wiemy. I tak się składa, że całkiem przypadkowo mamy cztery bilety do Disneylandu w Paryżu.- Uśmiechnął się zadziornie chłopak.
-Niall! Nie możesz jej kupować takich drogich rzeczy!- Skarciłam go natychmiast.
-Co? Nie po to jestem jej chrzestnym, żeby kupować byle gówno.
-Gówno!- Zaśmiała się brunetka. Przewróciłam oczami.
-Nie mów tak, to brzydko.- Powiedziałam do dziewczynki, a ta tylko na mnie fuknęła.
-Skoro wujek Ni tak mówi, to ja też mogę.
-Widzisz? Najpierw mi ją rozpieszczasz, a potem demoralizujesz.- Zaśmiałam się w kierunku laptopa.
-Nie przesadzaj, żeby od razu demoralizować...- Mruknął blondyn siadając a krześle obok Talie.
-Dobra, dobra... Może wpadniecie jutro do nas? Na kawę?- Spytała Talie, a Li wykrzywiła twarz ukazując wyraźne niezadowolenie.
-I słodycze?- Zaśmiała się Natalie. Dziewczynka przytaknęła głową i oblizała usta.
-Chwila, jak to jutro?-Zmarszczyłam brwi i popatrzyłam a blondynkę.
-Boże, nie powiedziałam Ci? Od wczoraj jesteśmy w Londynie!- Prawie wykrzyczała blondynka.
-Nie, nie mówiłaś mi... No cóż, nie ważne. Z chęcią jutro wpadniemy. Wyślij mi tylko adres sms'em. Kończę, bo muszę jeszcze wykąpać mojego małego brudaska. - Uśmiechnęłam się i dość mocno objęłam ramionami Lily. Ta zaczęła się wiercić, śmiać i krzyczeć. Po chwili zdołała się wyśliznąć i odeszła ode mnie dość spory kawałek. 
-Idź mi zrobić kąpiel, a ja porozmawiam jeszcze trochę z wujkiem.
-I ciocią!- Wtrąciła ze śmiechem Talie.
-Ale...- Zaczęłam, ale dziewczynka uniosła palec do góry uciszając mnie.
-Żadnych ale. Idź zrobić kąpiel, albo nie umyję zębów!- Zagroziła mi, na co razem z Talie i Niall'em wybuchnęliśmy śmiechem.
-Wychowałam potwora...- Zaśmiałam się i skierowałam na górę, do łazienki.

_________________________________________________________________
Pierwszy rozdział drugiej części! Czy tylko ja jestem tak podekscytowana? Ardhsjksdkgdbgvi *^*
Jak zauważyliście, wstawiłam link do muzyki. Myślę, że od czasu do czasu będę wstawiać takie pseudo-adnotacje w formie właśnie muzyki, piosenek, obrazków, gifów i co mi jeszcze tylko na myśl przyniesie. 
Co sądzicie o Lilsonie? (Uwielbiam jak Nialler tak na nią mówi)
Jak myślicie, co się stanie u Talie i Nialla? 
No i najważniejsze, jakie wrażenia w sprawie Lizz jako matki? 
Mam nadzieję, że z chęcią będziecie czytać tą część, że wszystko Wam się ogólnie spodoba, i że będziecie KOMENTOWAĆ!
Hehe,
Miłego czytanka, Miśki!

niedziela, 26 kwietnia 2015

Prologue

    Pamiętacie tą prostą, miłosną, trochę przereklamowaną historyjkę dwóch, zakochanych w sobie ludzi? Jak im tam... Wiem! Historyjka opowiadała o dość banalnych przeżyciach Elisabeth- prostej dziewczyny, która w wieku kilkunastu lat uciekła z domu, i Zayn'a- zwykłego chłopaka, który zapragnął być muzykiem.
O ile zaczynało się bardzo fajnie,- byli przyjaciółmi z korzyściami, nie interesowało ich nic, poza seksem- o tyle nie skończyło się to zbyt ciekawie- zakochali się w sobie do szaleństwa, ale oboje byli zbyt dumni i głupi by się do tego przyznać.
Dziewczyna zaszła w ciążę z chłopakiem, w którym obłędnie się zakochała.
To wspaniałe! Wreszcie mogą być razem!- pewnie pomyślicie. Otóż nie. Dziewczyna postanowiła nie przeszkadzać nowo wypromowanemu zespołowi i nie powiedziała nic ojcu dziecka, ażeby nie podcinać skrzydeł jego dobrze jeszcze nie rozwiniętej karierze muzycznej. 
Tak o to, okłamała go. Powiedziała, że to nie jego dziecko i, chociaż kochała go z całego serca,powiedziała mu, żeby odszedł. Chłopak przez bardzo długi czas nie mógł się pogodzić z tym, że jego pierwsza prawdziwa miłość go odrzuciła. Gdy znajdywał przerwy między całym bałaganem znanym również jako sława, zatapiał smutki w alkoholu. Jego przyjaciele długo nie mogli nic poradzić, aż wreszcie Zayn poznał pewną dziewczynę. Perrie była słodką blondynką, również pracującą w branży muzycznej. Dobrze się ze sobą dogadywali i szybko zostali parą. To jednak nie było to samo uczucie, które łączyło Zayn'a i Elisabeth. Chłopak myślał, że dzięki nowej dziewczynie, zdoła zapomnieć o Lizzie. Przez jakiś czas owszem, nie myślał o niej, ale wkrótce się to zmieniło.
Dziewczyna nadal mieszkała w Londynie, dokładnie w tym samym budynku, który kiedyś dzieliła z Zayn'em. Jednak teraz coś się zmieniło. Dom nabrał jakby życia. Nie chodzi tu o imprezy, czy inne "spotkania towarzyskie", chodzi raczej o czteroletnią dziewczynkę, córeczkę naszych głównych bohaterów. 
Lily jest połączeniem najlepszych cech obojga rodziców. Jest uroczą, ciemnooką mulatką z dość długimi i falowanymi włosami. Zawsze jest uśmiechnięta, nie ważne co by się działo. Dziewczynka jest bardzo bystra jak na swój wiek. Potrafi grać na fortepianie i dość dobrze czyta. Ma dużo energii, przez co czasem doprowadza swoją mamę do białej gorączki. 
Obie jednak cieszą się, że mają siebie nawzajem. Elisabeth zawsze opowiada dziewczynce na dobranoc historie związane z jej tatą. Mała myśli, że jej tatuś wyjechał a długą podróż, ale nie długo wróci do domu i razem będą tworzyć wspaniałą rodzinę.
Po części ma rację. Jej ojciec wyjechał, ale nie wróci do nich i nie  będą tworzyć doskonałej rodziny.
Czy może jednak to się zmieni? Czy Zayn przypomni sobie, co działo się przed zyskaniem sławy? Czy spotka się z Lizzie? Czy dowie się prawdy na temat dziecka? 
Te wszystkie, jak i wiele innych, przygody znajdziecie właśnie tutaj, 
W drugiej części fanfiction Surprise From Life.