wtorek, 19 maja 2015

Chapter FIVE

Po wyjściu spod prysznica, owinęłam się w puchaty, brązowy ręcznik i wyszłam z łazienki. W korytarzu minęłam Harry'ego, który zawzięcie z kimś pisał. Poczułam delikatne szarpnięcie, a po chwili stałam już kilka milimetrów przed chłopakiem. Szatyn dokładnie zmierzył mnie wzrokiem, po czym zadziornie się uśmiechnął.
-Pieprzyć klub. Zostańmy tutaj.
-Dobra. Teraz Twoje zawyżone ego ma rację.
-Zawyżone?- Chłopak podniósł jedną brew, a ja się zaśmiałam. Zbliżyłam się do niego i nie musiałam długo czekać, aby złączył nasze usta.


Zaśmiałam się, a Harry położył dłonie na tyle moich ud, aby po chwili unieść mnie nad ziemię. Oplotłam tors szatyna nogami i zeszłam z pocałunkami na jego szyję. Poczułam, że się przemieszczamy, a gdy zostałam opuszczona na kanapę w salonie, przyciągnęłam chłopaka za koszulę bliżej swojej twarzy.
-Wiesz, to trochę niesprawiedliwe. Wystarczy, że odwiniesz ręcznik, a będę nago. Może nadrobimy trochę ta różnicę?- Powiedziałam głośno oddychając. Chłopak zaśmiał się, a ja przejechałam palcem wzdłuż jego szyi. Szybko przerzuciłam nas w miejscu tak, że to ja byłam na górze. Uśmiechnęłam się i rozchyliłam wargi przejeżdżając po nich językiem. Rozpięłam do końca jego koszulę i szybko zdjęłam ją z torsu chłopaka. Złapałam za pasek od jego spodni i zaczęłam zsuwać materiał wzdłuż jego nóg. W końcu pozbyłam się jego rurek i rzuciłam je na ziemię. Wróciłam do góry, siadając na udach chłopaka i zbliżyłam swoją twarz do jego.
-Teraz lepiej.- Mruknęłam i musnęłam jego wargi. Harry pogłębił pocałunek suwając rękoma po miękkiej tkaninie ręcznika. Po chwili chłopak złapał za końcówkę materiału i gwałtownie ściągnął go ze mnie, rzucając nim w bliżej nieokreślonym kierunku. Przejechał dłonią po moim boku, delikatnie pomrukując.
-Zamieniasz się w kota?- Powiedziałam, patrząc chłopakowi w oczy. Ten zaśmiał się tylko i od razu zmienił naszą pozycję, górując przy tym nade mną.
Cmoknął moje usta, potem policzek, aż zszedł z pocałunkami na szyję. Odchyliłam głowę do tyłu, ułatwiając tym samym dostęp do mojej skóry, i plątałam jedną rękę we włosy chłopaka. Mogłam poczuć, jak jego usta schodzą coraz niżej, aby w końcu spotkać się ze skórą na mojej kości łonowej.

Harry's POV
Złapałem za kostki dziewczyny, unosząc i lekko uginając jej nogi. Uśmiechnąłem się, gdy zobaczyłem, że brunetka jest gotowa, żeby mi się oddać. Może to i głupie, ale kurwa, nie zdajesz sobie nawet sprawy, ile czasu na to czekałem. 
Wróciłem do ust brunetki, przesuwając dłonią po jej czułym miejscu. Zadrżała pod moim dotykiem, delikatnie uchylając usta. Wykorzystałem to i złapałem jej dolną wargę pomiędzy moje zęby, delikatnie ją pociągając. Zacząłem kreślić delikatne okręgi moją dłonią, a dziewczyna jęknęła mi w usta. Uśmiechnąłem się zadziornie, po czym zwiększyłem tempo. Po jakimś czasie dziewczyna wypuściła z ust głośne westchnienie, jej uda zaczęły drżeć, a usta ułożyła w szeroki uśmiech. Odwzajemniłem jej gest i szybko sięgnąłem do spodni, konkretniej po portfel, i wyciągnąłem z niego prezerwatywę. Wracając na kanapę, pozbyłem się moich bokserek  i usiadłem koło brunetki. Podniosła się z uśmiechem i klęcząc zbliżyła do mnie, odbierając ode mnie srebrne opakowanie. Rozerwała je zębami i rozwinęła na mojej erekcji, po czym usiadła mi na kolanach z szerokim uśmiechem. Wszedłem w nią gwałtownie, przez co cicho jęknęła. Złapałem brunetkę za biodra i zacząłem głębokie pchnięcia. Pokój wypełnił dźwięk naszych ciężkich oddechów i jęków. Dziewczyna oplotła rękami mój kark i zbliżyła swoją twarz do  mojej.
-Jestem już blisko, skarbie.- Mruknąłem nisko. Po wypowiedzeniu tych słów, brunetka zacisnęła się wokół mnie i wypuściła gorące powietrze, które zderzyło się z moją twarzą.
-H-Harry...- Jęknęła i wtuliła twarz w zagłębienie mojej szyi dokładnie, kiedy doszedłem w prezerwatywę. Siedzieliśmy w jednym miejscu i nie odzywaliśmy się do siebie przez chwilę, ale oboje ciężko dyszeliśmy.
-Podobało mi się, ale teraz idę się wykąpać.- Mruknęła w moją szyję nadal się nie ruszając.
-Mogę Ci pomóc, jak chcesz.- Zasugerowałem, zniżając głowę i przejeżdżając nosem po policzku Lizzie.
-Dam sobie radę.- Zeszłą ze mnie, a gdy stanęła prosto, zatoczyła się w miejscu i mało co nie wywróciła.- Cholera.- Parsknęła śmiechem i ruszyła do łazienki.
-Aż tak Cię wymęczyłem?- Dołączyłem do niej śmiechem, wstając i idąc do kuchni.
-Bardzo śmieszne, Styles!- Krzyknęła wchodząc po schodach, podczas gdy ja wyrzucałem zużyte zabezpieczenie do kosza.
-A więc teraz zwracasz się do mnie po nazwisku? Przypomnę Ci tylko, że jestem starszy i powinnaś odnosić się do mnie z szacunkiem.- Prychnąłem wracając do salonu i szukając moich ubrań. Znalazłem tylko bokserki, więc założyłem je szybko i wróciłem do poszukiwań. Po jakiś piętnastu minutach poddałem się i skierowałem na schody.- Nie mów, kurwa, że schowałaś moje ciuchy!- Krzyknąłem wchodząc po schodach co dwa stopnie. Brunetka wychyliła się zza drzwi na końcu korytarzu i zachichotała.- Lizzie!- Jęknąłem niezadowolony.
-Tak, Styles?- Zaśmiała się wychodząc z pokoju i podchodząc do mnie.
-Gdzie są moje ciuchy?- Spytałem, patrząc na nią z góry.
-A gdzie je ostatnio zrzuciłeś?- Odpowiedziała pytaniem na pytanie i uśmiechnęła się zadziornie, unosząc jedną brew do góry.
-Skarbie... To ty zdarłaś ze mnie te ciuchy, zdesperowana, żeby poczuć mojego kutasa w sobie.- Uśmiechnąłem się i zbliżyłem bardziej, żeby móc opleść dziewczynę ramionami.
-Teraz to mnie możesz w dupę pocałować, a nie ciuchy dostać.- Prychnęła i wyminęła mnie zbiegając po schodach. Przewróciłem oczami i ruszyłem za nią. Spotkałem ją w kuchni, kucającą za blatem. Obszedłem blat najciszej jak tylko mogłem i kucnąłem za dziewczyną. Nachyliłem się do niej i szepnąłem jej do ucha.
-Przed kim się chowasz?- Krzyknęła odwracając się do mnie, a ja zacząłem się z niej chamsko śmiać. Popchnęła moją klatkę piersiową tak, że upadłem plecami na ziemię, ale nie przestawałem się śmiać.
-Zamknij się!- Oburzyła się dziewczyna i usiadła na mnie okrakiem, zakrywając swoją małą dłonią moje usta.
-Chyba nie myślisz, że to mnie powstrzyma.- Wysepleniłem spomiędzy jej palców. Dziewczyna zaczęła się śmiać, a ja wykorzystując chwilę jej nieuwagi, ściągnąłem jej dłoń ze swojej twarzy i przekręciłem nas, przyciskając brunetkę do ziemi. Przygwoździłem jej ręce swoimi dłońmi, a tułów resztą swojego ciała.
-I o teraz, skarbie?- Zaśmiałem się pewny siebie.
-Oh, chcesz wiedzieć?- Spytała z uśmiechem. Przytaknąłem, a ona podniosła jedną nogę uderzając mnie w czułe miejsce. Jęknąłem i skuliłem się, a dziewczyna wyśliznęła się spode mnie i stanęła prosto, opierając ręce o biodra.
-Kurwa, Lizz...- Warknąłem żałośnie przewracając się na bok.
-Bez przesady. Nie kopnęłam Cię, żeby zrobić Ci krzywdę. Tylko żebyś nie był taki pewny siebie.- Uśmiechnęła się i kucnęła przede mną. Położyła rękę na moim policzku, a ja jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki przestałem czuć ten pieprzony ból. Zmarszczyłem brwi i popatrzyłem się na nią.
-Widzisz? Tylko przez jakiś czas cholernie boli. Później jest okej.- Zaśmiała się wstając. Wyciągnęła rękę, a ja ochoczo ją przyjąłem. Oczywiście nie po to, żeby wstać, ale żeby przyciągnąć Lizzie do siebie. Spadła na moją klatkę piersiową, ledwo nie zderzając się ze mną twarzą.
-Lecisz na mnie, skarbie.- Zaśmiałem się, a ona przewróciła oczami.
-Najżałośniejszy tekst na ziemi.- Mruknęła.- A teraz pomóż mi wstać.- Po kilku chwilach zmagania się, w końcu wstaliśmy. Gdy stanąłem prosto, przycisnąłem brunetkę do swojego torsu i mocno ją przytuliłem.
-A Tobie co się zebrało na czułości?
-Myślisz, że mimo mojego bezczelnego zachowania i gównianego charakteru, nie lubię się poprzytulać z ładną dziewczyną?- Spytałem wtulając twarz w zagłębienie jej szyi i zaciągając się jej zapachem. Zaśmiała się słodko, po czym oddaliła się ode mnie kawałek, ujmując moją twarz w swoje dłonie.
-Nie sądzę, że masz gówniany charakter.- Powiedziała, a ja oniemiałem.- Sądzę, że jesteś piękny nie tylko z zewnątrz, ale  i z wewnątrz. Chociaż oczywiście przydałby Ci się ktoś, kto spiłowałby trochę Twój temperament.- Zaśmiała się i spuściła głowę w dół.
-Chcesz być tą osobą?- Zapytałem, zanim zdążyłem cokolwiek przemyśleć. To żeś się wkopał. Popatrzyła na mnie w totalnej dezorientacji i zmarszczyła delikatnie swoje brwi, przez co na jej czole utworzyła się mała zmarszczka.
-Co masz na myśli?
-Chcesz być dziewczyną, która będzie utrzymywać mnie w ryzach? Chcesz być moją dziewczyną?

__________________________________________________________________________________
Umm... No właśnie. XD
Jak tam wrażenia? 
Jesteście nastawieni pozytywnie/negatywnie co do rozwoju akcji?
Spodziewaliście się? :)
Miłego czytanka, Miśki!

P.S. Zapraszam do zakładki "Bohaterowie", no wiecie, żeby sobie uzmysłowić jak niektórzy wyglądają.:)

czwartek, 14 maja 2015

Chapter FOUR

    Dostałam z Lily jeden z pokoi gościnnych. Leżałam spokojnie obok małej brunetki. Nie mogłam zasnąć już od jakiejś godziny, ponieważ dziewczynka nie dość, że uwaliła się na większości łóżka, to jeszcze od czasu do czasu lubiła mnie kopnąć. W twarz. Dość boleśnie przywracając mój umysł do pełnej gotowości. Po kolejnych kilku bolesnych ciosach od strony drobnej brunetki, postanowiłam zabrać koc i zejść na dół, na kanapę. Nie byłabym oczywiście sobą, gdybym czegoś nie wywinęła, także w małym korytarzyku potknęłam się i upadłam na ziemię. Usiadłam po chwili pod ścianą i zaczęła się śmiać. Nie do końca jednak wiedziałam dlaczego. Prawdopodobnie było to spowodowane obecnością czerwonego wina w moim organizmie, które spożyłam razem z Talie przed pójściem spać.
Odrzuciłam koc obok siebie i podwinęłam nogi pod brodę, owijając ramionami moje łydki. Wypuściłam głośno powietrze i oparłam głowę o ścianę. Przymknęłam oczy i starałam oczyścić umysł z niepotrzebnych myśli. 
-Lizzie? Co ty tu robisz? I to w środku nocy?- Uniosłam powieki i zobaczyłam nad sobą zaspanego Harry'ego. Chłopak miał na sobie jedynie bokserki, przez co skutecznie utrudniał mi utrzymanie z nim kontaktu wzrokowego. Podniosłam się z ziemi, myśląc, że jeżeli będę stała, łatwiej będzie mi rozmawiać z chłopakiem bez niepotrzebnego wodzenia wzrokiem.
-Umm... Cóż, trochę mi trudno spać, biorąc pod uwagę kopiącą mnie Lily, dlatego chciałam zejść na dół, ale jak widzisz... Nie udało mi się.- Zaśmiałam się delikatnie i zbliżyłam do szatyna. Objęłam jego tors rękami, wtulając twarz w jego klatkę piersiową.- Czasami mam dość bycia mamą.- Mruknęłam cicho, bardziej do siebie niż do szatyna. Harry odwzajemnił mój uścisk i położył swoje dłonie na moich plecach, pocierając je od czasu do czasu. Schylił się trochę i położył podbródek na moim ramieniu.
-Chciałbym powiedzieć, że wiem co czujesz, ale cholera! Nie wiem, nigdy nie byłem matką.- Powiedział wzdychając, a ja zaczęłam się śmiać.- Myślisz, że Lily będzie spała sama?- Odsunęłam się delikatnie od chłopaka i spojrzałam mu w oczy.
-Taak, a co?- Powiedziałam niepewnie i zmarszczyłam brwi. Chłopak uśmiechnął się przebiegle, a po chwili nie czułam już gruntu pod stopami. Złapał mnie w stylu panny młodej i niósł mnie prawdopodobnie do swojego tymczasowego pokoju. Śmiałam się przez całą drogę, a gdy położył mnie na łóżku, ucichłam spoglądając na niego. 
-Co ja tu robię?- Uniosłam się na łokciach i dokładnie obserwowałam każdy ruch Harry'ego.
-Idziesz spać.- Odparł, wzruszając ramionami. Obszedł łóżko dookoła i wcisnął się tuż obok mnie. 
-Okej, w takim razie, co ty tu robisz?- Zaśmiałam się nie odrywając od chłopaka wzroku. 
-Idę spać z Tobą.- Uśmiechnął się szeroko okazując swoje przesłodkie dołeczki w policzkach. Przewróciłam oczami i opadłam plecami na łóżko. Oboje leżeliśmy w tej samej pozycji, to jest, na plecach z rękami wzdłuż ciała. 
-Ugh, daj spokój. Daj się chociaż przytulić.- Mruknęłam po chwili, przerywając ciszę. 
-Nigdy nie powiedziałem, że nie dam Ci się przytulić.- Mogłam wyczuć jego uśmiech, chociaż nawet nie patrzyłam. Podsunęłam się do szatyna i oparłam o jego klatkę piersiową, jedną ręką obejmując jego tors, a drugą zostawiając koło siebie. Chłopak położył dłoń na moich plecach i zaczął kreślić po nie nieregularne kształty.
-Dobranoc.- Szepnęłam niewyraźnie w jego klatkę piersiową i posunęłam się trochę w górę, ustawiając się w wygodnej pozycji.
-Dobranoc, skarbie.- Odpowiedział po chwili, a mi zrobiło się tak... Ciepło. Uśmiechnęłam się delikatnie i zasnęłam, czując równe bicie jego serca. 
    Obudziły mnie promienie słoneczne wpadające przez ogromne okno i lądujące idealnie na mojej twarzy. Świetnie. Uniosłam się delikatnie do góry i przetarłam oczy dłońmi. 
-Dzień dobry, skarbie.- Powiedział Harry zachrypniętym, porannym głosem, który mogłabym uznać za bardzo seksowny. 
-Dlaczego nazywasz mnie skarbem?- Spytałam podnosząc głowę do góry, dzięki czemu mogłam spojrzeć mu w oczy. Chłopak bezczelnie się uśmiechał, ale nie odpowiedział. Jęknęłam i zeszłam z torsu chłopaka. Złapałam wolną poduszkę i rzuciłam ją na twarz chłopaka.
-Pieprz się.- Mruknęłam i wyszłam z łóżka. Gdy stanęłam, zorientowałam się, że nie mam na sobie swoich ubrań, tylko koszulę szatyna.
-Umm... Harry, mógłbyś mi to wytłumaczyć? Myślę, że nie wypiłam tyle, żeby niczego nie pamiętać...- Powiedziałam odwracając się do niego przodem. Chłopak wypuścił głośno powietrze i zdjął poduszkę ze swojej twarzy. Gdy to zrobił, dokładnie przeskanował moje ciało wzrokiem, po czym się uśmiechnął. 
-Ładnie Ci w mojej koszuli.
-Ugh, zamknij się, zanim ja to zrobię.- Przewróciłam oczami i zaczęłam szukać moich ciuchów. 
-Co do mojej koszuli... Stwierdziłem, że będzie Ci w niej wygodniej niż w dżinsach. 
-Nieważne... -Mruknęłam schylając się po spodnie i koszulkę leżące na ziemi.
-Chyba nie chcesz, żebym Ci dziecko przestraszył?- Powiedział szatyn, wstając. Przewróciłam oczami i spojrzałam na chłopaka. Mój wzrok zatrzymał się jednak na jego bokserkach, a dokładniej na jego sporawej erekcji. 
-Żartujesz sobie ze mnie?- Rzuciłam z wyrzutem.
-Ale to nie moja wina!- Uniósł w obronie ręce do góry. 
-Idź do łazienki i się sobą zajmij. Tak delikatnie mnie obrzydzasz.- Prychnęłam i ściągnęłam z siebie jego koszulę, zostając w samej bieliźnie. 
-Tak, tak. To wcale nie pogarsza sprawy...- Mruknął zirytowany.
-Nikt nie kazał Ci się gapić.- Powiedziałam beztrosko ubierając dżinsy i koszulkę.
-Jak mam się nie gapić, kiedy moja gorąca przyjaciółka daje mi taki pokaz?
-Harry, proszę. Zamknij twarz.- Zaśmiałam się zażenowana i zakryłam dłonią twarz.- I idź do łazienki. Poważnie. 
-Mogłabyś mi pomóc...- Zasugerował delikatnie, a ja z szeroko otwartymi oczami i dużym uśmiechem, głośno westchnęłam.- Ktoś tu dawno nie uprawiał seksu.
-HARRY!- Zaśmiałam się wskazując na drzwi do łazienki. 
-Dobra, idę!- Dołączył śmiechem do mnie i wyszedł z sypialni. Przewróciłam oczami i również wyszłam z pomieszczenia, kierując się do kuchni.
-Możesz mi wytłumaczyć co miało oznaczać to z dzisiaj w nocy?- Spytał Niall gdy weszłam do kuchni. Zmarszczyłam zabawnie czoło i spojrzałam na chłopaka.
-Co dokładnie masz na myśli?
-Ty. I Harry. Razem. W łóżku. W nocy.- Wymieniał blondyn, a ja zaczęłam się śmiać.
-Spaliśmy tylko razem.- Powiedziałam, wzruszając ramionami. Chłopak zakrztusił się śmiechem i spojrzał na mnie jak na kosmitkę.
-TYLKO?
-Cholera! Nie w tym sensie! Chodzi o to, że Lily nie dawała mi spać, więc Harry zaproponował swoje łóżko i tylko spaliśmy.
-Nic więcej? Tylko sen? Żadnych aktywności fizycznych?- Zrobił przerwę i ściszył głos, prawie szepcząc.- Seksualnych?- Powiedział, a ja natychmiast trzepnęłam go w ramię.
-Niall!- Zmarszczyłam ponownie czoło, a blondyn się zaśmiał.
-Żarcik.
-A dobry chociaż?- Spytała zaspana Talie, wchodząc do kuchni. Niall uśmiechnął się i zbliżył do dziewczyny, zamykając ją w uścisku i czule całując.
-Mam dość, wychodzę.- Podniosłam do góry ręce i skierowałam się w stronę wyjścia.
-Ktoś tu zrobił się zgrzybiały.- Zasugerowała Talie śmiejąc się. 
-Och, zamknij twarz.- Mruknęłam, po czym wyszłam z kuchni. Uśmiechnęłam się widząc Lily dosypiającą na kanapie. Po chwili poczułam czyjeś dłonie oplatające mnie od tyłu. Podniosłam głowę, aby ujrzeć rozbawioną twarz Harry'ego.
-Czego się tak do mnie kleisz?- Zaśmiałam się nadal patrząc w cudownie zielone tęczówki chłopaka.
-Po prostu się za Tobą stęskniłem.- Uśmiechnął się słodko i schylił się, delikatnie muskając moje czoło swoimi wargami.
-Przez ostatnie kilka lat zrobiłeś się strasznie dotykalski.- Mruknęłam odwracając z powrotem głowę.
-Dziewczyny to lubią.- Odpowiedział pewnie, wzruszając ramionami.
-Nie dość, że dotykalski, to jeszcze arogancki.- Wywróciłam oczami i oparłam się o klatkę piersiową chłopaka.
-Ugh, nie mów, że tego nie lubisz.
-Serio, przystopuj trochę swoje ego.- Powiedziałam, a chłopak zwinnym ruchem odwrócił mnie tak, że staliśmy twarzą twarz.
-Nie mów, że nie pociągam Cię w ten sposób.- Mruknął nisko, a ja przewróciłam oczami.
-Po co całe to owijanie w bawełnę?- Zarzuciłam ręce na kark chłopaka, przyciągając go jednocześnie do swojej twarzy. Uśmiechnęłam się i przejechałam nosem po miejscu, w którym pojawia się jeden z jego zabójczych dołeczków, po czym musnęłam jego wargi delikatnie swoimi. Chłopak zaśmiał się cicho i pogłębił pocałunek. Położył ręce na mojej tali i przyciągnął do siebie najbliżej jak to możliwe.
-Ludzie! Nie przy dziecku!- Jęknęła Talie, wchodząc do salonu. Odsunęłam się od szatyna i zaśmiałam patrząc na blondynkę, która nieudolnie podnosiła Lily. Podeszłam do nich i przekręciłam dziewczynkę tak, aby było wygodnie im obu.
-Tak będzie Ci wygodniej.- Uśmiechnęłam się, odsuwając od blondynki.
-Jak to możliwe, że to dziecko nadal śpi?
-Akurat to ma po Zayn'ie.- Zaśmiał się szatyn, a my dołączyłyśmy do niego.
-Dobra, ja z Niall'em zabieramy Lily, a Wy możecie sobie gdzieś wyskoczyć.
-Talie! Coś ty! Nie mogę Was zmuszać do opieki nad małą...
-Lizzie. Powiedz mi. Kiedy ostatnio wychodziłaś, żeby się zabawić?- Otworzyłam usta, żeby odpowiedzieć dziewczynie, ale mi przerwała.- Tylko szczerze.
-Dobra, nie wiem...- Odparłam zrezygnowana.
-No właśnie, a teraz zmykać!- Ponagliła nas blondynka i wyszła z pomieszczenia. Przewróciłam oczami i wypuściłam głośno powietrze.
-Gdzie pójdziemy?- Spytał Harry, ubierając buty.
-A co proponujesz?- Uśmiechnęłam się, patrząc na chłopaka.
-Może jakiś pub?- Zaproponował podnosząc się do pionu.
-Okej, ale musimy podjechać jeszcze do mnie. Muszę się wykąpać i przebrać.- Powiedziałam, zawiązując trampki. Szatyn skrzyżował ręce i dokładnie się we mnie wpatrywał.


_________________________________________________________________
Dobra, ludki Wy moje kochane, mam pytanko.
Odpowiada Wam takie wstawianie zdjęć? Może wolicie, jak niektóre słowa są zalinkowane, a obrazki w internetach? A może w ogóle, bez obrazów?
Jest do dla mnie BARDZO ważne, ponieważ Wasz komfort dla mnie ma duże znaczenie, więc piszcie w komentarzach, czy Wam się podoba/ co chcieli byście zmienić/ co chcecie wprowadzić.
Obrazki bezpośrednio wstawiane, myślę, że byłyby przeważnie pod koniec (zdarzy się pewnie nie raz, anie nie dwa, że wstawię gdzieś do środka tekstu, ale to raczej wyjątki), a te zalinkowane wszędzie (aczkolwiek pojawiały by się pewnie rzadziej). To chyba koniec wywodów o zdjątkach. 
Dobra, jak Wam się podobał rozdział? To kolejny łącznik, więc nie za dużo się w nim dzieje, ale musimy przetrwać! 
Obiecuję, że już niedługo pojawi się akcja.  (͡ ° ͜ʖ ͡° )
A propos akcji... Harry i Lizzie? :D
Sądzicie, że ta dwójka coś ze sobą zrobi i rozwinie się, czy raczej wszystko zostanie stłumione i odrzucone na drugi plan?
Piszcie swoje gdybania, bo uwielbiam to czytać!
Przepraszam, że dzisiaj tak długo. :/
Miłego czytanka, Miśki!

środa, 6 maja 2015

Chapter THREE

    Chłopak nachylił się tak, że mogłam zobaczyć jego całą twarz. Jego przerażoną twarz.
-Lizzie?- Spytał identycznym tonem do mojego.- Cholera, Lizzie!- Powiedział i natychmiast wysiadł z auta. Gdy prawie stanął przede mną, Lily szarpnęła mnie za kurtkę.
-Mamusiu, kto to jest?- Spytała cicho, ale jednak na tyle głośno, aby Zayn to usłyszał i zatrzymał się. Popatrzył na dziewczynkę i przez chwilę miałam wrażenie, że ucieknie. On jednak uśmiechnął się i podszedł bliżej, stając przed brunetką.
-Jestem Zayn.- Wyciągnął do niej rękę, a dziewczynka odwróciła d niego twarz i wtuliła się mocniej w moją kurtkę.
-Umm... Lily jest nieśmiała.- Mruknęłam po chwili patrząc na bruneta. Ostatni raz kiedy go widziałam... Prawie pięć lat temu. Byłam w ciąży z Lily...
Zmienił się. I to bardzo. Wydaję mi się, że... Wydoroślał.
-Lily...- Zaśmiał się wyrywając mnie z zamyślenia. Popatrzył a mnie.- Chyba potrzebujecie podwózki.- Uśmiechnął się. Zamurowało mnie. Jego uśmiech jest taki cudowny...
Poczułam motylki w brzuchu, dokładnie te same, jak kiedyś.
-Umm...- Mruknęłam po chwili, otrząsając się.
-Mamusiu, zimno mi...- Powiedziała dziewczynka odsuwając się ode mnie.
-Wiesz gdzie mieszka Talie i Niall?- Zapytałam delikatnie się uśmiechając.
-Pewnie, że wiem. Wskakujcie.- Zaśmiał się i otworzył nam drzwi. Razem z Lily usiadłam na tylnych siedzeniach. Po chwili Zayn usiadł za kierownicą i ruszył.
Jechaliśmy w ciszy. Było to trochę niezręczne, ale wygodne. Nawet bardzo. Do czasu.
-Dawno się nie widzieliśmy, hm?- Spytał Zayn patrząc na drogę.
-Trochę...- Mruknęłam w odpowiedzi. I znowu cisza. Ta...
-Zna Pan moją mamusię? -Spytała Lily. Jak mógłby nie znać...
-Tak... Przyjaźniliśmy się kiedyś.- Żeby tylko...
-A czy...- Zaczęła Lily.
-Chyba jesteśmy.- Przerwałam jej, bo dokładnie wiedziałam, o co chciała zapytać.
-Jesteśmy.- Potwierdził Zayn. Otworzyłam drzwi auta, a gdy wysiadłam złapałam Lily i wyciągnęłam ją stawiając koło mnie.  Wyprostowałam się i spojrzałam na dom przede mną. Był wielki, nowoczesny i... Po prostu śliczny. Uśmiechnęłam się delikatnie lustrując budynek wzrokiem.
-Lizzie! Boże! Myślałam, że Cię porwali!- Krzyknęła Talie przechodząc przez wejście. Szybko znalazła się obok mnie i objęła mnie ramionami. Odwzajemniłam jej uścisk i poczułam piekące łzy pod powiekami. Blondynka odsunęła się również na skraju płaczu.
-Nie widziałam Cię przez prawie pięć lat...- Szepnęłam, po czym po prostu się poryczałam. Blondynka jeszcze raz objęła mnie ramionami i też się popłakała.
-Koniec tego głupiego płaczu...- Przewróciła oczami Lily. Czasami mam wrażenie, że nie ma czterech lat, tylko dwadzieścia cztery.- Ciociu... Gdzie wujek Ni?- Spytała wydymając wargę. Odsunęłam się od Talie ze śmiechem i otarłam twarz.
-Zaraz przyjedzie... Tak w ogóle, cześć Zayn.- Zaśmiała się machając do bruneta. Odwzajemnił jej gest i uroczo się uśmiechnął chowając dłonie do kieszeni spodni.- Co ty tu robisz? Miałeś chyba jechać do Bradford...- Zmarszczyła brwi blondynka.
-Miałem. I jechałem! Ale po drodze zauważyłem dwie zmarznięte sierotki i postanowiłem im pomóc.
-Nie jestem sierotką! Mów o sobie!- Obruszyła się Lily. Wszyscy zaczęliśmy się śmiać, a brunetka podeszła do mnie obejmując moją nogę.- Nie jestem sierotką, prawda mamusiu?- Znowu, patrzy na mnie pod takim kątem, że zupełnie przypomina mi Zayn'a. Wypuściłam głośno powietrze i pogłaskałam dziewczynkę po głowie.
-Nie jesteś.- Zaśmiałam się jeszcze cicho.
-Charakterek ma chyba po mamie.- "Szepnął" brunet.- Dobra, będę się zbierał.
-Nie zostaniesz na noc? Jest już ciemno...- Powiedziała Talie zza mnie.
-Nie, Perrie już czeka na mnie w Bradford.- Perrie... Poczułam się, jakby ktoś mi wbił nóż w plecy. Opuściłam głowę i kucnęłam przed Lily.
-Zimno jest, może wejdziemy?- Zaproponowałam Talie, zgrabnie unikając wzroku bruneta.
-Jasne...- Odpowiedziała prawie natychmiast. Wzięłam brunetkę na ręce i razem z Talie skierowałam się do środka. Zayn po chwili odjechał, a gdy to zrobił, Natalie otworzyła drzwi.
-Boli Cię to, prawda?- Spytała z wyraźnym zmartwieniem.
-Ale co?- Spytałam idiotycznie, zsuwając ze stóp moje trampki.
-Perrie...- Mruknęła. W tym momencie do budynku wszedł Niall.
-Lizzie! Jesteś! Całe szczęście!- Westchnął i objął mnie ramionami. Było dość niewygodnie, biorąc pod uwagę Lily siedzącą mi na plecach. Chłopak chyba czytał mi w myślach, bo od razu cofnął się i wszedł za mnie ściągając dziewczynkę z moich pleców.
-Lilson!- Zaśmiał się.
-Wujek Ni!- Pisnęła i wtuliła się w blondyna.
-Słodkie, nie?- Powiedziała Talie kładąc dłoń na moim przedramieniu. Uśmiechnęłam się i przytaknęłam.
-Dobra, dobra... Zabieram Lilsona, a Wy sobie pogadajcie.- Przewrócił oczami Niall i wyszedł... Gdzieś.
Razem z Talie skierowałyśmy się do salonu. Usiadłam na kanapie, a blondynka zrobiła to samo.
-Ładnie tu.- Powiedziałam rozglądając się po pomieszczeniu.
-Ta, wiem...- Zaśmiała się.- Ale wracając do naszej rozmowy. Chyba Ci nie przeszło, co?
-Ależ skąd! Już dawno mi przeszło!- Skłamałam.
-Czyżby?- Zapytała blondynka podnosząc brew.
-Tak...- Odpowiedziałam niepewnie. Blondynka poprawiła grzywkę prawą ręką, a gdy ją opuszczała, coś błysnęło mi w oczy. Złapałam jej dłoń i przyciągnęłam do siebie.
-Talie! Dlaczego mi nie powiedziałaś?- Pisnęłam, oglądając cudowny pierścionek zaręczynowy przyjaciółki.
-Nie wiem... Jakoś nie było czasu...- Wzruszyła ramionami dziewczyna. Zbliżyłam się do niej i objęłam ramionami.
-Kiedy Ci się oświadczył?- Spytałam gdy już się odsunęłam.
-Pół roku temu...
-Pół roku? I nic mi nie powiedziałaś?- Szerzej otworzyłam oczy.
-Nie było czasu i w ogóle...
-Okej, rozumiem...- Zaśmiałam się delikatnie.- A kiedy ślub?
-Właściwie... Za jakieś trzy miesiące.- Uśmiechnęła się szeroko.- Miałam Ci to wysłać, ale skoro już wiesz...- Powiedziała wstając i podeszła do szafki. Wyciągnęła coś z szuflady i mi podała.
-Zaproszenie... Talie!- Prawie krzyknęłam.
-Co?- Spytała przestraszona.
-Bierzesz ślub! Z Niall'em!- Pisnęłam, po czym obie zaczęłyśmy śmiać się jak głupie. Po chwili usłyszałyśmy dźwięk zatrzaskujących się drzwi. Popatrzyłyśmy się na siebie ze zdziwieniem.
-Spodziewasz się kogoś?- Spytałam podnosząc brew.
-Nie...- Odparła marszcząc czoło.
-Cześć Talie. Przyszedłem, żeby zabrać Niall'a...- Harry? Wstałam i niepewnie podeszłam do źródła dźwięku. Zza ściany wyszedł wysoki, szczupły chłopak z długimi, ciemnymi lokami. Miał na sobie dopasowane, ciemne spodnie i kolorową, wzorzystą koszulę odpiętą w taki sposób, aby przyciągać wzrokiem wszystkie atrakcyjne osobniki rodzaju żeńskiego.
-Hazza!- Zaśmiałam się, gdy zobaczyłam szatyna.
-Lizz?- Spytał nie dowierzając. Przytaknęłam z szerokim uśmiechem i podeszłam bliżej, otulając jego tors ramionami. Chłopak odwzajemnił mój uścisk i delikatnie się zaśmiał.
-Gdzie zabierasz Niall'a?- Spytałam odsuwając się od Harry'ego.
-Teraz już nigdzie. Lizzie! Prawie pięć lat Cię nie widziałem!- Zaśmiał się i ponownie otulił ramionami. Zwinnie wydostałam się z jego uścisku.
-A ja jakieś dwa dni.
-Czy to oznacza, że mnie śledzisz?- Wymownie uniósł jedną brew.
-Nie. To oznacza, że jesteś wszędzie. Telewizja, prasa, internet... Trudno Cię nie widzieć.- Zaśmiałam się. Chciałam coś dodać, ale przerwała mi Lily.
-Pomóż mi znaleźć wujka Ni!- Wbiegła do korytarza, ale natychmiast się zatrzymała. Zadarła główkę do góry i spojrzała na Harry'ego.- Dzień dobry.- Mruknęła i schowała twarz wtulając ją w moje dżinsy. Harry uśmiechnął się promiennie, ukazując swoje dołeczki i spojrzał na mnie.
-Kto to?- Zapytał wpatrując się w dziewczynkę.
-Umm... Harry, poznaj Lily... Moją córeczkę.
-Wow, wow... Czekaj.- Zmarszczył brwi.- To Twoja córka?- Spytał patrząc to na mnie to na Lily. Przytaknęłam ze śmiechem.- Ile ma lat?- Nie przestawał zabawnie marszczyć czoła. Lily odsunęła się ode mnie i w przypływie odwagi zwróciła się do szatyna.
-Za dwa tygodnie będę miała pięć!- Po tych słowach, Harry chwilę się zastanawiał, a potem doznał olśnienia.
-Lily pójdziemy poszukać wujka Ni do kuchni, a ty poszukaj go razem z Talie w salonie.- Powiedział i pociągnął mnie do kuchni. Gdy już tam się znaleźliśmy, stanął przede mną i zabawnie machnął rękami.
-Co?- Zaśmiałam się patrząc na bruneta.
-Dlaczego?- Powiedział z wyrzutem. Przestałam się śmiać i spojrzałam na niego jak na idiotę.
-Ale co?
-Dlaczego Niall jest chrzestnym, a nie ja? Dobrze wiesz, że uwielbiam dzieci...- mruknął zabawnie wydymając wargę.- A Lily jest taka słodka.
-Co?- Zaśmiałam się patrząc mu w oczy.
-Dobra, nie wiem...- Wypuścił głośno powietrze.- A jak zareagował Zayn?- Spytał, a ja nie wiedziałam co odpowiedzieć.
-Jak to...?- Mruknęłam cicho.
-Lizzie, trzeba być debilem, żeby nie widzieć między nimi podobieństwa.
-W takim razie jesteś w zespole z debilem...- Zasugerowałam.
-Nawet z czterema...- Zaśmiał się, ale po chwili przestał.- Zayn nie wie?
-Nie.- Pokręciłam głową.
-A widział ją?- Popatrzyłam na bruneta i powoli skinęłam głową.- Jakim on jest idiotą...- uszczypnął czubek swój nosa i pokręcił głową.- Malik, ty pierdolony idioto...- Zaśmiał się po chwili.
-To, że nie utrzymuję z nim kontaktu, nie oznacza, że pozwolę Ci go bezkarnie przy mnie wyzywać.- Zmarszczyłam nos, a chłopak zrobił to samo.- Co?- Szatyn nie odezwał się przez dłuższą chwilę.
-Nie ważne.- Powiedział i chciał wyjść z kuchni, ja jednak złapałam go za dłoń i przyciągnęłam do siebie. Nasze twarze dzieliły milimetry.
-Co chciałeś powiedzieć?- Zapytałam unosząc jedną brew.
-Chciałem tylko...
-FUUUUJ!- Do kuchni weszła Lily. Odsunęłam się od Harry'ego i patrząc na dziewczynkę zaczęłam się śmiać.
-Co "FUUUUJ"?- Spytał Harry udając wysoki głos dziewczynki, co w porównaniu z jego naturalnie niskim głosem wyszło komicznie.
-Pocałowałeś mamusię!- Krzyknęła i skrzywiła zabawnie twarz.
-Wcale nie!-Oburzył się szatyn.
-Wcale tak!- Zmarszczyła brwi Lily.
-Wcale nie!
-Wcale tak!
-Nie!
-Tak!
-Idę stąd!- Wtrąciłam się i jak najszybciej opuściłam kuchnię.
-Co robią?- Zaśmiała się Talie z salonu.
-Kłócą się.- Przewróciłam oczami i odwzajemniłam gest.
-Harry i Lily?- Zaśmiała się blondynka. Wypuściłam głośno powietrze ze śmiechem i przytaknęłam, po czym usiadłam na kanapie.
-A gdzie tak w ogóle Niall?- Spytałam, a blondynka zaczęła się śmiać.
-Bawił się z Lily w chowanego i... Siedzi w szafie...- Dołączyłam śmiechem do blondynki, poprzez wyobrażenie sobie Niall'a ukrywającego się w szafie przed Lily.
-Mamusiu! Harry mówi, że jestem mała i nie powinnam się odzywać!- Wybuchnęła Lily przybiegając z kuchni. Za nią, wolnym krokiem, wszedł Harry.
Popatrzyłam zdezorientowana na szatyna.
-Powiedziała, że jestem opryskliwą żyrafą.- Przewrócił oczami i usiadł koło mnie.
-Bo ty powiedziałeś, że jestem pyskata.
-Bo powiedziałaś, że jestem brzydki.
-Bo powiedziałeś...
-Lily! Przestań!- Zaczęłam się śmiać patrząc na dziewczynkę. Popatrzyła na mnie z obruszeniem i założyła ręce na piersi.
-Ale to on zaczął!- Powiedziała nadal się złoszcząc.
-Dobra, dobra. Chodź tutaj.- Powiedziałam wyciągając do niej ręce.
-Nie! Bo on siedzi koło Ciebie!- Dziewczynka pokręciła przecząco głową i stała w miejscu.
-To nie.- Wzruszyłam ramionami ze śmiechem i wsunęłam się głębiej w kanapę. Podwinęłam nogi o góry i częściowo oparłam się o Harry'ego, dokładnie przyglądając się reakcji dziewczynki. Stała przez chwilę w miejscu, ale później praktycznie podbiegła do chłopaka i zaczęła go okładać swoimi małymi piąstkami.
-Zostaw moją mamusię! Ona jest fajna! Nie to co ty!- Wykrzyczała dziewczynka nadal okładając Hazzę. Chłopak spojrzał na mnie wymownie, a ja ze śmiechem potrząsnęłam głową w górę i w dół.
Po chwili wstał i wziął Lily na ręce, przerzucając ją przez ramię tak, jak kiedyś mnie. Dziewczynka zaczęła piszczeć i krzyczeć, ale po chwili się poddała.
-Wszystko mnie boli...- Jęknął Niall wchodzący do salonu.
-Od siedzenia w szafie?- Spytała blondynka i obie się zaśmiałyśmy.
-To byłaby świetna kryjówka! Gdybym grał z kimś bardziej...
-To mój nowy ulubiony wujek!- Wykrzyczała Lily, wychodząc z kuchni i trzymając Harry'ego za rękę.
-Umm... Przepraszam, ale już jestem!- Fuknął blondyn zakładając ręce na piersi w geście obrazy.
-Wujek Ni!- Zaśmiała się brunetka.- Po co wróciłeś? Znalazłam sobie nowego wujka.- Wszyscy zaczęli się śmiać, oprócz mnie i Lily. Spojrzałam surowo na dziewczynkę, a ta od razu zaczęła się bawić włosami.- Znaczy. Nadal Cię kocham, ale zrozum. To już nie to samo. Zostańmy przyjaciółmi.- Powiedziała po chwili, patrząc na blondyna. Tym razem nawet ja się zaśmiałam. Dziewczynka podeszła pomiędzy mnie i Harry'ego, twierdząc, że jeszcze się zmieści. W końcu wcisnęła się na miejsce i wtuliła w szatyna, po czym zasnęła śliniąc jego kolorową koszulę.

_________________________________________________________________
Za nami kolejny rozdział! 
Jakie są Wasze odczucia co do ślubu Nallie? (Tak, tak. Zshippowałam ich ^^)
Podoba Wam się pyskata Lily? 
Piszcie w komentarzach co Wam na sercu zalega, chętnie Was wysłucham!
Miłego czytania, Miśki!
P.S wiem, że ten rozdzial nie za wiele wnosi i akcja nie zabija swietnością, ale już niedługo będzie lepiej!*
P.P.S. jadę jutro na konkurs, trzymajcie kciuki!