piątek, 26 czerwca 2015

Chapter NINE (Bonus part)

Niall's POV 
Szliśmy właśnie na ostatnią atrakcję tego dnia, do labiryntu. Odwróciłem głowę i spojrzałem na przysypiającą Lily.
-Ej Lilson, na pewno chcesz iść do tego labiryntu? Żeby się później nie okazało, że cały czas cię noszę.- Powiedziałem całkiem poważnie, ale dziewczynka popatrzyła na mnie takim wzrokiem, że zacząłem się śmiać.
-Wujku, pozwalam ci się nieść tylko ze względu na to, żeby nie było ci przykro. Oczywiście zbieram siły, żeby móc przejść labirynt razem z ciocią.- Zacząłem się śmiać, słysząc jak bardzo poważnym tonem mówi to dziecko. Dostałem jeszcze tylko po głowie z jej małej rączki i się uciszyłem.
-Ze mną?- Zdziwiła się Talie. Uniosła wzrok na małą brunetkę i uśmiechała się w niedowierzaniu. Co jak co, ale to zwykle ja przejmuję opiekę nad Lil. Po prostu mniej się mnie wstydzi, o ile taki przypis można dać Lily.
-Tak ciociu! Założę się, że ty i ja będziemy lepsze od wujka Ni!- Zachichotała słodko dziewczynka i zakryła usta dłonią.
-Bo cię zrzucę!- Zagroziłem, siląc się na poważny ton.
-Ja ją mogę wziąć.- Zaproponowała blondynka z uśmiechem. Podeszłą do mnie i wzięła Lil na ręce. Dziewczynka szepnęła jej coś na ucho, po czym obie się zaśmiały.
-Czuję się zdradzony...- Mruknąłem niezadowolony, idąc dalej.
-Niall, tu się rozdzielamy. Ty idziesz w prawo, a ja z Lily w lewo.- Powiedziała Natalie, gdy wchodziliśmy do labiryntu. Nie miałem zamiaru dyskutować, bo jakie miałbym szanse, przeciwko dwóm kobietom?
Szedłem przed siebie, zmęczony i wkurwiony. Po raz szósty mijam to pieprzone drzewo! Moja orientacja w terenie nie należy do najlepszych, ale zwykle się nie skarżyłem. Ale, kurwa, ile razy można krążyć w kółko? Poczułem wibracje w tylnej kieszeni i nie patrząc na ekran, od razu odebrałem połączenie.
-Gdzie jesteś?
-Nawet kurwa nie wiem. Gdzieś pomiędzy pieprzonymi krzakami. Mam ochotę je wszystkie powyrywać.- Burknąłem wkurzony do telefonu, po czym usłyszałem słodki chichot blondynki.
-Niall, jesteś ślepy? Widzę cię!- Przekręciłem się kilka razy, ale wszystko co widziałem, to krzaki. Mnóstwo krzaków.- A nie, to jakiś inny przystojny blondyn. Skoro się zgubiłeś, może do niego zagadam?- Mruknęła do słuchawki.
-Nie ma mowy. Zaraz będę.- Znowu usłyszałem jej słodki chichot, i przyspieszyłem w kroku. Byłem niedaleko wyjścia, albo tak mi się przynajmniej zdawało, bo słyszałem... Nie wiem kurwa, coś słyszałem.
Na szczęście miałem rację. Po długiej i męczącej tułaczce w labiryncie w końcu zauważyłem Talie, siedzącą z Lily na kolanach. Uśmiechnąłem się, bo cholera, to było takie słodkie.
-Mówiłem, że będę.- Rzuciłem jako pierwsze, po zbliżeniu się na odpowiednią odległość.
-Mówiłeś i dotrzymałeś słowa.- Wzruszyła ramionami mała brunetka i zeszła z kolan blondynki. Usiadłem koło dziewczyny i położyłem jej rękę na kolano, po czym delikatnie ucałowałem jej policzek. Lily wstała, zabierając coś w małe rączki. Później okazało się, żeby to był przeuroczo tyci snapback. Dziewczynka założyła go na głowę i ułożyła usta w coś, co przypominało dziubek.


-Teraz można mi robić zdjęcia.- Powiedziała dość niewyraźnie, bo starała się utrzymać pozę. Zacząłem się śmiać, ale posłusznie wyciągnąłem telefon i pstryknąłem jej zdjęcie.
-Jaka ona jest słodka! Też chcę takie dziecko!- Mruknąłem, marszcząc brwi gdy spojrzałem na zdjęcie.
-I będziesz miał! Ciocia Talie mi powiedziała.- Zaśmiała się dziewczynka, a ja nie rozumiejąc na początku sensu jej wypowiedzi, dołączyłem. Po chwili jednak się opanowałem i spojrzałem na blondynkę.
-Niespodzianka?- Spytała i delikatnie się uśmiechnęła.
-N-na prawdę?- Wydusiłem, wstając. Dziewczynka stanęła przede mną i położyła mi ręce na ramionach.
-Wszystko w porządku?- Spytała z troską, a ja zacząłem śmiać się jak głupi. Wziąłem ją na ręce i podniosłem wysoko, aż zaczęła piszczeć.- Niall, puść mnie!
-Cholera nie! Będziemy mieli dziecko!- Powiedziałem głośno i postawiłem dziewczynę na ławce. Była teraz trochę wyższa, ale nie przeszkadzało mi to w pocałunku. Uderzyłem ustami o jej delikatnie zaróżowione wargi. Uśmiechnąłem się przez pocałunek, który przekazywał całą czułość, miłość i radość jaką odczuwałem.- Będziemy mieli dziecko.- Szepnąłem, opierając swoje czoło o jej. Położyła mi ręce na ramionach, przenosząc większość swojego ciężaru na moje barki, ale wcale mi to nie przeszkadzało.
-Tak. Małą blondynkę z niebieskimi oczami.- Zaśmiała się delikatnie.
-Albo brunetkę.- Wtrąciłem i cmoknąłem dziewczynę w nos.
-Albo brunetkę.- Zgodziła się i złożyła długi pocałunek na moich ustach.
-Dobra, jesteście słodcy, ale możemy iść już do domu? Jestem zmęczona.- Zmarszczyła brwi mała brunetka, i założyła ręce pod piersiami.
- - -
-Jak myślisz, dlaczego Lizzie wyglądała tak dziwnie jak przyszliśmy?- Spytała Talie, wchodząc do salonu i siadając na oparciu kanapy. W ręce miała połówkę jabłka, gryząc jego kawałek.
-Myślę, że to przez z Zayn'a.- Powiedziałem, czytając wiadomość od chłopaka.- Powiedział Liz, że wie o Lilce.
-Co? Skąd on to wie?- Zdziwiła się blondynka, zakładając w tym czasie nogę na nogę. Miała zarzuconą na siebie tylko moją bluzkę i wyglądała tak cholernie podniecająco...
-Umm.. Tak. Znaczy, nie wiem.- Mruknąłem, przestając myśleć o jej, kurwa, krągłościach uwydatnianych przez samą koszulkę.- Znaczy się wiem. Napisał mi, że ostatnio niechcący podsłuchał rozmowę Waliyha'y i Lizzie na temat dziecka.- Wyjąkałem w końcu, a dziewczyna zmarszczyła brwi.
-Co ty się tak jąkasz?- Zaśmiała się, kończąc jedzenie. Potrząsnąłem głową na boki, dając znak, że nie odpowiem na pytanie.- Oj no, powiedz.- Ponownie potrząsnąłem głową, a blondynka wstała i zbliżyła się do mnie.- Niall.- Mruknęła uwodzicielsko i położyła jedną rękę na moim ramieniu, drugą śledząc zarysy mięśni na mojej klatce piersiowej.
-Na Boga.- Mruknąłem i wpiłem się w usta blondynki. Smakowała nieziemsko słodko, a ja miałem wrażenie, że nigdy mi się to nie znudzi. Całowanie jej z zaskoczenia tak, że dopiero po chwili jest w stanie zarejestrować co się dzieje. Kocham sposób w jaki uśmiecha się przez pocałunek. Albo to, w jaki sposób chodzi, lekko kołysząc biodrami. Nie jest to wyzywające, raczej tak bardzo subtelne, że aż podniecające. Kocham w niej po prostu wszystko, rozpoczynając od zamiłowania do jedzenia, zupełnie podobnego do mojego swoją drogą, aż do sposobu w jaki marszczy jej się nos, gdy na mnie krzyczy. Chociaż stara się utrzymywać, że jest silną i niezależna kobietą, w domu zrzuca tą maskę i jest po prostu sobą. Zabawną, delikatną i uczuciową Talie.
Ocknąłem się dopiero, gdy poczułem, że dziewczyna łapie za mój pasek od spodni. Nie powstrzymując się dłużej, opuściłem ręce niżej i złapałem za tył jej ud, podnosząc ją i niosąc w kierunku sypialni. Gdy się tam znaleźliśmy, ułożyłem blondynkę delikatnie na łóżku i zacząłem zjeżdżać z pocałunkami na jej szyję. Dotarłem do płatka jej ucha, i delikatnie go przygryzając, mruknąłem.
-Tak cholernie cię kocham, że to czasami boli.- Scałowałem ścieżkę prowadzącą do zgięcia łączącego szyję z ramieniem. Złapałem jej skórę pomiędzy zęby i delikatnie zassałem, tworząc w ten sposób czerwonawy znak. Dmuchnąłem w to miejsce zimnym powietrzem, przez co blondynka głośno mruknęła. Jedną rękę wplątała w moje włosy, a ja złapałem końcówkę koszulki i ściągnąłem ją z niej, eksponując jej nagie piersi. Uśmiechnąłem się do siebie i pocałowałem jedną z nich. Dziewczyna złapała za pasek od moich spodni i gwałtownie go rozpięła, powodując, że dżinsy opadły mi luźno na biodra. Pociągnęła zdecydowanie za materiał i do końca ściągnęła mi spodnie, oczywiście z moją niewielką pomocą.
-Tak bardzo ciebie chcę.- Mruknęła i przejechała palcem po wzdłuż zgrubienia na mojej bieliźnie, które natychmiast zwiększyło swoje rozmiary prawie dwukrotnie. Cholera, jak ona to robi? Zamknąłem jej usta namiętnym pocałunkiem, a gdy już się odsunąłem, zaśmiałem się prawie bezgłośnie.
-Myślę, że musimy trochę poczekać z drugim dzieckiem.- Blondynka wydała z siebie jęk niezadowolenie i mocniej zacisnęła nogi wokół mojego pasa.- Ale nie twierdzę, że nie mogę się tobą zająć.- Szepnąłem ochryple i ponownie ją pocałowałem, wsuwając palce za lamówkę jej bielizny. Niemal od razu jej ciało zareagowało, przez co wszędzie gdzie tylko spojrzałem,zauważyłem gęsią skórkę. Zjeżdżałem palcami niżej, póki nie usłyszałem miękkiego jęku dziewczyny. Gdy w końcu odnalazłem to specjalne miejsce, powoli zacząłem kręcić kółka. Z czasem robiłem to coraz szybciej, dzięki czemu blondynka zaczęła pojękiwać coraz częściej i głośniej. Cały czas całowałem jej szyję, czując wibracje spowodowane głośnym jękiem, który wydostał się z jej ust. Po chwili poczułem, jak jej nogi drętwieją a oddech stał się urywany. Gdy resztki jej orgazmu poszły w niepamięć, ułożyłem się za nią, dokładnie przywierając do jej pleców. Dziewczyna sięgnęła po moją rękę i ułożyła ją w dolnych partiach swojego brzucha. Nieznacznie odwróciła do mnie  twarz i powiedziała.
-Tu się rozwija nasza fasolka.- Zaśmiałem się na to porównanie, gdy odwróciła się z powrotem. Zbliżyłem wargi do jej ucha i złożyłem subtelny pocałunek na jego płatku.
-Wiem, skarbie. Nasza fasolka.- Uśmiechnąłem się i ponownie ucałowałem dziewczynę w to samo miejsce.

_________________________________________________________________
Miało wyjść krótko, a jest jak jest XD
Mam nadzieję, że się nie obrazicie, lol
Nie no, jestem z siebie dumna z tej sceny... No wiecie 
Piszcie co myślicie, każdy komentarz jest ważny, pamiętajcie!
Za wszelkie błędy przepraszam i mam nadzieję, że mi wybaczycie, ale czuję już wolność XD
Życzę Wam spokojnych wakacji, na których wypoczniecie i choć trochę przygotowujecie się (psychicznie) na kolejny rok szkolny.
Do zobaczenia, misie!♥

środa, 24 czerwca 2015

Chapter NINE

Po dłuższej chwili ogarnęłam się wystarczająco, żeby wejść do pokoju i zwyczajnie w świecie się w nim zatrzasnąć i odciąć od świata zewnętrznego. Nie wiedziałam co mam myśleć. Przez tyle czasu starałam się, żeby ani Zayn, ani Lily nic nie wiedzieli. Kto mu, do jasnej cholery, o tym powiedział? Dlaczego wszystko sypie się w najbardziej nieodpowiednim momencie?
Schowałam twarz w dłoniach i wypuściłam głośno powietrze. Nie wiedziałam co mam zrobić Czułam się przybita, zła i smutna. Przybita z powodu tej sytuacji... Po raz kolejny odrzuciłam Zayn'a, ale chyba pierwszy raz w życiu widziałam w nim takie rozczarowanie. Nie smutek, czy złość. Rozczarowanie. Jakby spodziewał się, że wszystko wróci do normy. Ile ja bym dała, żeby tak było. Poczułam jak po policzku spływa mi pojedyncza łza. Otarłam ją szybko ręką i wróciłam do gapienia się w ścianę.
Ranię ludzi których kocham, i czuję się jak gówno. Zaśmiałam się na tą, niestety, trafną uwagę, ale po chwili przestałam, ponownie zatapiając się w rozmyślaniach.
Leżałam na łóżku i wgapiałam w sufit, póki nie usłyszałam dźwięku zamykanych drzwi i odgłosu ostrożnie stawianych kroków. Otarłam drugą łzę pozostałą na moim policzku i usiadłam pionowo, podciągając nogi pod brodę.
-Nie masz szans, żeby mnie przestraszyć, Lil.- Zaśmiałam się i cierpliwie czekałam, aż dziewczynka wyłoni się zza ściany. Otworzyłam usta, żeby coś dopowiedzieć, ale gdy zauważyłam, że to wcale nie Lily, natychmiast je zamknęłam.
-Co ty tu...?- Zmarszczyłam brwi i opuściłam nogi na ziemię, wstając.
-Zachowałem się jak ostatni kretyn. Przyszedłem przeprosić i... Porozmawiać.- Powiedział zakłopotany i przejechał dłonią po swoim karku. Patrzyliśmy się chwilę na siebie, po czym się otrząsnęłam i wskazałam ręką na łóżko.
-Jasne, siadaj.- Mruknęłam i usiadłam po przeciwległej stronie. Chłopak wypuścił głośno powietrze.
-Nawet nie wiem od czego zacząć.- Zaśmiał się nerwowo i zaczął bawić się palcami. Po chwili jednak uniósł wzrok i spojrzał na mnie, odnajdując moje spojrzenie.- Dlaczego powiedziałaś, że mnie nie kochasz? - Pod koniec zdania ból w jego oczach stał się tak widoczny, że zalała mnie fala poczucia winy.
-Nigdy ci tego nie powiedziałam, nie wiem skąd to wywnioskowałeś.
-W takim razie, dlaczego odeszłaś, mówiąc, że to nie moje dziecko?- Zmarszczył brwi, wyglądając tak niewinnie...
-Myślałam że tak będzie łatwiej. Zaczynałeś karierę, nie chciałam zepsuć ci tego wszystkiego jednym zdaniem...- Odwróciłam wzrok od bruneta.
-A było łatwiej? Bo ja przez pieprzone trzy lata nie mogłem się pozbierać.- Burknął niewyraźnie.
-Zayn, wiem! Było mi z tym okropnie! Noc w noc, dopóki Lily była na tyle mała, żeby nie rozumieć pewnych rzeczy, płakałam, myśląc jak by było, gdybyś był z nami! Myślisz, że to nie było przytłaczające da mnie? Widzieć jak własna córka dorasta bez ojca, który właśnie buduje swoją karierę? Myślisz, że było łatwo zapieprzać przez cały dzień w idiotycznej kawiarni, a po powrocie do domu jeszcze zajmować się niemowlakiem? To było cholernie trudne dla mnie! A jak Li zaczęła mówić i rozumieć niektóre problemy...- Moje oczy zaczęły lśnić od łez.- Gdy zaczynała się pytać, gdzie jest jej tatuś, dlaczego ją zostawił i dlaczego jej nie kocha, co miałam jej odpowiedzieć? miałam powiedzieć, że nic o niej nie wiesz, bo byłam idiotką i ci nie powiedziałam? Miałam jej powiedzieć, że mężczyzna z telewizji, zupełnie obcy dla nas obu, jest jej ojcem?- Nie wytrzymałam już dłużej tego napięcia. Z moich oczu zaczęły lecieć grube łzy, głos zaczął drżeć i się łamać, a ciało przejmował spazmatyczny szloch. Nie pamiętam kiedy ostatni raz tak płakałam.- W końcu wymyśliłam bajeczkę, że to Ryan jest jej ojcem.- Przymknęłam powieki, pozwalając wydostać się kilku kolejnym kropelką łez. Uniosła wzrok na bruneta. Siedział tam kompletnie zagubiony. Jego oczy wspaniale ukazywały emocje. Ból, strach i niezrozumienie.- Wszystko byłoby świetnie, ale mała jest bystra. Domyśliła się, że on nie może być jej ojcem, bo ma jasne włosy i niebieskie oczy. Próbowaliśmy jej wmówić, że tak czasami jest, ale się nie dała. Czy ty wiesz, jak to jest okłamywać własne dziecko? Jak to jest, gdy nie możesz mu powiedzieć prawdy, bo to by je złamało? Lily zawsze jest chodzącą bateryjką, zawsze jest szczęśliwa i... Po porostu nie wyobrażam sobie, że mogłoby być inaczej.- Skończyłam, a mój głos totalnie się załamał. Schowałam twarz w dłonie i pierwszy raz od bardzo długiego czasu nie powstrzymywałam łez. Poczułam, jak chłopak przysuwa się bliżej mnie i otacza ramionami w czuły geście. Położyłam głowę na jego ramieniu i oplotłam jego tors rękami. Trzymał mnie zdecydowanie, ale delikatnie. Jakby bał się, że przy najmniejszym dotyku po prostu się rozpadnę. Może i miał rację?- Najgorsze jest to, że nawet gdybyś chciał pojawić się w jej życiu, nie możesz.
-Co?- Po raz pierwszy odezwał się od dłuższego czasu. Odsunął się ode mnie kawałek i spojrzał mi prosto w oczy.- Dlaczego?- Był totalnie zdruzgotany, słysząc moje słowa.
-Wyobrażasz sobie, jak to jest nie mieć ojca przez pięć lat? Przez pierwszych pięć lat swojego życia? A potem nagle się pojawia i okazuję się, że ma zespół i narzeczoną? Co pomyśli, gdy zobaczy Perrie?
-Nie zobaczy jej. Myślę, że... Między nami nic już nie ma.- Zacisnął powieki i puścił moje przedramiona.
-Jak to?
-To koniec. Przez dłuższy czas to była tylko iluzja związku.
-Zayn, nie możesz...
-To nie przez ciebie, nie martw się.
-Nawet jeśli, to nie zmieni faktu, że nie możesz tak po prostu władować się z buciorami do naszego życia. Dziecko się kompletnie załamie. Zwłaszcza, że jesteś jedyną osobą na świecie, której się wstydzi.- Opuścił wzrok i siedział przez jakiś czas cicho. Nie odezwał się ani słowem, jakby coś analizował.
-Myślę, że gdybyśmy zrobili to powoli, mała nie doznałaby szoku.
-Przepraszam Zayn, ale ta rozmowa zmierza w niewłaściwym kierunku.- Pokręciłam głową, przymykając powieki.
-Ta, jasne. Przepraszam... Mogę zadać ci jeszcze jedno pytanie? Ostatnie. Po tym sobie pójdę.- Przytaknęłam niepewnie głową, a chłopak nabrał powietrza.- Kochasz Harry'ego?
-To oczywiste. Pewnie, że go kocham.
-A czy kochasz go tak, jak kochałaś mnie?- Dobre pytanie Lizz... Otworzyłam usta, żeby odpowiedzieć. Przecież to takie banalne pytanie. Po chwili jednak je zamknęłam. Jasne, że nie idioto. Uczucia, które żywiłam, żywię do ciebie nie da się porównać do niczego innego. Jako jedyny potrafiłeś mnie doprowadzić do białej gorączki, a po chwili nakłonić do namiętnego pocałunku. Jako jedyny potrafiłeś mnie rozśmieszyć tak, jak nikt inny. Byłeś jedynym, przy którym czułam się swobodnie, nie zważając na sytuację. Jesteś jedynym, którego będę kochać ciągle i wciąż. Nieprzerwanie do końca mojego istnienia. 
-N-nie.- To wszystko co udało mi się w końcu wykrztusić. BRAWO.
-Więc pozwolisz, że..- Zbliżył się do mnie, żeby mnie pocałować. Rozum kazał mi się odsunąć, ja jednak pozostałam w miejscu. Dokładnie przyglądałam się czekoladowy tęczówkom, które kiedyś doprowadzały mnie do obłędu. Oczekiwałam, że usta chłopaka już niedługo wylądują na moich i połączą się w gorączkowym pocałunku. Chłopak zaskoczył mnie, delikatnie muskając mój policzek swoimi wargami. Był to gest tak delikatny i tak niewinny, że trudno mi było powstrzymać się, od powiedzenia wszystkiego co mi leży na sercu prosto w twarz.
Gdy chłopak nieznacznie się ode mnie odsunął, jeszcze raz spojrzał mi w oczy i niebywale cicho szepnął mi wprost do ucha.
-Cholernie mi na tobie zależy. Szkoda, że tego nie zauważasz.
- - -
Jakoś przed ósmą wieczorem usłyszałam dźwięk zamykanych drzwi, znowu. Tym razem zza ściany na prawdę wybiegła Lily. Miałam wrażenie, że chce mnie przytulić, ale... Jak bardzo się myliłam. Podbiegła do mnie i wskoczyła na łóżko, zakopując się pod kołdrą. Zaczęłam się śmiać i sięgnęłam ręką po końcówkę materiału, delikatnie odciągając go od twarzy brunetki.
-Jak tam było?- Spytałam, kończąc się śmiać. Dziewczynka wypuściła głośno powietrze i zbliżyła się do mnie, siadając mi na nogach.
-Było fajnie, ale jestem zmęczona.- Przerwała, ziewając. W tym momencie weszła Talie obejmowana w pasie przez Niall'a.- I ciocia jest w ciąży!- Zaszczebiotała i mocniej wtuliła się we mnie. Otworzyła szerzej oczy i spojrzałam na blondynkę z pytaniem w oczach. Przytaknęła tylko głową, a ja nie wiedziałam co powiedzieć. Zrzuciłam, oczywiście nie dosłownie, z siebie mało zadowolone dziecko i podeszłam do dziewczyny.
-Boże, Talie... To świetnie!- Objęłam ją ramionami, tylko gdy Niall się odsunął. Śmiałyśmy się jak głupie przez dłuższą chwilę- Ile już...?
-Dziesiąty tydzień.- Powiedziała, a na jej policzek spłynęła łza szczęścia. Ponownie opatuliłam ją rękami i pogłaskałam po plecach.
-Mamusiu, chodźmy spaaać!- Jęknęła z niezadowoleniem Lily i ponownie weszła pod kołdrę, a świadczyć o tym mógł jej stłumiony, piskliwy głosik.
-Przykro mi dziewczyny, ale muszę wam przerwać. Lilson chyba nie jest zbytnio zadowolony.- Odsunęłam się od blondynki i jeszcze raz uśmiechnęłam, po czym odprowadziłam tą przesłodką parę wzrokiem do drzwi.
-Mamusiu, czy ciocia Talie jest twoją siostrą?- Spytała Li, wystawiając głowę spod kołdry.
-Nie wiem jak ci odpowiedzieć na to pytanie.
-Najlepiej szczerze.
-Czy ty na pewno masz pięć lat?- Zaśmiałam się, patrząc w jej cudowne oczy.
-Na pewno, a teraz mów.
-Ciocia Talie jest jedną z najbliższych osób w moim życiu. Pomogła mi w niejednej trudnej sytuacji, rozumie mnie jak nikt inny. Spędzałyśmy ze sobą dużo czasu, jak byłyśmy młodsze. Ale nie jesteśmy rodziną, rozumiesz?
-Nie za bardzo. Myślę, że skoro jest jedną z najważniejszych osób w twoim życiu i jesteś z nią tak bardzo związana to jest twoją rodziną, mimo, że nie macie powiązania krwi.
-Okej, Lily. Zaczynam się ciebie autentycznie bać.
-Nie musisz. Będę przy tobie, niezależnie od tego co będzie się dziać.- Powiedziała i uśmiechnęła się delikatnie. Pierwszy raz słyszałam od niej tak mądre i dojrzałe słowa. Wróć, pierwszy raz w ogóle słyszałam takie mądre i dojrzałe słowa.
-Dobra, idziemy spać.- Podsumowałam chwytając dziewczynkę za boki i kładąc ją na ramieniu.- Ale najpierw kąpiel, brudasku.
-Mamusiu, daj spokój!- Pisnęła, próbując wyrwać się z uścisku.
-Nie!- Zaczęłam ją gilgotać, przez co wpadła w histeryczny śmiech. Rozległo się pukanie do drzwi, a ja nie przestając katować dziewczynki gilgotkami, tylko krzyknęłam.- Proszę!- Po mieszkaniu rozległ się dźwięk powolnych, ale pewnych kroków. W końcu, gdy ktoś stanął w progu sypialni i tym samym odciął dopływ ostatnich promieni słonecznych, podniosłam wzrok.
-Chyba przyszedłem nie w porę.- Powiedział głębokim, ochrypłym głosem, delikatnie się śmiejąc. Momentalnie przestałam łaskotać dziewczynkę, a ona uciekła ode mnie i podbiegła do chłopaka.
-Harry!- Pisnęła, wtulając się w jego nogi.
-Lily, zrobię ci kąpiel. Hazz, musimy pogadać.- Mruknęłam, nagle czując się winna.
-Jasne. O czym?- Powiedział, gdy Lily została w łazience. Uśmiechnął się ukazując dołeczki, a ja przestałam racjonalnie myśleć. Byłam przytłoczona całą sytuacją. Kocham Harry'ego, ale kocham też Zayn'a. Jestem z Harry'm, ale pocałowałam Zayn'a. Cholera jasna, Lizzie. Weź się w garść!
'Jeśli kochasz dwie osoby, wybierz tę drugą, bo gdybyś na prawdę kochał pierwszą, nigdy nie zakochałbyś się w drugiej' Jak powiedział kiedyś Johnny Depp.
Teraz pozostaje pytanie, w kim zakochałam się pierwsza i czy obu kocham tą samą miłością?

_________________________________________________________________
Okej, za nami kolejny rozdział.
Pewnie trochę was zaskoczyłam częstotliwością dodawania rozdziałów, ale myślę, że to fajny suprajs :)
To nie koniec niespodzianek na wakacje, 26 czerwca, dokładnie po tym jak wrócę po zakończeniu roku szkolnego klas trzecich, wstawię bonusowy rozdział z perspektywy Niall'a, który będzie opowiadał o tym, co działo się w disneylandzie i po nim. Rozdział będzie w miarę krótki i skupię się raczej na tym, jak Talie powiedziała o ciąży Niall'owi i... A tego to się już przekonacie:))
Nie życzę Wam miłych wakacji, bo jeszcze się zobaczymy, ale trzymajcie się ciepło! 

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Chapter EIGHT

Zaprzyjaźniłam się z Waliyhą, o ile można to tak nazwać.  No cóż, piszemy do siebie praktycznie codziennie, a w soboty chodzimy na zakupy, razem z Lily, która swoją drogą jest absolutnie zachwycona tym, że ma nową ciocię. Myślę, że Wal też polubiła Lily, bo chętnie odbiera ją z przedszkola... Znaczy odebrała. Tak, Lily chodzi do przedszkola. Chociaż w sumie to za dużo powiedziane. Była dwa razy, z czego za drugim tylko półtora godziny, bo musiałyśmy jechać na lotnisko. Dokładnie pamiętam, jaki był jej pierwszy dzień. Opowiedziała mi wszystko z taką dokładnością, że po raz kolejny byłam zdumiona, że ma tylko pięć lat.
Powiedziała, że na początku było super. Poznała przyjaciółkę, bodajże Olivię, i  jej brata Alexa. Byłoby pięknie, gdyby nie to, że już pierwszego dnia pokłóciła się z jedną dziewczynką. Chloe miała mamę, która pracowała jako menadżerka jakiegoś średnio znanego piosenkarza, nie ważne. Dziewczynka powiedziała mojej Lily, że jest od niej lepsza, bo jej mamusia jest ważna, dlatego należy jej się pierwszeństwo do jakiejś zabawki. Oczywiście mała blondynka wyrwała z rąk zabawkę Lil, dlatego dostała, za przeproszeniem, w dupę. Tak, Lilson kopnął Chloe w dolne partie ciała, dlatego też dostała karę i musiała siedzieć w kącie.
-Lizzie!- Dostałam czymś w bok. Jak się okazało, to Talie mnie szturchnęła, bo znowu się wyłączyłam.
-Przepraszam.
-Tak, tak. Wiem. Dobudź Lilkę, za dziesięć minut lądujemy w Paryżu.- Powiedziała i odwróciła się z powrotem do Niall'a, opierając się o jego ramię, wtulając twarz w zagłębienie jego szyi. Są tacy słodcy.
-Emmm...- Jęknęła Lily, gdy tylko dotknęłam ją w rękę. Zaśmiałam się, a dziewczynka otworzyła jedno oko, zerkając na mnie z ukosa.- Jezdsmjussz?- Mruknęła i schowała twarz pod rękawem. Niall popatrzył na dziewczynkę i zaczął się śmiać, przez co oberwał w głowę od Talie.
-Jakbym widział Zayn'a.
-W sumie, to trochę widzisz.- Powiedziała Talie patrząc do góry na blondyna. Uśmiechnęła się, pokazując zęby i cmoknęła go w policzek.
-Mamsiu, niece wstawć.- Dziewczynka przekręciła się na fotelu tak, że twarz miała totalnie zakopaną w skórze fotela. Nic tylko robić jej zdjęcia.
-Uśmiech Lilson!- Niall jakby czytał w moich myślach, wyciągnął telefon i uwiecznił ten moment na zdjęciu.- Leci na instagrama.- Popatrzył na ekran, po czym pokazał fotografię Talie. Dziewczyna zaczęła się śmiać i zabrała telefon blondynowi.
-Zdecydowanie leci na instagrama. Wygląda zupełnie jak Zayn!- Zaśmiała się ponownie i pokazała mi zdjęcie. Przewróciłam oczami i dalej próbowałam obudzić Lily. W końcu się poddałam i stwierdziłam, że wezmę ją na ręce.
Dziewczynka, jak zwykle, zasnęła mi na rękach, więc miałam nie małe problemy, żeby doczłapać się do swojego pokoju. Na początku pomagał mi Niall, ale jako że razem z Talie mają pokój w innej części budynku, odmówiłam jego dalszej pomocy. Szłam tak z dzieckiem na ręce, torbą na wolnym ramieniu i dwoma walizkami wzdłuż korytarza. Po kilku metrach ktoś mnie zatrzymał, kładąc rękę na moim ramieniu z torbą.
-Może pani pomogę?
-O mój Boże, Ryan!- Pisnęłam i odwróciłam się do szatyna. rozłożył ręce, ale spojrzał na dziewczynkę przyczepioną do mojego tułowia i zmarszczył brwi.- Och, tak. Przytuliłabym cię, ale Lilson trochę mi przeszkadza.
-Właśnie widzę. Jak chcesz mi to wytłumaczyć?
-Ale co?
-Dziecko?- Zaproponował pochylając się trochę w moją stronę.
-Może najpierw mi pomożesz, a potem pogadamy?
-Zgoda.- Powiedział i wziął ode mnie walizki. Gdy znaleźliśmy się już w moim pokoju, a ja położyłam Lil na podwójnym łóżku, przeszliśmy do mini salonu połączonego z kuchnią. No, nieźle muszą ci płacić, Horan. Usiadłam na jednym z foteli, dokładnie na przeciwko Ryana rozłożonego na kanapie.
-Więc?- Zaczął, unosząc jedną brew.
-Więc, co?- Odparowałam, poprawiając się na fotelu.
-Wycieczka do Disneylandu w środku roku. Zayn musiał sie nieźle postarać, zmuszając Cię, żebyś wsiadła do samolotu.- Zaśmiał się, a ja... Cóż, nie zareagowałam tak jak powinnam. To znaczy, nie zaprzeczyłam od razu, ale delikatnie próbowałam mu przerwać.
-Cóż. Ja i Zayn...
-Słyszałem o jego zespole. Są dość dobrzy, ale wiesz. Mnie to nie kręci. Moje nastoletnie pacjentki tak, ale ja... Pozostaje pasywny wobec tego.
-Ryan...
-Tak, wiem. Kochasz go na zabój i niedługo się pobieracie. Akurat to słyszałem w radiu. Ale chyba nie lecicie na Malediwy, co? Bo to chyba jakaś plotka.
-Ryan!
-A tak w ogóle, powinienem chyba być na ciebie zły. Nie powiedziałaś, że pan wyleję-na-ciebie-kawę-i-poderwę-na-zniewalający-uśmiech ma z tobą dziecko. A raczej ty z nim, nieważne.
-Ryan, ja nie jestem z Zayn'em.- Przerwałam w końcu, a chłopak przestał się uśmiechać. Znieruchomiał i zaczął się we mnie wpatrywać. W końcu wybuchł śmiechem i oparł się plecami o kanapę.
-Dobry żart, ale skarbie. Nie wyszło Ci. Widziałem przecież Lily, bo tak ma na imię, prawda? Nie przedstawiłaś mi jej w sumie.
-Nie powiedziałam, że Lily nie jest córką Zayn'a.
-Co ty... O mój Boże. Mówisz, że...
-Nie jestem z nim, ale to on jest ojcem Lily.
-Kto jest moim ojcem?- Spytała zaspana dziewczynka. Wchodząc do pomieszczenia przecierała oczy ręką, co było po prostu zabójczo słodkie.
-Dlaczego ona jest taka słodka? Aha, jest mieszanką ciebie i Zayn'a.- Przewrócił oczami szatyn, a ja posłałam mu zabójcze spojrzenie.
-Mamusiu, kto jest moim tatą?- Powiedziała i oparła rękę o biodro, marszcząc przy tym zabawnie czoło.
-No mała Lizzie, jak Boga kocham!
-Ryan, nie wyznajesz żadnej religii.- Zaśmiałam się i przeczesałam włosy ręką. Grzywka opadła mi na oczy i skutecznie zasłoniła całe pole widzenia.- Muszę iść do fryzjera.- Dmuchnęłam do góry, żeby rozgarnąć nieokiełznane loki.
-Świetnie się składa! Słuchaj, skoro już o tym rozmawiamy... Nie byłabyś chętna być modelką Adama?
-C-co? Jak to modelką?
-Adam ma sesję zdjęciową, tutaj w Paryżu, i potrzebuję jednej dziewczyny. Ostatnio jest bardzo wybredny, ale myślę, że na ciebie by się zgodził.- Zmierzył mnie wzrokiem, a moje policzki poczerwieniały. W międzyczasie podeszła do mnie Lily i dokładnie oplatając mnie w pasie, przytuliła się do mojej piersi i poszła spać. Boję się co będzie, jak stanie się nastolatką...
-A więc jak? Idziesz na to?
-Ryan! Czy ty przypadkiem nie przesadzasz?- Chłopak wywrócił oczami i wyciągnął telefon. Napisał zapewne komuś sms'a, po czym wrócił do mnie wzrokiem.
-Ja nigdy nie przesadzam. Wręcz myślę, że byłaby to dla ciebie szansa.
-Szansa na co?
-Na zaistnienie.- Odparł beztrosko, a ja wybuchnęłam śmiechem.
-Chyba żartujesz.
-Co tu tak wesoło? Witaj moja piękna!- Do fotela podszedł Adam. Czy on nie umie pukać? Ucałował mnie krótko w policzek i odsunął się kilkadziesiąt centymetrów.- Tak w ogóle, to śliczną masz siostrzyczkę.- Uśmiechnął się i zabawnie machnął dłonią w powietrzu.
-Schlebiasz mi. Muszę cię jednak zmartwić, bo to moja córka.
-Nie pierdol!- Krzyknął, przez co Lily się obudziła. Popatrzyła swoimi wielkimi oczami na bruneta zmarszczyła czoło.
-Nie przeklinaj!- Zganiła go, machając jednym palcem. Adam z Ryanem zaczęli się śmiać, ale dla mnie to była codzienność. No, może nie całkiem, bo zwykle nie przeklinam przy dziecku.
-Przepraszam skarbie. Mam prośbę, możesz zejść ze swojej mamusi? Muszę coś zobaczyć.- Odezwał się w końcu Adam, po czym się podniósł, i podszedł do mnie wyciągając rękę. Lily niepewnie wstała, a ja zmarszczyłam brwi i zostałam pociągnięta w górę przez bruneta. Położył dłonie tuż nad moimi biodrami, przejeżdżając po całej długości moich boków. Gdy skończył, złapał za końcówkę bluzy i pociągnął ją do góry, ukazując mój brzuch. Przejechał dłonią po całej jego powierzchni i popatrzył mi w oczy z niedowierzaniem.
-I ty niby byłaś w ciąży?- Powiedział ironicznie i położył ręce na swoich biodrach. Zaczęłam się śmiać, ale brunet natychmiast mi przerwał.- Ja już wiem swoje, więc jeżeli byłabyś zainteresowana współpracą ze mną...
-Możesz mniej formalnie? Jakoś mnie to peszy.
-Lizzie, chciałabyś przyjść na sesję?- Zapytał ze słodkim uśmiechem, a ja... No cóż. Nie wiedziałam co odpowiedzieć.
-Umm... Ja, nie jestem pewna czy się do tego nadaję...
-Mamusia chce! A ja chce z mamusią!- Zaśmiała się Lily, siedząc na kolanach Ryan'a.
-No i postanowione! Będzie Wam pasowało jutro na dziesiątą?
-Adam, to bardzo miłe z twojej strony, ale... Chyba nie w głowie mi praca modelki.
-Ale czemu? Skarbie, byłabyś świetna!
-Ja, nie wiem. Zastanowię się jeszcze i, jakby co napiszę do Ryan'a.
-Zgoda, ale ja i tak będę czekał.
- - -
-Mamusiu, ja chcę jeszcze tam!- Wykrzyczała Lily, machając mi mapą przed twarzą.- Tu! Tu gdzie mieszka Pocahontas[1]!- Popatrzyłam zmęczonym wzrokiem na Talie i Nialla.
-Okej. Ja pójdę z Lily.- Powiedziała blondynka i popatrzyła na swojego przyszłego męża.
-A ja do nich dołączę.- Uśmiechnął się chłopak.
-Kocham was po prostu.- Odparłam, gdy tylko zaczęli kierować się w stronę indiańskiej osady. Podeszłam do pierwszej barierki, i opierając się o nią rękami, opuściłam głowę w dół, głośno wypuszczając powietrze. Spałam dzisiaj jakieś dwie godziny, plus od samego rana pałętam się po Disneylandzie z tą małą pchełką. Ja rozumiem, że dzieci mają dużo energii, ale żeby chodzić siedem godzin bez przerwy na chociażby toaletę? O nie, przepraszam. Zrobiliśmy przystanek na lody.
Zaśmiałam się, przypominając sobie widok miny Lily na górę czekoladowych lodów. To zdecydowanie miała po mamusi. Według Niall'a wyglądałam prawie tak samo, widząc bluzę z myszką Miki, chociaż uważam, że wcale nie była taka świetna. To po cholerę ją kupowałaś? Umm, bo...
-Przepraszam, mogłabyś nam zrobić zdjęcie?- Odwróciłam się, słysząc pytanie skierowane w moją osobę. Przed sobą ujrzałam uroczą, niewysoką blondynkę, która musiała nosić wysokie platformy, żeby dorównać... O kurwa mać. Zayn'owi? Myślałam, że chociaż się nie spotkamy. Park jest tak okropnie wielki, a oni akurat musieli znaleźć się koło mnie. Patrzyłam przez chwilę na Perrie, po czym przeniosłam wzrok na nieco zdezorientowanego Zayn'a. Miał nieco krótsze włosy niż ostatnim razem, ale chyba odstawił maszynkę do golenia. Jego gęsta, ciemna broda doskonale podkreślała jego kształt szczęki i wklęśłe policzki,
przez co wyglądał co najmniej idealnie. Miał na sobie jakieś ciemne rurki, czarne creepersy i no chyba, kurwa, nie szarą bluzę w myszkę Miki. Dokładnie taką samą jaką kupiłam sobie niespełna czterdzieści minut temu.
-Ach, te fanki.- Przewróciła oczami niebieskooka, o której praktycznie rzecz biorąc, zapomniałam.- Skarbie, jak chcesz autograf wystarczy poprosić.
-Tak, jasne. Chciałabym mieć autograf od członka One Deception[2], znaczy One Direction.- Powiedziałam z przekąsem i zwróciłam się z powrotem do blondynki na niewyobrażalnie wysokich butach.- Mogę wam zrobić zdjęcie. Jesteście taką... Słodką parą.- Zdusiłam odruch wymiotny i złapałam telefon dziewczyny.


Po całym tym gównie jakie odegrałam, skierowałam się po prostu do hotelu. Napisałam do Talie, że wracam do pokoju, bo źle się czuję.
 Stanęłam przy drzwiach i byłam tak roztrzęsiona, że nie mogłam trafić kluczami do otworu. W złości wyrzuciłam je na podłogę i oparłam się głową o drzwi. Wypuściłam głośno powietrze i kilka razy w geście irytacji puknęłam czołem o drewnianą powierzchnię. Ja wiem, jestem zazdrosna, głupia, zachowuję się jak idiotka. W końcu to ja go zostawiłam i nie mam prawa robić mu scen za akcję z Perrie. Ja wiem. Tylko, że to jest trudne. Kochaliście kiedyś kogoś tak mocno, że to aż bolało, ale jednocześnie wiedzieliście, że nie możecie z nim być, bo ma inną?
-Czekaj, pomogę ci.- Co ty tu kurwa robisz? Brunet podniósł klucz z ziemi i delikatnym gestem ręki nakazał mi odsunięcie się i odsłonienie zamka. Zrobiłam co trzeba i dokładnie przyglądałam się ruchom chłopaka. Złapał szybko odpowiedni klucz, wsadzając go do otworu i przekręcając. Podczas tego ruchu zauważyłam ptaka, a dokładniej jaskółkę, wytatuowaną na zewnętrzu jego dłoni. Prawie natychmiast sięgnęłam przed siebie w celu otwarcia drzwi. Zayn wyprzedził mnie jednak i jedną rękę położył na klamce, a drugą koło mojej głowy, uniemożliwiając mi w ten sposób ucieczkę.
-Przepraszam, głupio wyszło... Perrie nie wiedziała...
-Nie musisz przepraszać. To, co kiedyś było między nami dawno się skończyło. Zamknęliśmy rozdział, rozumiem. Nie musiałeś jej nic mówić.- Powiedziałam siląc się na szorstki ton. Brzmiałam jednak jak żałosna dwunastolatka tłumacząca się rodzicom dlaczego wróciła później do domu.
-Nie...- Mruknął i znacząco się zbliżył. Nasze twarze dzieliły milimetry, a jego gorący oddech odbijał się od moich policzków, powodując przyjemne ciarki roznoszące się wzdłuż kręgosłupa.- Nie rozumiesz... To co między nami było, jest..- Szepnął prawie bezgłośnie i musnął swoimi ustami moje. Nie odrzuciłam tego, ani nie przyjęłam. W sumie byłam tak zszokowana, że nic nie zrobiłam. Chłopak jeszcze raz objął moje wargi swoimi i przesunął językiem, zmuszając mnie do uchylenia ust. Gdy położył jedną rękę na moim biodrze, a drugą, tą z jaskółką, za moją szyją totalnie mnie zamroczyło. Złapał mój kark dość zdecydowanie, ale delikatnie, odchylając moją głowę o tyłu i pogłębiając pocałunek. Tym razem nie pozostałam mu dłużna, ale po krótkiej chwili obudziłam się z tego jakże pięknego snu i odepchnęłam rękoma jego klatkę piersiową. Patrzył na mnie chwilę zdezorientowany, ale w końcu się odezwałam.
-Nie dotykaj mnie. Masz swoją dziewczynę, ja mam swojego chłopaka. Nic nas nie łączy i nic nas łączyć już nie będzie.- Rzuciłam oschle, a przez twarz Zayn'a przebiegł błysk smutku i żalu. Zastąpił go jednak obojętnością i równie beznamiętnym tonem jak wyraz twarzy odparł w końcu.
-A więc masz chłopaka. Wieczności życzę w takim razie. I powiedz Harry'emu, żeby nie był takim idiotą jak ja i nie zrobił ci przypadkiem dziecka.- Rzucił mierząc mnie wzrokiem, bardzo pragnącym i tęsknym wzrokiem pełnym bólu. Zaśmiał się jeszcze krótko i odszedł, zostawiając mnie na korytarzu w totalnym amoku z trzęsącymi się nogami i umysłem zagmatwanym różnymi pytaniami.

*prawilnie zapomniałam o adnotacjach*
[1]Nigdy nie byłam w disneylandzie, ale jest tam chyba coś jak wioska Pocahontas.
[2]Gra słów; deception oznacza coś jak oszust, oszukiwanie.

_________________________________________________________________
Coraz mniej komentarzy pod rozdziałami, ej! :( 
Ja wiem, że nie każdy wie co napisać, ale najgłupsza emotka w komentarzu daje mi motywacje. 
Wracając do rozdziału, i jak? 
Zayn to taki trochę cham, no nie? :(
Wiem, że taka nuda trochę, ale już niedługo BĘDZIE SIĘ DZIAŁO. :>

P.S. Znowu będę spamić! hihi. Zapraszam Was misie tu♥

czwartek, 11 czerwca 2015

Chapter SEVEN

Zayn's POV
Siedzę z telefonem w ręce i nerwowo stukam w jego ekran paznokciem. Widziałem ostatnio Lizzie i... Zmieniła się. Wyglądała o wiele poważniej, piękniej. Myślałem, że nie wykrztuszę z siebie słowa, a gdy zobaczyłem jej córeczkę... Oniemiałem i to dosłownie. Była jak mała kopia Lizzie, z wyjątkiem oczu. Te musiała mieć po ojcu.
-Skarbie, jestem!- Do mieszkania weszła Perrie. Lubię ją, ale to nie to samo co kiedyś. Nie kocham jej, to po prostu... Nie to. Z mojej strony nie ma nawet cienia uczucia. Szkoda, że tylko z twojej. No właśnie. Tylko z mojej.
Nie chcę skrzywdzić tej niczego nieświadomej, słodkiej blondynki. Może nie tak bardzo słodkiej.
-Gdzie byłeś cały dzień?- Rzuciła z wyrzutem, gdy tylko mnie zobaczyła.
-W studiu, już mówiłem.- Powiedziałem spokojnie i wypuściłem głośno powietrze. Blondynka stanęła przede mną i praktycznie wepchnęła mi się na kolana. Objęła mój kark dłońmi i cmoknęła od niechcenia.
-Ja tam dzień?- Zapytała z uśmiechem, ale jak zwykle nie czekała na moją odpowiedź.- Wiesz, byłam dzisiaj na zakupach z dziewczynami i kupiłam takie śliczne botki. Kupiłam też sukienkę, tą czerwoną. Ostatnio Ci pokazywałam. Po prostu cu-do!- Zaśmiała się i kontynuowała monolog.- A potem poszłyśmy do kosmetyczki, na mani i pedi. Na nóżkach zrobiłam sobie taki śliczny, brzoskwiniowy kolor...- Mniej więcej w tym momencie się wyłączyłem. Codziennie to samo. Zakupy. kosmetyczka, fryzjer, zakupy. Przewróciłem oczami, ale 'słuchałem' dalej.
Przez pięć lat budowałem wokół siebie mur. Mur, żeby zapomnieć osobę, która sprawiła, że byłem jak wrak człowieka. Nie twierdzę, że nie byłem szczęśliwy, po prostu... Lizzie była moją pierwszą dziewczyną, z którą na poważnie się spotykałem. O ile można to tak nazwać.
Jedno spotkanie. Wystarczyło, żeby spojrzała mi w oczy jeden raz. Żebym usłyszał ją przez sekundę. Wszystko runęło.
Może napiszę do niej? Żeby się spotkać, porozmawiać... Zastanawia mnie, kto jest ojcem jej dziecka. Nie, żeby to był mój interes. Ot tak, czysta, ludzka ciekawość.
-Słyszałeś co mówię?- Szturchnęła mnie Perrie nadal siedząca na moich udach. To chyba niezbyt dobrze myśleć o swojej byłej, podczas gdy Twoja obecna dziewczyna siedzi piętnaście centymetrów przed Tobą, prawda?
-Umm... Nie, przepraszam.- Mruknąłem nadal nieobecny. Dziewczyna jęknęła z irytacją i wstała, prawie biegnąc do pokoju. Jeden problem mniej. Wróć, nie mogę tak myśleć o własnej dziewczynie. Narzeczonej.
Przetarłem twarz ręką i wypuściłem głośno powietrze.
-Jestem okropny.- Mruknąłem do siebie. Siedziałem chwilę bez ruchu, z twarzą schowaną w dłoniach. Wziąłem telefon i napisałem do Lizzie. Nie mam nic ciekawego do roboty, więc co mi szkodzi?
 Musimy się spotkać. Najlepiej za jakieś pół godziny. 
Malik xx
Rzuciłem telefonem o stół i czekałem. Od stukania w blat rozbolały mnie palce, więc przejechałem dłonią po włosach i oparłem się o kanapę. Po kilkunastu minutach doczekałem się odpowiedzi.
Gzie mam przyjechać?
Na widok tych trzech słów moje serce zaczęło szybciej bić. Wystukałem szybko nazwę wybranego miejsca i od razu wyszedłem z mieszkania. Pewnie będę musiał się tłumaczyć Perrie, gdzie poszedłem, ale jak na razie mam to w dupie. Wsiadłem do auta i pojechałem do centrum.
Po zaparkowaniu auta i przejściu kilku przecznic, w końcu znalazłem się w parku. Stałem koło jakiegoś drzewa, tuż przy wejściu, a po chwili poczułem czyjąś dłoń na ramieniu. Moje serce ponownie zaczęło szybko bić, a gdy się odwróciłem... Cóż, musiał to być komiczny widok, bo Harry zaczął się histerycznie śmiać.
-Co ty tu kurwa robisz?- Spytałem marszcząc czoło. Szatyn zrobił się zmieszany i przeczesał loki ręką.
-Pisałeś, że chcesz się spotkać...- Odparł cicho i patrzył na mnie zdezorientowany. Co?
-Umm... Ta, jasne. Zapomniałem.- Mruknąłem niezbyt wyraźnie.
-Zapomniałeś? Zayn, co jest? Po co mnie tu ściągnąłeś? Byłem u...- Zawahał się i nie dokończył.- Nieważne.
-Byłeś u Lizzie?- Spytałem dosyć oschle.
-Nawet jeśli, to co z tego?
-Co u niej robiłeś?- Nie odpuszczałem, musiałem się dowiedzieć o co chodzi.
-Spotkaliśmy się u Niall'a i Talie, po prostu się umówiliśmy.- Powiedział jakoś dziwnie, mało przekonująco. A może po prostu jesteś zazdrosny?
-Jasne...
-O co Ci, do cholery, chodzi?- Rzucił, nagle będąc zły.
-O nic!- Zirytowany wyrzuciłem ręce do góry.- A o co miałoby mi chodzić?- Rzuciłem, a Harry ponownie się zmieszał.- Wiesz co? Idę stąd, do później.- Odwróciłem i skierowałem z powrotem do auta.
-Kurwa!- Usłyszałem jak lokaty przeklął, ale nie zwróciłem ku temu zbyt dużo uwagi, bo właśnie wsiadłem do auta.
-  -  -
Lizzie's POV
-Talie! Nie możesz mi po prostu powiedzieć, gdzie idziemy?- Jęknęłam niezadowolona. Miałam opaskę na oczach i byłam ciągnięta przez blondynkę w nieznanym mi kierunku, co wyglądało pewnie jak scena wyciągnięta żywcem z jakiegoś filmu. Po chwili się zatrzymałyśmy, a ja o mało nie spadłam na twarz przez nagłą zmianę prędkości.
-Mamusia!- Krzyknęła Lily. Poznałam tą małą rozrabiakę po jej cieniutkim głosie, no i oczywiście po tym, że przyczepiła mi się do nogi jak miś koala do drzewa.
-Zapamiętać, dzieci psują niespodzianki.- Mruknęła blondynka na co delikatnie się zaśmiałam. Nadal jednak miałam materiał przeciągnięty przez oczy.
-Jakie to słodkie!- Powiedział ktoś z odległości jakiegoś półtora metra. Myślałam, że moje serce zaraz wyskoczy z klatki piersiowej. Podniosłam ręce do twarzy i odsłoniłam oczy, a gdy zobaczyłam towarzystwo przede mną, prawie się poryczałam. Byliśmy w jakiejś prześlicznej restauracji, barze. Nie mam pojęcia. Wiem tylko, że przede mną, przy stoliku Siedział Niall, Liam i Louis.
-O mój Boże...- Tylko tyle zdołałam z siebie wydusić. Zaśmiałam się, a Lily odsunęła się od mojej nogi. Albo raczej została odsunięta przez Talie.- Nie wierzę, Talie...- Nie wiedziałam co powiedzieć, dosłownie. Ach, ta gra słów. Po prostu mnie zatkało.
-Liam, Louis!- Pisnęłam podekscytowana. Zbliżyłam się do chłopaków i jako pierwszego przytuliłam Liama. Zanurzyłam głowę w materiale jego miękkiej koszuli i musiałam wkładać dużo wysiłku, żeby jej po prostu nie zmoczyć łzami.- Po prostu nie wierzę!- Mruknęłam nadal przytulając szatyna.
-To lepiej uwierz.- Zaśmiał się słodko, a ja poczułam wibracje jego klatki piersiowej.
-Dobra, z drogi Payne. Teraz moja kolej.- Z uścisku Liama odciągnął mnie Louis. Uśmiechał się szeroko, a jego oczy wydawały się bardziej niebieskie niż poprzednim razem, gdy je widziałam. Rozłożył ręce i zaprosił mnie gestem ręki do przytulasa. Gdy podeszłam do chłopaka na tyle blisko, żeby go uścisnąć, nieoczekiwanie poczułam, jak moje stopy odrywają się od ziemi. Jedyne co mogłam zrobić to wzmocnić uścisk, prawie zgniatając chłopaka.
-Lou!- Pisnęłam, nadal nie dotykając ziemi.
-Lizz. Dawno się nie widzieliśmy.- Zaśmiał się i schował twarz w zagłębieniu mojej szyi. Gdy w końcu odstawił mnie na ziemię, z kąta pomieszczenia mogłam usłyszeć głęboki głos.
-A ze mną to się nie przywitasz?- Zapytał wychodząc z cienia. Wyglądał o niebo lepiej niż ostatnim razem jak go widziałam, o ile to w ogóle było możliwe. Miał szary podkoszulek, opinający się wokół jego szczupłego torsu. Narzucił na to swoją skórzaną, niegdyś tak bardzo uwielbianą przeze mnie, kurtkę. Na nogach miał czarne rurki i zwykłe trampki Nike. Najzwyczajniejszy stój w świecie, a jednak przyprawiający mnie o palpitację serca. Gdy skierowałam wzrok na jego twarz, totalnie wymiękłam. Ciemne, gęste włosy miał ułożone w czub, zarost zupełnie zniknął z jego policzków a oczy... Cudownie czekoladowe oczy, które okalały długie, wyraźne rzęsy po prostu hipnotyzowały. Mimowolnie się uśmiechnęłam i zbliżyłam do chłopaka. Gdy otuliłam jego tors i zaciągnęłam się zapachem jego perfum zmieszanych z silną wonią papierosów, powróciły do mnie wspomnienia sprzed kilku lat. I może to wydaje się śmieszne, ale pierwszy raz od tamtego czasu poczułam się szczęśliwa, spełniona... Po prostu bezpieczna.
Chłopak odwzajemnił mój gest i po chwili tkwiliśmy w ciasnym uścisku, jakby jedno bało się, że po puszczeniu drugiego, po prostu się rozpadnie. Ten moment w rzeczywistości trwał jakieś czterdzieści sekund, ja jednak czułam, że trwało to całą wieczność, i że całą wieczność jeszcze mogłoby trwać.
A jednak. Moje sny zostały zrujnowane. Przez kogo? A przez kogo mogłyby takie być? Oczywiście mówimy o Harry'm...
Odskoczyłam szybko od bruneta i dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że właśnie go przytuliłam. Atmosfera zrobiła się bardzo niezręczna, ale chyba tylko dla mnie i bruneta.
-Już jestem i mam alkohol!- Krzyknął zielonooki, pokazując półtoralitrową butelkę whiskey. To żeś chłopie zaszalał. 
-Nie słuchaj dziecko.- Talie zasłoniła uszy Lily, przez co wszyscy się zaśmialiśmy. Po zajęciu miejsc przy stoliku, swoją drogą lepiej trafić nie mogłam, bo siedziałam tuż obok Zayn'a, ta twoja ironia..., poprosiliśmy tutejszą kelnerkę o szklanki do whiskey. Lily oczywiście siedziała na moich kolanach i zachowywała się jakoś dziwnie. Zwykle była otwarta, miała ochotę poznać wszystkich w otoczeniu i bawić się z nimi w ganianego, a dzisiaj siedziała cicho. Powiedziałabym, że nawet była zawstydzona. No jak nie moje dziecko! A może Talie ją gdzieś podmieniła?
-Ekhem. Ziemia do Lizzie.- Ktoś zaczął mi machać ręką przed twarzą.- Nawet nie zauważyła, że jej dziecko uciekło.- Odparł Louis, przewracając oczami.
-Przepraszam, wyłączyłam się na chwilę...
-Co ty nie powiesz...- Mruknął niebieskooki, przerywając mi ze śmiechem.
-Właśnie, gdzie jest Lily?- Spytałam nagle zaniepokojona.
-Nie martw się, poszła na dwór się pobawić.- Odparł ze stoickim spokojem, a moje oczy podwoiły swoje rozmiary.
-C-co? G-gdzie poszła?- Zapytałam, sztywniejąc.- To dziecko potrafi się zgubić we własnym pokoju, a co dopiero gdzieś na dworze, mój Boże.- Natychmiast wstałam, ale poczułam uścisk przy dłoni. Spojrzałam zdezorientowana na Zayn'a, który skutecznie mnie zatrzymywał.
-Przecież nie puściliśmy jej samej. Poszła z Liamem, Talie, Niallem i Hazzą. W sumie zostaliśmy tylko we trójkę.- Odparł, a ja wypuściłam całe powietrze z płuc, odprężając się. Opadłam na kanapę i ukryłam twarz w dłoniach, śmiejąc się.- A tak w ogóle, świetne rymy.- Wtrącił brunet i dołączył śmiechem do mnie.
-Ugh, siedź cicho.- Wyprostowałam się, dźgając chłopaka w bok.
-Ej, ej! Ręce przy sobie!- Sztucznie się oburzył, przez co zaczęłam śmiać się jeszcze głośniej.
-Słyszałem, że ty też wybierasz się do Disneylandu?- Wtrącił Lou, przez co cała moja uwaga spoczęła na nim.
-Tak, na urodziny Lilsona.- Uśmiechnęłam się szczerze do szatyna. Brunet obok mnie zaczął się śmiać. Skierowałam wzrok na niego i zmarszczyłam brwi.
-Lilsona? Zapewne Niall to wymyślił, prawda?- Przytaknęłam, również się śmiejąc.
-A tak w ogóle, jak to 'ja też'? Kto jeszcze jedzie?- Skierowałam to pytanie z powrotem do niebieskookiego, nadal jeszcze cicho się śmiejąc. Nawet nie wiem z czego, tak działa po porostu mój mózg w pobliżu Zayn'a.
-Zayn z Perrie też jadą, nie wiedziałaś?- I cała atmosfera poszła w pizdu... Przestałam się śmiać i wlepiłam wzrok w Lou. Czyli ta szmata też jedzie? Ugh, przestań!
Przybrałam tak bardzo fałszywy uśmiech, że sama się sobie zdziwiłam. Opanowałam chęć płaczu i nadal wykrzywiając usta w coś, co powin odwróciłam się do Zayn'a.
-To fajnie! Może w końcu będziemy miały okazję się spotkać, czy coś...- Po moi trupie.- Przepraszam na chwilę, łazienka wzywa.- Zaśmiałam się i wstałam od stolika.
-Myślałem, że gorzej zareaguje...- Powiedział zakłopotany Louis.
-Po co się w ogóle,  do kurwy, odzywałeś?- Warknął na niego Zayn.
-Ja nie wiem, to jakoś tak samo.... Stary, słuchaj. Nigdy nie...- Więcej nie słyszałem. Jednym z powodów było pewnie to, że totalnie się wyłączyłam, czując palące łzy, lecące po moich policzkach. Wparowałam natychmiast do łazienki i zaczęłam histerycznie płakać. Nie to, że jakoś głośno, czy coś. Po prostu z moich oczu leciała woda, jak z wodospady Niagara...
-Czy coś się stało?- Podeszła do mnie młoda dziewczyna. Miała długie, ciemne włosy i równie ciemne oczy. Na oko miała jakieś szesnaście, góra siedemnaście lat. Otarłam szybko łzy wierzchem dłoni i sztucznie się uśmiechnęłam.
-Nie, nic.- Zaśmiałam się dosyć przekonująco. Dziewczyna przekręciła głowę delikatnie w lewo i rozejrzała się po całym pomieszczeniu. Podeszła do drzwi i zamknęła je na klucz, po czym wróciła do mnie.
-Czy to jest ten moment, w którym zamieniasz się w psychopatkę i wyrywasz mi wszystkie wnętrzności?- Spytałam i obie się zaśmiałyśmy.
-Słodka jesteś, ale nie masz racji. Pomogę Ci.- Odparła dziarsko i usiadła na ciemnych kafelkach. Poklepała zachęcająco miejsce koło siebie, a ja ochoczo zbliżyłam się i oparłam plecami o ścianę, podwijając nogi pod brodę.
-Możesz mi powiedzieć co jest. Nikomu nie powiem, obiecuje.- Uśmiechnęła się słodko i, cholera, wydawała się być taka szczera, że kim bym była, odmawiając jej? Po za tym, miałam przeczucie, że mogę jej zaufać. Nie mam pojęcia dlaczego, tak po prostu było.
-Okej... Nie wiem jak zacząć...- Zaśmiałam się i przetarła twarz dłonią.
-Spokojnie, mam czas.
-Więc, jest taki chłopak...
-I wszystko jasne.
-Co to ma znaczyć?- Uśmiechnęłam się i popatrzyłam na dziewczynę. Odwzajemniła mój gest i wypuściła głośno powietrze.
-Po prostu, faceci to szuje.
-Muszę przyznać ci rację, ale czy ty nie jesteś za młoda, żeby używać takich słów?- Zaśmiała się i machnęła ręką.
-Kontynuuj.- I mniej więcej po jakiś piętnastu minutach ciągłych tłumaczeń, co działo się między mną a Zayn'em, wyczerpałam temat. Dziewczyna wiedziała wszystko. Wiedziała, że opuściłam go, mimo że go kochałam, mimo że miałam z nim dziecko. Wiedziała, jak się czułam po odejściu. Po prostu wiedziała o mnie prawie wszystko, a jest dla mnie zupełnie obcą osobą.
-To muszę ci powiedzieć, że masz przejebane.- Odparła na koniec opuszczając ramiona na posadzkę.
-Słownictwo.
-Wybacz.
-Nie ma sprawy.- Odparłam i zapadła martwa cisza. Dało się usłyszeć rozmowy, przy stolikach oddalonych o kilkanaście metrów, kelnerów przeklinających na kucharzy i vice versa...
-Wiesz, muszę ci powiedzieć, że mam starszego brata. Był straszny kobieciarzem. Wiesz, bawił się uczuciami niewinnych dziewczyn, brał je na jednorazową przygodę i zostawiał. Po prostu był chujem.- Przerwała na chwilę, oczekując nagany ode mnie, ale dałam sobie spokój. Jak byłam nastolatką, też przeklinałam.- Ale spotkał kiedyś taką dziewczynę. Z tego co mi opowiadał, miała cudowne oczy, a gdy się uśmiechała, robiła to z taką promieniującą energią, że trudno było nie odwzajemnić tego gestu. Mówił, że była chodzącym ideałem, chociaż sama tego nie zauważała. Zakochał się w niej po uszy, a jak w tym utknął, nie potrafił się wydostać. Chodził cały czas szczęśliwy jak idiota. Chętnie wszystkim pomagał, no po prostu inny człowiek.- Zaśmiała się, bawiąc końcówką sznurówki buta.- Ale nie wiedział jak jej to powiedzieć. W końcu, gdy po długim czasie, zebrał się w sobie i chciał jej to powiedzieć, zostawiła go. Tak po prostu.- Powiedziała, nagle robiąc się zła.
-Nie próbował się z nią skontaktować, porozmawiać, wytłumaczyć?- Wtrąciłam nieśmiało.
-Nie. Powiedziała mu, że ma dziecko z innym. Wiesz jak go to zabolało? Złamała go. I to poważnie. Zamknął się w sobie. Cholera jasna, mój brat, kobieciarz, zamknął się w sobie.- Zaśmiała się gorzko.- Trzy lata. Trzy pieprzone lata zajęło mu pozbieranie się, rozumiesz? Przez trzy pieprzone lata ciągle chodził nawalony w trzy dupy, żeby o niej zapomnieć. Gdybym ją teraz spotkała, wytarzałabym tą dziwkę jak szmatę, po podłodze.- Przerwała z głośnym westchnieniem.
-Jak mu się udało zapomnieć?
-Znalazł sobie dziewczynę.- Powiedziała to z takim jadem, że bałam się odezwać.- Chociaż trudno nazwać ją prawdziwą dziewczyną. Znalazł jakiegoś blond wypłosza, który leci tylko na jego pieniądze i na to, że jest dobry w łóżku.
-To twój brat!- Skarciłam ją, na co tylko się zaśmiałam.
-Może i tak, ale plotki krążą.- Odparła wzruszając ramionami.- No cóż wracając. Z tym wypłoszem jest już jakieś dwa, trzy lata? Nieistotne. I się jej oświadczył, a mnie zalewa, jak słyszę, że to gówno wyjdzie za mąż za mojego brata.-Widząc, że chcę jej przerwać, pospiesznie dodała.- Widzę jak się zachowuje w jej towarzystwie. Robi się cały spięty, nerwowy. Nie to co kilka lat temu. Wtedy był na prawdę zakochany. I czasami tak myślę, że chciałabym odnaleźć to dziewczynę, którą mój brat tak beznadziejnie kocha.
-Kocha?
-Tak. Myślę, że to było prawdziwe. Prawdziwa miłość. Mogę się mylić, ale... Po prostu gdybyś widziała jaki był wtedy... Wiedziałabyś.
-Okej, okej. Ale dlaczego twierdzisz, że nadal ją kocha?
-Wystarczy o niej wspomnieć, a on... Uśmiecha się do siebie, po czym zakłada maskę złości i myśli, że nie widzę.- Powiedziała, po czym zapadła krótka chwila ciszy.
-To dlatego jesteś na tej kolacji? Z okazji zaręczyn?
-Jestem, to za dużo powiedziane.- Zaśmiała się, poprawiając włosy.- Ale tak, właśnie tak. A uciekłam dlatego, że mój kochany brat postanowił uciec do znajomych.- Powiedziała, wzruszając ramionami. Zaczęłam kojarzyć fakty i... Mocno się zaniepokoiłam.
-Swoją drogą, jak masz na imię?- Spytałam siląc się na normalny ton.
-Waliyha, a ty?- Uśmiechnęła się przyjaźnie, a ja zamarłam. No tak. Ciemniejsza karnacja, ciemne włosy, oczy cudowne, okolone długimi, czarnymi rzęsami, które posiada jeszcze tylko jedna osoba na świecie.
-Waliyha Malik?- Zapytałam, szerzej otwierając oczy.
-Taak... Dlaczego pytasz?- Spytała nieco zbita z tropu.
-Kurwa mać.- Przeklęłam, nadal patrząc na niczego nieświadomą i trochę przerażoną nastolatkę. Może ma jeszcze jednego brata, który miał bardzo podobną, a raczej kurewsko taką samą historię co Zayn?- Brat opowiedział Ci o tej dziewczynie coś jeszcze?
-Tylko, że ma na imię Lizzie, czy jakoś tak.- Po tym... Totalnie zbladłam. Otworzyłam usta, żeby coś powiedzieć, ale przerwało mi pukanie do drzwi.
-Waliyha?- To Zayn, kurwakurwakurwa.
-Skąd wiesz, jak ma na imię mój brat?- Powiedziałam to na głos?
-Umm, tak?- Zmarszczyła czoło, patrząc na mnie jak na wariatkę.
-Waliyha, wchodzę.- Powiedział z drugiej strony i pchnął drzwi, które jak za dotknięciem magicznej różdżki, otworzyły się na całą szerokość, wyrywając przy tym oczywiście słaby zamek. Skąd on do cholery ma tyle siły Jest przecież taki chudy! Popatrzył do środka, popatrzył na siostrę i otworzył usta, ale zamknął je, gdy zatrzymał swój wzrok na mnie.
-Lizzie?- Zapytał zszokowany.- Co ty, do cholery robiłaś z moją siostrą?
-Lizzie!?- Pisnęła Waliyha. Patrzyła na mnie swoimi ślicznymi oczami. Posłałam jej tylko krótkie spojrzenie, mówiące Zajmę się tym, zaufaj mi. 
-Po prostu rozmawiałyśmy. Nic takiego.- Odparłam sztucznie miłym tonem.
-Dlaczego, w takim razie, drzwi były zamknięte na klucz?- Spytał brunet, marszcząc czoło.
-Zatrzasnęły się...- Zasugerowałam, kończąc zdanie szerokim uśmiechem.- A teraz, jeśli możesz, wyjdź, bo chcemy dokończyć rozmowę.- Otworzył zdziwiony usta i wodził wzrokiem pomiędzy mną, a Waliyhą.
-Słyszałeś, idź. Chcemy dokończyć naszą babską rozmowę.- Odparła, na co w duchu przybiłam jej za to piątkę.
-O-okej.- Mruknął, zatrzaskując a przynajmniej próbując drzwi.
-Jesteś świetna!- Powiedziała dziewczyna, jak tylko wyszedł.
-Nie mamy za dużo czasu. Słuchaj, masz przy sobie telefon?
-No proszę cię, a kto w moim wieku nie ma przy sobie telefonu?- Odparła, wyciągając urządzenie z kieszeni spodni. Odebrałam je od niej i wstukałam swój numer, zapisując się w kontaktach jako Lizzie- ta wariatka z kibla.
-No, poczucie humoru to ty masz niezłe. Nie dziwię się, że ten idiota, Zayn, cię kocha.
-Słuchaj. Zadzwoń, napisz, cokolwiek. Musimy dokończyć tą rozmowę. Tymczasem, musimy iść. Bo jeszcze pomyślą, że znęcam się nad młodszymi i zabiorą mi córeczkę.
-Czyli to prawda? Zostawiłaś go, bo byłaś w ciąży z innym?
-Nie do końca. Byłam w ciąży, ale z Zayn'em. A zostawiłam go ze względu na jego karierę.
-Przepraszam, ale jesteś idiotką.
-Co?- Zapytałam marszcząc czoło.
-No bo... Ugh. Kochałaś mojego brata?
-Tak.
-Byłaś z nim szczęśliwa?
-Tak.
-To dlaczego od niego odeszłaś? Dlaczego go okłamałaś?
-Ja... Nie wiem. Myślałam, że to będzie lepsze wyjście dla nas obojga. No wiesz, on zajmie się karierą, a ja wychowam dziecko.
-A było takie? Lepsze?
-Z tego co opowiadałaś, nie. I żałuję, że to zrobiłam, ale... Nic z tym już nie zrobię.
-Dlaczego? Idź do niego, powiedz mu, że go kochasz!- Szturchnęła mnie, popychając do wyjścia odwróciłam się do dziewczyny twarzą, popatrzyłam jej w oczy, po czym spuściłam wzrok.
-Jesteś bardzo mądra, ale tutaj nie masz racji. Nawet, jeśli powiem mu, że go kocham, nawet jeśli on powie, że mnie kocha, cholera. Nawet jeśli skończy z Perrie. co będzie dalej? Wiesz, jaka będzie opinia publiczna względem Zayn'a? Względem Lily i mnie? To się po prostu nie może zdarzyć.- Otworzyła usta, ale szybko jej przerwałam.- Waliyha, proszę. Obiecaj, że mu nie powiesz.
-Ja...
-Obiecaj, że mu nie powiesz, że to jego dziecko.- Złapałam dziewczynę za przedramiona.- Waliyha, proszę.
-Dobra, obiecuję.- Przewróciła oczami, a ja się uśmiechnęłam.
-Dzięki.- Odparłam o wiele spokojniejsza. Dziewczyna wyplątała się z uścisku moich rąk i oplotła mnie ramionami. Zaśmiałam się cicho w tym samym momencie co brunetka.
-Lubię cię, ale musimy już iść.- Powiedziałam po chwili, odsuwając się od dziewczyny. Przytaknęła i z uśmiechem opuściła łazienkę, tuż przede mną.

_________________________________________________________________________________
Okej, okej, okej. Kolejny rozdział jest o wiele szybciej, bo... KOCHAM WAS PO PROSTU
Myślałam, że się skończyłam, a tymczasem Wy pisaliście takie świetne komentarze!
To na prawdę mnie podbudowało i rozdział wyszedł! (Przynajmniej moim zdaniem, he)
Dziękuję, dziękuję, dziękuję, Misie!
btw
Jak Wam się podoba rozdział?
Ale akcja z Waliyhą, co? 
Czy tylko ja tak bardzo nie lubię Perrie? -.- (bez obrazy dla niej, ale UGH)
Dobra, mniejsza XD
Piszcie mi swoje odczucia co do rozdziału, wiecie jak uwielbiam czytać Wasze opinie ^^

P.S. Misie, zapraszam Was TU!

czwartek, 4 czerwca 2015

Chapter SIX

Lizzie's POV
Patrzyłam na Harry'ego z zaskoczeniem. Przebiegałam wzrokiem po całej jego twarzy, aż w końcu zatrzymałam się na jego zielonych tęczówkach. Wyglądał, jakby się czegoś obawiał, był niepewny, po prostu wyglądał na przestraszonego. Chcę być z Harry'm? Dobre pytanie...
-Umm... To było głupie i dziecinne z mojej strony... Po prostu, po prostu zapomnij, okej?- Zapytał zażenowany, a ja chciałam zacząć się śmiać przez to, jak się gubił we własnych słowach. Uśmiechnęłam się delikatnie i położyłam ręce na karku chłopaka, jednocześnie zbliżając się do niego i subtelnie całując go w usta. Patrzył na mnie chwilę zdezorientowany, po czy szeroko się uśmiechnął.
-Czyli mam rozumieć, że się zgadzasz?- Powiedział i wymownie uniósł jedną brew ku górze.
-Tak, idioto.- Zaśmiałam się i stanęłam na palcach, cmokając chłopaka w policzek.
-Ja Ci dam, idioto!- Fuknął, a ja się zaśmiałam. Odsunęłam się od szatyna znaczny kawałek, po czym szybkim krokiem wyszłam z kuchni. Cały czas się śmiałam, od czasu do czasu patrzyłam
za siebie i spoglądając na biegnącego za mną Hazzę.
Wbiegłam na górę po schodach i pobiegłam do łazienki, zmykając się w niej.
-I tak do Ciebie wejdę!- Krzyknął zza drzwi chłopak, a ja zaczęłam się śmiać.
-Musiałbyś wyważyć drzwi.- Powiedziałam pewnie, opierając rękę o biodro. Nie usłyszałam odpowiedzi, nic nie usłyszałam, i zmarszczyłam brwi. Po chwili zamek przekręcił się, a drzwi rozsunęły, ukazując szatyna klęczącego na kolanach metr ode mnie. Uśmiechnął się przebiegle i wstał, wyciągając ręce przed siebie. Szybko zrobiłam unik i weszłam pod prysznic, zamykając kabinę. Wystawiłam język i zamknęłam oczy, śmiejąc się.
-Myślisz, że to mnie powstrzyma?- Spytał, przebiegając ręką przez swoje włosy. Uśmiechnęłam się słodko i pokiwałam głową. Chłopak złapał za uchwyty i otworzył kabinę, a ja odruchowo się cofnęłam, zahaczając o kurek, przez co zimna woda zaczęła lecieć ze słuchawki. Schowałam się idealnie pod natryskiem, przez co cała woda lądowała na Harry'm. Szybko zamknęłam  przepływ wody i zaczęłam się śmiać z chłopaka. Mokre loki opadły mu na twarz, a mi trudno było przestać głupio się uśmiechać. Wyciągnęłam rękę do twarzy chłopaka i śmiejąc się, odgarnęłam z jego twarzy włosy.
-I co się cieszysz.- Mruknął spod ściągniętych brwi. Położyłam dłoń na jego policzku i zaczęłam się histerycznie śmiać.
-Jesteś, po prostu... Śmieszny!- Wydusiłam po chwili, po czym zgięłam się w pół, nie mogąc opanować swojego śmiechu. 

Harry's POV
Patrzyłem na brunetkę zwijającą się ze śmiechu. Po chwili uspokoiła się, a gdy stanęła prosto i popatrzyła na mnie, znowu wybuchnęła śmiechem. Przewróciłem oczami i złapałem ją w talii, przerzucając ją przez swoje ramię. Cały czas trzęsła się ze śmiechu i pomimo, że próbowała by poważna grożąc mi, nie wyszło jej. Szedłem przez korytarz, póki nie dotarłem przed odpowiednie drzwi. Otworzyłem je, kopiąc w nie nogą i wszedłem do pomieszczenia. Położyłem ją delikatnie na łóżku i zacząłem muskać skórę jej szyi swoimi wargami. Dziewczyna uśmiechnęła się i przechyliła głowę w lewo, udostępniając w ten sposób więcej połaci delikatnej skóry. Zassałem jej kawałek i po chwili puszczając, delikatnie zacząłem dmuchać w lekko zaczerwienione miejsce, upewniając się, że pozostanie po tym mały ślad. Powędrowałem z powrotem do ust brunetki, a gdy to zrobiłem, zaczęliśmy dość intensywnie przekazywać między sobą ślinę. Jak na zawołanie mój telefon zaczął niemiłosiernie głośno wibrować z salonu. Zignorowałem drugie przychodzące połączenie dokładnie tak samo jak i trzecie. Jednak przy czwartym razie Lizzie odsunęła się ode mnie z wyraźnym nie zadowoleniem wymalowanym na jej ślicznej buźce. Popatrzyła mi prosto w oczy i objęła moją twarz rękami.
-Idź, odbierz. Skoro ktoś tyle razy się dobija, to być to coś ważnego.- Uśmiechnęła się słodko i zdjęła ręce z mojej twarzy, delikatnie popychając moją klatkę piersiową.
-Ale...- Zacząłem, próbując ją przekonać do zmiany zdania.
-Żadne ale. Idź.- Zaśmiała się i popchnęła moją klatkę piersiową. Wywróciłem oczami i dźwignąłem się na rękach. Dziewczyna zrobiła to samo z tą różnicą, że stanęła na łóżku. Gdy wyprostowałem się, nieświadomie stanąłem blisko łóżka, dzięki czemu brunetka weszła mi na plecy, oplatając się wokół mnie jak jakiś leniwiec. 
-Serio?- Mruknąłem podnosząc głowę do góry tak, że spojrzałem jej w oczy. Nie odpowiedziała mi, ale pokiwała głową cicho chichocząc. Zaśmiałem się i ruszyłem na dół. Gdy schodziłem ze schodów dziewczyna kurczowo złapała się moich ramion. Zaśmiałem się, przez co trzepnęła mnie zabawnie w głowę. 
-Ej! Cały czas mogę Cię zrzucić.
-A nie miałeś takiego zamiaru, będąc na schodach?- Mruknęła z wyrzutem.
-Może trochę.- Zaśmiałem się i podszedłem do stolika, zabierając telefon.
-Kto dzwonił?- Brunetka zajrzała mi przez ramię, nadal siedząc na moich plecach.
-Kurwa.- Ogarnęła mną totalna irytacja. Przymknąłem powieki i głośno wypuściłem powietrze.- To był Zayn.- Gdy wypowiedziałem to imię, brunetka cała się spięła. Zjechała po moich plecach i stanęła na podłodze za mną.
-Co chciał?- Spytała cicho. Zachowywała się zupełnie inaczej niż przed chwilą. Dziwne.
-Nie mam pojęcia, ale dzwonił pieprzone siedemnaście razy.- Przeczesałem dłonią włosy i odwróciłem się do dziewczyny przodem.
-Siedemnaście?- Zapytała, unosząc wysoko brwi. Otworzyłem usta, ale w momencie gdy to zrobiłem, telefon znajdujący się mojej dłoni zaczął wibrować. Odblokowałem telefon i przeczytałem wiadomość.
 Musimy się spotkać. Najlepiej za jakieś pół godziny. 
Malik xx
-To on?- Szepnęła Lizz. Przytaknąłem i skupiłem się na literach.
-Zajebiście.- Przewróciłem oczami i rzuciłem telefon z powrotem na stolik.
-Co jest?- Spytała brunetka zbliżając się do mnie i obejmując mnie rękami w pasie. Oparła głowę o mój tors, a ja odwzajemniłem jej uścisk i wtuliłem głowę w zagłębienie jej szyi. 
-Muszę jechać do tego idioty.- Wypuściłem gorące powietrze wprost na jej szyję, powodując przy tym ciarki na jej skórze. Odsunęła się kawałek i popatrzyła mi prosto w oczy.
-Teraz?- Spytała cicho, a ja w odpowiedzi pokiwałem tylko głową.- Och, no tak...- Mruknęła zakłopotana.- Umm... Przyniosę Ci ciuchy.- Zanim zdążyłem jakkolwiek zareagować, dziewczyna była już w połowie schodów.

Lizzie's POV
Co Zayn chciał od Harry'ego? A może wie, że jesteśmy razem? I co? Miał Cię w dupie przez pięć lat. Myślisz, że teraz nagle sobie o Tobie przypomni i przyleci z kwiatami, błagając o wybaczenie na kolanach? Nie, ale mogłoby tak być. Strasznie naiwna jesteś. On ma swoje życie. Nie przyleci do Ciebie, bo tak. Ma narzeczoną, z którą niedługo ma zamiar wziąć ślub. Ugh, jakbym nie wiedziała. Nie lubię tej Perrie. Niby nie mogę powiedzieć jaka jest, ale przyprawia mnie o mdłości na samą myśl, a jedyne słowo określające jej osobę jakie przychodzi mi na myśl to suka. Niezbyt oryginalnie, nieprawdaż?
-Lizzie! Idziesz?- Z zamyślenia wyrwał mnie Harry. Cholercia. Stoję z jego ciuchami i myślę o Perrie. To chyba niezbyt normalne. Ktoś Ci kiedyś powiedział, że jesteś normalna? Niby nie, ale...
-Lizz!- Ciuchy! Cholera.
-Idę!- Odkrzyknęłam i praktycznie zbiegłam po schodach. Wręczyłam chłopakowi ubranie, a on uśmiechnął się słodko, ukazując dołeczki. Najpierw narzucił na swój tors kolorową koszulę, po czym złapał za swoje rurki i wsunął je na szczupłe nogi. Roztrzepał włosy ręką i podszedł do swoich butów, wsuwając je na stopy. Stanął prosto i złapał za klamkę. 
-Idę, skarbie.- Uśmiechnął się słodko i uchylił drzwi, ale zanim wyszedł z mieszkania podeszłam do niego i złapałam za guzik w jego koszuli. Zapięłam ją, zostawiając płytki, na kilka centymetrów, dekolt i nie puszczając materiału z rąk odsunęłam się kawałek.
-Teraz tylko ja mogę na nie patrzeć.- Uśmiechnęłam dźgając chłopaka w miejsca, gdzie miał wytatuowane dwa ptaki. Szatyn zaśmiał się kręcąc głową, a ja zaplotłam dłonie na jego karku, przyciągając go do siebie i subtelnie muskając jego wargi. 
-Dobra, teraz możesz iść.- Uśmiechnęłam się delikatnie i spuściłam wzrok na swoje nogi. Chłopak cmoknął mnie w policzek i wyszedł z budynku.
Wypuściłam głośno powietrze i skierowałam się do salonu. Rzuciłam się na kanapę, twarzą do domu i głośno jęknęłam. 
    -Zayn!?- Krzyknęłam w stronę bruneta idącego przede mną. Odwrócił się, a ja od razu rozpoznałam jego cudowne tęczówki. Uśmiechnęłam się szeroko i zaczęłam iść w stronę chłopaka. Gdy byliśmy już dość blisko, chłopak rozłożył ramiona i się zaśmiał. Podeszłam do niego szybko i objęłam jego tors ramionami. Schowałam głowę w jego bluzie i zaciągnęłam się zapachem. Pachniał jak zwykle dobrymi perfumami i papierosami.
-Brakowało mi tego.- Mruknął w moje włosy jeszcze mocniej przyciągając mnie do uścisku. Staliśmy tak w bezruchu przez chwilę, po czym Zayn odsunął mnie od siebie i spojrzał mi w oczy. Uniósł jeden kącik ust lekko ku górze i położył ręce na moich policzkach. Zaczął się niebezpiecznie zbliżać, aż w końcu nasze wargi się ze sobą zetknęły. Oparłam swoje ręce o tors chłopaka i odwzajemniłam niewinnego całusa, przekształcając go w pełnej pasji pocałunek. Poczułam jak brunet zdjął jedną dłoń z mojego policzka, aby móc oprzeć ją o moje biodro. Pogłębił pocałunek i przyparł mnie do ściany pobliskiego budynku. Odsunął się ode mnie kawałek i oparł swoje czoło o moje. Oboje się uśmiechaliśmy i ciężko dyszeliśmy. Wplotłam palce w jego miękkie włosy* i zdecydowanie złączyłam nasze usta. Niespodziewanie chłopak odsunął się ode mnie na jakieś półtora metra i zaczął się śmiać. Zmarszczyłam brwi zdezorientowana i próbowałąm szukać odpowiedzi w jego oczach.
-Jesteś taka zabawna.- Powiedział w końcu, a ja... Cóż. Byłam w totalnym szoku.
-Że co?- Mruknęłam nadal marszcząc brwi.
-Ty.- Wskazał na mnie, unosząc delikatnie rękę.- Jesteś taka zdesperowana. Wystarczyło przypomnieć Ci, jak się kiedyś bawiliśmy.
-Bawiliśmy?- Szepnęłam zdruzgotana.Czyli dla niego coś, co było dla mnie niesamowitym i niepowtarzalnym okresem w życiu dla niego było zwykłą... Zabawą?
-A co myślałaś skarbie, że na serio się w Tobie zakochałem? Nie rozśmieszaj mnie. W kimś takim, jak ty?- Zaczął się śmiać, a mi do oczu napłynęły łzy. Zamknęłam oczy i uspokoiłam się najbardziej jak to było możliwe.
-To była jakaś chora gra. Po cholerę mnie w to wciągałeś? Rozkochałeś mnie w sobie, zrobiłeś dziecko i po prostu... Zniknąłeś.
-Nie trudno zrobić dziecko takiej dziwce jak ty.- Prychnął.
-Dziwce?- Spytałam z niedowierzaniem.
-Miałabyś trochę godności. Niby jesteś z Harry'm, a rzucasz się na mnie...
-Nie mieszaj w to Hazzy!- Przerwałam mu ze złością.
-Jak mam go w to nie mieszać? Właśnie! Hazza!- Krzyknął a zza zakrętu wyszedł zamyślony szatyn.- Widzisz jaką lojalną kurwę wyrwałeś. Dobrze, że to nie poszło zbyt daleko. 
-To nie mogło pójść za daleko.- Powiedział pewny siebie i skrzyżował ręce na piersi. Spojrzałam skonsternowana na chłopaka, a ten kontynuował.- Chciałem mieć łatwy dostęp do... No wiesz.- Wymownie poruszył brwiami, a mi zrobiło się niedobrze.
-Trzeba przyznać, nasza Lizzka to niezła dupa.- Zaśmiał się ironicznie brunet.
-Chodź Zayn. Nie dla nas towarzystwo takich pospolitych szmat.- Mruknął Harry i razem z Zayn'em skierowali się przed siebie. Zrobiło mi się słabo i oparłam się o zimną ścianę głośno oddychając.
Obudziłam się w środku nocy przez swój własny, głośny oddech. Czułam jak po plecach spływa mi strużka zimnego potu. Leżałam na kanapie, a to co mi się śniło... Z pewnością nie należało do fajnych snów. 
Przetarłam twarz roztrzęsioną dłonią i wypuściłam głośno powietrze. Wstałam powoli i skierowałam się od razu na schody. Usłyszałam jednak wibracje telefonu i wzrokiem prześledziłam cały pokój. Zatrzymałam się na brzęczącym urządzeniu na szafce przy korytarzu. Podeszłam do niego i zerknęłam na ekran. Liam. Nawet nie wiedziałam, że mam go jeszcze w kontaktach. Wzruszyłam ramionami i przesunęłam zieloną słuchawkę do środka.
-Hazza, słuchaj. Mamy sytuację awaryjną. Musisz...
-Prawie.- Przerwałam chłopakowi śmiejąc się.- Chyba pomyliłeś numer.- Powiedziałam kierując się do góry, Przez chwilę było cicho. Pewnie sprawdzał numer.
-Brzmisz jakoś znajomo.- Mruknął.
-Chyba powinieneś wiedzieć do kogo dzwonisz.
-Dzwoniłem do Harry'ego Styles'a, a z tego co wiem, on brzmi trochę inaczej. No chyba, że przeszedł jakąś tajną operację.- Zaśmiałam się razem z chłopakiem.- Więc... Z kim mam tą przyjemność rozmawiać?
-Dżentelmen, jak zawsze.- Przewróciłam oczami.-Lizzie.
-Boże, Lizzie? Ta Lizzie?- Krzyknął do słuchawki.
-A znasz jakąś Lizzie? Jestem przecież niepowtarzalna.- Powiedziałam dumnie.
-Jasne, że jesteś! A teraz, możesz podać mi Hazzę?
-Umm... Muszę Cię zasmucić, ale nie ma go tutaj.
-Co? Nie ma go z Tobą? To dlaczego masz jego telefon?
-Ja nie mam jego...- I teraz zaczęłam wszystko kojarzyć. Razem z Harry'm mamy taki sam model telefonu, przez co przypadkowo się zamieniliśmy... Co oznacza, że... Telefon koło kanapy był MÓJ. To do MNIE była wiadomość i to ze MNĄ chciał się spotkać Zayn. Tylko, dlaczego?
-Przepraszam Liam, ale Ci nie pomogę. Nie wiem gdzie jest Harry, ale spróbuj zadzwonić na mój numer, może odbierze.- Wybełkotałam i jak najszybciej się rozłączyłam.
Po jaką cholerę Zayn Malik chciałby się ze mną zobaczyć?

_________________________________________________________________
Robię się coraz gorsza, Boże.
Wiem, wiem... Rozdział strasznie nudny, nieciekawy. Przepraszam!
Mój pomysł na to był lepszy, ale wykonanie... No cóż. Chujowe. (sry za wulgaryzm, ale taka prawda)
Nie zdziwię się, jeżeli nikt nie będzie chciał tego czytać, no ale... Chyba się wypalam. 
Mam jeszcze tyle fajnych pomysłów na to, co będzie się działo w przyszłości, a gdy już siadam do komputera, mam pustkę. Nic. Siódmy rozdział piszę od dwóch tygodni. Mam cztery zdania. 
To straszne, przez tyle czasu napisać jedynie CZTERY zdania.
Mam jakiś korek artystyczny, więc zero pomysłów.
Niestety nie wiem kiedy ten korek się przetka, dlatego nie powiem Wam kiedy będzie następny rozdział.
Przepraszam jeszcze raz za to u góry.
Życzę miłego długiego weekendu.
Do zobaczenia, Miśki!

P.S. Rozdział był sprawdzany, ale tylko jeden raz. Więc wybaczcie mi jeszcze kilka błędów. Po prostu jestem strasznym leniem i nie chcę mi się sprawdzać, a osobie która zwykle sprawdza rozdziały zapomniałam dać.(Tak Natala, mówię o Tobie.) W sumie to nie chce mieć już dłużej tego rozdziały w roboczych, dlatego też nie został sprawdzony poprawnie.