sobota, 18 lipca 2015

Chapter TWELVE

-Harry!- jęknęłam do telefonu, przytrzymując go ramieniem przy twarzy.- Nie mogę teraz nigdzie wyjść, kąpię Lil- przewróciłam oczami i podniosłam dziewczynkę do góry, za pachy, podając jej ręcznik.- Wytrzyj się skarbie- mruknęłam do niej i złapałam telefon do ręki.
-Och nie, na prawdę nie muszę się jeszcze wycierać. Chociaż mógłbym, gdybyś była ze mną.
- Harry, ostatni raz do cholery, mówię ci, że dzisiaj mam zawalony wieczór.
-Co takiego niby robisz?
-Umm... No nie wiem- zrobiłam przerwę, udając, że się zastanawiam.- Jestem matką na pełen etat?- powiedziałam ironicznie i odsunęłam telefon od twarzy.- Muszę kończyć, paa!- zawołałam do telefonu i włożyłam go do tylnej kieszeni. Wzięłam Lily na ręce i wyniosłam do pokoju. Przez cały czas się śmiała, a gdy postawiłam ją na łóżku, automatycznie spoważniała.
-Dlaczego Harry nie może zamieszkać z nami?- spytała, przechylając głowę na bok.
-Harry musi pracować, i to dużo. A po za tym, na pewno nie chciał by się przeprowadzić do takiej dziury.
-To dlaczego my się nie przeprowadzimy do Harry'ego?- zaproponowała, zabawnie wydymając wargę. Zaśmiałam się cicho i włożyłam jej bluzkę.
-Nie uważasz, że to nieładnie tak się wpraszać?
-Nie uważasz, że Harry cię kocha i powinien to zaproponować?
-Lily!- jęknęłam, głośno się śmiejąc i próbując włożyć jej spodnie od piżamy.- Skąd ty bierzesz takie pomysły?
-Z telewizji- podsumowała, wzruszając ramionami. Spojrzałam na nią z uniesionymi brwiami.
-Muszę ci ją w takim razie ograniczyć- powiedziałam w końcu i dałam dziewczynce rękę.- Ale najpierw, maraton kreskówek- zaśmiałam się cicho i pociągnęłam ją na dół.
- - - 
  Siedem odcinków SpongeBob'a później, usłyszałam pukanie do drzwi. Przewróciłam oczami i posadziłam Lily obok, ściągając ją z moich kolan. Zrobiła oburzoną minę i chciała coś powiedzieć, ale w tym momencie zaczęło się dziać w kreskówce, więc odpuściła.
-Harry, mówiłam, że nie mogę się dzisiaj spotkać!- zawołałam ze śmiechem, kierując się w stronę drzwi. Gdy je otworzyłam, autentycznie zamarłam. Zamiast poczuć zapach delikatnych perfum Harry'ego, napotkać wzrokiem jego kolorową koszulę i w końcu skrzyżować moje spojrzenie z jego, szaro-zielonym, napotkałam ostrą woń papierosów, wódki i wody po goleniu, czarną koszulę, doskonale opinającą szczupły, aczkolwiek umięśniony tors i przenikający, brązowy odcień tęczówek.
-Zayn, o mój- zachłysnęłam się powietrzem, widząc w jakim jest stanie. Miał podpuchniętą i rozciętą wargę, ledwo co utrzymywał się na nogach, a sam zapach alkoholu przyprawiał człowieka o mdłości.- Lily, do pokoju!- krzyknęłam w stronę salonu, łapiąc bruneta za rękę.
-Mamusiu, ale teraz się zaczął mój ulubiony odcinek...- zaprotestowała dziewczynka wgapiając się w telewizor.
-Bez dyskusji!- warknęłam i położyłam ramię Zayna na swoim, próbując jakoś pomóc mu przejść. Na szczęście Lil dalej nie protestowała i, tak jak ją prosiłam, wróciła do pokoju. Doprowadziłam chłopaka do kanapy, a gdy usiadł, wzięłam przyszykowaną kostkę lodu, owiniętą ściereczką.
-Zayn, co ci się stało?- spytałam po chwili, próbując jak najdelikatniej dotknąć opuchniętego miejsca. Brunet wzdrygnął się, ale nic nie powiedział.- Zayn, proszę.
-Perrie. Wyrzuciła mnie z mieszkania, bo podobno widziała jak się z tobą całowałem- wymruczał po chwili, a ja ponownie tego wieczoru znieruchomiałam. Rozpierdoliłam mu związek.- Chociaż w sumie to i dobrze, nie musiałem nic wykręcać, że to niby już nie to samo co kiedyś, bla bla- zaśmiał się szorstko, ale ja nie widziałam w tym nic zabawnego. I do jasnej cholery, dlaczego się bił?- O! I pobiłem się z jakimś gościem z baru. Ale będzie musiał mieć frajdę, rozpowiadając, że dostał w ryj od Zayna Malika, tego pedała z One Direction- powiedział beztrosko, jakby mówił o pogodzie.
-Zayn, do jasnej cholery, co ty robisz?- odłożyłam ściereczkę na bok i spojrzałam mu w oczy.
-Cóż, moja była dziewczyna wypieprzyła mnie z domu, z Liamem ostatnio się pokłóciłem, Lou pewnie wyszedł gdzieś do klubu, Niallowi i Talls przeszkadzać nie będę, a do Hazzy się nie odzywam.
-Dlatego przyszedłeś do mnie?- spojrzałam na niego zirytowanym wzrokiem, a ten wzruszył ramionami.- Dlaczego nie odzywasz się do Harry'ego?
-Huh, no cóż. Może dlatego, że jest w związku z dziewczyną, którą kocham?- powiedział, krzywiąc się. Czy on powiedział 'kocham'?- Och, no i może dlatego, że może jej bezkarnie mówić, że jest cudowna, niepowtarzalna i wyjątkowa? Może zazdroszczę mu tego, że może przyjść do ciebie każdej pieprzonej nocy, pocałować w czoło Lily, mówiąc jej głupie 'słodkich snów, słoneczko', wrócić do ciebie i zasnąć, trzymając cię w ramionach? Może chodzi o to, że może zabrać cię, kurwa, na koniec tego jebanego świata i co chwilę ci mówić, jak bardzo cię kocha? Myślę, że to dlatego się do niego nie odzywam. Jestem cholernie zazdrosny.
-Zayn, ja...- zaczęłam, ale szybko mi przerwał.
-Wiesz, co ja bym zrobił, będąc na jego miejscu?- pierwszy raz tego wieczoru popatrzył mi w oczy.- Zabrałbym cię w jakieś cudowne miejsce, gdzie bylibyśmy sami. Najlepiej nocą. Zorganizowałbym cudowny wieczór, a pod sam koniec, kazałbym ci wpatrywać się w niebo. Właśnie wtedy zobaczyłabyś przepiękny i w cholerę kolorowy pokaz fajerwerków. Patrzyłbym na ciebie i na twój cudowny uśmiech. Patrzyłbym, jak twoje oczy mienią się wraz z kolorami na niebie, a w końcu, gdy nastałby odpowiedni moment, uklęknąłbym- przerwał i złapał mnie za rękę- i zapytał: Elisabeth Rebecca Bell, czy spełniłabyś moje sny i zrobiła ze mnie najszczęśliwszego człowieka na ziemi, zgadzając się na wyjście za mnie za mąż?- spytał, nadal siedząc na kanapie, podczas gdy ja nadal stałam nad nim. Miałam jednak wrażenie, że przeniosłam się do miejsca, o którym on mówił. Wszystko było tam idealne. I cholera, zna nawet moje drugie imię.- Ale to jest tylko chory wymysł pijaka. Nic nie znaczącego, beznadziejnie zakochanego w niewłaściwej osobie, pijaka- puścił moją rękę, a ja natychmiast powróciłam do rzeczywistości.- Popełniłem w swoim życiu masę błędów. Niektóre są błahe, niektóre odwrotnie. Ale nawet po zsumowaniu ich wszystkich, nie dorastałyby do pięt jednemu. Ten jeden błąd, który zrujnował moje życie. Jeden błąd, którego nigdy sobie nie wybaczę i będę żałował przez całe moje życie, aż do rychłej śmierci- opuścił głowę i wziął głęboki oddech. Wstał, ujął moje policzki w swoje dłonie, i patrząc mi prosto w oczy, powiedział- Tamtego dnia, powinienem był dogonić cię, otulić ramionami i, nie ważne jak mocno byś się szarpała, pocałować cię tak mocno, aż twoje kolana by zmiękły. Tak długo, aż w twoich płucach zabrakłoby powietrza. A jednak tak delikatnie, żeby rozkochać cię w sobie od nowa. Nigdy nie powinienem pozwolić ci ode mnie odejść, ponieważ kochałem cię, kocham cię i będę cię kochać już do ostatniego tchu- skończył szepcząc milimetry od mojej twarzy. Przykrył moje usta swoimi i, chociaż jego wargi były szorstkie, całował mnie z niebywałą czułością i delikatnością. Nie zrobiłam nic. Stałam tam nieruchomo, jakbym znajdowała się zupełnie gdzie indziej, i czułam jego usta a swoich. Po chwili odsunął się ode mnie i ponownie szepnął.
-Kocham cię Lizzie.
-Zayn, proszę. Połóż się. Lily leży na górze, chcę jej to wyjaśnić. Chcę jej wszystko wyjaśnić. Chcę jej powiedzieć, ale na razie tylko mi to utrudniasz- powiedziałam cicho. Coraz trudniej mi się mówiło, po tym co mi przed chwilą wyznał. Popatrzył na mnie i ze zrezygnowaniem usiadł na kanapie.
-Przepraszam. Nie powinienem... W ogóle tu przychodzić. Po prostu, moje całe życie zaczyna się sypać, a ja czuję, że tylko ty mi możesz pomóc- wymamrotał żałośnie i schował twarz w dłoniach. Autentycznie, nie wiedziałam co powiedzieć.
Hej, nie martw się! Wszystko jest przecież w porządku!- Tak raczej nie powiem, przeze mnie został wykopany z własnego mieszkania. Trochę słabo.
Masz rację, jest strasznie, ale damy sobie radę. Razem.- Cholera, tak też mu nie powiem, bo to by brzmiało... Niekorzystnie w sytuacji w jakiej się znajdujemy.
-Mamusiu! Co ty tak długo tam robisz?- krzyknęła Lily i już dało się słyszeć jej kroki. Cholera, Lil. Nie teraz.- Mamusiu- zaczęła, ale gdy zobaczyła Zayna, natychmiast się zatrzymała.- Dzień, dobry- wymamrotała i opuściła głowę, zasłaniając się włosami.
-Lizzie, proszę. Weź ją stąd. Nie chcę, żeby widziała mnie w tym stanie- wyszeptał brunet, nawet a mnie nie patrząc. Otrząsnęłam się z transu i podeszłam do Lily.
-Chodź skarbie. Pójdziemy na górę spać, okej?- kucnęłam przed nią i dziarsko się uśmiechnęłam, chociaż miałam ochotę krzyczeć i płakać jednocześnie.- Jutro rano skończymy oglądać, okej?- spytałam, łapiąc dziewczynkę za ręce. Przytaknęła głową, ale nie spuszczała Zayna z oczu.- Och, i Zayn będzie spał u nas dzisiaj na kanapie, dobra?
-Dlaczego nie pójdzie do jednego z dodatkowych pokoi?- spytała, przenosząc wzrok na mnie. Pierwszy raz od początku rozmowy, tak nawiasem mówiąc.
-Jest- No co, co jest?- zmęczony. Tak, jest zmęczony. I po prostu położył się tutaj- zginiesz marnie za takie okłamywanie swojego dziecka. Wzięłam Lily na ręce, przez co zaczęła się śmiać i wyrywać, ale jakoś doniosłam ją do pokoju.
-Wskakuj do łóżka, tylko zdejmę ciuchy i już się kładę- uśmiechnęłam się do niej i podeszłam do szafy. Wyciągnęłam z niej jakiś stary, przyduży t-shirt, służący jako koszula nocna.
-Ma ładne oczy. Zupełnie jak ja- podsumowała po chwili Lily.
-Tak? Nie zauważyłam- Zginiesz marnie, pamiętaj. Zdjęłam spodnie i bluzkę wciągnęłam na siebie czarną koszulkę. Wpakowałam się do łóżka zq Lily i przytuliłam ją.
-Wiesz co mamo? Chciałabym kiedyś położyć się tak z tatusiem. To by było trochę śmieszne, ale na pewno fajne- pierwszy raz powiedziała 'mamo' a nie 'mamusiu'.  Coś mnie ścisnęło w sercu, gdy przypomniałam sobie, że to przeze mnie mała nie ma ojca. W oczach zebrały mi się łzy, ale przegoniłam je szybkimi mrugnięciami. Obróciłam Lily twarzą do siebie i objęłam jej policzki dłońmi.
-Obiecuję ci, że będziesz jeszcze przytulać tak swojego tatusia. Obiecuję ci, że będzie cię kochał równie mocno, co ja. Obiecuję ci, że będziemy tworzyć zgraną rodzinkę- zaśmiałam się cicho przez łzy i zostawiłam długi i ciepły pocałunek na jej czole.
-Wierzę ci mamusiu. Wiem, że kiedyś tak będzie. Mam tylko, że nie będę musiała mówić do Harry'ego 'tatuś' bo to by było dziwne- powiedziała ze zmęczonym uśmiechem, wtuliła się moje ciało i zasnęła. Przez jej słowa, rozpłakałam się jeszcze bardziej. Nie wiedząc w sumie, dlaczego.
Jestem przecież szczęśliwa z Harry'm, tak?


_________________________________________________________________
Przepraszam, nie sprawdziłam rozdziału. Pewnie dlatego, że moja bf siedzi pod Krakowem i nie może sprawdzić, a ja niedawno wróciłam znad morza i mi się nie chce. ; -;
I jeszcze raz przepraszam, za długość ostatnich rozdziałów. Nie mam pojęcia co się dzieje. Po prostu piszę, piszę piszę, a jak już napiszę okazuję się, że jest tego śmiesznie mało.:( 
Jaskółka wyszła ślicznie, szkoda tylko, że zaczyna już schodzić. :(
Przyznam się bez bicia, że zrobiło mi się smutno po ostatnim zdaniu Lily.:'(( (ta, jestem dziwna)
(to chyba chore, przeżywać tak ten rozdział, mimo tego, że wiem co się będzie działo w przyszłości, nie?)
Dalej życzę Wam wspaniałych i niezapomnianych wakacji(życzyć Wam ich będę do końca, oops), więc trzymajcie się i do następnego, Misie!

niedziela, 12 lipca 2015

Chapter ELEVEN

-Okej, Lizz. Dzisiaj Lil zostaje pod opieką Nialla, a my idziemy odwiedzić... Pochodzić po mieście- zmieniła zdanie, zbyt szybko, żeby nie wziąć tego za podejrzane. Zmarszczyłam czoło i na chwilę się zawiesiłam.
-Po mieście?- spytałam po chwili, nadal marszcząc brwi.
-Po mieście- przytaknęła beztrosko i upiła łyk swojej kawy. Był koniec marca, w związku z czym zaczynało robić się ciepło. Oplotłam palcami kubek z moim kawopodobnym czymś, i utknęłam zamyślony wzrok w blondynce.
-Talie, dlaczego nadal masz moją kurtkę?- zaśmiałam się cicho, spoglądając na czarną skórę. Upiłam łyk tego słodkiego świństwa i z rozbawieniem przyglądałam się zawstydzonej blondynce.
-Specjalnie ci jej nie oddałam. No wiesz, jakbym tęskniła, czy coś- zasugerowała, rozkładając delikatnie dłonie. Przewróciłam oczami i zabrałam się za dokończenie tego cholerstwa.
-Ej, właśnie. Gdzie jest Harry?- zapytała po chwili, przerywając ciszę.
-Myślę, że wrócił do Londynu, po drodze zabierając skacowanego Lou. Co im w ogóle do głowy strzeliło, żeby lecieć do Francji na jakiś głupi mecz? To totalna głupota- mruknęłam na zakończenie i zbliżyłam kubek do ust.
-Takie kaprysy bogatych ludzi- odpowiedziała, będąc jakby nieobecną.- A poza tym, nie powinnaś tak mówić o swoim chłopaku, czyż nie?- dodała zupełnie innym tonem niż wcześniej, o wiele raźniejszym. Uśmiechnęłam się do niej delikatnie, ale gdy zrozumiałam znaczenie jej słów, przestałam.
-Skąd... Skąd do jasnej cholery wiesz?- oburzyłam się. Byłam trochę zła, myślałam, że to będzie tajemnicą chociaż na chwilę.
-Umm... Och, ja...- zaczęła się jąkać, przez co zmrużyłam oczy.- No cóż, nie ważne. Chodźmy już- powiedziała natychmiast i złapała mnie za rękę, ciągnąc w bliżej nieznanym mi kierunku.
-Talie, gdzie idziemy?- wtrąciłam, gdy blondynka zatrzymała się przy jakiejś mniej ruchliwej ulicy.
-Shh, powinien niedługo tutaj być- powiedziała, wypatrując czegoś, a raczej kogoś na zakręcie.
-Ale kto?
-Nie interesuj się!- pstryknęła mnie w nos, co było dosyć dziwne.- Wpadłam ostatnio na Adama, powinnaś przyjąć tą ofertę od niego.
-Talie, proszę cię. Nie chcę się bawić w modelkę, bo mi to zwyczajnie nie wyjdzie. Jak jesteś taka chętna, to sama idź- wywróciłam oczami, zakładając ręce pod piersiami. W tym momencie stanął przed nami jakiś samochód z przyciemnianymi.
-Dobra, słuchaj teraz uważnie. Wsiadasz do auta, i nie odzywasz się przez całą drogę, chyba że zostaniesz zapytana, a później... Dostaniesz wskazówki.
-Och, więc to jest to twoje włóczenie się po mieście?- naskoczyłam, zabijając dziewczynę wzrokiem.- Nie ma mowy. Nie wsiądę do tego durnego samochodu.
-Sama się prosiłaś- wzruszyła ramionami blondynka i otworzyła drzwi od auta, dosłownie wpychając mnie do środka. Po nie długim czasie, na moje nieszczęście, udało jej się dopiąć swego i tuż po zatrzaśnięciu mi drzwi przed nosem, wysłała mi buziaka i poruszała ustami na kształt 'trzymaj się', co jeszcze bardziej mnie zaniepokoiło. Zaczęłam się gwałtownie ruszać i ciągnąć za klamkę, żeby się otworzyła, bez skutku. W końcu, w aucie rozległ się męski głos.
-Witam pannę Bell. Będę dzisiaj pani kierowcą, a z polecenia mojego pracodawcy, niestety nie mogę zdradzić pani żadnych szczegółów- powiedział sztywno i spojrzał na mnie przez lusterko.
-To znaczy, że nie dowiem się dokąd jadę, ani kto jest pańskim pracodawcą?- musiałam się upewnić, może przypadkowo by coś powiedział?
-Niestety- odparł prawie natychmiast, na co przeklęłam w duchu.- Jeżeli pani pozwoli, zaczniemy już jechać.- No i po cholerę on się mnie jeszcze pyta, czy pozwalam? Jasne, że nie pozwalam, ale i tak byś mnie nie posłuchał, bucu.
Oparłam głowę o szybę i zaczęłam śledzić kształty budynków wzrokiem. Nawet nie zauważyłam, kiedy się zatrzymaliśmy.
-Gdy wyjdzie pani na zewnątrz, zobaczy pani kopertę, a dalej już powinna pani sobie poradzić- odparł beznamiętnym tonem, a ja nie wiedząc czemu, już go znielubiłam.
Okej, koperta. Chciałam się zapytać tego buca o co chodzi, ale nim zdążyłam się odwrócić, już odjechał. Zmarszczyłam brwi i rozerwałam kopertę, łapiąc jej zawartość  w jedną rękę.
Kwiaty wiśni są piękne, prawda? Podążaj za nimi, a odkryjesz coś piękniejszego.
-Boże, Harry...- jęknęłam i zaczęłam się śmiać. On jest niemożliwy. Schowałam karteczkę do kieszeni i zaczęłam rozglądać się za kwiatami. Znalazłam pierwszą gałązkę, leżącą na środku leśnej ścieżki. Podeszłam do niej, i zabierając ją ze sobą ruszyłam dalej.
- - -
Stanęłam w końcu, nie widząc już ani jednego, białego kwiatka. Za każdym razem była gałązka, czasem większa, czasem mniejsza. Uwielbiam kwiaty wiśni, ale nie mam tu wystarczającego wytłumaczenia. Po prostu, kojarzą mi się z nadzieją, a to jest coś, co głównie kieruje moim życiem. Rozejrzałam się dookoła, ale niczego specjalnego nie zauważyłam. Po chwili poczułam ramiona, oplatające się wokół mojej talii, a w lewym uchu usłyszałam ochrypły szept.
-Witaj piękna. Widzę, że trafiłaś- Harry musnął wargami miejsce tuż nad kolczykiem. Zaśmiałam się cicho i odwróciłam do niego twarzą.
-Wiesz, że jesteś niemożliwy?- spytałam, unosząc jedną brew. Odpowiedział mi tylko śmiechem, po czym nachylił się nade mną i złożył słodki pocałunek na moich ustach. Gdy tylko poczułam jego wargi na swoich, wiedziałam, że nie skończy się na tym niewinnym, aczkolwiek uroczym, pocałunku. Zaczął ruszać ustami przy moich, powodując dreszcze rozchodzące się w dół mojego kręgosłupa. Położył jedną rękę tuż nad moimi pośladkami, przyciągając mnie jeszcze bliżej siebie, a drugą objął mój zarumieniony policzek.
-Dobra kocie, musimy iść dalej. Muszę ci coś pokazać- po chwili się odsunął, i składając jeszcze krótki pocałunek na moim czole, złapał mnie za rękę i poprowadził w nieznanym kierunku. Faktura jego skóry była niesamowita. Miękka i gładka, przez co zupełnie różniła się od dłoni Zayna. Cholera, Lizzie.
_______________________________________________________________________________
Co tam, jak tam? Właśnie skończyłam rozdział i... Jestem strasznie podekscytowana! ^^
Mam nadzieję, że nie tylko ja będę się szczerzyć jak głupia w przyszłym rozdziale, aczkolwiek muszę Was ostrzec.
W przyszłym rozdziale nie będzie opisanej sytuacji z randki Lizzie i Harry'ego.
Ale hej! Nie martwcie się, bo wszystkiego dowiecie się później, z perspektywy Talie. (Tak, zbliża się kolejny bonusik*.*)
Dlaczego Talie? Stwierdziłam, że zrobię troszkę bardziej nietypowo, dlatego nasza kochana Tals będzie wszystko tłumaczyć. Znaczy, prawie.
DOBRA SHH, NIKT NIC NIE CZYTAŁ.
Jutro będę robić jaskółkę. Trzymajcie kciuki, żeby wyszła >.<
No właśnie, i zagłosujcie w ankiecie, którą znajdziecie na głównej ^^
Zastanawiacie się, dlaczego dodałam Nialla?
Nie mogłam się oprzeć, uwielbiam momenty Lilsona i wujka Ni. :x
Trzymajcie się ciepło i słonecznie, bo w te wakacje będzie się duuuużo działo.
Kocham Was i do zobaczenia xx

EDIT:
Miałam Wam podziękować, a (jak zwykle) zapomniałam. ; -;
Na pierwszej części, tj. Surprise From Life, stuknęło już 10 000 wyświetleń! Nawet nie wiecie, jak bardzo mnie to cieszy! Niemniej cieszę się z tego boga, ponieważ już niedługo będzie 7 000(miejmy nadzieję, haha)!♥
 Dziękuję oczywiście za wszystkie komentarze, których pojawiło się tutaj aż 138! To jest tak chore tak świetne, że w ciągu dwunastu rozdziałów pojawiło się tyle komentarzy! Po prostu, chichram się jak idiotka już z trzy dni ^^
Więc jeszcze raz, dziękuję Wam z całeeeego moje serduszka!♥

czwartek, 2 lipca 2015

Chapter TEN

-Lizzie? Co jest?- zmarszczył brwi i podszedł bliżej. Objął mnie ramionami i pocałował czubek głowy.- Wszystko w porządku?- Spytał, nadal przyciskając mnie do swojego torsu. Nie mogłam się poruszyć. Nic nie było w porządku. Pocałowałam Zayn'a. Harry jeszcze nie wie. Mam zamiar mu powiedzieć, teraz, już, ale... Jak?
-Widziałam dzisiaj Zayn'a.- Mruknęłam cicho, prawie niesłyszalnie. Zrobiłam chwilę przerwy i wzięłam głęboki oddech.- I tak jakby się z nim pokłóciłam.
-Z Zayn'em? O co?- parsknął śmiechem, odsuwając się na długość swoich ramion.
-Pokłóciłam się z nim tuż po tym, jak się pocałowaliśmy.- Wyszeptałam i momentalnie zaschło mi w gardle. Harry puścił mnie, a jego wzrok stał się pusty. Nawet nie wyobrażam sobie, jaki to był dla niego cios. Chociaż w sumie, widziałaś Zayn'a całującego jakąś szmatę, a Harry'emu tylko o tym powiedziałaś. Tylko, że z Zayn'em nie byłam związana w żaden sposób.
-Powiedziałaś pocałowaliśmy, a nie pocałował.- wydusił w końcu i zwrócił na mnie wzrok.
-Bo... Ja...- Nie mogłam się zebrać, żeby to powiedzieć. To było tak absurdalne. Jestem w związku z opiekuńczym, zabawnym i nie oszukujmy się zabójczo przystojnym facetem, a całuję innego. Tego, który mnie zranił. Nawet niejednokrotnie. Ale nie zdawał sobie z tego sprawy, na Boga, Lizz! Nie usprawiedliwiaj go!
-Ty też go pocałowałaś... Nie rozumiem.- Przymknął powieki i potrząsnął głową.
-Nie tylko ty...
-Kochasz mnie?- zaskoczył mnie tym pytaniem, nawet bardzo.
-J-ja...- Przerwałam, rozglądając się po pokoju. W końcu podniosłam wzrok i skrzyżowałam go ze wzrokiem szatyna.- Tak Harry, kocham cię. Nawet nie wiesz jak bardzo tego żałuję. Może brzmię jak małolata, ale taka jest prawda. Nie mam pojęcia dlaczego to zrobiłam, po prostu... Musisz mi uwierzyć.- Jęknęłam żałośnie i opuściłam głowę. Po raz kolejny dzisiaj poczułam, jak ramiona Harry'ego oplatają moją talię. Wtulił twarz w moje włosy i szepnął mi do ucha.
-Nie mamy o czym mówić. Wierzę ci. I... Ja też cię kocham.- Miałam ochotę skakać jak idiotka. Zaplotłam ręce na karku chłopaka i się uśmiechnęłam. Chłopak cmoknął krótko skórę koło mojego ucha, gilgocząc mnie w szyję.
-Ej, łaskoczesz mnie. Zdecydowanie musimy iść do fryzjera.- Zaśmiałam się, a chłopak dołączył do mnie. Odsunął się kawałek i spojrzał mi w oczy, podnosząc jedną brew.
-Czyżby nie lubiła pani moich loczków?- Zapytał szarmancko.
-Wręcz przeciwnie. Uwielbiam je, dlatego chce je uratować. Bo, jakby pan nie zauważył,- złapałam kosmyk jego włosów w palce.- pańskie włosy przestają się kręcić.
-I co ja teraz pocznę? Moja kariera zbudowana została na moim wyglądzie. Bez loczków, nie zostanie mi ani jeden fan. To makabryczne.
-Uważam, że ktoś by panu został. Taka jedna brunetka, z brązowymi oczami.
-Mówi pani o pannie Lily?- Zaśmiał się, za co dostał w tył głowy.- Dobra, żartowałem. Nie musisz być taką mamuśką.
-Kocie, wychowuję pięciolatkę. Muszę być stanowcza.- Uśmiechnęłam się szeroko, a chłopak przewrócił oczami. Cmoknął mnie krótko w usta i położył ręce na biodrach.
-Nie rozpuściła ci się ta królewna?
-Z cukru nie jest, a po za tym jeszcze nie krzyczy, więc...
-Mamusiu!- z łazienki dobiegł krzyk Lil. Chłopak strzelił mi spojrzenie, typu 'a nie mówiłem?' i zaczął się śmiać. Wywróciłam oczami i puszczając bruneta, skierowałam się do łazienki.
- - -
-Przełącz to, dryblasie!- Poderwałam się z kanapy, próbując wyrwać pilota od telewizora Hazzie. Chłopak jednak wyprostował swoją długaśną rękę, uniemożliwiając mi dostęp do urządzenia. Usiadłam z powrotem na kanapę i założyłam ręce pod piersiami, robiąc urażoną minę.
-Jak mnie nazwałaś?
-Nazwałam cię dryblasem. Nie zaprzeczaj!- Dodałam szybko, widząc, że brunet chce coś wtrącić.- Masz niebotycznie długie ręce. I nogi. I włosy też.- Zaczęłam się śmiać, przez co zostałam szturchnięta w bok.- Ała!
-Siedź cicho. To za dryblasa. I za włosy. W ogóle, co to za słowo? Niebotycznie? Zaczynasz się robić nudna.
-Nudna? Wypraszam sobie. Ty zaczynasz coraz bardziej głupieć.- Wystawiłam mu język i nachyliłam się jak najbardziej to było możliwe, zabierając pilota. Gdy usiadłam, chłopak popchnął mnie tak, że wylądowałam plecami na kanapie.


-Czyżby mała Lizzka upadła? Och, to niedobrze.- Powiedział z szatańskim śmiechem majaczącym na jego ustach.
-Harry!- Pisnęłam przez śmiech, kiedy zaczął mnie łaskotać.- Puść mnie!
-Musisz ponieść jakąś karę.- Mruknął z udawaną powagą, przez co zaczęłam śmiać się głośniej.- Cicho! Jest wpół do pierwszej, pobudzisz wszystkich!
-Przestań... Mnie łaskotać!- Wydusiłam w końcu, a po chwili nie czułam już zdradzieckich palców Styles'a na swoich bokach. Wzięłam głęboki oddech, a gdy otworzyłam oczy, ujrzałam twarz chłopaka tuż przed sobą.- Oczekujesz czegoś?
-Umm... Jasne? Buziaka na pojednanie, oczywiście.
-Na pojednanie! Też wymyślił!- Zaśmiałam się i popchnęłam jego klatkę piersiową ku górze.- Złaź ze mnie.
-Tylko, jak dostanę buziaka.- Powiedział, kształtując z ust dziubek, który po chwili wypełnionej śmiechem, delikatnie cmoknęłam.
-Teraz won.
-Dobra, dobra! Coś ty się taka żelazna dziewica zrobiła?
-O mój Boże, Harry.- Przejechałam dłonią po twarzy, cały czas się śmiejąc. Usiadłam w końcu koło bruneta i wtuliłam się w jego ramię, podkurczając nogi pod siebie.
-Tak w ogóle, co ty tu robisz?- Spytałam po chwili, odciągając się od nieciekawej fabuły filmu.
-Przyleciałem z Lou na mecz, ale później poszedł do klubu, więc postanowiłem zrobić ci niespodziankę.
-Och. To fajnie.- Mruknęłam cicho.
-Jutro po południu mam lot, dlatego rano się zmywam.
-Więc postanowiłeś mnie wykorzystać dla noclegu?
-Trochę tak.- Zaśmiał się.- A tak na poważnie, gdybyś mnie nie chciała tu, znalazłbym sobie jakiś śmietnik. Teraz pewnie dużo kontenerów jest wolnych.
-Czuję, że to nie byłoby potrzebne. Francuskie fanki chętnie wzięłyby cię pod swoje skrzydła, vérité?[1]
-Sûr.[1] Wygodnie ci tak?- Spytał, nie czekając na odpowiedź. Przeniósł mnie tak, że siedziałam na jego kolanach mając dłonie na jego klatce piersiowej. Objęłam jego tors rękami, a głowę położyłam na jego ramieniu, wtulając się w zagłębienie szyi. Wzięłam głębszy oddech i głośno wypuściłam powietrze. Chłopak położył dłonie na moich plecach i zaczął kreślić nimi nieregularne kształty.
-To co wtedy powiedziałeś... Mówiłeś prawdę?- Spytałam po dłuższej chwili, przerywając ciszę i popatrzyłam mu w oczy. Nawet teraz, w ciemnościach przełamywanych jedynie poświatą ekranu telewizora, jego oczy były niebywale zielone.
-Jak powiedziałem, że przyleciałem z Lou na mecz? Tak.- Uśmiechnął się prowokacyjnie.
-Nie... Wtedy jak... Powiedziałeś, że mnie kochasz. Mówiłeś prawdę?
-A dlaczego miałby kłamać w takiej kwestii? Jasne Lizz, kocham cię. A ty mówiłaś prawdę, kochasz mnie?
-W-wydaję mi się, że tak.- Szepnęłam ledwo słyszalnie, a po chwili jedyne co mogłam zarejestrować to ciepłe wargi szatyna na moich. Co jak co, ale Harry całował nieziemsko. Wplotłam palce w jego loki i delikatnie za nie pociągnęłam. chłopak odsunął się ode mnie kawałek, i opierając swoje czoło o moje, mruknął z uśmiechem.
-Skarbie, uwielbiam to, ale myślę, że seks obok śpiącej, pięcioletniej dziewczynki nie jest dobrą opcją.
-A kto ci od razu karze uprawiać ze mną seks?- Zaśmiałam się, a chłopak targnął się do góry, obijając kroczem o moje pośladki.
-Tamten gość. Nie lubi jak mu się robi takie niespodzianki, a potem idzie spać.
-Niegrzeczne dziewczynki chodzą spać późno...- Szepnęłam mu do ucha, przygryzając jego płatek. Usadowiłam się na jego kroczu i podczas składania pocałunków na jego szyi, zakręciłam kilka razy biodrami, w skutek czego szatyn cicho jęknął. Przerzuciłam nogi na jedną stronę i powoli zsunęłam się z jego kolan, nie zapominając jeszcze trochę podroczyć się z jego wzwodem. W końcu sięgnęłam ręką do jego paska, a potem do bokserek. Ujęłam ręką jego erekcję i subtelnie ją ścisnęłam. Chłopak miękko jęknął, a ja przygryzłam jego dolną wargę, gwałtownie za nią pociągając.
-Shh... Lily śpi.- Szepnęłam uwodzicielsko do jego ucha i wyciągnęłam jego kolegę na zewnątrz bokserek. Zaczęłam jeździć ręką w górę i w dół, od czasu do czasu przygryzając skórę na jego szyi i zostawiając na niej małe siniaki.
-Wykończysz mnie kiedyś...- Przymrużył oczy, a ja zwiększyłam tempo. Po jakimś czasie, gdy chłopak całkowicie zesztywniał, a jego serce można było usłyszeć z drugiego końca miasta, doszedł w moją rękę. Uśmiechnęłam się i zbliżyłam usta do największego z siniaków, delikatnie dotykając go wargami.
-To było okej.- Mruknęłam, po czym wstałam i skierowałam się do łazienki.

[1]Pozwoliłam sobie trochę poszpanować francuskim, aczkolwiek nie znam go na tyle dobrze, żeby mieć pewność co do dokładności znaczenia słówek, dlatego pomógł mi wujek. Wujek Google. :')
vérité-w sensie 'prawda?'  
Sûr-w sensie 'jasne'
_________________________________________________________________
Tak patrzę sobie na statystyki i stwierdzam, że największą ilość wejść ma rozdział piąty, gdzie Lizz i Harry... No wiecie, hahah. Nie myślałam, że to będzie przebijało prolog o, uwaga, ponad sto wyświetleń! Jesteście tak bardzo zżyci z Harry' i Lizzie, czy po prostu to przypadek? Hahah.
Cóż, do rzeczy.
Znowu jest mi trochę smutno, bo myślałam, że jak będą wakacje to liczba komentarzy podskoczy, albo chociaż wróci do około piętnastu pod rozdziałem. A tu kupa. :< Co jest?
Miałam coś jeszcze napisać, ale cholera. Zapomniałam.
(misie, misie, misie! czas wskoczyć na bloga o Lou!)
EDIT:
omg, zapomniałam sję z Wami pożegnać XD
Trzymajcje się ciepło miśki i znajdźcie sobie jakis lód do wody z cytryną xx