piątek, 28 sierpnia 2015

Chapter SIXTEEN

Nie sprawdzany, ale shh
Chciałabym, aby każdy przeczytał notkę pod rozdziałem.
NIE. NIE MOŻESZ JEJ OMINĄĆ. 
ilysm, czytajcie

Zayn's POV
   Po tym, jak Lizzie wyniosła się z salonu do, zapewne, swojego pokoju, oglądaliśmy z Lily bajki przez jakieś trzydzieści minut. Po tym czasie, usłyszałem dosyć głośne pukanie, w sumie to i walenie, do drzwi.
Jeżeli to Styles, to mu przypierdolę.
Zdenerwował mnie dzisiaj. Nie, żeby tylko mnie, bo widziałem minę Lizzie po jego 'odwiedzinach', ale no.
Słyszałem jak się na nią darł. Coś, że obrabia mu dupę za jego plecami, czy coś. Nie mogłem stanąć przy drzwiach i zacząć chamsko podsłuchiwać, bo Lily poszła by za mną, a raczej nie chciałem, żeby słyszała jak tamta dwójka drze na siebie mordy.
Wracając. Podszedłem do drzwi i od razu je otworzyłem, z zamiarem nawrzeszczenia na lokatego.
Jakie było moje zdziwienie, kiedy zamiast zielonookiego szatyna zastałem dwójkę ludzi w średnim wieku. Kobietę i mężczyznę na wózku.
Zmarszczyłem czoło i zlustrowałem ich wzrokiem. Otworzyłem usta, żeby powiedzieć, że raczej nie mają szans na uzyskanie drobnych, czy jakiegokolwiek wsparcia finansowego, ale kobieta mnie wyprzedziła.
-Chcieliśmy porozmawiać z Elizabeth Bell. Wiemy, że tu mieszka, więc niech pan się łaskawie odsunie- powiedziała z uśmiechem, chociaż jej słowa wcale nie pokazywały wesołego nastroju.
-Pozwolą państwo, że po nią pójdę. Proszę zaczekać na zewnątrz- odpowiedziałem chłodno i zatrzasnąłem drzwi.
Kobieta miała ciemne włosy i lodowate, niebieskie tęczówki. Kojarzyła mi się z jakąś złą postacią z kreskówek Lily. Nieważne.
Mężczyzna natomiast był ogolony/łysy nie wiem. Nie miał włosów na głowie, ani na brwiach, przez co miałem ochotę zacząć się śmiać. Powstrzymałem się jednak, całe szczęście.
Jego oczy natomiast były ciemne, w kolorze przyjemnego, ciepłego brązu. Mam wrażenie, że gdzieś już takie widziałem.
Wypuściłem głośno powietrze, przypominając sobie, że ta dwójka czeka za drzwiami. Skierowałem się do pokoju Lizz, po drodze zerkając do salonu, na Lily. Nie zauważyła jednak, że mnie nie ma, co chyba jest dobre w tej sytuacji.
Pchnąłem ciężkie, drewniane drzwi od pokoju brunetki i wszedłem do środka. Spała zbyt uroczo, żeby ją budzić.
Włosy miała porozrzucane po poduszce, usta lekko uchylone, przez co stąd mogłem usłyszeć jej spokojny, równomierny oddech. Kołdra przeplatała się przez jej nogi, a rękami obejmowała dużą poduszkę.
Gapisz się.
Poruszyłem się niespokojnie w miejscu i podszedłem bliżej łóżka.
Naprawdę nie chcę jej budzić.
Westchnąłem po raz kolejny, ale oddaliłem się pod drzwi, żeby niczego nie podejrzewała.
Jesteś pojebany.
-Lizzie, naprawdę nie chcę ci przeszkadzać- mruknąłem cicho, a brunetka zaczęła się ruszać. Zaczęła mruczeć coś nieskładnie, a ja miałem ochotę po prostu podejść, położyć się koło niej i spać.
-To, i, wyjdź- tylko tyle zrozumiałem z jej zaspanego bełkotu.
-Lizzie, do cholery. Obudź się!- zdecydowałem, że nie mogę odpuścić. Ta tajemnicza dwójka ludzi stoi na dole, a ja nie pamiętam czy zamknąłem dobrze drzwi. Jeżeli wejdą i zrobią coś z Lily to się po prostu zachlastam.
-Daj mi spokój, idź się pobaw z Lily, czy coś- ponownie przemówiła w poduszkę, tylko że tym razem głośniej i wyraźniej. Wypuściłem zrezygnowany powietrze, gdy zobaczyłem szklankę wody, stojącą na szafce obok mnie. Do głowy wpadł mi szalony pomysł, więc złapałem za szkło wypełnione do połowy wodą i wylałem na brunetkę. Natychmiast się zerwała i spiorunowała mnie wzrokiem.
-Jesteś chory, czy jak?- wrzasnęła na mnie, próbując otrzepać się z wody. Nie dziwię się jej wybuchowi. Osobiście, gdyby ktoś mnie tak obudził, w tej chwili leżał by na ziemi i błagał o litość. Kocham spać, ale nienawidzę wody.
-Nie rozumiesz co to znaczy wstawaj?- w tym momencie musiałem się powstrzymywać, żeby nie wybuchnąć śmiechem.- Ktoś...
-Zayn!- przerwała mi, a jej zmarszczka na czole się pogłębiła. Kocham, w jaki sposób ona się złości. Przypomina wtedy takiego małego, słodkiego królika.- Nigdy, nigdy nie oblewaj nie wodą, jak śpię! No chyba, że chcesz skończyć w szpitalu- przynajmniej w tym się zgadzamy.
Dobra, koniec tych podchodów. Widząc, że chce jeszcze coś dodać, szybko zareagowałem.
-Zamknij się na chwilę!- podniosłem głos, a ona momentalnie ucichła. Mam nadzieję, że się nie wystraszyła, czy coś.- Ktoś przyszedł. Jakaś dwójka ludzi. Nie mam pojęcia kto to jest, ani po co przyszli. Chcą z tobą rozmawiać- skończyłem trochę spokojniej. Nie jestem zadowolony z tego wybuchu przed chwilą, ale znając Lizzie, pewnie by się nie zamknęła i dalej próbowała mi grozić.
-Na nikogo nie czekałam- szepnęła po chwili. Nie no, naprawdę?
Ostatnio za bardzo zmieniają mi się nastroje. Koleś, nie uprawiałeś seksu jakieś trzy miesiące. Nie oczekuj, że będzie z tobą wszystko w porządku.
Serio, czasami się czuję jakbym miał rozdwojenie jaźni, czy inne gówno.
-Rusz się po prostu na dół kto to- mimo dogłębnego zirytowania, zaśmiałem się, poddając się wątpliwością co do mojej normalności. Popchnąłem dziewczynę w stronę schodów, za co dostałem od niej w klatę. Oboje w tym momencie zaczęliśmy się głośniej śmiać, a ja znowu poczułem pieprzone motyle w brzuchu.
Ta kobieta jest niemożliwa. Najpierw chce mi wydziubać oczy za niemiłą pobudkę, a później zaczyna się ze mną śmiać w najlepsze.
Zostałem przy schodach, dokładnie obserwując każdy krok dziewczyny.
Wyglądała tak idealnie w szarych dresach i za dużej koszulce. Ona jest idealna, idioto.
Uśmiechnąłem się do siebie, nadal patrząc na jej tył.
Gdy otworzyła drzwi, uśmiech zniknął z mojej twarzy. Dokładnie widziałem jak się spina i staje się nerwowa.
-M-mamo, tato- szepnęła, łamiącym się głosem, co tylko jeszcze bardziej mnie dobiło. Czekaj, mamo? Tato?
Jestem kretynem. Już wiem, skąd kojarzyłem jego pieprzone oczy.
Lizzie odwróciła się w moją stroną, przez co mogłem zobaczyć łzy w jej oczach. Nie były to jednak łzy szczęścia. Coś musiało się wydarzyć z jej rodzicami, coś niezbyt przyjemnego.
Po chwili złapałem z nią kontakt wzrokowy i zobaczyłem prośbę w jej oczach.
Podszedłem do niej szybko i, razem z jej rodzicami, skierowaliśmy się do salonu.
Lily szybko ogarnęła, że sytuacja jest poważna i zeszłą z kanapy, podchodząc do mnie i siadając mi na kolanach.
-Co się stało mamusi?- spytała szeptem tak, abym tylko ja zdołął usłyszeć jej pytanie.
-Nie wiem skarbie. Nie mów nic na razie, dobrze?- spytałem, delikatnie głaszcząc jej małą rączkę. Przytaknęła mi powoli, ale nie odwróciła się do towarzystwa. Nadal wtulała się w materiał bluzy na moim obojczyku.
-Elizabeth, córciu- odezwała się kobieta. Westchnęła głośno i spojrzała na mnie.- Czy ten mężczyzna musi tutaj być?- syknęła, nie ukrywając wrogości. Co ja jej zrobiłem?
-Tak, musi- odparowała jej Lizzie z wyrównaną zaciętością. Wow, co się dzieje?- I nie mów do mnie córciu, już to przerabiałyśmy.
-Dobrze- kobieta pokręciła głową ze zrezygnowaniem.- Mam do ciebie prośbę- przełknęła głośno powietrze. Czy tylko ja mam wrażenie, że coś tu jest nie tak?
-Już dawno wyczerpałaś swój kredyt zaufania u mnie. Czyżbyś zapomniała?- zaśmiała się ironicznie Lizzie.
-Elisabeth, przestań, proszę- po raz pierwszy odezwał się mężczyzna. Jego głos był słaby i przemęczony.
-Twój ojciec, jest poważnie chory- znowu zabrała głos ta dziwna kobieta, która chyba nie za bardzo darzy mnie sympatią. Lizzie uniosła na nią przerażony wzrok i próbowała doszukać się kłamstwa w jej oczach. Kobieta opuściła głowę, a po chwili po jej policzkach zaczęły lecieć łzy.- Brakuje nam pieniędzy na lekarstwa. Wiemy, że popełniliśmy mnóstwo błędów. Wiem, że nie powinnam przychodzić do ciebie, ale... Jesteś ostatnią deską ratunku- wzięła gwałtownie duży haust powietrza.
-Nie wiedziałam- szepnęła brunetka koło mnie, a po jej policzku spłynęła pojedyncza łza.
-Potrzebujemy dwustu tysięcy dolarów na leczenie w Ameryce- starsza kobieta kontynuowała.
Lizzie zachłysnęła się powietrzem. Co kurwa? Dwieście tysięcy dolców?
-Ja, ja tyle nie mam- Lizzie zaczęła się jąkać. Wplotła swoje szczupłe palce we włosy i zaczęła za nie ciągnąć. Chwileczkę, na co on jest chory?
-Rak płuc. Chyba powinieneś okazywać troszeczkę więcej szacunku do starszych- kurwa, powiedziałem to na głos? Nieważne, coś mi tu śmierdzi...
-Nawet nie dostanę na tyle pożyczki, nie mam wam jak pomóc- dziewczyna zaczęła szybciej oddychać, a ja mam wrażenie, że zaraz się rozsypie.
Lily zjechała trochę niżej, opierając się teraz o moją klatkę. Chwila, ona śpi?
Parsknąłem śmiechem, gdy utwierdziłem się w swoich słowach. Lizzie spiorunowała mnie wzrokiem.
-Przepraszam- szepnąłem do niej.
-Wiemy, ale... Nie, to głupie. Przepraszam, że w ogóle pomyślałam, żeby cię o to prosić- zaśmiała się przez łzy matka Lizzie.
-Ale o co? Powiedz, proszę- Lizz nieznacznie się ruszyła, oczekując odpowiedzi.
-Pomyślałam, że... Skoro twój chłopak jest w zespole, to... Mógłby pożyczyć nam te pieniądze- odpowiedziała, jak dla mnie, zbyt szybko.
To wszystko robi się zbyt podejrzane. Najpierw ta kobieta na siłę pokazuje jak bardzo mnie nie lubi, a teraz będzie mnie prosić o pożyczkę?
-Mój chłopak?- spytała Lizzie. Czułem się trochę, jakby wszyscy mnie ignorowali. Przecież tak jest.
-Ten szatyn z zielonymi oczami, Harry- och. Chodziło o Stylesa. Skąd oni w ogóle o tym wiedzą?- Widzieliśmy artykuł w gazecie, wasze zdjęcie i...- tu przestałem jej słuchać. Czy to możliwe?
Moje serce zaczęło szybciej bić, ręce trząść a temperatura w pokoju jakby nagle podskoczyła o dwadzieścia stopni.
Byłem zły na Stylesa, po tej imprezie, więc coś tam o nich tweetnąłem.
Wygadałem ich tajemnicę. Wygadałem o tym, że byli razem. Nie wiem, czy są. To w tej chwili jest nieważne. To ja rozpocząłem piekło z życia Lizzie, z jakim teraz będzie musiała sobie radzić.
Wszystkie brukowce będą śledzić jej każdy ruch, będą wymyślać plotki na jej temat, a każde jej zdanie będzie podkolorowane pod publikę.

Malik, co ty do cholery zrobiłeś.

_________________________________________________________________
Misiunie moje kochane. Wiem, że miałam robić przerwę, ale po prostu nie mogłam sobie wybaczyć długości tamtego rozdziału.
Naprawdę się załamałam, widząc jaki jest krótki i w jakim punkcie Was zostawiam. 
A to, że pod tym krótkim i beznadziejnym rozdziałem, okazało się, że mam czwórkę czytelników, o których nic nie wiedziałam, podniosło mnie na duchu i zainspirowało do napisania tego o to potwora hahah
Nie no, żarcik. 
Mam nadzieję, że ten rozdział chociaż trochę poprawi Wasz humor przed końcem wakacji. 
Pamiętacie, że komentarze wpływają na jakość, długość i częstotliwość publikowania rozdziałów? Tak? To jazda zostawić po sobie ślad! Hihi
A, jako, że nikt nie wspomniał nic o wattpadzie pod tamtym rozdziałem, postanawiam się chamsko zareklamować!
Shocik z Ni dla Niall's Girl, które chcą się trochę pochichrać jak głupie(to jest tylko na moim przykładzie, byłam tak zajarana tym imaginem, że mama się pytała czy wszystko ze mną w porząsiu hahah) i poprzerwacać oczami na głupotę, niektórych ludzi.
ff z Zaynem, który w sumie jest zupełnym przeciwieństwem Zayna tutaj. Ale hej! Sami się przekonajcie i poznajcie przeuroczą(a może nie) Hope, główną bohaterkę!(oszczegam, w tym ff będę trzymała się tematów bardziej życiowych, będą brutalne sceny, zero(dobra, może niekoniecznie zero) seksu, coś na kształt syndromu sztokholmskiego, po prostu fu, nie wchodźcie, uciekajcie)(nie no, żartowałam z tym przed chwilą, zapraszam serdecznie)
Boże, nie mam pojęcia co we mnie wstąpiło. Jestem głupsza niż zazwyczaj i piszę takie głupoty, że szkoda gadać. 
Czas kończyć idiotko! Jeżeli będziesz pisała takie notki pod rozdziałem, to nikt ich nie będzie czytać!
Będziecie czytać, nie? :<
Boże, nic więcej nie piszę. Do zobaczenia już p wakacjach misie, mam nadzieję, że minęły Wam one równie dobrze co mi!
(Ej właśnie, podzielcie się historią wydarzeń z Waszych wakacji, chętnie poczytam)

Sry, musiałam to dodać. To zdjęcie jest jednym z moich faworytów*.* 
A jako, że ostatnio nie mieliście żadnych dodatków, możecie się trochę poobśliniać ze mną przy zdjęciu Zena X"D
no bo ej, czy tylko ja zadroszczę temu dziecku i chciałabym być na jego miejscu?

środa, 26 sierpnia 2015

Chapter FIFTEEN

    Wypuściłam głośno powietrze i skierowałam się do wyjścia z kuchni.
Gdy tylko przekroczyłam jej próg, wpadłam na Zayna.
Czego chcesz? Nie widzisz, że nie mam ochoty na rozmowę?
-Coś się stało?- spytał, dokładnie lustrując moją twarz.
-Nie. Dlaczego w ogóle tak pomyślałeś?- zmarszczyłam czoło i założyłam ręce pod piersiami.
-Słyszałem po prostu jak Harry darł mordę, a później wyszedł bez pożegnania Lily. Wydało mi się to trochę dziwne- wzruszył ramionami.
Popatrzyłam na dziewczynkę, siedzącą przed telewizorem. Widać było, jak bardzo przeżywa bajkę. Każdy drobny śmiech, każda zmarszczka pojawiająca się na jej czole, żeby zaraz później zniknąć, powodowała, że moje usta wyginały się w szczerym uśmiechu.
-Lizzie, powiesz mi co się stało?- brunet przyglądał mi się spod ściągniętych brwi.
-Po prostu się pokłóciliśmy, nic wielkiego. Pójdę do siebie, mam nadzieję, że Lily nie będzie stanowić problemu?- dodałam po chwili.
-Nie. Jasne, że nie- pokręcił głową i udał się do dziewczynki.
Stałam w tym samym miejscu jeszcze chwilę, żeby ich poobserwować.
Brunet wziął dziewczynkę na ręce, przez co ta zaczęła go okładać piąstkami i krzyczeć, że to jej ulubiony moment bajki.
Uśmiechnęłam się szerzej, wypuściłam powietrze i skierowałam do swojego pokoju.
- - -
-Lizzie, naprawdę nie chcę ci przeszkadzać- zaczął Zayn, gdy wszedł do mojego pokoju.
-To nie przeszkadzaj i po prostu wyjdź- wybełkotałam w poduszkę, jeszcze śpiąc.
-Lizzie, do cholery. Obudź się!- powiedział trochę głośniej, przez co rzuciłam w niego drugą poduszką.
-Daj mi spokój, idź się pobaw z Lily, czy coś- mruknęłam, ale nie usłyszałam odpowiedzi. Uśmiechnęłam się z triumfem i poprawiłam na miejscu.
Po chwili jednak, poczułam jak brunet wylewa na mnie szklankę wody, przez co zerwałam się spod kołdry i stanęłam na baczność.
-Jesteś chory, czy jak?- krzyknęłam na niego i próbowałam jakoś strzepnąć całą wodę, oczywiście bezskutecznie.
-Nie rozumiesz co to znaczy wstawaj? Ktoś...
-Zayn! Nigdy, nigdy nie oblewaj mnie wodą jak śpię! No chyba, że chcesz skończyć w szpitalu- przerwałam mu prawie natychmiast.
-Zamknij się na chwilę!- odkrzyknął mi, co okej, zatkało mnie.- Ktoś przyszedł. Jakaś dwójka ludzi. Nie mam pojęcia kto to jest, ani po co przyszli. Chcą z tobą rozmawiać- skończył, a ja zmarszczyłam czoło.
-Na nikogo nie czekałam...
-Rusz się po prostu na dół i zobacz kto to- zaśmiał się tym razem i popchnął delikatnie w kierunku schodów. Walnęłam go jeszcze w klatkę, co tylko wzmocniło nasz napad śmiechu.
Zeszłam na dół i podeszłam do drzwi, otwierając je.
Wszystkie złe wspomnienia powróciły, a niechciane łzy wypełniły kąciki moich oczu. Chciałam zacząć krzyczeć i uciec jak najdalej stąd, ale nie mogłam się ruszyć.
Po prostu stałam jak idiotka ze łzami w oczach, patrząc na ten niepozorny uśmieszek.

________________________________________________________________________________
Ja wiem, że krótko.
Wiem też, że tego nie lubicie, ale cóż. Nic więcej nie dodam do tego rozdziału, sorka.
Mam do Was prośbę.
Jako, że niedługo zaczyna się nowy rok szkolny (ugh) zrobię sobię KRÓCIUCHNĄ przerwę od pisania tutaj, jak i na blogu o Lou. 
A teraz przejdźmy do właściwego. 
Chciałabym się zorientować ile osób czyta Beginning of a New Life jak i Honey, please. Call me Louis, więc KAŻDY kto czyta te blogi, niech je skomentuje. Nawet głupie 'czytam' byłoby mile widziane.
Coś jeszcze? Ależ oczywiście!
Mam konto na wattpadzie, gdzie piszę kolejne ff o Zaynie(całkowity spontan, srlsy XD), więc jeżeli ktoś byłby zainteresowany, niech napisze.
Pam, param pam, pam pam. Okej, odpieprza mi już XD
Zaraz wyjdzie, że notka pod rozdziałem jest dłuższa niż sam rozdział haha
Dobra, kocham Was wszystkie, do zobcia!

wtorek, 18 sierpnia 2015

Chapter FOURTEEN

Zayn's POV
Patrzyłem na zdezorientowaną dziewczynkę, którą trzymałem w ramionach.
-Umm, tak. Mam córkę- odpowiedziałem po dłuższej chwili milczenia. Lizzie spiorunowała mnie wzrokiem. No kurwa, nie skłamałem.
-Masz córkę?- spytała brunetka, wpatrując się we mnie swoimi wielkimi oczami. Poprawiłem się niezręcznie, przez co niechcący podrzuciłem dziewczynkę na chwilę, ale zdawała się w ogóle tego nie zarejestrować.
-Tak, niedawno skończyła pięć lat- powiedziałem cicho, a Lizzie przyłożyła do twarzy obie dłonie.- Niestety, nie utrzymuję z nią kontaktów.
-Dlaczego?- zmarszczyła brwi. Lily, słońce. Kocham cię, ale zamknij tą swoją małą twarzyczkę.
-Po prostu, nie mogę- mruknąłem smętnie i odstawiłem małą na ziemię. Nadal wpatrywała się we mnie ze ściągniętymi brwiami. Uśmiechnąłem się delikatnie i kciukiem przejechałem po jej czole, żeby rozprostować jej zmarszczkę. Udało mi się przy okazji wywołać uśmiech na jej twarzy, co było jednym z najpiękniejszych widoków na ziemi.
-Lily, idź do salonu, musimy nadrobić maraton kreskówek, no nie?- zaśmiała się Lizzie, głaszcząc dziewczynkę po głowie. Lily natychmiast pobiegła do salonu i, cały czas chichocząc, rzuciła się na kanapę.
-Powinnam cię za to walnąć- zaczęła Lizzie, biorąc głęboki oddech- ale z drugiej strony, wybrnąłeś z tego. Na razie zostawię cię w spokoju, ale Zayn. Obiecaj mi, że nie będzie więcej takich sytuacji- spojrzała na mnie z jakimś smutkiem w oczach. Nie do końca go zrozumiałem, ale natychmiast przytaknąłem.
-Jasne. Przepraszam, za... To- pokręciłem głową i przeczesałem włosy ręką.
-Nie przepraszaj, czasu nie cofniemy- wzruszyła ramionami, opuszczając wzrok na swoje stopy. Wzięła jeszcze jeden głęboki oddech i skierowała się do salonu.- Może jednak masz ochotę, na oglądanie głupich bajek z nami?- zaproponowała cicho dziewczyna, opierając się o framugę. Zaśmiałem się szczerze i przytaknąłem głową, idąc za brunetką.

Lizzie's POV
    Lily opuściła temat, na całe szczęście, i skupiła się na bajkach. Zayn wziął ją na kolana, znowu, i oboje cały czas się śmiali. Czasem dołączałam do nich, ale raczej skupiałam się na moim telefonie. Było bardzo niezręcznie, przynajmniej dla mnie.
Udawałam, że coś robię, żeby pochłonąć się w moich myślach. Moja mina, kiedy dostałam wiadomość od Harry'ego, musiała być bezcenna, bo Zayn razem z Lil zaczęli się ze mnie śmiać.
Od teraz przez kolejne pół godziny pisałam z Harrym. Gdy dowiedział się, że Zayn jest i prawdopodobnie jeszcze chwilę u mnie zostanie, od razu chciał przyjechać, ale go powstrzymałam, mówiąc, że wszystko jest w porządku.
Widocznie nie przekonało go to za bardzo, bo już po piętnastu minutach wparował do mieszkania.
-Cześć wszystkim- rzucił pospiesznie i podszedł do mnie, składając zbyt długi i wymuszony pocałunek na moich ustach. Gdy się odsunął, kątem oka mogłam zauważyć jak Zayn cały się spina, a jego beztroski nastrój ulatnia się w jednym momencie.
-Możemy pogadać?- mruknął mi do ucha szatyn, a jego włosy zaczęły łaskotać mnie po szyi.
-Jasne- odpowiedziałam mu szybko i, łapiąc go za rękę, podciągnęłam się, żeby móc wstać.
Gdy tylko przekroczyliśmy próg, Harry wybuchnął.
-Dlaczego, do cholery, on tutaj jest?
-Chyba ma prawo spotkać się ze swoją córką?- odgryzłam się, a on przeciągnął dłonią po swoich długich włosach.
-Nie. Kurwa, dlaczego przyszedł do ciebie wczoraj? Dlaczego nie przyszedł do mnie, do chłopaków?- powiedział powoli, sfrustrowany całą tą sytuacją. Co ja mam mu odpowiedzieć?
-N-nie wiem- mruknęłam jedynie. Chłopak zaśmiał się sarkastycznie.- Chcesz coś powiedzieć?- natychmiast się otrząsnęłam i założyłam ręce pod piersiami.
-Och, tak!- kolejny ironiczny uśmiech z jego strony- Wkurwia mnie to. Wszystko. Niby jesteśmy razem, a później ty całujesz się z Zaynem. Po tym jak sobie to wszystko wyjaśniliśmy, on przychodzi do ciebie bo 'nagle chce się spotykać ze swoją córką'- zrobił cudzysłowie z palców w powietrzu i ponownie się zaśmiał.- Nie sądzisz, że to trochę pojebane?
-Sądzę, że twoje zachowanie jest pojebane- powiedziałam stanowczo.
-Moje zachowanie jest pojebane? To ty wszystko utrudniasz- i znowu śmiech.
-O co ci chodzi?- zmarszczyłam czoło i opuściłam ręce wzdłuż ciała.
-O co mi chodzi? Po prostu nie chcę odkryć, że ty i Zayn pieprzycie się za moimi plecami. Że przez cały czas, kiedy jesteśmy w naszym wyimaginowanym związku, obrabiacie mi dupę, a ja nic o tym nie wiem- gdy mówił jego wyraz twarzy zmieniał się gwałtownie z rozzłoszczonego do smutnego i zranionego, żeby zaraz powrócić do złości.
Tym razem to ja się zaśmiałam.
-Więc dla ciebie nasz związek jest wyimaginowany?- spytałam z fałszywym uśmiechem. Podeszłam do niego bliżej i uniosłam głowę wyżej.- Dlaczego, kurwa, myślisz, że razem z Zaynem obrabiamy ci dupę? Nie sądzisz, że posunąłeś się trochę za daleko?
-Nie, dlaczego?- zamrugał kilka razy, a ja naprawdę musiałam się powstrzymać, żeby nie uderzyć go w tym momencie w twarz.
-Harry, do jasnej cholery! Jesteśmy razem już prawie dwa miesiące. Znamy się ponad pięć lat. Nikt, powtarzam nikt, oprócz najbliższych osób nie wie, że jesteśmy razem, a ty masz czelność mówić mi, że puszczam się z twoim przyjacielem za twoimi plecami?- szturchnęłam go w klatkę, a wyraz jego twarzy minimalnie złagodniał. Minimalnie.- Wypierdalaj.
-C-co?- zamrugał kilkakrotnie i chyba dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego, co powiedział wcześniej.
-To co słyszałeś, wypierdalaj- ściszyłam głos i przełknęłam ślinę. To cholernie trudne.- Nic nie mów. Po prostu wyjdź- machnęłam ręką w stronę drzwi, czując jak po policzku leci mi drobna łza. Szybko ją otarłam, nadal uparcie wpatrując mu się w oczy.
-Lizzie, ja nie chciałem...- zaczął, ale szybko mu przerwałam.
-Trzeba było się zastanowić nad tym, zanim pocałowałeś mnie na oczach Zayna i zacząłeś swoją bezsensowną paplaninę- odwróciłam się od niego, ale pociągnął mnie za rękę, więc znowu staliśmy twarzą w twarz. Wyrwałam się z pod jego uścisku i odeszłam kawałek dalej.- Porozmawiamy później, a teraz wyjdź.
-Lizzie...- jęknął żałośnie.
-Wyjdź zanim poproszę Zayna, żeby cię wyrzucił- to chyba nie było najlepszą strategią. Szatyn od razu cały się spiął i przejechał dłonią po włosach.
-Nie będziesz musiała prosić tego kutasa o nic. Mam tylko nadzieję, że jak już wyjdę nie zrobi ci kolejnego dziecka, bo wtedy nie będę czekał jak idiota, żeby cię pocieszyć- powiedział z tym irytującym uśmiechem. Przegiął. 
Szybko do niego podeszłam, zamachnęłam się, a po chwili po pomieszczeniu rozszedł się niezbyt ciekawy dźwięk. Ręka mnie zapiekła i zrobiła się delikatnie czerwona, ale i tak to nic w porównaniu do policzka Harry'ego. W miejscu uderzenia właśnie tworzył się czerwono-fioletowawy odcisk mojej ręki, a naokoło skóra zdawała się puchnąć. Szatyn momentalnie przyłożył swoją dłoń do siniaka i syknął. Zerknął na mnie krótko, po czym po prostu wyszedł.
To chyba byłoby na tyle.
_______________________________________________________________________________
Huh, ale się porobiło. X"D
A tak serio, jak Wam się podoba?
Jak bardzo jesteście na mnie złe i chcecie mnie zjeść za pobicie Hazzy?
Jakie macie odczucia w ogóle co do całego rozdziału?
Piszcie, piszcie i jeszcze raz, piszcie w komentarzach!

P.S. Tutaj też wejdźcie i skomentujcie, bo mam wrażenie, że ten blog świeci pustkami:(

piątek, 7 sierpnia 2015

Chapter THIRTEEN (Bonus Part)

Talie's POV
Stałam przed Harry'm, zupełnie go nie słuchając. Miałam założone ręce pod piersiami i gapiłam się na Nialla. Przepraszam bardzo, mogę chyba pogapić się na swojego przyszłego męża, czyż nie? Zwłaszcza, gdy chodzi bez koszulki i jest tak cholernie seksowny...
-Talie, proszę. Powiedz, że rozumiesz chociaż połowę- jęknął brunet stojący tuż przede mną.
-Co?- popatrzyłam na niego, wyrywając się z zamyślenia. Chłopak opuścił zrezygnowany głowę w dół i zakrył twarz dłońmi.
-Będę płakać- wymamrotał niewyraźnie spomiędzy palców. Ostatni raz spojrzałam na Nialla. Westchnęłam głośno i złapałam dłonie Harry'ego, odciągając od jego twarzy.
-Teraz cię słucham.
-Chcę zrobić imprezę Lily i jesteś mi potrzebna.
-Aww, wujek Hazz taki słodki- zrobiłam głupią minę i zaczęłam się śmiać.
-Czy ty nie potrafisz być poważna przez kilka pieprzonych minut?- przewrócił oczami, a ja westchnęłam.
-Nie.
-Jak Niall z tobą wytrzymuje, tego nie pojmuję.
-Nie musisz. Wystarczy, że on pojmuje- uśmiechnęłam się szeroko.- Dobra Styles, nie pierdol i mów o co chodzi.
-Jesteś mi potrzebna, w sumie blondyn też.
-Blondyn ma imię!- wykrzyczał Niall z osobnego pomieszczenia.
-Siedź cicho i rób co robisz,- odkrzyknęłam mu i ponownie zwróciłam się do Harry'ego- kontynuuj.
-Potrzebuję tego blond idiotę do Lily, ciebie do Lizz...
-Przez blond idiotę, mam rozumieć, że Nialla- przerwałam mu szybko, na co przytaknął.
-Musisz wziąć ją do jednej kawiarni, na chwilę. Wcisnąć jej kit, że spędzacie jakiś babski dzień, czy inne gówno, nieważne- przewrócił oczami.
-Ale po co?
-Najpierw chcę zabrać Lizzie na randkę. I zrobić jej tak jakby własną urodzinową imprezę, zaległą za tamte lata...
-Aww, Hazz. Jesteś świetny!- zachichotałam.
-Aczkolwiek ja jestem lepszy- powiedział Niall i objął mnie od tyłu rękami. Uśmiechnęłam się delikatnie i oparłam o niego plecami.- Jaki jest plan?
-Zajmujesz się Lily, póki do ciebie nie zadzwonię i nie dam dokładnych wskazówek jak dojedziesz do miejsca docelowego.
-A co ze mną?- mruknęłam, mrużąc oczy.
-Wrócisz do mieszkania i razem zajmiemy się Lilsonem- mruknął mi do ucha blondyn, a ja ponownie się wyszczerzyłam jak idiotka. Harry przewrócił oczami, po czym z chyba każdym szczegółem opowiedział nam swój plan.
- - -
-Gdzie oni do cholery są?- spytałam, zerkając na Nialla.- Mieli się pojawić pół godziny temu. Jeżeli nie przyjdą w ciągu pięciu minut, sama zacznę ich szukać, ale nie skończy się to dla nich dobrze- skończyłam biorąc głęboki oddech.
-Spokojnie, nie denerwuj się tak- Niall stanął na przeciw nie i złapał mnie za ręce. Zgarbił się delikatnie, żeby spojrzeć na moją twarz i szeroko się uśmiechnął. Na początku próbowałam go ignorować, jednak nie za bardzo mi to wyszło. W końcu zaśmiałam się cicho i uniosłam głowę do góry, patrząc mu w oczy.
-Nienawidzę cię, a może chciałam być zdenerwowana?- spytałam nadal idiotycznie się uśmiechając.
-Skarbie, oboje dobrze wiemy, że mnie kochasz- powiedział, a ja wyswobodziłam ręce z jego uścisku i zarzuciłam mu je na kark, wtulając się w jego tors. Położył ręce na mojej talii i oparł głowę o moje ramię, przyciągając mnie jeszcze bliżej.
-Dobra, gołąbeczki. Gdzie Lizzie? Gdzie Harry?- zmarszczył czoło Lou, podchodząc do nas. Odsunęłam się od blondyna i zaczęłam się rozglądać.
-Zaraz zacznę płakać- jęknęłam przeczesując włosy ręką. Niall złapał moją dłoń i przyciągnął do siebie tak, że zderzyłam się plecami z jego torsem. Wypuściłam powietrze z ulgą, gdy zauważyłam śmiejącą się parę wychodzącą z krzaków.
-Okej, czy tylko ja jestem tutaj sam?- burknął Louis, zakładając ręce na brzuchu.
-Właśnie, gdzie jest Liam?- spytałam po chwili, a szatyn tylko wskazał głową na bok. Odwróciłam w tamtą stronę wzrok i zauważyłam śmiejącego się Liama, który zajada się watą cukrową z Sophią.- O mój Boże, dlaczego ja ich wcześniej nie widziałam?- pisnęłam radosna.
-Często jej się tak zmieniają nastroje?- mruknął Louis do Nialla.
-Jak jest się w ciąży to chyba normalne, więc wybacz, że cię uraziłam- przewróciłam oczami i mentalnie się spoliczkowałam. Louis nic nie wiedział, w sumie nikt nic nie wiedział, oprócz Lizzie i Nialla. Mieliśmy powiedzieć wszystko dzisiaj, na samym zakończeniu i w ogóle.
-Jesteś w ciąży?- powiedział Louis, otwierając szerzej oczy.- Teraz jeszcze bardziej czuję się samotny wydął dolną wargę, po czym zaczął się śmiać.
Podeszła do nas Lily. Zlustrowała Lou wzrokiem, śmiesznie zadzierając głowę do góry i wystawiła do niego rękę.
-Widzę, że nie masz z kim tańczyć, dlatego łaskawie się zgodzę, żebyś mnie zaprosił- wyszczerzyła się i kilkakrotnie zamrugała. Niebieskooki złapał rękę dziewczynki z uśmiechem, schylił się i ucałował jej wierzch.
-Może pani ze mną zatańczy?- powiedział, podnosząc na nią wzrok. Dziewczynka energicznie pokiwała głową i dygnęła w jego stronę. Próbując powstrzymać śmiech, zerknęłam na Nialla. Gdy tylko nasz wzrok się spotkał, oboje wybuchnęliśmy śmiechem. Chłopak ukłonił się przede mną, łapiąc uprzednio moją prawą dłoń.
-Mogę prosić?- mruknął, muskając wargami wierzch mojej dłoni.
-Naturalnie- przytaknęłam, a po chwili poczułam jak Niall przyciąga mnie do siebie. Skorzystał z tego, że leciała piosenka Imagine, Johna Lennona (jeśli ktoś nie kojarzy, proszę) i położył ręce na mojej talii. Kątem oka, zauważyłam, że Harry z Lizzie i Liam z Sophią również do nas dołączyli.
Musiało to wyglądać komicznie. Banda idiotów, w środku lasu zorganizowała imprezę na pięciolatki. Harry wybrał to miejsce, nie tylko ze względu na wygląd. To tutaj tak właściwie chłopcy się poznali.
Wszystko wyglądało magicznie. Drzewa udekorowane fluorescencyjną farbą migotały w ciemności. Wszędzie porozwieszane były kolorowe łańcuchy z napisem 'Happy Birthday Lily!' co było po prostu mega urocze. Oczywiście nie mogło zabraknąć kilku gadżetów. Dmuchany zamek, wata cukrowa i, cholera, załatwił nawet jakieś budki z wesołego miasteczka. Musicie wyobrazić sobie Lily, gdy to zobaczyła. Przez pierwsze pół godziny chodziła w kółko z zaszklonym wzrokiem, szczypiąc się po rękach i mówiąc: To tylko sen. Gdy zdała sobie sprawę, że to nie tylko sen zaczęła piszczeć i przytulać wszystkich po kolei, mówiąc, że to będą jej najlepsze urodziny w życiu.
Z zamyślenia wyrwał mnie Niall.
-Coś się stało, skarbie?- mruknął mi do ucha, przez co cicho się zaśmiałam.
-Wszystko jak najbardziej w porządku- odpowiedziałam z uśmiechem.
-Popatrz tu- powiedział po chwili i odwrócił mnie tak, że patrzyłam na Louisa i Lily. Zaczęłam się śmiać z tego widoku. Dziewczynka stała mu na stopach, a on nieźle przygarbiony, niezgrabnie stawiał kroki we wszystkie strony. Po chwili poddał się i podniósł ją, przez co pisnęła. Teraz tańczyli z głowami mniej więcej na jednym poziomie, chociaż nogi brunetki zwisały dużo nad ziemią.
Kątem oka zauważyłam, jak Harry szepcze coś na ucho Lizzie. Dziewczyna uśmiechnęła się i przytaknęła głową, po czym ruszyła w naszą stronę.
-Odbijany- zachichotała i zbliżyła się do Nialla.- Harry cię woła- mrugnęła do mnie, a ja bez jakiegokolwiek sprzeciwu ruszyłam w stronę szatyna.
-Więc jestem- wzruszyłam ramionami, stając obok chłopaka. Uniósł na mnie wzrok i się wyszczerzył.
-Więc się cieszę. Weźmiesz tort, okej?- mruknął i wskazał ręką na duży, czekoladowy tort. Uśmiechnęłam się do siebie i podeszłam do ciasta.
-Podoba mi się wizja czekolady, wszędzie. A ty czym się zajmiesz?- spytałam, w końcu zerkając na Harry'ego.
-W środku jest jeszcze waniliowy. A co do pytania, zajmę się fajerwerkami.
-Żartujesz sobie ze mnie?- zaśmiałam się i założyłam ręce pod piersiami. Chłopak zmarszczył brwi, i przerwał na chwilę coś, co aktualnie robił.
-Coś nie tak?- spytał, będąc widocznie coraz bardziej zdenerwowany. Uśmiechnęłam szeroko i podeszłam do niego, zamykając w ciasnym uścisku.
-Lily będzie skakać ze szczęścia. Jesteś najlepszy organizatorem imprez, kiedykolwiek- zaśmiałam się tuz przy jego klatce piersiowej.
-To nie do końca mój pomysł. Zayn mi pomógł. Wiesz, udekorować to wszystko i w ogóle- rozejrzał się i uśmiechnął. Zmarszczyłam brwi.
-Zayn? Dlaczego w takim razie nie przyszedł?- powiedziałam, czując się jeszcze bardziej skołowana.
-Powiedział, że Perrie źle się czuła i został przy niej. Wiem, że kłamał. Nigdy tak na prawdę się nią nie przejmował.
-Och- to jedyne co zdołałam z siebie wykrztusić.
_________________________________________________________________
Jestem podekscytowana(jakkolwiek to brzmi X"D) tym rozdziałem ^^
Mam nadzieję, że taka niespodzianka Wam się spodobała, no wiecie. Wyjątkowy rozdział w wyjątkowym dniu. (Tak, tak. Jestem już hot 14!)
Cieszę się również z tego, że zaczynam przygotowywać playlistę na ślub Nallie!
Od razu ostrzegam, nie wiem, czy ją opublikuję raczej tak ale już prawie ją skończyłam.
Więc miłej imprezki u Lily, której urodziny wypadły w ten sam dzień co moje ahaha.
Pozdrowionka, Miśki!

P.S. Przepraszam bardzo, że zaniedbuję bloga o Lou, aczkolwiek czwarty rozdział idzie mi wyjątkowo mozolnie ; -;
Już trzy razy zmieniałam jego koncepcję i nadal nie wiem, jak będzie wyglądał X""D

P.S.S. Hej! Czyżbyście zapomnieli o blogu o Lou?

wtorek, 4 sierpnia 2015

Chapter THIRTEEN

 Zayn's POV
-Zayn, a wiesz co dzisiaj jest?- spytała Lily. Obudziła się niedawno i zeszła na dół. Powiedziała, że jest głodna, więc zrobiłem jej gofry. Oczywiście się ucieszyła i chyba dziesięć razy pytała, czy jedzenie cukru na śniadanie jest zdrowe. Powiedziałem jej, że nie, ale jeżeli zrobi to raz kiedyś to nic się nie stanie. Mam rację, tak? Cholera, mam nadzieję, że nie będzie później namawiać Lizzie na takie śniadania.
-Nie mam pojęcia, mów.
-Prima Aprilis!- zaśmiała się uroczo.- Wkręcimy moją mamusię?- wyszczerzyła się tak szeroko, że spokojnie mogłem zobaczyć jej śmiesznie małe zęby. 
-Jak chcesz to zrobić, mądralo?- zaśmiałem się i wziąłem ją na ręce, sadzając na moich kolanach. Odwróciła się tak, że siedziała bokiem do mnie.
-Oglądałam coś ostatnio, i tam było, że dzieci widzą duchy. Oczywiście to nie jest prawdą, bo gdyby była to ja też bym widziała- przewróciła oczami. Pierdole, mała Lizzie.- Ale pomyślałam, że jak zacznę płakać, czy coś i powiem jej, że się boję tych duchów to dostanie fisia. I wtedy ty powiesz, że zachowuję się tak od samego rana, a potem ja powiem 'Prima Aprilis, mamusiu'!- zachichotała i popatrzyła na mnie.- Wchodzisz w to?- zmrużyła oczy i wystawiła rękę.
-Boję się ciebie, ty masz pięć lat?
-Tak! Niedawno Harry zrobił mi imprezę!- Harry to, Harry tamto. Och, pieprz się Styles. To miało być moje życie.
-I jak było?- spytałem z udawanym entuzjazmem.
-Fajnie, ale brakowało mi ciebie i mojego tatusia- Szkoda, że to jedna osoba.- Chciałaby, żeby mnie wtedy przytulił i powiedział coś miłego. Nie chcę od niego prezentu, chcę tylko, żeby wrócił i nie opuszczał już mamusi. Ona myśli, że nie wiem, ale jak byłam młodsza to cały czas płakała wieczorem, na pewno myśląc o tatusiu.- Jak to dziecko ma pięć lat, to ja mam chyba kurwa coś z mózgiem.- Mam nadzieję, że Harry w przyszłości nie będzie mi kazał mówić na siebie 'tatuś'. To by było dziwne nie?- gdy tylko to powiedziała, cały się spiąłem. Nie kurwa, nie będziesz mówiła na Stylesa tatusiu.- No dobra, ale wracając. Wchodzisz w to?
-Umiesz chociaż płakać na zawołanie?- spytałem niepewny.
-Jestem dzieckiem- przewróciła oczami. Patrzyła na mnie chwilę, po czym jej oczy zaszły łzami, a twarz zrobiła się czerwona.- M-może być?- zachlipała, a ja zacząłem się śmiać.
-Wchodzę w to, aktoreczko.

Lizzie's POV
 Obudziłam się przed południem, co było bardzo dziwne. Lily wstaje najpóźniej przed dziesiątą, budząc nie marudzeniem, że jest głodna.
Otworzyłam oczy i stwierdziłam, że jest to jeszcze dziwniejsze niż przedtem. Zmarszczyłam czoło i szybko zeszłam na dół. Po domu rozchodził się słodki zapach gofrów.
-Zayn, widziałeś może Lily?- spytałam, gdy weszłam do kuchni. To co zobaczyłam, było chyba najdziwniejszym doświadczeniem dzisiejszego dnia.
Zayn trzymał na kolanach uśmiechniętą Lily, pochyloną nad talerzem pełnym gofrów.
-Teraz nie spaliłem wszystkiego, jak ostatnim razem- zaśmiał się cicho i na mnie zerknął. Jak on to robi? Jeden idiotyczny uśmiech, a ja mam ochotę zacząć krzyczeć. Po za tym, przyszedł wczoraj nawalony w trzy dupy i nawet kaca nie ma. Też tak chcę.
-Umm, ta- wydusiłam w końcu. Miałam ochotę walnąć się w czoło za to, ale jednak się powstrzymałam.- Mogę cię prosić na chwilę?- dziwnie zdezorientowana popatrzyłam na bruneta. Przytaknął głową i podniósł się, sadzając Lily na krześle. Wydawała się w ogóle mnie nie zauważyć. W sumie to tak, jakby mnie ignorowała. Nieważne.
Wyszliśmy przed kuchnię.
-Powiedziałeś jej?
-Co?- odparował natychmiast ze zmarszczonym czołem.- Aaa, nie. Nie powiedziałem, dlaczego tak myślisz?
-Och, no nie wiem... Może dlatego, że z tobą siedzi?- zasugerowałam i przewróciłam oczami.
-Dzięki!
-Ugh, nie o to chodzi. byłeś po prostu jedną z niewielu osób, których się wstydziła, a teraz...- wydałam jakiś dziwny, bliżej nieokreślony dźwięk i wskazałam na kuchnię.
-Powiedziała mi, że mam ładne oczy. Zupełnie jak jej...- zmrużył na chwilę oczy.
-Może dlatego, że macie idealnie taki sam kolor?- prychnęłam.
-Mamusiu, chodź spróbować gofrów!- krzyknęła Lily z kuchni i od razu się zaśmiała.
-Skończymy tą rozmowę później- spiorunowałam go wzrokiem i weszłam do kuchni.
-Mamusiu, wiesz, że Bugsy[1] polubił Zayna?- uśmiechnęła się słodko. Zerknęłam na nią i od razu zauważyłam, że całą twarz ma w cukrze pudrze. Zaśmiałam się cicho i podeszłam do niej z mokrą ściereczką.
-Mamusiu popatrz!- zaczęła się słodko śmiać, gdy tylko zaczęłam wycierać jej twarz.


-Bugsy jest całkiem spoko- brunet wskazał na królika i szeroko się uśmiechnął. Przewróciłam oczami, ale się zaśmiałam.
-Idę się wykąpać, a wy nie narozrabiajcie. Tyczy się to zwłaszcza ciebie- powiedziałam w stronę bruneta i poszłam na górę. Ciepły prysznic pomógł mi się rozluźnić, ale jednak nie do końca. Cały czas odtwarzałam w głowie ten pocałunek. Tym razem nie pocałowałam Zayna. On to zrobił. Nie odepchnęłam go, nic nie zrobiłam. Jestem najgorszą dziewczyną na świecie.
Oparłam czoło o zimną ścianę i zaczęłam płakać. To jest wszystko tak bardzo chore. Na prawdę kocha Harry'ego. Nie wydaję mi się, na prawdę go kocham i zależy mi na nim. Jest po prostu idealny. Wrażliwy i delikatny dla mnie, ale już trochę mniej dla otoczenia. Czuję się po prostu przy nim bezpieczna.
Ale gdy tylko pojawia się pieprzony Zayn, zaczynam się robić idiotką. Moje serce przyspiesza, zaczynam szybciej oddychać, a jak się do mnie zbliży mam ochotę rzucić się na niego i, no. 
To jest nienormalne. Ktoś mógłby pomyśleć Skoro Zayn cię uszczęśliwia, to dlaczego jesteś z Harry'm?
I tu pojawia się przeszkoda. Zayn mnie nie uszczęśliwia. Robi to Harry. Zayn sprawia po prostu, że czuję się jak pięć lat temu. Szczęśliwa, beztroska i młoda. Ale od tamtego czasu trochę się zmieniło. Nie potrzebuję Zayna, potrzebuję Harry'ego. Żeby się ustatkować, żeby wiedzieć na czym stoję. 
Ile razy pokłóciłam się z Harry'm, od początku znajomości? Raz. Biedny myślał, że między nami pojawi się coś niebanalnego, a ja powiedziałam, że kocham Zayna. Ile razy pokłóciłam się z Zaynem, od początku znajomości? Dużo razy.
Nie potrzebuję ciągłych kłótni. Nie potrzebuję gorącej miłości i pożądania. Nie potrzebuję adrenaliny. Potrzebuję tylko tego, żeby był przy mnie nieważne co by się działo. Na Harry'm mogę polegać, Zayn spierdolił od razu. Jasne, nie powinnam go o to obwiniać, ale sam wczoraj powiedział 'Tamtego dnia, powinienem był dogonić cię, otulić ramionami i, nie ważne jak mocno byś się szarpała[...]Nigdy nie powinienem pozwolić ci ode mnie odejść'
-To jest pojebane. Ja jestem pojebana- wymamrotałam w ścianę i zakręciłam wodę. Wyszłam spod prysznica, ciasno otuliłam się ręcznikiem i spojrzałam w lustro. Jedno wielkie nieszczęście.
-Potrzebuję teraz czegoś stałego, a miłość do Zayna nie jest stała. Jest zaskakująca, nieprzewidywalna i tajemnicza. To Harry jest opiekuńczy i zdecydowany, nie Zayn- wyszeptałam do siebie. 
-Mamusiu, on nie chce mi oddać zabawki!- wykrzyczała, niemal płacząc, Lily, gdy tylko weszłam do salonu.
-Zayn- przewróciłam oczami, ale brunetka zaprzeczyła głową. 
-Nie Zayn, on!- wskazała palcem na środek pokoju.
-Kto?
-No on! Ten chłopiec- krzyknęła i rozpłakała się na dobre. Kucnęłam przy niej przerażona i złapałam ją za ramiona.
-Lily, co się dzieje?
-Zachowuję się tak od rana, nie mam pojęcia co się dzieje. Oglądałem ostatnio jakiś program, mówili coś o tym, że dzieciaki mają kontakt ze światem duchów, czy coś- mruknął Zayn i podszedł do nas. Zbladłam totalnie i musiałam usiąść. Zaczęłam szybciej oddychać, miałam wrażenie, że zaraz po prostu zemdleję.
-Ten chłopiec się ze mnie śmieje, jest wredny- jęknęła.- Zabierz go stąd!- powiedziała i zaczęła piszczeć.
-Lily, co się dzieje?- złapałam ją za rączki, ale zdawała się nie słyszeć. Przykryła uszy i zaczęła się wyrywać.
-Nie pozwolę ci! Wyjdź z mojej głowy!
-Zayn, zrób coś- patrzyłam na Lily zdezorientowana i przerażona.
-Prima Aprilis?- powiedział i zaczął się śmiać. Popatrzyłam zdezorientowana najpierw na niego, a potem na Lily. Dziewczynka otarła łzy i również zaczęła się śmiać. Po chwili brunet wziął ją na ręce i przybił z nią piątkę.
-Uduszę was kiedyś- powiedziałam i podparłam głowę na rękach.- Myślałam, że zemdleję.
-Dobra, wstawaj- zaśmiał się Zayn i wyciągnął do mnie rękę. Pomógł mi wstać, a gdy tylko to zrobiłam, dostał ode mnie po głowie. 
-Za co to?
-Jesteś idiotą! Myślałam, że umrę jak powiedziałeś coś o tych dzieciach!- obruszyłam się i założyłam ręce pod piersiami.
-Gdybym tego nie zrobił, nie byłbym cudowny tatusiem- powiedział i się zaśmiał, a ja dołączyłam do niego.
-Tatusiem?- prawie krzyknęła Lily. Oboje natychmiast się uspokoiliśmy i spojrzeliśmy na nieco przerażoną i mocno zdezorientowaną dziewczynkę.
_________________________________________________________________
Muszę przyznać, nie podoba mi się ten rozdział. 
Miał wyglądać zupełnie inaczej, ale wyszło jak wyszło.
Nie wiem czy z Zerrie to prawda, ale mam nadzieję, że tak X"D (przepraszam bardzo za tą chamszczyznę XDD)
Lou ojcem? Tak trochę lol XDD
Co się dzieje w ogóle w tym fandomie ostatnio XD
Jak zareagowałyście na nowy kontrakt Zena?
Piszcie co Wam na myśl przyjdzie i ten teges.
Na razie, Miśki!