środa, 30 września 2015

Chapter NINETEEN

*7 miesięcy później, początek marca*

-Mamusiu! Dziadek mówi, że jeżeli nie zjem obiadu to nie urosnę- jęknęła Lily z kuchni.
-I ma rację!- odkrzyknęłam jej. Zbliżyłam kubek z kawą do ust i podpiłam łyk.
-Więc, kochanie, kiedy ten wasz ślub? Przekładacie go, i przekładacie- powiedziała mama Talie. Blondynka westchnęła.
-Wiemy. Po prostu najpierw Niall miał wypadek z kolanem, później mieli ostrą jazdę z promocją albumu, a teraz ta trasa i...
-Takie tłumaczenia są na nic. Uważam, że powinniście już dawno być małżeństwem z co najmniej dwójką dzieci.
-Mamo!- jęknęła dziewczyna koło mnie.
-Popatrz tylko na Lizzie. Jest od ciebie młodsza, a mimo to, ma rodzinę- po jej słowach przełknęłam głośno ślinę, a blondynka zaczęła machać rękami.- Przepraszam kochanie- złapała mnie za rękę, a ja uniosłam wzrok i się uśmiechnęłam.
-Nic się nie stało. Tyle czasu już minęło, że szkoda gadać- wzruszyłam ramionami.
-Pójdę się przejść do kuchni. Za długo są cicho- wtrąciła Talie i skierowała się do kuchni.
-Kiedy ostatnio rozmawiałaś z Harrym?- spytała starsza kobieta, a ja westchnęłam.
-Jakieś trzy miesiące temu. Ostatnio robimy to coraz rzadziej, nie wiem w jakim kierunku to zmierza.
-Nie przejmuj się. Chłopak jest zapracowany. Jak wróci, z pewnością odpowiednio się tobą zajmie- powiedziała wymownym tonem, a ja zaczęłam się śmiać.
-Mamo, zabieram Lizzie na spacer- ogłosiła blondynka, łapiąc mnie za rękę. Pociągnęła mnie do góry, a ja posłałam jej zdziwione spojrzenie.
-Nie skończyłam kawy!- oburzyłam się, będąc ciągnięta w przód, przez blondynkę.
-Mam to gdzieś. Chodź i nie marudź- po chwili byłyśmy już na zewnątrz.
Wzięłam głęboki wdech, rozkoszując się czystym powietrzem na wsi. Było kilka, może kilkanaście domków jednorodzinnych, postawionych dość blisko siebie. Po mojej lewej był las, a przed nim jeszcze jakieś pole. Po prawej natomiast była główna droga, jakiś sklep spożywczy i straż pożarna.
Blondynka złapała mnie pod ramię i szłyśmy przez chwilę.
-Boże, jaka ona ciężka- westchnęła w końcu, spoglądając na swój brzuch.
-Niall mówił, że chłopiec.
-Nie urodziło się jeszcze, więc nie wiemy, dobra?- trochę mnie to śmieszyło. Moja wiecznie naburmuszona Talie, chciała mieć córeczkę, ale wszystko wskazywało na to, że będzie synek. Uwielbiałam się wtedy z nią droczyć, patrzeć jak się złości, a później zwykle wybucha śmiechem i je czekoladę.
-I tak wiem, że to będzie chłopiec- wystawiłam jej język, a ona szturchnęła mnie w bok.
-Rozmawiałam dzisiaj z Harrym- zaczęła, a ja zmarszczyłam czoło.
-Dlaczego nic mi nie powiedziałaś? Też chciałam z nim pogadać! Nie rozmawiałam z nim przez dwa miesiące i nie widziałam siedem- westchnęłam. Trochę mnie to dołowało. Niby byliśmy razem dziesięć miesięcy, ale tak naprawdę zatrzymaliśmy się na etapie trzech.
-Wiem, wiem. Dlatego przyjechał- uśmiechnęła się smutno, a ja byłam jeszcze bardziej zdezorientowana. Zaczęłam rozglądać się na boki w poszukiwaniu ciemnych loków i zielonych oczu chłopaka. Nic takiego niestety nie zauważyłam, więc odwróciłam się do blondynki, z którą stał Harry.
Przysięgam, że przed chwilą go nie było!
-Hej- uśmiechnęłam się do niego i podeszłam bliżej, żeby go przytulić.
-Hej- odpowiedział i schylił się, żeby również mnie objąć. Pocałował mnie w policzek i się odsunął.
Tak chyba nie wita się para po siedmiu miesiącach rozłąki, nie?
-Przejdziemy się?- zaproponował mi swoje ramię, a ja je z chęcią przyjęłam. Spojrzałam na chwilę do tyłu, żeby zobaczyć uwieszającą się na szyi Nialla Talie. Westchnęłam cicho.
-Jak w trasie?- spytałam, spoglądając na jego profil.
-Ciężko. Rano piszemy i komponujemy piosenki na nowy album, a wieczorem gramy koncerty- uśmiechnął się delikatnie.
-Macie niezły zapierdziel- zaśmiałam się cicho, a on dołączył.- Macie już jakąś nową piosenkę i czy mogę ją usłyszeć?- wyszczerzyłam się do niego, a on pociągnął mnie do siebie i usiadł na jakimś ogromnym kamieniu, biorąc mnie na kolana.
-Cóż. Zayn coś napisał, ale nie chce nam powiedzieć co. Powiedział, że już niedługo ją nam pokaże, ale na razie robi z tego nie wiadomo jak ważną tajemnicę- przewrócił oczami.- Ostatnio zachowuje się bardzo dziwnie. Znaczy, od początku trasy zachowuje się jakoś dziwnie. Cały czas chodzi jakiś zamyślony, praktycznie nic nie je, nie wiem co się z nim dzieje- położyłam jedną rękę na jego klacie, a drugą przeczesałam mu zbyt długie włosy.
-Może jest po prostu zestresowany ślubem? No wiesz, to coraz bliżej- powiedziałam i w sumie sama się zdziwiłam. Poszło mi łatwo mówić o tym, że Zayn się żeni z... Perrie. Ugh, i po wszystkim.
-Nie- zaprzeczył od razu.- Martwię się o niego. Przy praktycznie każdej okazji wychodzi z Louisem do klubu i wraca pijany.
-Czy Lou jest niepoważny?- trochę się zezłościłam.- Skoro wie, że Zayn wróci w takim, a nie innym stanie, to po cholerę go tam zabiera?
-Lizzie, Zayn jest dorosły. Nie możemy mu tak po prostu powiedzieć, żeby przestał. Może w ten sposób odreagowuje wszystko inne?
-Odreagowuje, zatruwając sobie wątrobę? W takim razie jest idiotą.
-Wiem to już od dawna- uśmiechnął się.- Martwię się o niego. Nigdy się tak nie zachowywał. Znaczy, tylko raz... Po tym jak, no wiesz- przełknął ślinę, a ja zmarszczyłam brwi.
-Po tym, jak co wiem?
-Po tym jak od niego odeszłaś- przyznał niechętnie, a ja spuściłam wzrok.
-Oh- wydusiłam w końcu. Nadal w jakiś sposób mnie to bolało.
-Hej, nie przejmuj się- złapał mój podbródek i uniósł, cmokając mnie w policzek. Liczyłam na coś innego.
-Harry?- spytałam cicho.
-Tak?
-Co się dzieje? W sensie, co jest pomiędzy nami?- spytałam, nie wiedząc, czy chce usłyszeć odpowiedź. Patrzył się przez chwilę w moje oczy, po czym wypuścił głośno powietrze.
-Nie wiem. Przepraszam, ale...- przerwał, zbierając myśli.- Myślę, że to po prostu się skończyło.
-Oh- jestem dzisiaj taka rozmowna. Nie wiem, co mam o tym myśleć. Z jednej strony jest mi cholernie przykro, że tak to się skończyło, ale z drugiej, chyba ma racje.
-Nie miej mi tego za złe, ja...
-Harry, w porządku- posłałam mu uśmiech.- Ale chyba jednak wrócę do domu.
-Odprowadzę cię- mruknął i oboje wstaliśmy.
-Tylko po to przyjechałeś?- spytałam, a on opuścił głowę.
-Uhh... Um-tak- wydukał.- Przepraszam.
-Już ci mówiłam, że jest w porządku- przytaknął tylko.
Szliśmy w niezręcznej ciszy do domu rodziców Talie. Tam pożegnaliśmy się po 'przyjacielsku' i rozstaliśmy. On wrócił w trasę, a ja do mojej szarej rzeczywistości.
____________
Okej, zaczynami z grubej rury. Kolejne drama time, Harry i Lizzie zerwali:(
Przyznam, że zrobiło mi się trochę smutno, pisząc ten rozdział.
No bo ej.
Oni byli tacy awciu.
Ale życie nie jest proste :/ Powiem tylko, że to jeszcze nie koniec dram, ale wytrzymajcie jeszcze trochę. Obiecuję, że już niedługo będzie lepiej!
Czas na opieprz.
Ja rozumiem, że jest szkoła. Ja rozumiem, że Wam się nie chce, ale cholera. Pod ostatnim rozdziałem jest ponad sto wyświetleń, i jeden komentarz. Co się do dzieje? Przy niektórych rozdziałach jest, uwaga, 500 wyświetleń i dwa komentarze.
Blog ma już prawie 12000 wyświetleń, chciałam Wam zrobić taki suprajs na tą okrągłą liczbę, ale mnie zezłościliście, i nie wiem czy wyjdzie, o.
Jestem zła(wesoła też, bo ej, 12000 wyświetleń), ale myślę, że jakby każdy z Was wystawił głupi komentarz pod rozdziałem, wszystkim żyłoby się lepiej.
Nie wiem, kiedy wstawię kolejny rozdział.
Nie chcę tego robić, ale mnie do tego zmuszacie.
Póki pod tym rozdziałem nie pojawi się 5 komentarzy, nie pomyślę nawet o następnym rozdziale. Nie wymagam wiele. Wiem, że stać Was na więcej.
Reasumując.
5 komentarzy jest równoznaczne z publikacją następnego rozdziału.

piątek, 18 września 2015

Chapter EIGHTEEN

    Rozdział znowu nie sprawdzany, ale shh

Nim Harry zdążył dobrze zaparkować, ja właśnie wchodziłam do środka mojego mieszkania. 
Gdy zobaczyłam Lily, słodko śpiącą w ramionach Zayna, coś ścisnęło mnie za serce. Potrząsnęłam jednak głową i weszłam do salonu, ignorując pytające spojrzenia obojga rodziców. 
 -Zostaw ją- warknęłam w stronę mulata. Spojrzał na mnie zdezorientowany i, jakby, zdenerwowany. Posłusznie jednak wstał i odłożył Lily na kanapę. Gdy odwrócił się do mnie, nie czekając ani chwili dłużej, po prostu walnęłam go pięścią w szczękę. Robię się w tym coraz lepsza. Zaskomlał żałośnie i ugiął na kolanach, kładąc dłoń na lewym policzku. 
-Nie wierzę, że to zrobiłeś- syknęłam w jego stronę. Po chwili stanął prosto i spojrzał na mnie przepraszająco. Chciał coś powiedzieć, ale mu przerwałam.- Nie wierzę, że nie chciałeś tego zrobić. Musiałeś dokładnie wiedzieć, jakie będą skutki tego pierdolonego tweeta- próbowałam opanować swój ton, nie podnosząc go za bardzo, żeby nie obudzić Lil. 
 -Nie rozumiesz. To wcale nie miało być tak- zaczął Zayn, ale ponownie mu przerwałam. 
-Jesteś w tym momencie żałosny- pokręciłam z politowaniem głową.- Przez pieprzone pięć lat, żałowałam, że od ciebie odeszłam. Żałowałam każdego momentu, w którym zrobiłam coś nie tak, żeby cię zatrzymać. Żałowałam, że nie mogłeś zobaczyć, uczestniczyć w życiu Lily, ale wiesz co? Dobrze zrobiłam- z każdym słowem zbliżyłam się do niego coraz bardziej.- Myślałam, że cię kocham. Że naprawdę cię kocham, a ty odwzajemniasz to uczucie. Myślałam, że od momentu, w którym spotkałam tego palanta, który zalał mi bluzkę w kawiarni, moje życie nabrało sensu- teraz dzieliły nas już tylko milimetry. Uniosłam wzrok, a nasze nosy w tym momencie się zetknęły.- Gdybym naprawdę cię kochała, poczułabym coś w tym momencie- bąknęłam i złączyłam nasze usta w pocałunku. Odsunęłam się od chłopaka po chwili z obojętnym wyrazem twarzy.- Nie czuję nic. Tylko odrętwienie złością, spowodowane twoim samolubnym zachowaniem- zmrużyłam oczy i wpatrywałam się w zdezorientowanego Zayna.- Do niedawna pokładałam w tobie nadzieję. Myślałam, że wydoroślałeś, że potrafisz zrekompensować swoje błędy. Ale widzę jaki jesteś naprawdę. Nie rozumiem dlaczego zrobiłeś taką krzywdę swojej córce. Może i była nieplanowana, może i jest owocem naszej dziecinnej miłości, ale do cholery! Myślałam, że znaczy dla ciebie trochę więcej- skończyłam w momencie, w którym moje gardło zatkało ogromna gula.- Od teraz jesteś dla mnie skończony, Malik, więc z łaski swojej, rusz swój tyłek i po prostu wyjdź- wyszeptałam i machnęłam ręką w stronę wyjścia. Przymknęłam powieki, spod których wydostało się kilka nieproszonych łez. Zayn, widząc, że i tak już nic nie zdziała, po prostu ruszył naprzód.- Zabraniam ci się spotykać z Lily- dodałam jeszcze szybko, a Zayn jak oparzony odwrócił się moją stronę. 
-Nie możesz tego zrobić. Rozumiem, nawaliłem. Nawaliłem niejednokrotnie, a to, co zrobiłem, zupełnie przypadkowo, jest ohydne, ale nie możesz zabronić mi widywać się z własną córką!- krzyknął wściekły, a ja pokręciłam głową. 
-Przykro mi Zayn. Żegnaj- to było ostatnie, co do niego powiedziałam. Usłyszałam jeszcze trzaskanie drzwiami i odwróciłam się do moich rodziców. 
-Przepraszam, ale myślę, że powinniście już iść. Porozmawiam z Harrym, zobaczę co da się zrobić i skontaktuję się z wami. Nie zmieniliście numerów, prawda?- uniosłam wzrok na moją mamę, a ona pokręciła głową.- Dobrze w takim razie- posłałam im słaby uśmiech, a moja warga zaczęła niebezpiecznie drżeć. 
-Do następnego razu, córciu- powiedziała jeszcze moja mama i ruszyła z wózkiem ojca do wyjścia. Po chwili uniosłam wzrok na Lily, która bacznie obserwowała mnie spod wachlarzu ciemnych rzęs. 
-Czyli, już wiem, kto jest moim tatusiem?- spytała delikatnym, dziecięcym tonem. To pytanie nie miało większego sensu, jednak wiedziałam o co jej chodzi. -Przepraszam, skarbie- powiedziałam tylko i cofnęłam się do kuchni. Oparłam głowę o najbliższą szafkę i patrzyłam w dół, na blat, gdzie były dwie miniaturowe kałuże z moich łez. Zacisnęłam mocno powieki, żeby zdusić chęć wykrzyczenia wszystkiego co leży mi na sercu. Po chwili poczułam jak wokół mojej talii owijają się silne ramiona. Wzdrygnęłam się nerwowo, a Harry zacieśnił uścisk, nie pozwalając mi tym samym się wyrwać. 
-Spokojnie, to tylko ja- szepnął mi do ucha, a ja, choć bardzo chciałam, nie mogłam powstrzymać coraz gęstszych łez.- Zadzwoniłem do Talie, przyjedzie niedługo i zabierze Lil do babci, dobrze?- przytaknęłam jedynie i odwróciłam się do niego przodem, zatapiając twarz w czarnym materiale jego koszulki. 
- - -
Po tym, jak Talie zabrała Lily, ukryłam się przed Harrym w swoim pokoju. Nie obchodził mnie za bardzo fakt, że został na dole sam. Moje myśli krążyły wokół tego popieprzonego artykułu... Rozumiem, że można kogoś nie lubić, ale żeby zaraz pisać o nim takie głupoty? Ciążowy brzuszek? Gdzie on kurwa jest? Przykryłam się kołdrą po samą szyję i tępo gapiłam przed siebie. Z moich oczu cały czas wydostawały się nowe łzy, ale przestałam na nie reagować. 
Najbardziej niezrozumiałym było dla mnie zachowanie Zayna. Najpierw mówi, że mnie kocha, a później postanawia po prostu odjebać coś takiego! 
Zacisnęłam powieki, a z moich ust wyrwał się żałosny jęk.  Jestem na niego zła, bardzo zła. Mógł się po prostu nie wpierdalać w nieswoje sprawy. 
-Lizzie?- to Harry. Nie wiem, czy chcę go w tym momencie widzieć. Nie wiem, czy chcę z nim rozmawiać.- Elizabeth, proszę, powiedz coś- wow, pierwszy raz zwrócił się do mnie pełnym imieniem. 
-Daj mi spokój, proszę- szepnęłam i odwróciłam się do ściany, nie musząc patrzeć na chłopaka.  Po chwili poczułam jak materac za mną lekko się ugina, podczas gdy ja zaczynam szybciej oddychać.  Chłopak kładzie jedną rękę na mojej talii, przyciągając mnie bliżej. Nic nie mówi, po prostu przy mnie jest.

Zayn's POV 
W skali od jednego do dziesięciu, moje umiejętności do zjebania wszystkich pozytywnych rzeczy z Lizzie to sto. Jestem na siebie okropnie wkurwiony. 
To, że Lizzie uderzyła mnie w twarz, to nic, w porównaniu jaki ból odczułem, kiedy po pocałunku powiedziała mi, że nie czuje nic. Cholera jasna. Kiedy kobieta mówi ci, że nic nie czuje przy pocałunku, jest źle, ale kiedy kobieta, którą kochasz jak prawdziwy idiota, po pocałunku stwierdzi, że nie czuję nic oprócz odrętwienia, czujesz się jak gówno. To mało powiedziane, kurwa! Do tego ta sama kobieta zabrania mi spotykać się z własną córką. Czy to w ogóle w świetle prawa jest możliwe? Pewnie nie, ale nie mam zamiaru łazić po sądach, bo pewnie Lizzie znienawidzi mnie jeszcze bardziej. O ile to w ogóle możliwe. Usiadłem na jakiejś ławce. Serce biło mi zdecydowanie za szybko, oddech miałem nieregularny i gwałtowny, a do tego mój lewy policzek został zmasakrowany przez pięść Lizzie. Nawet nie wiedziałem, że potrafi tak dobrze wyprowadzić prawy sierpowy. Schowałem twarz w dłoniach i po prostu zacząłem się śmiać. Nie do końca wiem dlaczego. Myślę, że to kolejna anomalia mojego i tak już pojebanego umysłu.
Poczułem wibracje telefony w tylnej kieszeni. Nawet nie sprawdzając kto dzwonił, po prostu odebrałem.
-Cześć Zayn- powiedziała Perrie na początku. Nie chcę z nią rozmawiać, nie teraz.
-Pezz, czy to jest coś ważnego?- westchnąłem, nagle poirytowany.
-Tak, to bardzo ważne. Chciałabym, chcę- zrobiła przerwę.- Cholera, to trudne.
-Perrie- ponagliłem ją.
-Musimy porozmawiać.
-Ta- wzruszyłem ramionami, chociaż nie mogła tego zobaczyć.
-W parku, koło naszego mieszkania?
-Okej- mruknąłem, po czym się rozłączyłem. 
Ten dzień będzie o wiele dłuższy, niż myślałem.
- - - 
-Zayn- powiedziała Perrie, gdy tylko mnie zobaczyła. Patrzyła na mnie, uważnie lustrując moją twarz.
-Nie mam zbyt dużo czasu, więc powiedz o co chodzi- pokręciłem głową. To nieprawda, że nie miałem czasu. Mam go aż za dużo. Po prostu nie chcę z nią rozmawiać. 
-Przepraszam, że zadziałałam tak impulsywnie- zaczęła się bawić rękami.- Naprawdę myślałam, że między tobą a Lizzie coś jest. Później zobaczyłam ten artykuł i... Przepraszam- uśmiechnęła się do mnie, a ja musiałem się powstrzymywać, żeby nie wybuchnąć w tym momencie śmiechem. Widząc, że nie mam zamiaru nic mówić, dodała:
-Myślałam, że może... Wrócisz? No wiesz- zaśmiała się delikatnie.- Media nie wiedzą nic o naszym rozstaniu. Zajęci są teraz Harrym, więc może...
-Perrie- przerwałem jej. Nie mogę uwierzyć, że w ogóle o czymś takim pomyślała. 
-Popatrz. Znowu bylibyśmy razem szczęśliwy- nie trafia do mnie ten argument...- a ty mógłbyś podreperować wizerunek zespołu. Moglibyśmy ogłosić datę ślubu, czy coś- skończyła z uśmiechem. Ona myślała, że się na to zgodzę?
Chciałem od razu zaprzeczyć, ale chwila.
Ona ma trochę racji.
Lizzie i tak mi nie wybaczy. Jak bym się nie starał, ona tego nie zrobi. Znam ją, a po tym, jak powiedziała, że nic do mnie nie czuje, tylko mnie w tym utwierdza.
-Okej, zgoda- pokręciłem głową. Blondynka z okropnym piskiem rzuciła mi się na szyję. Ja wcale się nie cieszyłem, a ona chyba za nas oboje.
Odsunęła się ode mnie i wpiła w moje usta. Odsunąłem się z niesmakiem, ale przykryłem go sztucznym uśmiechem.
-Wracajmy do domu- powiedziała, szczerząc się niewiarygodnie szeroko. Splątałem nasze palce razem i skierowałem się w stronę naszego mieszkania.

_______________________________________________________________
Ogłoszenia parafialne:
Wiecie, że już niedługo zbliżymy się do magicznej granicy 12 tysięcy wyświetleń? Nawet nie wiecie jak się jaram! *-*
Jak myślicie, kiedy wbijemy 200 komentarzy? Zostało wam już nie dużo, bo tylko 9 hahahah
Okej, dalej.
To jest OSTATNI rozdział, gdzie nie ogarniacie kiedy to wszystko się dzieje hahaha
Powiedziałabym, ale sama tego nie ogarniam XD
Następny rozdział zacznie się później. Będzie przeskok w historii. Mam nadzieję, że wszystko będzie jasne, ale zawsze możecie pytać w komentarzach, jak coś jest nie halo. :')
*tu przełykam ślinę*
Szybko publikuję, tak na weekend, i biere się za następny! haha
Zdecydowanie za dużo śmieję się w tej notatce ;-;
Btw, przepraszam, że ostatnio tak dużo drama time. Obiecuję, że już niedługo to się skończy i będzie takie 'YAAAAY'. Mówię wam. Wytrzymajcie jeszcze trochę XD
Do następnego Misie, i miłego weekendu!

sobota, 12 września 2015

Chapter SEVENTEEN

Zamrugałam kilkukrotnie, wpatrując się w niebieskie tęczówki mojej matki. Zmarszczyłam czoło i pokręciłam głową na boki.
-Przepraszam, jakie zdjęcie? Jaki artykuł? Co to w ogóle za gazeta?- zadawałam pytania, na które chyba nawet nie chciałam znać odpowiedzi.
Czy to oznacza, że teraz wszyscy wiedzą? Wiedzą o mnie, o Lily...
Kurwa, Styles!
Zacisnęłam mocno szczękę, a łzy przestały ślizgać się po moich policzkach. Zapomniałam o całej sytuacji sprzed chwili.
Wstałam gwałtownie, ubrałam buty i po prostu wyszłam na zewnątrz. Na nic były wołania Malika.
Siedział z Lily, a ja dobrze wiedziałam, że nie zostawi jej z moimi rodzicami. Ani nie zostawi moich rodziców samych w domu.
Biegłam po prostu przed siebie, aż w końcu dotarłam na przystanek.
Jechałam nim może jakieś dwadzieścia minut, na gapę i cała zapłakana. Facet od biletów chyba dał mi spokój, widząc, że nie jestem w najlepszym nastroju. Chwała mu za to.
Wysiadłam nadal odrętwiała od złości. Spojrzałam w górę na kompleks luksusowych apartamentów. Jeden z nich jest Stylesa, pytanie który?
Rozejrzałam się wokół siebie. Jakieś nastolatki zaczęły szeptać coś między sobą i (myślały, że nie widzę?) pokazywać na mnie brodą. Wypuściłam zirytowana powietrze.
Zauważyłam, więc szybko do niego podeszłam. Zaczęłam rozglądać się za skandalem ze mną i Stylesem w rolach głównych. W końcu złapałam to kolorowe gówno i podeszłam do starszej pani przy kasie. Wyciągnęłam wszystkie drobne, jakie zgubiły mi się w kieszeni i patrzyłam jak staruszka zaczyna liczyć.
-Przepraszam, nie mogę pani tego sprzedać. Brakuje dziesięciu pensów- powiedziała po chwili, a ja nie mogłam powstrzymać śmiechu. Byłam w tym momencie tak zdenerwowana, zirytowana i zdesperowana, że byłam w stanie po prostu wyjść ze sklepu, zostawiając zdezorientowaną staruszkę samą.
-Proszę pani, ja rozumiem, że brzmi to abstrakcyjnie, ale muszę mieć tą gazetę. Teraz- podkreśliłam to słowo i próbowałam złapać gazetę, ale staruszka położyła na niej swoją rękę, uniemożliwiając mi to.
-Nie mogę pani jej sprzedać, póki nie dostanę całej kwoty.
-Do jasnej cholery! Pokłóciłam się z chłopakiem, walnęłam go w twarz, a on, zdenerwowany, że moja ręka została na jego policzku, postanowił zniszczyć mi życie- wyszarpałam gazetę spod jej słabej, pomarszczonej dłoni. Otworzyłam ją na odpowiedniej stronie i podsunęłam kobiecie pod nos.- Widzi pani? To ja, a to, mój chłopak- brzmię jak jakaś wariatka. Nic dziwnego, przychodzę zapłakana do kiosku i żądam, żeby staruszka oddała mi gazetę.
-Przepraszam, ale nawet gdybym chciała, jestem cały czas nagrywana. Zostałabym zwolniona, gdybym to zrobiła- powiedziała cicho staruszka, a ja się poddałam.
-Przepraszam- szepnęłam do niej i po prostu wyszłam.
Podeszłam do wolnej ściany, oparłam się o nią plecami i osunęłam na ziemię, podciągając kolana pod brodę. Znowu zaczęłam płakać. Dlaczego to musi być tak bardzo pojebane? Zamknęłam oczy i podkuliłam głowę tak, że czoło stykało się z moim prawym kolanem.
Po chwili poczułam, jak ktoś mnie szturcha. Uniosłam wzrok i zobaczyłam te dwie dziewczyny, które zapewne jechały mnie wtedy z góry do dołu. Jedna z nich, blondynka z ciemnymi oczami, wyciągnęła do mnie upragnioną gazetę.
-Weź ją. Widziałyśmy jak ci na niej zależy- uśmiechnęła się do mnie ciepło, a ja miałam ochotę walnąć się w twarz, jak wtedy Harry'ego. Dlaczego oceniłam je w tak płytki sposób?
-Nawet nie wiem, jak mam dziękować- podniosłam się i odebrałam od jednej z nich to kolorowe gówno.
-Moja koleżanka, Maya, jest nieśmiała, ale to ona zauważyła cię w tym sklepie- blondynka wskazała na niebieskooką brunetę z kręconymi jak diabli włosami.
-Naprawdę, dziewczyny. Jestem wam wdzięczna- zaczęłam gubić się we własnych słowach. Co ja miałam im powiedzieć?
-Idziesz do Harry'ego, prawda?- spytała brunetka, Maya. Przytaknęłam jej, a jej oczy zabłysły.
-Umm, słuchaj. Mogłabyś, mogłabyś poprosić Harry'ego o, o autograf?- blondynka zaczęła się jąkać, a ja miałam ochotę zrobić głośne 'aww' przez to jak się zachowywała.
-Postaram się coś wykombinować- puściłam im obu oczko i podeszłam bliżej, otulając je ramionami.- Jeszcze raz dziękuję, nie wiem, co bym bez was zrobiła- choć brzmi to banalnie, ja naprawdę potrzebowałam tej gazety. Myślę, że jakbym wygarnęła Stylesowi wszystko, od razu by zaprzeczył. A tak, mam dowód.- Dobra. Idę, bo mi jeszcze ucieknie.
-Po tym, jak go walnęłaś, chyba już to zrobił- uśmiechnęła się do mnie Maya, a ja cicho zachichotałam.
-Do zobaczenia- powiedziałam, oddalając się w stronę wejścia apartamentowca.
Weszłam po chwili do holu. Widocznie zbyt gwałtownie, bo recepcjonista aż się wzdrygnął. Chociaż może to przez moją opuchniętą twarz?
Podeszłam do niego i poprosiłam o numer mieszkania Harry'ego.
-Przepraszam, ale jest to ściśle tajna informacja- zaczął recytować wyuczoną na pamięć regułkę, a mi zrobiło się niedobrze.
-Nie chcę być niegrzeczna, ale jeżeli w tej chwili mnie kurwa nie wpuścisz, rozwalę ci twarz- uśmiechnęłam się do chłopaka niewiele młodszego ode mnie.- Muszę coś wyjaśnić ze Stylesem, więc albo wpuścisz mnie po dobroci, albo wylecisz na bruk- blefowałam, ale nie mógł tego wiedzieć.
-P-przepraszam- wyjąkał po chwili i udzielił mi wszelkich informacji na temat mieszkania szatyna. Pojechałam windą na ostatnie piętro, no bo jakby inaczej. Styles i przepych, te słowa są po prostu połączone.
Odszukałam '37' na drzwiach i zaczęłam walić w drzwi.
-Styles, kurwa otwórz- mruknęłam do siebie, czując po chwili, że powierzchnia drewnianych drzwi ustępuje pod ciężarem mojej ręki.
-Czego ty jeszcze chcesz?- warknął na powitanie. Więc tak się bawimy?
Pchnęłam jego klatkę piersiową z taką siłą, że kawałek się cofnął.
-Jeżeli myślisz, że to jest zabawne, to się grubo mylisz! Rozumiem, że się zdenerwowałeś. Że ja cię zdenerwowałam, ale do jasnej cholery! Czy ty masz mózg?- krzyknęłam, ciągle popychając jego klatkę, przez co zrobił jeszcze parę kroków w tył.
-O czym ty pierdolisz?- odbił piłeczkę, a ja się odsunęłam, zostawiając jego pierś w spokoju. Nie na długo. Otworzyłam ten kolorowy szmatławiec na naszym zdjęciu, gdy się całujemy. Skąd oni mają w ogóle to zdjęcie?
Odwróciłam gazetę w jego stronę.
-Poznajesz?- uśmiechnęłam się sarkastycznie, a jego mina stężała.
-Dlaczego im powiedziałaś? Modest mnie zabije!- krzyknął wściekły, wyrywając mi to coś z ręki.
-Ja powiedziałam? Nieźle grasz!- zaczęłam się śmiać, ale chłopak nie odpowiedział, widocznie czytając ten artykuł.- Przestań czytać to gówno- syknęłam, próbując wyrwać mu gazetę z ręki.
-Czekaj!- złapał mnie za nadgarstek i ścisnął, jednak zrobił to na tyle delikatnie, że prawie nie czułam bólu. Prawie.- Wydaję mi się, że odkryłem tajemnicę anonimowego informatora- zacisnął szczękę i podał mi ten szmatławiec, żebym zaczęła czytać.

Harry Styles z nową dziewczyną?
Ostatnio w One Direction dzieje się coraz gorzej.
Louis zrywa ze swoją długoletnią partnerką.
Liam zostaje przyłapany na braniu narkotyków razem ze swoim przyjacielem z zespołu, Zaynem.
Do tego dołączają zdjęcia Nialla wraz ze swoją narzeczoną(!) Nathalie Thurman(25l.), z których wynika, że owa dziewczyna jest w ciąży!
Dramat za dramatem, coraz więcej fanek postanawia odejść z fandomu, ponieważ nie może pogodzić się z tym, co wyrabiają ci, niegdyś, słodcy chłopcy.
Zdawać by się mogło, że tylko Harry nie udziela się w ogólnych plotkach. Cóż bardziej mylnego!
Zayn Malik, członek zespołu, napisał ostatnio na swoim twitterze dość nie przyjemną wiadomość dla większości fanek. Ogłosił, iż Harry Styles ma partnerkę, niejaką Elizabeth Bell. Nie wiemy o dziewczynie zbyt dużo, lecz nasi fotoreporterzy dzielnie śledzili ją na każdym kroku!
Okazuje się, że Elizabeth, ma już jedną córkę ze Stylesem! Pięcioletnia Lilly, bo tak ma na imię dziewczynka, była ukrywana przez rodziców przez całe życie, dzięki czemu dowiedzieliśmy się o niej dopiero niedawno!
Najnowsze zdjęcia Bell, ukazują jej ciążowy brzuszek! Czy Harry Styles, będzie miał kolejne dziecko? Czy dowiemy się pikantnych sekretów, na temat kłótni tych dwojga kochanków?
Wczorajsze zdjęcia, ukazującego szatyna wracającego do domu z olbrzymim, sinym śladem ręki, mogą wskazywać na ostrą wymianę zdań pomiędzy nim, a jego jego partnerką! Czy zamierzają się rozstać? Czy Elizabeth naprawdę zależy na Harrym? Czy możliwym jest, żeby Bell wrabiała znanego piosenkarza w dziecko? Z poufnych źródeł dowiedzieliśmy się, że Lilly ma ciemne oczy i kruczoczarne włosy, których żadnych z rodziców nie posiada.
Podsumowując...
Czy Elizabeth nie jest z Harrym tylko i wyłącznie dla pieniędzy? Czy...

Nie mogłam zmusić się do tego, żeby czytać dalej. Po raz kolejny tego dnia, zaczęłam płakać.
Zasłoniłam usta ręką, żeby stłumić jakoś żałosne dźwięki, wydostające się z moich ust.
Czy ludzie naprawdę w to wierzą?
-Ej, ej- Harry postanowił się odezwać. Nie podniosłam na niego wzroku, bo to mogłoby tylko pogorszyć całą sytuację. Nie rozumiem, dlaczego piszą takie kłamstwa na mój temat. Ciążowy brzuszek? Rozumiem, że nie jestem idealna, ale bez przesady!
Poczułam jak szatyn owija ramiona wokół mnie, przyciągając mnie do mocnego uścisku. Objęłam jego tors rękami jak tylko mogłam, chowając twarz w materiał jego czarnego swetra.
Płakałam o wiele głośniej niż przed chwilą, a czułam się po prostu okropnie. Czułam złość na Zayna, na ten tani brukowiec i na cały świat.
Zayn!
Zaciągnęłam się gwałtownie powietrzem i odsunęłam od Harry'ego.
-Co ty robisz?- zmarszczył brwi, a ja zaczęłam coraz szybciej oddychać.
-Zayn. Zayn siedzi u mnie, z Lily i moimi rodzicami. Muszę jechać do siebie. Natychmiast- mówiłam o wiele za szybko. Szatyn jednak zdawał się zrozumieć i pokiwał głową. Już chciałam wychodzić, ale złapał mnie za rękę i zatrzymał.
-Zawiozę cię- powiedział, a ja przełknęłam głośno ślinę.
Chłopak założył buty i razem zaczęliśmy kierować się na dół. Nie mam pojęcia czemu, ale wybraliśmy schody, zamiast windy. Po drodze opowiedziałam mu wszystko, co działo od jego wyjścia, aż po spotkanie tych dwóch dziewczynek.
Gdy przechodziliśmy po holu, chłopak na recepcji rozdziawił usta, widząc mnie i Harry'ego idących za rękę. Pewnie teraz będzie się mnie bał, ups.
Wyszliśmy na zewnątrz i już mieliśmy skręcić w bok, na parking, ale coś mi się przypomniało.
-Te dziewczyny. Obiecałam im autograf od ciebie- znowu zaczęłam mówić szybko i nieskładnie. Zielonooki zaśmiał się cicho, widząc moje roztargnienie.
-Spokojnie- podniósł rękę do mojej twarzy i pogładził mnie po policzku.- Gdzie one są? Musimy się pośpieszyć, zanim zbiegnie się ich więcej- pociągnęłam go koło tego kiosku, gdzie mi pomogły. Jak bardzo się ucieszyłam, gdy zobaczyłam je siedzące na ławce tuż obok sklepu. Podeszłam do nich i odchrząknęłam. Dziewczyny spięły się, gdy zobaczyły kaczkowate buty Harry'ego, a gdy uniosły wzrok, po prostu je zamurowało.
-Przepraszam, ale nie mam nic do pisania. Może być w takim razie zdjęcie?- spytał szatyn koło mnie, a nastolatki natychmiast się zgodziły. To było słodkie, że nie mogły nic wydusić w jego towarzystwie. Po skończonej 'sesji', która trwała całe czterdzieści sekund, brunetka Maya, podeszła do mnie i otuliła mnie ramionami.
-Wiedziałam, że nie jesteś taką jędzą, jak opisali cię w tej gazecie- powiedziała cicho, a ja się zaśmiałam.
-Przepraszam dziewczyny, ale musimy już jechać- powiedziałam sztywno, gdy przypomniałam sobie, że Lily siedzi z Zaynem i moimi rodzicami.
Po tym, jak wsiedliśmy do auta, wystarczyły dosłownie dwie minuty, żeby tłum fanek zaczął biegać po placu, na którym przed chwilą się zatrzymaliśmy.
Gdy dziewczyny zobaczyły samochód Stylesa, zaczęły piszczeć i biec za nami.
-Chore, nie?- zaśmiał się chłopak obok mnie. Jedyne co mogłam w tej chwili zrobić, to bezmyślnie przytaknąć i czekać, aż dojedziemy do mojego mieszkania.

_____________________________________________________________________
Dzieje się, nie? Hahaha
Muszę Wam coś powiedzieć. Już niedługo otwieram nowy blog o Ni! 
Cieszycie się? ^^ Będzie go ze mną prowadzić Dominika, ale więcej dowiecie się później :D
Będzie go ktoś czytał? Napiszcie w komentarzu, to dla mnie ważne! 
Co do rozdziału... Pojawił się szybciej, niż myślałam, ale to chyba dobrze, nie? XD
Ta część ff miała mieć 20/25 rozdziałów, zanim wydarzyłoby się coś konkretnego(dowiecie się później, nie pytajcie na razieXD), ale nie wiem, czy mi wyjdzie. Biorąc pod uwagę fakt, że wydarzenia, które miały pojawić się w 6 i 9 rozdziale pojawiły się w 16 i 17, całość nabierze opóźnienia i będziecie mieć więcej do czytania hahaha
To chyba wszystko, kocham Was, do następnego! XD
Buziaki! x

P.S. Kto lał, jak zauważył 'cofnął się do przodu'?XDD Przepraszam, że to się w ogóle pojawiło hahaha