czwartek, 26 listopada 2015

Chapter TWENTY-FOUR

 *kilka tygodni później*

-Ja chyba zaraz zemdleję- wypuściłam głośno powietrze i zaczęłam łazić w tą i z powrotem.
-Lizzie, to mój ślub i chyba ja się powinnam bardziej denerwować- zaśmiała się Talie, odwracając się do mnie przodem.- I jak?
-O mój boże- zachłysnęłam się powietrzem, lustrując blondynkę od góry do dołu.
-Ciociu, jesteś najcudowniejszą panią młodą na calutkim świecie!- krzyknęła Lily, chichocząc.
-Totalnie- przytaknęłam.- Miałam ryczeć dopiero na przysiędze, ale wątpię czy wytrzymam tak długo- parsknęłam śmiechem, czując zbierające się łzy.
-Elisabeth Bell, prawdopodobnie niedługo Malik. Ani mi się waż ryczeć, bo ja też zacznę!- zganiła mnie, a ja zaczęłam się śmiać. Po moim policzku zaczęły spływać łzy i podziękowałam w duchu kosmetyczce za to, że zrobiła mi wodoodporny makijaż. Wytarłam się szybko dłońmi i podeszłam do blondynki, ostrożnie (tak, żeby nie zepsuć kreacji, włosów, czy czegokolwiek)oplotłam ramiona wokół jej szczupłej sylwetki.
-Nie wierzę, że wychodzisz za mąż. Pamiętasz jak byłyśmy gówniarami, po szesnaście, siedemnaście lat i chciałyśmy być same; niezależne?- zaśmiałam się, a ona pogładziła mnie po plecach.
-Naprawdę przestań- walnęła mnie w plecy, a ja jęknęłam.
-Zayn, nie rozumiem tego, ale mamusia płacze! Przytul ją, czy coś, bo ja nie mam do niej siły- odsunęłam się od blondynki i zobaczyłam jak tycie ciałko Lily, wepchnięte w jasnozieloną sukienkę ciągnie Zayna za rękę. Zaśmiałam się, widząc jak dziewczynka kręci z politowaniem głową, patrząc mi w oczy.
-Widzę, że dziewczynki płaczą?- powiedział z szelmowskim uśmiechem wypisanym na jego ustach. Chciałam coś dodać, ale Talie mnie wyprzedziła.
-Zapytałabym, co robi Niall, ale doskonale wiem, że w tym momencie wypija trzecią szklankę whiskey i szarpie się za włosy jak opętany- uniosła zaczepnie brew, a brunet pokręcił głową.
-Czasami mnie przeraża, jak dobrze go znasz. Cześć skarbie- powiedział, zbliżając się do mnie. Pocałował mnie w czoło, przez co od razu się uśmiechnęłam.
-Miło mi cię widzieć, bo przechodzę straszną nerwówkę, ale musisz wyjść.
-Co? Przecież dopiero wszedłem.
-Powody masz dwa. Po pierwsze, wyglądam jak czerwona panda i muszę się ogarnąć przed ceremonią. A po drugie, za dziesięć minut zaczyna się ślub mojej siostry, więc grzecznie cię proszę, wypieprzaj- ostatnie słowo wyszeptałam. Stanęłam na palcach i cmoknęłam go szybko w nos i się uśmiechnęłam.
-Poczekaj no chwilę- zmrużył oczy i złapał mnie za policzki. Kciukami otarł pozostałości po moich łzach i wyszczerzył się jak idiota.- Idealnie.
-Chciałabym- fuknęłam i wyplątałam się z jego uścisku.- Uciekaj. Muszę skończyć przygotowywać Talie i...
-Wcale nie! Jestem już gotowa! Chodź Lily, zostawmy ich samych- Talie puściła mi oczko i wzięła Lily na ręce.
-Popsujesz sukienkę!- krzyknęłam i chciałam za nią wybiec, ale Zayn złapał mnie w talii i przyciągnął do siebie.- Puść mnie, ona popsuje sukienkę!
-Słyszałem już tą wersję- mruknął mi do ucha i przygryzł jego płatek, a ja zadrżałam. Cholera no, wie jak mnie rozproszyć.
-Zayn do cholery- mruknęłam, gdy chłopak zaczął ślinić mi szyję.
-Hmm?- mruknął, podnosząc głowę i patrząc mi w oczy. Uśmiechnął się szeroko, a mi zmiękły kolana. Cholera, uwielbiam jak on się uśmiecha.
Przyciągnął mnie bliżej siebie i zbliżył twarz do mojej. Musnął delikatnie moje wargi, a ja wyszczerzyłam się jak idiotka i zaplotłam ręce na jego karku, zbliżając go jeszcze bardziej. Całowaliśmy się kilka minut, powoli i leniwie, tak jakbyśmy zapomnieli o Bożym świecie.
-Zostało jeszcze jakieś pięć minut, a ja nie chcę się spóźnić- ułożyłam usta w dziubek, a chłopak zaczął się śmiać. Odsunęłam się od niego i podeszłąm do drzwi, szarpiąc za klamkę.- No ktoś sobie, kurwa, jaja ze mnie robi- szarpnęłam jeszcze raz, ale drzwi ani drgnęły.
-Przesuń się- mruknął i sam pociągnął za klamkę.- Ktoś nas musiał zamknąć od zewnątrz
-Ten ktoś musiał myśleć, że wszyscy już poszli. Cholera jasna!- przejechałam dłońmi po twarzy.- Nie będę na jej ślubie. Obiecałyśmy to sobie praktycznie od kiedy się poznałyśmy. Przegapię jej ślub- nakręcałam się coraz bardziej i znowu zaczęłam chodzić po pokoju jak opętana.
-Cicho, damy jakoś radę.
- - -
I tak, po prawie godzinie walenia w drzwi i darcia się jak debile, jakiś miły, starszy pan w końcu postanowił nam otworzyć. Mruknęłam jakieś krzywe podziękowania i, łapiąc Zayna za rękę, pognałam w stronę kościoła.
Po chwili weszliśmy przez ogromne drzwi, zwracając tym uwagę wszystkich i przeszliśmy na początek.Większość pań już płakała, co oznaczało, że ominęło nas dużo za dużo. Usiedliśmy zasapani w pierwszym rzędzie, starając nie przejmować się wzrokiem wszystkich tu obecnych skupionym na nas.
Wyobraźcie sobie moją minę, gdy okazało się, że Niall i Talie właśnie kierowali się do wyjścia. ominęłam tak naprawdę wszystko! Ugh, to niesprawiedliwe.
- - -
Młoda para właśnie wykonywała swój pierwszy taniec. Wszyscy inni siedzieli przy stolikach i bacznie obserwowali ich poczynania.
-Nie wybaczę ci tego- fuknęłam, patrząc w jego wielkie, brązowe oczy.
-To nie tylko moja wina!- zmarszczył brwi i na mnie spojrzał.
-Ale twoja w większości.
-W takim razie, na przeprosiny- uśmiechnął się i wstał od stołu. Wyciągnął do mnie rękę, a ja po zmierzeniu jego całej sylwetki wzrokiem, prychnęłam i odwróciłam się w drugą stronę. Złapał mnie za rękę i pociągnął na parkiet.- Zayn, jesteś jakiś nienormalny?
-Żeby to od dzisiaj- przewrócił oczami i przyciągnął mnie bliżej siebie. Wypuścił głośno powietrze i uśmiechnął się, przygryzając końcówkę języka.
Na środek zaczęło przybywać coraz więcej ludzi.
-Mamusiu, wujek Lou mówi, że odbijany!- krzyknęła Lily, a moment później Louis przyciągnął mnie do siebie.
-Co tam, mamusiu?- zapytał z cwanym uśmiechem, a ja uderzyłam go w ramię.
-Idiota.
-Ranisz skarbie.
-To już nie mamusiu?- uniosłam zaczepnie brew do góry, a chłopak zaczął się śmiać.
-Wytłumacz mi, jak to jest, że każdy ma parę, tylko nie ja- fuknął niezadowolony.
-Jak to nie masz pary? A b...- uciszył mnie, piorunując wzrokiem.
-Briana jest matką mojego jeszcze nienarodzonego dziecka, co nie oznacza, że jest moją parą, okej?
-Dobra, przepraszam.
-Nic się nie stało- westchnął.- Po prostu denerwuje mnie to, że każdy kogoś ma, a ja zostaję sam- zmarszczył nos.- Chociaż do tańca mam waszą córkę- powiedział, a ja zaczęłam się śmiać. Dźgnął mnie w bok, a ja pisnęłam.
-No idiota- wydusiłam w końcu. Przewrócił oczami, ale nie odpowiedział. Spojrzał natomiast za mnie i się uśmiechnął.
 Obróciliśmy się tak, że teraz i ja mogłam patrzeć w ten sam punkt co on.
-Są podobni- stwierdził, patrząc na Zayna z Lily.
-Trudno, żeby nie byli. No wiesz, w końcu on jest jej ojcem.
-To niewiarygodne, że to duże dziecko, ma dziecko- mruknął, a ja przewróciłam oczami.- Dobra, bez pierdolenia. Jak podoba ci się pierścionek?
-Co?
-No pierścionek. Od Zayna?- westchnął, a ja zmarszczyłam brwi. Pierścionek? W sensie, że taki zaręczynowy?- Boże, nieważne- burknął i puścił mnie, zostawiając samą i zdezorientowaną na parkiecie. Podszedł do Zayna, powiedział mu coś na ucho, a brunet przytaknął i podszedł do mnie.
-Pójdziemy się przewietrzyć?- spytał z szerokim uśmiechem. Przytaknęłam i razem wyszliśmy na dwór. Stanęliśmy na tarasie, a Zayn oparł się o barierkę. Stąd był ładny widok na ogród. Wszystko podświetlone ślicznie wyglądało, a na usta sam pchał się uśmiech.
Chłopak zaczerpnął powietrza, jakby chciał coś powiedzieć, ale po chwili zrezygnował. Po chwili odwrócił się do mnie i zrobił to samo, ale później się zaśmiał i opuścił głowę. Położył rękę na karku widocznie zdenerwowany.
Cholera, czyli to prawda.
Otworzył usta, ale go wyprzedziłam.
-Lou się wygadał- zachichotałam, a on podniósł na mnie wzrok. Patrzył na mnie przez chwilę tak, jakby nie chciał mi uwierzyć.
-Temu to nic nie można powiedzieć- powiedział w końcu ze śmiechem. Widocznie zakłopotany wyciągnął to nieszczęsne pudełeczko z kieszenie i zaczął się nim bawić.
-Więc...
-Jasne, głupku- zbliżyłam się do niego i, bez żadnych podchodów, pocałowałam go prosto w usta.
-Mówiłem już, że cię kocham?- uśmiechnął się, gdy odsunęłam się kawałek. Złapał mnie jedną ręką w talii i nie pozwolił stanąć prosto, więc stałam tak, że dotykaliśmy się klatkami piersiowymi. I wcale mi to nie przeszkadzało.
-A no kilka razy ci się zdarzyło- wzruszyłam ramionami, a on się zaśmiał i jeszcze raz mnie cmoknął. Sięgnął po moją dłoń i założył mi pierścionek na palec.
-Cudowny, jak jego właścicielka.
-Kocham cię- położyłam rękę na jego koszuli, a on cicho mruknął.
-No przecież wiem.
_________________
Ok, trochę mnie nie było, ale jestem, a to się liczy, nie?
Szkoła ssie, zajęcia dodatkowe też, a obowiązkach nawet nie będę wspominać. Cóż, trudno mi znaleźć czas na podrapanie się po nosie, nie mówiąc już o pisaniu, więc dodaję sklejkę z tych całych trzech tygodni...
Myślicie, że za wcześnie się pogodzili? Bo ja mam takie wrażenie :/
Cóż, i tak mi ich brakowało, więc nie będę nic zmieniać, ale powiedzcie, czy to nie było przypadkiem zbyt gwałtowne, czy coś.
Dobra, kończę, bo znowu notatka wyjdzie długa jak broda Zee ostatnio (>>>D)
Dobranoc życzę, miłego dnia, czy cokolwiek innego (zależy kiedy czytacie XD)
Do następnego!

piątek, 6 listopada 2015

Chapter TWENTY-THREE

-Czekaj, że co?- zamrugałam kilkukrotnie.
-Przepraszam, że nic ci nie powiedziałam, ale sama nie byłam do końca pewna.
-Jak to, 'do końca'?
-Ugh- przewróciła oczami.- Zaczęło się od jakiegoś dnia, jak szłam z Harrym do centrum. On mierzył wzrokiem wszystkich kolesi i komentował, jakie mieli tyłki. Wydało mi się to trochę dziwne, ale odpuściłam. Później rozmawiałam o nim z Lou, a on powiedział, że widział Harry'ego, jak całował jakiegoś kolesia. Później na jakiejś zakrapianej imprezie z Harrym, powiedziałam o tym wszystkim, a on od razu zaprzeczył. Nie długo potem byliście razem- uniosła jedną brew do góry.- Wiedziałam, że chciał się przekonać, czy to prawda. Nie obraź się, ale byłaś tylko eksperymentem.
-Oh.
-Myślę, że oboje myśleliście, że między wami było coś poważnego, a tak naprawdę, to było jedynie przywiązanie. Przywiązanie, wspólne wspomnienia i podobna historia życiowa. Tylko tyle.
-Oh- wydusiłam w końcu. No cóż, nie spodziewałam się czegoś takiego. Obudziłam się, gdy usłyszałam dzwonek do drzwi. Obie z blondynką zmarszczyłyśmy brwi, aż w końcu poszłam otworzyć.
Czy byłam zaskoczona, widząc moją mamę i prowadzonego na wózku, chorego tatę? Nie.
-Dzień dobry córciu- uśmiechnęła się, a ja wiedziałam, że dobrze udaje.
-Dzień dobry mamo, tato- cóż, ja też umiem udawać.- Co tu robicie?
-Postanowiliśmy odwiedzić naszą kochaną córkę, to chyba jasne- zaśmiała się. Takie bajeczki możesz wciskać komu innemu.
-Kochaną? A nie naiwną?- patrzyłam jak jej wyraz twarzy się zmienia i niezmiernie mnie to bawiło, naprawdę.
-Ale o czym ty mówisz?
-A o tym, że prawie dałam się nabrać- parsknęłam śmiechem.- Nie zgłoszę próby oszustwa na policję, ale nie chcę was więcej widzieć przy tym domu. Jeżeli jednak postanowicie się mnie nie słuchać, wtedy nie będę miała zahamowań co do tego, by zadzwonić gdzie trzeba. Ale ostrzegam- zrobiłam krótką przerwę- wtedy będziecie skończeni- skończyłam szeptem i puściłam im oczko. Zatrzasnęłam drzwi i odwróciłam się przodem do zszokowanej Talie.
Tym razem dotarło do mnie, jak okropni są moi rodzice i sens całej tej, chorej sytuacji. Podeszłam do blondynki i oplotłam ją ramionami, chowając twarz w zagłębienie jej szyi. Nie płakałam, ale potrzebowałam po prostu, żeby ktoś mnie przytulił.

 Zayn's POV
-To dziwne- wzruszyłem ramionami.- Nie wiem co między nami jest, ale chociaż wiem, że nie jest na mnie zła.
-Stary, jak może być na ciebie zła, skoro powiedziała ci, że cię kocha?- prychnął szatyn, siadając koło mnie na kanapie.
-Już ci mówiłem, powiedziała...
-Tak, tak. Powiedziała 'chyba cię kocham'- przewrócił oczami.- Jak dla mnie, powiedziała tak tylko dlatego, żeby cię nie przestraszyć.
-Louis, proszę cię. Przestraszyć?- parsknąłem śmiechem.- Lizzie nie chciała mnie przestraszyć- pokręciłem głową i napiłem się kawy. Szatyn zaczął mi się dokładnie przyglądać, widocznie coś go zżerało od środka.- O co chodzi?
-Ugh, nic ważnego- machnął ręką i rozsiadł się wygodniej na kanapie.
-Lou...- szturchnąłem go w ramię, a on przewrócił oczami.
-Jestem po prostu zamyślony, okej?
-Zamyślony? Ty?
-Po prostu... Ugh, zrobiłem coś nieodpowiedniego i nawet tego nie pamiętam- wypuścił głośno powietrze i przetarł twarz dłońmi. Zmarszczyłem czoło i czekałem, żeby kontynuował.- Chyba będę miał dziecko- powiedział cicho, a ja zakrztusiłem się powietrzem.
-Czekaj, co?
-No.
-Co ty pierdolisz?
-Pamiętasz tą dziewczynę, Brianę?[1]
-Tak, trudno byłoby ją zapomnieć- prychnąłem.- Nie gadaj kurwa, że ona...
-Ta- westchnął, a ja nie miałem pojęcia co mam zrobić.
-Ja pierdolę.
-Nie pierdol, bo zrobisz dziecko i nie będziesz tego pamiętał- puścił mi oczko, a ja zacząłem się śmiać.
-A tak na poważnie, co z tym zrobisz?
-Nie wiem. Znaczy, poczekam, aż się urodzi, a później się okaże- wzruszył ramionami.
-Powiem ci, że masz przejebane.
-Wiem, nie musisz mi przypominać, dzięki- przewrócił oczami.
- - -
-Panie i panowie, One Direction!- usłyszałem od wysokiej blondynki. Popatrzyłem po chłopakach i głęboko odetchnąłem. To miał być nasz ostatni wywiad razem. Wszyscy byliśmy w niewygodnych garniturach, które każdego wkurwiały trochę inaczej. Całą piątką wyszliśmy na scenę i zostaliśmy przywitani krzykami fanów. Usiedliśmy na kanapie, swoją drogą ledwo się zmieściliśmy, i przebiegliśmy wzrokiem po widowni.
-Miło mi was gościć. One Direction, wow. Aktualnie jesteście najbardziej rozpoznawalnymi ludźmi na świecie, jak się czujecie?- zadała pytanie, które słyszeliśmy przy każdym możliwym wywiadzie.
-Jest to trochę zaskakujące. Nadal, po tych pięciu latach, nie mogę się przyzwyczaić do tego, że jestem rozpoznawalny. Myślę, że to dość niezwykłe otrzymać taką plakietkę, po tak krótkim czasie działalności w show biznesie- powiedział Liam. On zwykle odpowiada na te sztywne pytania, bo zwykle on jest najbardziej wyluzowany. Nie lubię telewizji.
-Zayn, jak twój związek z Perrie Edwards?- przełknąłem ślinę i poprawiłem koszulę. Dlaczego musiała zadać akurat to pytanie? Akurat teraz, gdy między mną a Lizzie jest prawie okej?
Oczywiście nikt ze świata nie wie, że ja i Perrie to dawno zakończony rozdział.
Myślę, że mogę to powiedzieć.
-Huh- oblizałem dolną wargę.- Jakby to powiedzieć... Między mną a Perrie nie jest tak, jak kiedyś.
-To znaczy, że przeszliście na nowy poziom?
-To znaczy, że skończyliśmy ze sobą. Ja i Perrie nie jesteśmy już razem- uśmiechnąłem się na koniec tak, żeby uwiarygodnić moją wypowiedź. Kobieta była lekko zaskoczona, ale nie dała tego po sobie poznać.
-Oh, dobrze- powiedziała cicho. Szybko poszło.- Podobno macie nam coś ważnego do powiedzenia? Fani z niecierpliwością czekają już od piątku- zaśmiała się, a my dołączyliśmy do niej.
-Jest to bardzo ważna wiadomość- powiedział Louis.
-Ale zanim przejdziemy do sedna... Chcieliśmy podziękować wszystkim naszym fanom. Nieważne co by się działo, wy zawsze byliście z nami- Lokers się uśmiechnął i na chwilę spuścił wzrok na palce.- Od samego początku wspieraliście nas jak tylko się dało. Czasami dziwiliśmy się z chłopakami, jak można być tak oddanym dla osoby, której w sumie się nie zna. Wszystkie głosowania fanów, większość nagród, pobijanie rekordów w odsłonach teledysków... To wszystko dzięki naszym fanom i uważam, że to jest niesamowite.
-Nasi fani są po prostu niezastąpieni i nie wyobrażam sobie jakiegokolwiek sukcesu, bez was- odezwałem się cicho, chociaż i tak każdy mnie słyszał.
-Chłopaki, to piękne co mówicie, ale czy macie w tym jakiś konkrety cel?- wtrąciła kobieta, a Harry głęboko odetchnął.
-Tak, ale zanim powiem o co chodzi, chciałbym, żeby nikt z naszych fanów nie czuł się opuszczony. Jak wiecie, niedawno zakończyliśmy naszą trasę...
-Chcecie wydać nowy album, tak?- blondynka wyglądała, jakby miała zaraz się popłakać ze szczęścia. Pewnie myśli, że ogłosimy u niej w programie nową trasę i dostanie więcej kasy. Niedoczekanie.
-Niekoniecznie- zaśmiał się Liam.
-Cóż...
-Chłopaki, wszyscy wiemy, że będzie nowy album. Nie trzymajcie nas dłużej w niepewności- znowu się wcięła, tym razem Louisowi.
-Chcemy tylko powiedzieć, że- zaczął Niall.
 -Jak będzie nazywać się nowy album? Czy to znowu będzie jakaś liczba?- zaśmiała się, a ja poważnie się zirytowałem.
-Nie, my...- znowu Liam.
-A może tym razem jakaś nazwa miesiąca?
-Wiadomość, którą próbujemy przekazać...- widząc, że blondynka znowu chce przerwać Niallowi, nie wytrzymałem.
-To koniec One Direction- powiedziałem chyba zbyt gwałtownie, bo w całym studiu zrobiło się niewiarygodnie cicho.
-Cholera jasna- mruknęła blondynka.- Andy, ściągaj nas- to było ostatnie zdanie jakie dało się usłyszeć, bo później wszystko przygłuszone było krzykami fanek.

[1]ja nic nie mam do Briany cnie, to tylko część historii:)
_______________
No i maratonik na weekend gotowy ^^
Mam nadzieję, że jesteście zadowolone z dwóch rozdziałów, i że będzie duuużo komentarzy:)
Coś miałąm napisać, ale nie pamiętam co hahaha, więc jak mi się przypomni to ew. dopiszę XD
Komentujcie moje misiaki, do zobaczenia! x

Chapter TWENTY-TWO

Zayn's POV
   Zamrugałem kilkakrotnie, próbując zrozumieć sens jej słów. Patrzyłem na nią zdezorientowany i trochę zagubiony. Zaczęła się śmiać i zaplotła mi ręce na szyi i przyciągnęła bliżej siebie.
-Uważam, że i tak za długo byliśmy osobno. Nie chcę się spieszyć, bo oboje się zmieniliśmy, ale uważam, że takie totalne odizolowanie się nie jest dobrym pomysłem- uniosła się na palcach i delikatnie musnęła wargami mój policzek. Ten gest był tak cholernie niewinny, tak cholernie intymny, że od razu zapragnąłem więcej. Uśmiechnąłem się jak palant, ale inaczej nie mogłem.
Staliśmy tak jeszcze chwilę, w zupełnej ciszy, patrząc sobie w oczy. Nie wyobrażam sobie, że mogłoby być jakoś inaczej.
Przejechała dłońmi po moim policzku, zjechała na klatkę piersiową, po czym zupełnie straciłem z nią fizyczny kontakt.
-Chodź, odprowadzę cię- mruknąłem, a ona przytaknęła. Szliśmy ramię w ramię, a ja, idiota, odważyłem złapać ją za rękę dopiero przed jej domem.
Westchnęła cicho i odwróciła się do mnie.
-Czyli to koniec One Direction?- spytała niepewnie, patrząc mi w oczy.- Skoro ty i Niall...
-Niall?- zmarszczyłem czoło, a ona przytaknęła.
-W sumie on był pierwszy.
-I nic mi nie powiedział?- zaśmiałem się i wolną ręką założyłem jej pasemko włosów za ucho.
-A czy ty komuś coś powiedziałeś?- wyplątała dłoń z mojej i zaplotła ramiona pod biustem.
-Tak! Stoi tu przede mną, taka mała, mocno irytująca osóbka- strzeliłem pewny siebie uśmieszek, a po chwili oberwałem w klatę.- No co? Przynajmniej szczery jestem.
-Nie jestem mała- dźgnęła mnie w to samo miejsce.- Co do irytującej jestem w stanie się zgodzić, ale nie jestem mała.
-Gadanie- nachyliłem się delikatnie i pocałowałem jej czoło. Miałem wrażenie, jakby lekko zadrżała, ale nieważne.
-Może wejdziesz?
-Chciałbym, ale nie mogę- pokręciłem głową.- Muszę zerwać kontrakt jak najszybciej, a to w sumie nie jest takie proste.
-Dlaczego jak najszybciej?
-Chcę mieć więcej czasu dla mojej rodzinki- wyszczerzyłem się, a Lizzie nabrała gwałtownie powietrza.
-Przecież nie musisz...
-Ale chcę- przerwałem jej i ponownie pocałowałem w czoło.- Do później?
-Może- zachichotała i skierowała się w stronę domu.
Ten dzień jest jakiś dziwny.

Lizzie's POV
     Zatrzasnęłam drzwi i oparłam się o nie.
-O kurczę- wypuściłam głośno powietrze i zamknęłam oczy. Mimo tego, czego dowiedziałam się o moich rodzicach, nie mogłam się tym przejmować. Uśmiech sam wpełzł mi na twarz i nie chciał stamtąd spełznąć.
Ten dzień jest tak cholernie niedorzeczny, że podejrzewam, że tak naprawdę się nie wydarzył, że ja sobie tylko smacznie śpię, a to wszystko to chory wymysł mojej wyobraźni.
-Laska, gdzie ty się podziałaś? Nie było cię prawie dwóch godzin!- to pierwsze, co usłyszałam od Talie. Dzięki wielkie.
-Gdzieś- wytknęłam jej język.- A jak tam mój mały dzidziuś?- powiedziałam specjalnie głośniej, żeby ta mała wredota usłyszała.
-Mamusiu! Nie jestem dzidziusiem!- jęknęła z salonu. Skierowałam się w jej stronę, a gdy tylko zauważyłam ją na kanapie, od razu się do niej zbliżyłam.
-Czyżby?- stanęłam nad nią z chytrym uśmiechem, co oznaczało, że zaraz zacznę ją łaskotać. Dziewczynka doskonale zdawała sobie z tego sprawę, dlatego szybko wstała i zaczęła uciekać.
Na jej nieszczęście, mam o wiele dłuższe nogi niż ona, więc dogonienie jej nie było czymś wybitnie trudnym. Gdy już ją złapałam, położyłam ją na ziemi i zaczęłam się nad nią znęcać, atakując jej najczulszy punkt; brzuch.- Mój dzidziusiu mały!- krzyknęłam, a dziewczynka zaczęła się wyrywać. Piszczała i śmiała się, próbując odciągnąć moje ręce od jej małego ciałka.
-Co ci się stało?- zapytała zszokowana blondynka.- Podmienili cię? W ogóle, gdzie ty byłaś?
-Nieważne.
-Nieważne?- prychnęła.- Przez cały dzień marudzisz, jak to jest ci źle, że musisz wszystko załatwiać, po czym znikasz na dwie godziny, a po powrocie jesteś cała w skowronkach. Wybacz, ale to nie jest normalne.
-A kto powiedział, że ja jestem normalna?
-No niby nikt, ale jednak masz jakieś granice. A może znowu w ciąży jesteś?
-Nieśmieszny żart, skarbie.
-Dobra, nie znęcaj się już nad Lil, chodź na herbatkę- złapała mnie w pasie i odciągnęła od brunetki.
-Ej! Nie skończyłam!
-A daj jej spokój- przewróciła oczami i siłą zaciągnęła mnie do kuchni.
-Talie!- jęknęłam, gdy w końcu mnie zostawiła.
-Gdzie byłaś?- nie ustępowała. Przecież i tak by się w końcu dowiedziała, nie?
-Byłam z Zaynem.
-Dobra, dobra. A na serio? Gdzie cię wywiało?
-No przecież mówię, że byłam z Zaynem!- przewróciłam oczami, a blondynka zmarszczyła brwi. Otworzyła usta, chcąc coś powiedzieć, ale szybko je zamknęła.
-Wkręcasz mnie teraz?
-A dlaczego miałabym?- założyłam ręce pod piersiami i dokładnie się jej przyglądała.- Po prostu przyszedł i poprosił, żebym z nim porozmawiała, a ja to zrobiłam. Wytłumaczyliśmy sobie parę rzeczy i...
-O MÓJ BOŻE, POGODZILIŚCIE SIĘ- zaczęła się wydzierać jak wariatka, a ja szybko zatkałam jej usta ręką. Skakała jak idiotka, a ja się śmiałam. W końcu odciągnęła moją dłoń od swoich ust i uniosła ręce do góry.- Panie Boże, dziękuję ci za...
-Przestań!- dźgnęłam ją w brzuch, głośniej się śmiejąc. Spojrzała na mnie i również zaczęła się śmiać.
-Przepraszam, po prostu, ugh. Nawet nie wiesz, ile czekałam, aż się pogodzicie. Czekaj, który dzisiaj?- zmarszczyła brwi.
-Dwudziesty pierwszy, dlaczego?
-Wygrałam!- zaśmiała się głośniej, przez co zwróciła uwagę Lily, która właśnie weszła do kuchni.
-Mogę wiedzieć, co wygrałaś?
-Założyłam się z tym moim idiotą, że ty i Zayn pogodzicie się przed początkiem kwietnia- uśmiechnęła się przebiegle, a ja pokręciłam głową.
-Założyłaś się o to, kiedy ja i Zayn się pogodzimy?
-Tak. Niall nie wierzył, że to się stanie w mniej niż rok, a ja byłam tego pewna.
-Założyłaś się o to z Niallem prawie rok temu?- zamrugałam kilka razy.
-Yup.
-Ale to nie było jeszcze, jak byłam z Harrym?- zmrużyłam oczy i dokładnie się jej przyjrzałam.
-Yup.
-Czuję się zdradzona- burknęłam.- Czy jestem aż tak przewidywalna?
-Yup.
-Talie, zaraz cię trzepnę- przewróciłam oczami.
-Dobra, przepraszam! Po prostu... Ugh, ty kochasz Zee, on kocha ciebie... To była tylko kwestia czasu, kiedy do siebie wrócicie. A to z Harrym... Nie oszukujmy się, i tak by wam się nie udało.
-Huh, dlaczego?
-Cóż, Harry jest gejem.
_________________
Buahahahah!
Ktoś pewnie pomyśli 'Harry jest gejem? Przecież dopiero co był z Lizzie, lol' A no właśnie.
A myślicie, kociaki, że dlaczego z nią zerwał? XD
W następnym wszystko wyjaśnię, rly
Robię krótki maraton, w sensie, dodam dwa rozdziały jeden po drugim. Tak, żeby umilić Wam życie hahaha
Nie rozpisuję się, bo nie będę miała o czym pisać w następnym, heh

wtorek, 3 listopada 2015

Chapter TWENTY-ONE

Opadłam na kanapę. Dzień, w którym Talie miała wybrać suknie ślubną był jednym z cięższych dni w moim życiu, mimo, że tylko siedziałam na tyłku i doradzałam w sprawach kolorów.
-Mamusiu, a co to ten wieczór panieński?- spytała Lily, podbiegając do mnie radośnie. Dzisiaj zrobiłam tyle rzeczy, że najchętniej położyłabym się i zasnęła.
Odebrałam suknię druhny (tłukłam się po nią przez pół miasta, ale to szczegół), zamówiłam tort na wesele, potwierdziłam rezerwację sali i pokoi hotelowych. To nie mój ślub, a mam wrażenie, że jestem najbardziej zaangażowana w to wszystko.
Byłam jeszcze z Talie przy wyborze kwiatów i odebrałam Lil z przedszkola. Natknęłam się po drodze na papsów, ale zdali się mnie ignorować. Tym lepiej dla mnie.
No i, rozmawiałam z rodzicami. Huh. Powiedzieli, że nie potrzebują tych pieniędzy na konkretną datę, tylko kiedy je będę miała. Trochę nietypowe, ale chyba wolę nie wnikać.
Umówiłam się z Harrym tak, że pożyczy mi pieniądze, a ja zacznę je spłacać, jak tylko będę mogła. Oczywiście nie chciał, żebym mu je oddawała, ale źle bym się z tym czuła.
-To coś takiego, jak panna młoda, w sensie ja, chce się wyszaleć przed ślubem i, ewentualnie rozmyślić, bo później to już nie ma powrotu- zachichotała blondynka, wchodząc do środka pomieszczenia.
-Ciociu, czy będę mogła iść z wami? Też chcę się wyszaleć!- krzyknęła z radością Lily. Razem z Talie zaczęłyśmy się śmiać.
Nie zabiorę pięciolatki na pijany wieczór panieński.
-Skarbie, niestety nie możesz z nami iść. Będą tam tylko dorosłe panie- powiedziałam, gdy tylko przestałam się śmiać.
-I panowie- wtrąciła blondynka, za co dostała ode mnie po głowie. Cóż, Talie o tym nie wie, ale robimy oddzielne wieczór panieński i kawalerski.
Pierwotnie miało być tak, że polecimy sobie do Kalifornii, znajdziemy jakąś plaże i pobędziemy w towarzystwie najbliższych. Potajemnie z chłopakami robimy coś innego.
To znaczy.
Lecimy do Las Vegas. Odseparowujemy od siebie naszych niedoszłych, ale przyszłych nowożeńców i wywozimy w inne strony. Oni jadą podbijać kluby ze striptizerkami, a my... Huh, cóż. Ze striptizerami.
- - -
Talie została u nas, żeby zrobić sobie 'dzień wolnego', który zaproponował jej Niall. Nie robiłyśmy nic produktywnego. Leżałyśmy u mnie w sypialni w trójkę, na łóżku i rozmawiałyśmy. Było naprawdę przyjemnie, póki nie usłyszałam pukania do drzwi.
-Idźcie otworzyć- mruknęłam niechętnie.
-Ja nie idę, bo jestem gościem, a dziecka chyba nie puścisz.
-Dlaczego by nie?- uśmiechnęłam się chytrze i spojrzałam na brunetkę.
-Bo to dziecko! A jakby je ktoś porwał?
-Za dopłatą by jej nie wzięli- burknęłam.- Dobra, idę- przewróciłam oczami i zwlekłam się z łóżka. Ospałym krokiem skierowałam się na dół. Stanęłam przed drzwiami, a pukanie ustało dopiero, kiedy je otworzyłam.
Powiedzieć, że mnie zamurowało było mało trafne. Kogo przed sobą widzę?
-Zayn?- bingo!
-Nie mów nic, po prostu ze mną chodź, okej?- szepnął, a ja jeszcze chwilę stałam w szoku.
-Ale co ja powiem dziewczynom?- oburzyłam się, a on złapał mnie za prawy nadgarstek. Po moim ciele rozeszły się dreszcze, a serce delikatnie przyspieszyło.- Zaraz wracam!- krzyknęłam i w pośpiechu założyłam krótkie trampki. Brunet ponownie złapał mnie za to samo miejsce i pociągnął bliżej siebie.
-Przejdziemy się?- spytał, patrząc w dół.
-Jasne- przytaknęłam i razem ruszyliśmy przed siebie.
Chłopak wypuścił ciężko powietrze, nie wiedząc co powiedzieć. Postanowiłam, że to ja zacznę rozmowę.
-Wiem wszystko o tobie i twoich rodzicach- spojrzał na mnie nieśmiało, a mi zrobiło się dziwnie.
-Ale, ja ci nic...
-Styles mi powiedział- wtrącił, rozwiewając moje wątpliwości.- Wiem jak to brzmi, ale nie powinnaś dawać im tych pieniędzy- po tym co powiedział, zrobiłam się zła.
-Wiem, że oni nigdy nie mieli podstaw do tego, żeby nazywać ich 'idealnymi rodzicami', ale nie uważasz, że jesteś w tym momencie bezczelny? Byłeś ze mną, kiedy okazało się, że mój ojciec ma raka płuc.
-No właśnie o to chodzi, on...
-Nie przerywaj mi do cholery- warknęłam.- Wiem, że nie zawsze było z nimi kolorowo, ale każdy zasługuje na drugą szansę, okej? Chcę im pomóc, bo potrafię wyobrazić sobie, co czują.
-Lizzie...
-Nie skończyłam. Dali mi dużo powodów, dla których nie powinnam się do nich odzywać, ale czy ty rozumiesz, co to znaczy stracić oboje dzieci w przeciągu kilku minut?- chciałam ciągnąc swój wywód dalej, ale chłopak mi to uniemożliwił. Złapał mnie za nadgarstki i stanął naprzeciwko mnie, dogłębnie patrząc mi w oczy.
-Oni nie są tacy jak myślisz- powiedział, kręcąc głową.- Widziałem ich ostatnio w ekskluzywnym klubie na Tajwanie! Do cholery, to drugi koniec świata! Twój ojciec nie jechał na wózku, a matka wcale nie wyglądała na przybitą z powodu jego choroby. Rozmawiali z większością ludzi, choć trochę się tam liczących i nie przejmowali się leczeniem w stanach.
-Nie możesz mieć pewności, że to oni.
-Nie mogę?- prychnął.- Twoja matka powiedziała, że 'załatwiła grubą forsę od swojej naiwnej córki, która dała się nabrać na chorobę ojca'. Mówiła jeszcze, że po tym, jak dasz im pieniądze znikną z Anglii i nie będą nawet myśleć o tym, żeby z tobą porozmawiać. A po za tym, sprawdziłem tą ich 'zaufaną klinikę' i 'operację'. To jedna wielka ściema. Nie istnieje żadna klinika, nawet nie robią takiej operacji!- powiedział na jednym wydechu, a ja oniemiałam. Nie mam pojęcia, co miałam o tym myśleć. Najgorsze było to, że nie czułam się smutna, czy oszukana. W głębi czułam, że są do tego zdolni i chyba tak naprawdę się tego spodziewałam.
Nie odezwałam, więc ruszyliśmy przed siebie w ciszy.
-Nie powinieneś być przypadkiem gdzieś na drugim końcu świata?- zapytałam po kilkunastu minutach, patrząc na jego profil.- Przepraszam, nie chciałam, żeby to tak zabrzmiało- dodałam szybko.
-Nic nie szkodzi- uśmiechnął się do mnie, a serce podskoczyło mi do gardła. Tak dawno nie widziałam jego cudownego uśmiechu. Mimo tego, że zrobił mi okropne świństwo, normalnie z nim rozmawiałam. Myślę, że chodziło o czas. Moja złość na niego mocno zmalała, chociaż byłam zirytowana. Za każdym razem, kiedy myślę, że jest już okej, on się pojawia i wszystko psuje. Ja wiem, czy takie jego pojawianie mi przeszkadza...
-Zanim odpowiem ci na twoje pytanie, mogę oczekiwać od ciebie pełnego zrozumienia?- zapytał, a mnie to trochę zdziwiło. Zamrugałam kilkakrotnie, wpatrując się przed siebie. Dziwne, że po tym, ile się między nami działo, on nadal mi ufa.
-Tak- powiedziałam krótko i widziałam, jak chłopak walczy ze sobą. Nie wiedział, czy ma mi powiedzieć. Nie rozumiałam, dlaczego w ogóle o tym pomyślał.
-Odszedłem- powiedział w końcu. Zrobił to tak cicho, że zrozumiałam go dopiero po chwili.- Odszedłem z zespołu.
Zatrzymałam się nagle i zmarszczyłam czoło.
-Wydaję mi się, że nie jestem zbyt dobrą osobą, która mogłaby cię wysłuchać- powiedziałam po chwili, a chłopak zbliżył się do mnie. Złapał mój podbródek i podniósł go do góry tak, że mogłam mu się dobrze przyjrzeć. Miał duże sińce pod oczami, zbyt długi zarost i smutny wzrok. To nie mogła być pochopna decyzja. Musiał się nad nią długo zastanawiać. Zbyt długo, i teraz widać tego skutki.
-Zostałaś mi teraz tylko ty. Tylko na tobie mogę polegać w stu procentach- szepnął, a jego ciepły oddech zderzył się z moimi policzkami.- Wysłuchasz mnie?- był taki zdesperowany. Jego oczy gorączkowo szukały odpowiedzi w moich, a ja chyba nie miałabym serca, żeby się nie zgodzić. Przytaknęłam delikatnie głową i czekałam, aż zacznie mówić.- Muzyka to moja pasja. Coś, co jara mnie od bardzo. Kochałem to co robię, ale ostatnio dużo rzeczy uległo zmianie- coś ukłuło mnie w serce, gdy usłyszałam 'kochałem'. To znaczy, że już nie kocha, tak?
Westchnął i kontynuował:
-Po tym, jak powiedziałaś, że nic do mnie nie czujesz, coś we mnie pękło- zaśmiał się obojętnie, a mnie oblało poczucie winy.- Nie wiń się za to. To tylko i wyłącznie moja wina, że nie potrafiłem odpowiednio okazać ci czułości. Wracając... Od tamtego momentu wszystko jakby zaczęło się sypać. Kończyliśmy nagrywać album, było mnóstwo pracy z promocją. Musiałem udawać przed wszystkimi, że coś z Perrie jednak mnie łączy- zrobił kolejną przerwę.- Zacząłem oszukiwać sam siebie, ale zdałem sobie z tego sprawę dopiero niedawno. Za każdym razem, kiedy z nią rozmawiałem, nieważne, czy o ślubie, czy o pogodzie, zawsze pomyślałem o tobie. Co ty byś o tym sądziła, jak byś zareagowała- pokręcił głową.- Na ostatnim koncercie, pośród fanek zobaczyłem jakąś dziewczynę. Myślałem, że to ty. Moje serce zaczęło bić jak psychopata, a ja znów zacząłem zachowywać się tak jak na wcześniejszych trasach. Skakałem, śmiałem się z chłopakami, robiłem im nawet jakieś pieprzone żarty. Później dopiero pojąłem, że to niemożliwe, żebyś ty tam była. Pomyślałem wtedy o Lily. Myślałem, co z nią jest, jak się czuję. Wiem, że chodzi teraz do przedszkola- uśmiechnął się delikatnie.- Ale wtedy zrobiło mi się cholernie przykro. Zrobiło mi się przykro, bo zdałem sobie sprawę, że ona nigdy nie miała ojca. Że to ty pełniłaś rolę obojga rodziców, jednocześnie pracując. Znowu przebiegłem wzrokiem po fanach. Jak na ironię, zatrzymałem się przy kolesiu z córką. Widać było, że nie podoba mu się koncert, ale przytulał ją tak cholernie mocno. Pomyślałem, że ja też mógłbym tak wyglądać w przyszłości, ale spieprzyłem. Przepraszam- w jego oczach zgromadziły się łzy.- Przepraszam, że byłem samolubnym kutasem i nie wróciłem do ciebie. Przepraszam, że nie potrafiłem zebrać się w sobie, żeby cię odnaleźć. Przepraszam, że nie wychowywałem Lily razem z tobą. Przepraszam cię za wszystko Lizzie. Jest mi tak cholernie przykro- pokręcił głową, a jedna łza wylądowała na jego policzku. Pierwszy raz widziałam, żeby płakał. Zbliżyłam się do niego jeszcze bardziej i objęłam jego tors rękami.
Staliśmy tak na środku chodnika. Przyciśnięci do siebie i oboje tak cholernie tęskniący za tym drugim.
-Przepraszam, że wydałem waszą tajemnicę. Twoją i Stylesa. Nie powinienem był tego robić, dlatego od razu to usunąłem. Niestety nasze fanki są dość... Przerażające- w tym momencie się zaśmiałam- i zdążyły to przeczytać.
-Nie myśl o tym- potarłam dłońmi jego plecy.- Myślę, że cię kocham- czułam, jak jego serce zaczyna szybciej bić, dorównując tempu mojego.
 __________
Woah, ale akcji XD
Rozdział wysłałam mojej 'korekcie' i jakby co, poprawię jutro. Chciałam go dodać dzisiaj, bo musimy o czymś porozmawiać... Hahahahah
Po pierwsze: Jest mi przykro :( Pod ostatnim rozdziałem pojawił się tylko komentarz od jednej osoby :( Mam nadzieję, że pod tym będzie więcej, bo wiecie ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Po drugie: OMG, ALBUM JUŻ NIEDŁUGO!!!!1!1 Ja mam już zamówiony, a Wy? :D I co do piosenek, któa, wg. Was, jest najlepsza? Z tych czterech oczywiście haha
Po trzecie(i ostatnie): Przenoszę się na Wattpada. Tam będzie mi wygodniej po prostu pisać i w ogóle, chociaż stwierdziłam, że to opowiadanie dokończę tutaj :D  Zbliżamy się do końca, więc nie widzę sensu w przenoszeniu dwudziestu paru rozdziałów na wattpada, żeby dopisać jeszcze kilkanaście.
Więc.
Trzymajcie się Miśki, do kolejnego! x