środa, 30 grudnia 2015

Chapter THIRTY-THREE

18th April, 2026
-Jak grasz kutasie!- krzyknął Niall, za co prawie od razu dostał w ramię od blondynki.
-Dzieci tu są, idioto.
-Wiem, po prostu nie mogę patrzeć, jak ten kutas gra!- jęknął niezadowolony i schował twarz w dłoniach. Kobieta znowu trzepnęła go w ramię, a Zayn zaczął się śmiać.
-Wyczuwam brak seksu przez tydzień, za to słownictwo.
-Zayn!- tym razem to brunet dostał w ramię od swojej partnerki.
-Mamo, wujek przyszedł!- krzyknął Toby, za którym wszedł Louis i jakaś kobieta. Miała ciemne włosy i oczy. Była niezbyt wysoka, ale szczupła.
-Poznajcie Tori- powiedział niebieskooki, a kobieta szczerze się uśmiechnęła. Talie i Lizzie wymieniły ze sobą spojrzenia, po czym równo wstały i podeszły do czarnowłosej.
-Ty dołączasz do chłopaków, a my zabieramy Tori na przesłuchanie- powiedziała Lizz, a blondynka jej przytaknęła. Wzięły trochę zdezorientowaną brunetkę pod ramionami i wyprowadziły do kuchni.
-Naprawdę będziecie mnie przesłuchiwać?- spytała niepewnie, parząc to na jedną, to na drugą.
-Nie, coś ty. Po prostu brakuje nam towarzystwa jakiejś kobiety- zaśmiała się Talie.
-A odkąd Sophia wyjechała z Liamem do Australii nie dzieje się nic nowego- przyznała jej Lizzie, zaczynając jeść truskawki, leżące na stole.
-Przestraszyłam się trochę. Wiecie, wchodzę z Lou do środka i od razu mnie zabieracie- zaczęła się śmiać Victoria.
-Wybacz. Nie chciałyśmy cię straszyć. A tak w ogóle ja jestem Talie, a tamta co zżera mi truskawki to Lizzie.
______
ej te rozdzialy sa strasznie krotkie://
(i sry, za brak znakow polskich; jestem na telefonie i wlaczyl mi sie tryb lenia)
prawie mi sie udalo wstawic wczoraj XD
idk o co chodzi, ale jak chce wstawic to cos mnie od tego odciaga i zapominamXDD
mam nadzieje, ze sie nie gniewacie
do pozniej, misie! x
P.S. tak, wiem, zle ponumerowalam rozdzialy XD ogarnelam dopiero teraz i ten dzieje sie wczesniej niz polrzedni XD niewazne, mam nadzieje, ze sie polapiecie x

wtorek, 29 grudnia 2015

Chapter THIRTY-TWO

10th July, 2028
-Lily, do cholery, dlaczego znalazłam to w twojej torbie?- krzyknęła Lizzie, wchodząc do pokoju swojej córki. Ta tylko zerknęła na nią i wróciła do czytania książki. Gdy jednak zrozumiała, o co chodzi jej matce otworzyła szerzej oczy i zrobiła się czerwona.
-To przecież taty. Pewnie wpadły mi tylko do torby, kiedy się pakowałam- powiedziała, próbując zachować zimną krew. Nastolatka doskonale wie, że gdyby jej matka przyłapała ją na paleniu, miałaby przechlapane.
-W takim razie dobrze- powiedziała starsza kobieta, a jej córka odetchnęła z ulgą. Byłą jednak trochę zdziwiona, że mama uwierzyła w to tak szybko.- Szkoda, że tata rzucił palenie trzy lata temu. ZAYN!
-Kurwa- przeklęła cichutko pod nosem i odłożyła książkę. Miałaby przechlapane, gdy tylko mama by wiedziała, ale gdy zaraz będzie wiedział też jej tata...
Dostała gęsiej skórki i delikatnie się wzdrygnęła.
-Co się stało?- powiedział przerażony mężczyzna, wpadając do pokoju. Nastolatka zakryła twarz rękoma, szykując się na pogadankę od rodziców.- Papierosy, i?- uniósł niepewnie brew, a Lizzie przewróciła oczami.
-Znalazłam to w torbie twojej córki i chciałabym wiedzieć, co na ten temat myślisz.
-A co mam myśleć?
-Zayn!
-Lizzie! Lily ma siedemnaście lat, nie rozumiem dlaczego się tak złościsz!- gdy te słowa opuściły usta mężczyzny, Lily niepewnie podniosła wzrok na rodziców.
-I co z tego? Nie powinna palić papierosów, jest za młoda, a to paskudny nałóg!
-Mówiłem jej tyle razy o skutkach, myślę, że pamięta- przewrócił oczami, a kobieta na przeciw niego tylko bardziej się zirytowała.
-Do cholery, to twoja córka! Powiedz co...- nie skończyła, gdy brunet gwałtownie ją pocałował. Upuściła paczkę papierosów i oparła dłonie o jego tors, przymykając oczy. Lily otworzyła usta ze zdziwienia i zamrugała kilkukrotnie. Chciała wyrazić swoje obrzydzenie, poprzez jakiś głośny jęk, ale wtedy brunet puścił jej oczko i razem z kobietą wycofali się z pokoju.
- - -
-Dzięki tatusiu!- pisnęła i podeszłą do bruneta, ciasno owijając go ramionami. Pocałował ją w czubek głowy i się uśmiechnął.
-Nie ma za co. Tylko, Lily- odsunął ją od siebie i popatrzył w oczy.- Nie pal, to naprawdę niezdrowe. Nie chcę stracić córki przez to świństwo- powiedział poważnie, a dziewczyna przytaknęła. Jeszcze raz się w niego wtuliła, a on pogłaskał jej długie, ciemne włosy.
-Jesteś najlepszym tatą na świecie- uśmiechnęła się słodko i zamrugała kilka razy.
-Czego ty ode mnie znowu chcesz?- westchnął, a ona zaczęła chichotać.
-Kimberly urządza małą domówkę. Góra pięć osób. Dzisiaj.
-I?
-Przekonasz mamę?
- - -
-Baw się dobrze, skarbie!- zawołała za nią matka, gdy wyszła z auta. Dziewczyna poprawiła torbę na ramieniu, przytaknęła i weszła do domu przyjaciółki.
-Imprezę czas zacząć!- krzyknęła z całej siły, a pozostałe kilkadziesiąt osób zaczęło wiwatować.
- - -
-Pięć osób?- brunet uniósł zaczepnie brew, gdy kobieta wróciła do domu.
-Pięćdziesiąt- westchnęła i cmoknęła go w policzek.- Mam tylko nadzieję, że nie zrobi czegoś, czego będzie później żałować.
____________
Poślizg, wiem XD
Przepraaaszaaam XD Dodam dzisiaj dwa rozdziały, ok? Żeby nie było, że jestem taka zła XDD
Kocham was wszystkie i baaaardzo proszę o komentarze, bo za kilkanaście rozdziałów koniec:(
Do wieczorka misie! x

sobota, 26 grudnia 2015

Chapter THIRTY-ONE

23th August, 2024
Jak co roku w urodziny Liama cała paczka organizuje wypad nad jezioro i zostaje tam przez tydzień. Takie jakby rodzinne spotkanko. Oczywiście z roku na rok pojawiało się coraz więcej dzieci, ale to raczej naturalne. 
-Mamoo, ploszę- Gabe stał przed kobietą ze złożonymi rękoma i wypchniętą dolną wargą, którą delikatnie poruszał. 
-Gabe ja też cię proszę. Przed chwilą przyjechaliśmy, jest wieczór. Obiecuję, że jutro będziesz mógł się kąpać. Dzisiaj jest za zimna woda- powiedziała, a chłopczyk pogłębił grymas na swojej twarzy.- Chodź, zrobimy pianki- uśmiechnęła się do niego ciepło i podeszła z nim do ogniska. 
Wszyscy mieli już pianki na patykach, albo się nimi zajadali. Wszyscy, którzy siedzieli wokół ognia, rzecz jasna.
-Zayn, pomóż Gab'owi, dobrze? Gdzie w ogóle jest Toby?- zmarszczyła brwi i zaczęła się rozglądać. Chłopczyk stał pod drzewem trochę dalej, a z nim Olivia; córka Nialla i Talie. 
-Talie- Lizzie szturchnęła siedzącą koło niej przyjaciółkę, aby ta zwróciła wzrok na dzieci. 
Toby właśnie dawał jakiegoś polnego kwiatka Olivii.
-Aww- zachichotała Talie.
-Gabe do cholery! Stój!- wszyscy odwrócili się w stronę jeziora, żeby zauważyć biegnącego Zayna, a przed nim małego chłopca, który właśnie skoczył z pomostu do wody,
-Coś czuję, że przez ten tydzień będzie ciekawie- mruknęła do siebie brązowooka i zaczęła iść w stronę jeziora.
________
Ostatnio jakoś nie miałam czasu i ochoty na pisanie notatki, więc sorka bardzo misie.
Właśnie dostałam czkawki, jeej
Na początek (wiem, że trochę późno, ale shh):
Chciałabym życzyć moim przecudownym czytelnikom wesołej reszty świąt i szczęśliwego nowego roku! Aby spełniły się wasze marzenia, żebyście miały supi chłopaka, żeby w ogóle Wasze życie było jak jakiś przesłodki fanfik, haha
Na środek:
Wiem, że rozdziały są krótkie, nawet bardzo i trochę się skarżycie na ich długość, ale hej! Macie rozdziały co dwa dni, nie? Jasne, mogę dodawać długie rozdziały, ale wtedy miałybyście zagwarantowane, że pojawiały by się raz na tydzień/ na dwa i nie byłoby ujętych tyle akcji.
Już niedługo ogarnę się do końca z rozdziałami; skupię się przede wszystkim na Gabie i Tobym, bo trochę ich zaniedbałam w przyszłych częściach.
Nadal mam tą pieprzoną czkawkę.
Na koniec:
Podzielcie się ze mną Waszymi świątecznymi prezentami! Chcę wiedzieć co dostałyście ^^
Do zobaczenia później misiaczki! x

czwartek, 24 grudnia 2015

BONUS Chapter (New Year's Eve)

29th December, 2021
Zayn's POV
-Nie sądzisz, że to samolubne, zostawiać dzieci pod opieką twoich rodziców?- spytała niepewnie, słodko marszcząc nos. Podszedłem do niej szybko i złapałem ją w talii, przyciągając blisko siebie, przez co pisnęła.
-Skarbie, sami się zaoferowali, a po za tym... Nie uważasz, że należy nam się trochę wolnego?- zaczepnie uniosłem brew, na co prychnęła.
-Nie chcę się po prostu narzucać. Wiem, że Lily potrafi narozrabiać, nie mówiąc już o Tobym.
-Mhm- mruknąłem, nie za bardzo słuchając już, co do mnie mówiła. Cmoknąłem ją najpierw w kącik ust, później w zarys szczęki, za uchem, na szyi, obojczyk i tak dalej, i tak dalej...
Nie wiem, jak pokonaliśmy drogę do sypialni, ale czy to ważne?
Lizzie pociągnęła mnie za włosy, gdy zrobiłem jej kolejną malinkę na szyi. Wsunąłem ręce pod jej koszulkę i zacząłem ją szybko podwijać do góry, żeby po chwili wyrzucić ją gdzieś za siebie. Odpiąłem jej stanik i również rzuciłem gdzieś na bok. Szybko zsunąłem jej spodnie, razem z majtkami, po czym z chytrym uśmieszkiem wróciłem przed jej twarz. Gwałtownie wpiłem się w jej usta, ale po chwili przerwała pocałunek z wyraźnym niezadowoleniem wypisanym na jej ślicznej buźce.
-Co jest?- spytałem zmartwiony, odsuwając się od niej. Może to i samolubne, ale mam nadzieję, że tego teraz nie przerwie. Mój kolega trochę się niecierpliwi.
Zamiast mi odpowiedzieć, po prostu zamieniła nas miejscami i przejęła kontrolę. Zrzuciłem z siebie koszulkę, a ona rozpięła moje spodnie i zsunęła je z moich nóg, zwalając je gdzieś na ziemię. Przejechała palcami po moim koleżce, a ja zadrżałem. Ściągnęła szybko moje bokserki i nachyliła się nad moim kutasem z szerokim uśmiechem. Chciałem coś powiedzieć, ale po tym jak wzięła go w usta, kompletnie zapomniałem co. Mój oddech stawał się coraz szybszy, zupełnie jak jej.
Po chwili podciągnęła się do góry, zostawiając mnie na krawędzi, i poczekała chwilę, aż moje napięcie opadnie. Lubi się droczyć? Zaraz jej pokażę.
Ponownie zamieniłem nasze miejsca i teraz to ona leżała na plecach. Obniżyłem się i zdecydowanie złapałem ją za biodra, przyciągając do siebie, przez co wydała z siebie zduszony jęk. Przyssałem się ustami do jej wrażliwego miejsca, a ona już bez żadnego skrępowania, głośno jęknęła. Wplątała jedną rękę w moje włosy i delikatnie za nie szarpała, co tylko motywowało mnie do dalszej części.
Gdy była już blisko, nagle się od niej odsunąłem, przez co spiorunowała mnie wzrokiem. Zaśmiałem się tylko i zacząłem obsypywać jej szyję pocałunkami. Po jakimś czasie zszedłem na dekolt, co skwitowała cichymi, aprobującymi moje ruchy pomrukami. Prawą rękę skierowałem na jej łechtaczkę i zacząłem ją gładzić kolistymi ruchami, przez co dziewczyna po chwili znowu zaczęła jęczeć. Wsunąłem w nią dwa palce i poczułem jak jej ścianki się zaciskają.
Brakowało jej tego tak samo jak mi. Uśmiechnąłem się przy jej lewej piersi i delikatnie przygryzłem jej sutek. Ty razem, z lekkim ociąganiem, ale co tam, pozwoliłem jej dojść. Zagryzła dolną wargę i jęknęła najgłośniej do tej pory. Uniosłem się trochę i ustawiłem przy jej wejściu.
Nie robiliśmy tego tak dawno, że obawiam się mojego przedwczesnego szczytowania.
Wypuściłem głośno powietrze, gdy w nią wszedłem. Ona natomiast zacisnęła powieki i zaczęła miętosić swoją dolną wargę zębami, co jeszcze bardziej mnie pobudzało.
Zacząłem się w niej poruszać, co chwila jęcząc, jednak ona nie była mi dłużna. Przyspieszałem swoje ruchy coraz bardziej, aż w pomieszczeniu było słychać tylko zgranie naszych jęków i uderzanie ramy łóżka o ścianę.
Ugięła nogi i zaplotła je nad moimi pośladkami, przez co mogłem wejść jeszcze głębiej. Warknąłem nisko, czując, że zbliża się nieuniknione.
Przygryzłem jej dolną wargę, a ona zaczęła drapać moje plecy. Poczułem to magiczne napięcie w dole brzucha i po prostu spuściłem się do jej wnętrza. Zwolniłem i znacznie pogłębiłem swoje ruchy, a kilka pchnięć później wyjęczała moje imię.
Opadłem na nią i po prostu leżeliśmy. Próbowaliśmy uspokoić nasze szalejące oddechy. Dawno nie czułem się tak zajebiście.
Wyszedłem z niej, przez co znowu jęknęła i walnąłem się koło niej na łóżko, przyciągając ją do swojego ciała. Schowała twarz w zagłębienie mojej szyi, ale szybko się odsunęła.
-Fuj, jesteś mokry- zmarszczyła nos, a ja zachichotałem.
-W takim razie, może prysznic?
-Nie masz dość?
-Nigdy się tobą nie nacieszę- cmoknąłem ją w głowę i wstałem. Pociągnąłem ją do siebie i poprowadziłem do łazienki, gdzie powtórzyliśmy sytuację z przed chwili.

wtorek, 22 grudnia 2015

Chapter THIRTY

18th August, 2020
Weszła niepewnie do gabinetu. W środku było przeraźliwie biało i jasno. Zmrużyła oczy i usiadła na przeciwko mężczyzny w średnim wieku. Jego włosy były już przerzedzone, a na kaszmirowy sweter miał zarzucony biały kitel.
-A więc...- mruknął i poprawił okulary.- Moje obawy co do pani się potwierdziły.
-O-obawy?- otworzyła szerzej oczy. Teraz zaczęła denerwować się jeszcze bardziej niż poprzednio.
-Tak myślałem. To rak jajników, proszę pani.
-Boże- przeczesała ręką włosy. Przyszła, żeby zrobić rutynowe badania i na pewno nie spodziewała się czegoś takiego. Oparła się o oparcie krzesła i zaczęła szybciej oddychać. Jej twarz zbladła i nie mogła wyjść z szoku.
-Przykro mi, ale to złośliwy nowotwór. Możemy zacząć leczenie, ale to nie gwarantuje, że pani wyzdrowieje. Na szczęście, jest to wczesne stadium, ale na prawdę, nie będę obiecywać cudów, panno Bell.
-Malik- poprawiła słabo mężczyznę, a on się skrzywił. Zaczął wertować jakieś kartki, żeby po chwili nerwowo zacząć je wszystkie czytać.
-Przepraszam panią za zamieszanie, pani Malik. Mam po prostu straszne urwanie głowy ostatnio i nową asystentkę. Naprawdę, przepraszam, że panią tak wystraszyłem- spojrzała na niego, marszcząc brwi.- Mam stare dokumenty i jedną pacjentkę z nazwiskiem Bell.
-Czyli...
-Nie ma pani raka- uśmiechnął się, a ona odetchnęła z ulgą. Zakryła twarz dłońmi i zaczęła się śmiać.
-Nigdy nie byłam tak przestraszona, naprawdę.
-Jeszcze raz panią przepraszam- mężczyzna również się zaśmiał i odwrócił kartkę na drugą stronę.- Więc... Gratuluję pani. Jest pani w ciąży.
-Oh?- spojrzała na niego zdumiona.
-W szóstym tygodniu. Jak widzę, jest to pani trzecia ciąża, więc myślę, że nie muszę pani niczego tłumaczyć.
- - -
-Lizzie, co jest?- spytał brunet, gdy weszła do domu. Przez całą drogę uśmiechała się jak wariatka, ale gdy zobaczyła mężczyznę z synem na rękach, poszerzyła uśmiech jeszcze bardziej.
-Będziemy mieli dziecko- wzruszyła ramionami, a brunet zatrzymał się w połowie drogi. Spojrzał na nią, nie dowierzając temu, co przed chwilą usłyszał.
-N-naprawdę?- uśmiechnął się delikatnie.
-Tak, głuptasie- przewróciła oczami i podeszłą do niego. Cmoknęła go w policzek i wzięła od niego synka.
-No cześć skarbie. Jak się tatuś sprawdza w roli niańki? Wiem, wiem. Mamusia jest najlepsza- cmoknęła Toby'ego w nos i zaczęła cicho chichotać.
-Ej!

_________
Coś mi nie wychodzi to dodawanie rozdziałów co dwa dni, przepraszam! XD
Mam nadzieję, że nie zabijecie mnie zbyt okrutnie. XD Teraz dużo wolnego, a co za tym idzie więcej pisania i ogarnięcie umysłowe XD
A tak serio, od dzisiaj już NAPRAWDĘ będę dodawać rozdziału co dwa dni.
Czyli kolejny w wigilię, mam dla was niespodziankę, misie!
Do zobaczenie później, wesołych świąt! x

sobota, 19 grudnia 2015

Chapter TWENTY-NINE

13th March, 2019
-Zayn- szepnęła brunetka, szturchając mężczyznę w ramię.- Zayn, obudź się- ponowiła swój ruch, a on nieznacznie się ruszył.- Ej- powiedziała głośniej, a on jęknął i otworzył oczy.
-Ta?- mruknął, przecierając oczy.
-Mam ochotę na lody- powiedziała, opierając się o ramę łóżka. Zaczęła gładzić swój brzuch i się uśmiechać.
-Lizzie, jest druga w nocy.
-Zayn, mam ochotę na lody.
-Skarbie, poczekaj do rana, dobrze? Wstanę, ubiorę się i od razu polecę ci po lody- uśmiechnął się i położył się z powrotem. Kobieta zepchnęła go z łóżka i zleciał z hukiem na podłogę.- Ała, cholera.
-Idź po te lody, teraz.
-Lizzie- jęknął.
-Zayn.
-Nie będę szedł teraz po lody- powiedział w końcu stanowczo, a brunetka spojrzała na niego smutno. W jej oczach zgromadziły się łzy, a mężczyzna jęknął i poszedł się ubrać.
- - -
-Jechałem na koniec miasta, żeby zdobyć ci twoje lody, ale mam!- ucieszył się, wchodząc do sypialni. Brunetka spojrzała na niego pogardliwie i prychnęła.
-Teraz to ja już nie mam ochoty na lody- odwróciła się do niego plecami i schowała pod kołdrą. Westchnął i poszedł schować lody do lodówki.
- - -
-Zayn- szturchnęła go ramię, ale on nie reagował.- Zayn.
-Mhm?- mruknął, nie otwierając oczu. 
-Przyniesiesz mi te lody? Stwierdziłam jednak, że mam na nie ochotę- powiedziała słodko i usiadła po turecku. 
-Lizz, proszę. Jest wpół do czwartej. Idź spać.
-Zayneeee- przeciągnęła ostatnią sylabę i zamrugała kilkukrotnie. Mężczyzna westchnął, ale zszedł na dół, po lody dla ukochanej.
- - -
Obudził go cichy chichot. Otworzył oczy i spojrzał na kobietę. Siedziała po turecku, w okularach i czytała książkę, oświetlając ją latarką z telefonu.
-Obudziłam cię? Przepraszam- powiedziała cicho i wróciła do chichotania. Mężczyzna spojrzał na zegarek, wypuścił głośno powietrze, ale nic nie powiedział i poszedł spać. Znowu.
- - -
-Zayn- znowu słyszy jej szept. Teraz naprawdę jest poddenerwowany. Lily jest u jego matki, może spać do dwunastej, ale kobieta mu nie pozwala, co chwila go budząc. Teraz jest godzina piąta.
-Lizzie, do cholery. Nie będę nigdzie szedł- rzucił zły i chciał się schować pod kołdrę, ale zatrzymała go jej ręka. Złapała go mocno za nadgarstek, a on zdezorientowany spojrzał na jej twarz.
-To już- mruknęła, krzywiąc się.
- - - 
-Zayn!- usłyszał swoje imię i odwrócił się. Zobaczył swoją mamę biegnącą z jego córką za rękę.- Przybiegłyśmy najszybciej jak się dało.
-Mhm- przytaknął.- Nie chcą mnie tam wpuścić- powiedział, przeczesując nerwowo swoje włosy. 
-Co się dzieje?- spytała mała brunetka, rozglądając się po korytarzu. 
-Zaraz się okaże, czy masz brata, czy siostrę.
- - - 
-I co?- spytał Niall, gdy tylko Zayn wyszedł z sali. Był zszokowany z wielkim uśmiechem na ustach. 
-Mam syna.

środa, 16 grudnia 2015

Chapter TWENTY-EIGHT

11th June, 2018
-Na ile będziemy u dziadków, mamo?- jęknęła Lily, siedząc w samochodzie.
-Trzy dni. I proszę, przestań się w końcu kręcić!- zbeształa ją kobieta, a brunet siedzący koło niej posłał jej pytające spojrzenie. Machnęła tylko ręką i wróciła do wyglądania przez okno.
- - - 
-Mamo!- przywitała się brunetka, widząc matkę swojego wybranka. Przytuliła ją na powitanie, a po chwili poczuła, jak coś plącze jej się koło nóg. Odsunęła się kawałek, by dać córce spokojnie przytulić się do babci i nacieszyć się jej widokiem.
-Cześć mamo- mruknął mulat, wnosząc wszystkie torby do mieszkania. Postawił je na ziemi i uściskał swoją mamę. 
-Tak dawno was nie widziałam! Lily, skarbie, jak ty urosłaś!
- - - 
-Waliyha!- pisnęła brunetka i podbiegła do dziewczyny.
-Lizz!- zaśmiała się i otuliła ją rękoma, chowając twarz w zagłębienie szyi.- Skarbie, Doniya już jest?
-Niestety jeszcze nie, ale powinna być wieczorem. Podobno spóźniła się na pociąg.
- - -
-Przepraszam na chwilkę- mruknęła Lizzie i błyskawicznie pobiegła do łazienki. Wszyscy przy stole byli zdezorientowani, dlaczego wybiegła tak szybko. Zayn po chwili oprzytomniał i ruszył za kobietą.
- - -
-Jesteś tego pewna?- spytał, niepewnie patrząc w jej czekoladowe oczy. Przytaknęła mu, a on odetchnął. Kucnął przed nią i ciasno oplótł ramionami.
Znowu zostanie ojcem.
- - -
Gdy wrócili do stołu, wszyscy oczekiwali na to, aż coś powiedzą. Oni jednak bez słowa zajęli swoje miejsca i kontynuowali posiłek.
-Do cholery, powiedzcie o co chodziło!- jęknęła w końcu Safaa, nie wytrzymując napięcia.
-Język!- upomniała ją matka, na co tylko wywróciła oczami. Zayn popatrzył na kobietę po swojej prawej i szeroko się uśmiechnął.
-Cóż, Lily będzie miała rodzeństwo- powiedział, a wszyscy na chwilę zamilkli. Po chwili jednak zaczęły się głośne śmiechy i gratulacje dla obojga.

poniedziałek, 14 grudnia 2015

Chapter TWENTY-SEVEN

2nd May 2017
-Zee, to już czwarte mieszkanie, które ci się nie podoba!- powiedziała z wyrzutem, wychodząc z kolejnego wysokościowca.- Co ci w nich nie pasuje?
-Wszystko- powiedział wsiadając do auta. Kobieta zajęła miejsce obok niego tuż po chwili. Spojrzała na jego profil i się uśmiechnęła.
-Co przede mną ukrywasz?- spytała, poszerzając uśmiech. Przełknął głośno ślinę i odkaszlnął. Odpalił silnik i wyjechał na główną ulicę.
-Mam dość na dzisiaj- powiedział w końcu.- Chcę ci coś pokazać, ale, żeby się udało, musisz mieć związane oczy- uśmiechnął się do siebie i, nie opuszczając wzroku z ulicy, podał jej czarny materiał.
-Czuję się jak w Pięćdziesięciu Twarzach Greya- zachichotała, zawiązując opaskę.
- - -
-Tylko nie podglądaj- powiedział brunet, łapiąc kobietę za rękę. Pociągnął ją do siebie i zaczął prowadzić na osiedle poza miastem.
-Nie mam zamiaru- uśmiechnęła się i szła ostrożnie w stronę, w którą ciągnął ą mężczyzna.- Już?- spytała, gdy się zatrzymali. Po chwili poczuła, jak jego ręce odplątują węzeł, przez co odzyskała wzrok.
Uśmiechnął się do niej i podszedł bliżej, po czym złapał ją za rękę.
-Podoba ci się?- mruknął, wskazując głową na nowoczesny i dość duży dom jednorodzinny.
-Jest śliczny, ale dlaczego...
-Niespodzianka- poszerzył swój uśmiech, czekając na jej reakcję.- Wejdziemy do środka?- nie czekał już na odpowiedź. Pociągnął ją za sobą i razem weszli do środka.
Stojąc w ogromnym holu, niepewnie się uśmiechnęła i przeszła dalej. Weszła do kuchni, a później do salonu. Zaczekała na bruneta, a gdy tylko pojawił się koło niej, mocno go przytuliła.
-Jest cudownie, naprawdę.
-Cieszę się, że ci się podoba, ale nie widziałaś jeszcze naszej sypialni- cmoknął ją w szyję, przez co zachichotała.
-Chętnie ją sobie zwiedzę- zachichotała, a on dołączył do niej. Wziął ją na ręce i zaniósł na górę, po schodach. Cały czas się śmiała, mając zamknięte oczy i wtulając się w jego klatkę piersiową.
W końcu położył ją na łóżku i delikatnie musnął jej wargi. Przyciągnęła go bliżej za koszulkę, jednocześnie pogłębiając pocałunek.
-Mamooo- jęknęła z niezadowoleniem małą brunetka. Lizzie zdezorientowana spojrzała na córkę, która miała zdegustowaną minę.
-Co ty tu...
-Byliśmy tu pierwsi- powiedziała Talie, wchodząc do pokoju z rocznym dzieckiem na rękach. Zaczęła się śmiać, widząc minę swojej przyjaciółki.
-Cholera- przewrócił oczami brunet.- Zapomniałem, że dałem jej klucze.
-Och, więc dowiedziałam się na samy końcu, że zamierzasz się tu wprowadzić?
-Tak- powiedziały zgodnie blondynka i mała brunetka. Posłały sobie chytre uśmiechy i z powrotem odwróciły do pary na łóżku.
-Tak naprawdę to wiedziałam o tym mieszkanku, kiedy Zayn zaczął je budować. No wiesz, pełna tajemnica, akcja Lizzie-nic-nie-wie i w ogóle. Dobra, chodźcie na obiad do mnie. Zrobiłam kurczaka!
-Mhm- mruknął brunet i cmoknął kobietę w czoło, po czym podniósł się z łóżka i czekał na brunetkę z wyciągniętą ręką. Chętnie ją przyjęła i już po chwili szli do domku oddalonego o jakieś piętnaście metrów.
-Wiedziałam, że znam skądś tą okolicę!
-Tutaj cię spotkałem- powiedział trochę niejasno, ale brunetka wiedziała o co chodzi. Uśmiechnęła się i cmoknęła mężczyznę w zarośnięty policzek.
_______________
Nah, nah, nah.
Przepraszam, że tak późno dodaję, ale nie chciało mi się pisać.
Mam nadzieję, że bardzo nie skopałam sprawy i się na mnie nie obrazicie, heh.
OD TERAZ:
Rozdziały pojawiać się będą co dwa dni, nie częściej, nie rzadziej. (No chyba, że ilość komentarzy mnie nie będzie zadowalać, to będę opóźniać publikację, a co)
To wszystko misiaczki, do później!

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Chapter TWENTY-SIX

15th September 2016
-Tato!- krzyknęła mała brunetka, zgrabnie zawiązując buty.- Weź mi plecak, dobrze?
-Lily, nie jestem twoim tragarzem!- odkrzyknął brunet, stojąc u szczytu schodów. Cofnął się jednak do pokoju dziewczynki i zabrał jej tornister, po czym szybko zbiegł na dół.- Chodź, bo znowu się spóźnisz- otworzył drzwi i wpuścił dziewczynkę przed siebie. Odblokował auto kluczami, a dziewczynka żwawym krokiem ruszyła przed siebie. Otworzył jej drzwi i poczekał, aż wsiądzie. Położył jej plecak pod nogi, a sam zajął miejsce przy kierownicy. 
Położył jedną dłoń na zagłówku i obrócił się tak, aby móc swobodnie wyglądać przez tylną szybę. Po zwinnych manewrach w końcu wyjechał z podjazdu. Starał się jechać mniej popularnymi uliczkami, żeby uniknąć korków, lecz dziewczynka i tak nie zdążyła na początek lekcji.
Na parkingu przy szkole dziewczynka wychyliła się do przodu, pocałowała tatę w policzek i pobiegła do środka budynku, aby załapać się na końcówkę lekcji.
Gdy mężczyzna wrócił do mieszkania, zdjął buty i poszedł do własnej sypialni. Po drodze pozbył się też szarych dresów i bluzy, po czym wszedł do łóżka i objął leżącą w nim kobietę od tyłu.
-Już idę- wymamrotała w poduszkę. Ciemnowłosy cicho zachichotał i przytulił ją do siebie bardziej.- Wiem, dzisiaj moja kolej, ale daj mi jeszcze trochę pospać.
-Śpij skarbie- szepnął jej do ucha i pocałował czule czubek głowy. Uśmiechnął się jeszcze, po czym sam spróbował wrócić w objęcia błogiego snu.
- - -
Obudziło go delikatne łaskotanie. Otworzył oczy i zamrugał kilkukrotnie, próbując przyzwyczaić się do światła. Gdy obraz się wyostrzył, a on zobaczył nad sobą cicho chichoczącą kobietę, sam nie mógł się powstrzymać od delikatnego uśmiechu.
-Wiesz, że dzisiaj ja miałam odprowadzić Lily?- spytała, unosząc jedną brew. Brunet uniósł się gwałtownie i zamienił ich miejsca, przez co kobieta zaczęła się głośniej śmiać.
-Wiem- musnął jej usta, dopiero po chwili pogłębiając pocałunek. Położyła ręce na jego policzkach i oddawała pocałunki raz za razem. Gdy w końcu się odsunęła, uśmiech nie chciał opuścić jej twarzy.
Zaczął jeździć nosem po jej policzku, a ona zjechała ręką na jego klatkę piersiową. Westchnęła po chwili i przymknęła oczy.
-Znowu pojawił się jakiś artykuł o tobie i o tym, że widziano cię z jakąś nową lafiryndą.
-Lizz, wiesz, że to bzdury. Nigdy nie mógłbym...
-Wiem- przerwała mu i spojrzała w jego oczy. Uwielbiała przyglądać się im z tak bliska, bo dopiero wtedy dało się ujrzeć każdą plamkę, czy załamanie koloru na tęczówce.
-Chodzi o to, że to już mnie męczy. To już prawie dwa lata, Zayn. A oni nadal nie dają nam spokoju- powiedziała ze smutkiem i opuściła ręce wzdłuż ciała. Zamknęła oczy i wypuściła głośno powietrze.
-Nie chcę, żebyś martwiła się o takie głupoty. Niedługo mieliśmy zacząć szukać nowego mieszkania, pamiętasz?- oparł się na rękach tuż przy jej głowie i dokładnie ją obserwował. Nie lubił, gdy czymś się niepotrzebnie zamartwiała, albo gdy była smutna. Ta kwestia chyba nigdy się już nie zmieni.
-Możesz mi jeszcze raz wytłumaczyć, co nie pasuje ci w tym uroczym domku?- otworzyła oczy ze śmiechem, by po chwili zacząć przygryzać dolną wargę.
-Chciałbym mieć swój własny kąt. Ale taki własny, własny.
-To co mówisz nie ma najmniejszego sensu.
-Przy tak ślicznej kobiecie, jak ty, po prostu odbiera mi rozum- wyszczerzył się szeroko, a ona parsknęła śmiechem. Ujęła jego twarz w dłonie i czule pocałowała go w usta.
____________
Postanowiłam, że będę pisać w narracji trzecioosobowej, ale jakby mi się coś zmieniło i zaczęłaby, pisać rozdziały z konkretnych perspektyw, byście się nie obraziły. nie? XD
Zauważyłam, że coraz więcej osób mówi, żebym nie kończyła bloga.
Misie! Nie kończę bloga teraz, będziecie miały jeszcze jakieś 20 rozdziałów, i dopiero będzie koniec!
Tak więc, to tyle. Wygrała opcja numer 2 i tak właśnie będą wyglądać rozdziały :)
(przepraszam, że ominęłam ich ślub, ale hej! teraz możecie sobie wyobrazić to tak, jak każda chce! mam nadzieję, że się nie gniewacie, bo będzie mnóstwo lepszych momentów(͡° ͜ʖ ͡°))
Do następnego!
P.S. Chciałam zdążyć i zrobić Wam prezent na mikołajki, ale nah, nie wyszło haha

środa, 2 grudnia 2015

Chapter TWENTY-FIVE

nie sprawdzony
-A co tu się dzieje?- wystraszyłam się, gdy usłyszałam głos Talie. Stała przy wejściu i miała ręce podparte po bokach, uśmiechając się przy tym chyba najszerzej jak tylko potrafiła.
-Trochę prywatności, czy proszę o tak wiele?- powiedział Zayn, oddalając się ode mnie nieznacznie. Opuściłam ręce i uśmiechnęłam się przebiegle.
-A może to ja się powinnam pytać? Co panna młoda robi tutaj, na tarasie, zamiast na sali?
-Dobra, masz mnie. Lou się wygadał i po prostu chciałam zobaczyć twoją reakcję.
-Czyli, wiesz wszystko?- zmrużyłam na nią oczy, a ona uniosła brwi.
-Czyli, że każdy, będący na tym weselu, wie już wszystko. Naprawdę Zayn, nie powinieneś mówić tego Louisowi- zwróciła się do bruneta, a on zakrył warz rękoma.
-Dlaczego on zawsze musi coś spieprzyć- powiedział i pokręcił głową, a ja z Talie zaczęłyśmy się histerycznie śmiać.
-Popatrz na to z drugiej strony, już nikomu nie będziemy musieli mówić, bo będą wiedzieć.
-Wiedzą- poprawił mnie, a ja zachichotałam.
-I to takie straszne?- ułożyłam usta w dziubek i położyłam ręce na jego ramionach. Zbliżyłam się do niego, kiedy energicznie przytaknął i wyszczerzyłam się, oczekując od niego dokładnie tego samego.
-Wy naprawdę jesteście straszni- jęknęła Talie.
-Dlaczego? Nigdy nie byłaś zakochana?- powiedział brunet, nie opuszczając ze mnie wzroku. Cholercia, cały czas tu tak gorąco?
-Niall popatrz. Mają gorączkę zakochańców- westchnęła blondynka, a po chwili zaczęła chichotać, co pewnie oznacza, że jej mąż właśnie do nas dołączył.
-Naucz się mówić, okej?- zaśmiałam się i odwróciłam do niej przodem. Zayn położył ręce na moim brzuchu i oparł brodę o moje ramię. Niall i Talie stali w podobnej pozycji.
-Zapomniałam, że mamy tu anglistkę- dziewczyna przewróciła oczami, a Zayn jakby drgnął.
-Zapomniałem na śmierć, że kończyłaś anglistykę- powiedział cicho.- Przepraszam- wyszeptał. Zmarszczyłam brwi.
-Zaraz przyjdziemy- powiedziałam do Talie, bo przecież to takie trudne, żeby się domyślić, że chcemy zostać sami. Rodziny się nie wybiera. Poczekałam chwilę, aż zostawią nas samych.- Za co mnie przepraszasz?- odwróciłam się do niego przodem.
-Przez te pięć lat miałem na wszystko wyjebane. Nawet, nawet nie próbowałem się z tobą skontaktować, ja...
-To przeszłość, okej? Zapomnij o tym, bo hej! Ja już zapomniałam- uśmiechnęłam się delikatnie i położyłam rękę na jego policzku. Cmoknęłam go krótko w usta, a on ręką przyciągnął mnie bliżej i próbował przedłużyć pieszczotę.- Obiecałam im, że za chwilę przyjdziemy. Przykro mi, skarbie- zachichotałam i pociągnęłam go za rękę do środka.
- - -
Muszę przyznać, że było świetnie. Wszyscy bawili się świetnie do samego końca, czego bałam się najbardziej. Myślałam, że będą jakieś problemy. Przez alkohol, przez jakieś konflikty, czy coś. Na szczęście nie miałam racji i, chociaż kilka osób (w tym Niall i Louis) troszkę przesadzili z alkoholem, było naprawdę cudownie.
Westchnęłam i jeszcze raz spojrzałam w lustro. Czułam się znowu szczęśliwa i zgadnijcie, kogo była to zasługa?
-Lizz, podasz mi ręcznik? Albo, pieprzyć to- mruknął Zayn i wyszedł spod prysznica. Podszedł do mnie i objął mnie w pasie, a ja zaczęłam się głośno śmiać.
-Puść mnie! I się ubierz, nie mam zamiaru patrzeć, jak coś ci lata pomiędzy nogami.
-No weź- zaśmiał się tuż przy moim uchu. Odgarnął kosmyk moich włosów za ucho i szturchnął mnie nosem w policzek. Wsunął jeden palec za ręcznik, którym byłam owinięta. Tak, przed chwilą ja też wyszłam spod prysznica.- A co gdyby tak zsunął ci się te ręcznik?
-Nie ma szans- powiedziałam stanowczo, mimo tego, że na twarzy nadal miałam ten przygłupi uśmieszek. Przytrzymałam ręcznik z obu stron rękami, a brunet wydął dolną wargę. Sunął rękami wzdłuż moich boków, żeby później zatrzymać się na moich pośladkach.
-Zayn- jęknęłam, a on się uśmiechnął.
-Czy to ma mnie powstrzymać?
-A nie masz już dość?- uniosłam brew do góry. Chłopak zbliżył się do mnie i przelotnie cmoknął mnie w usta. Złapałam go za kark i nie pozwoliłam, żeby się odsunął, co wziął za aprobatę do dalszej części.
Podrzucił mnie do góry, a ja oplotłam go nogami. Skierował się do sypialni, a po drodze zrzucił ze mnie ręcznik. Położył mnie na łóżku i zaczął zjeżdżać z pocałunkami niżej, na moją szyję i dekolt.
-Czyli powtórka?- wrócił do moich ust i przygryzł moją dolną wargę, a ja uśmiechnęłam się i delikatnie przytaknęłam.
____________
And now.( ͡° ͜ʖ ͡°)
Nie no, przecież wiecie co się później działo X""D
Pamiętacie, jak mówiłam, że niedługo będziecie mogli wybrać dalszą formę rozdziałów? Właśnie nadszedł ten moment! (swoją drogą przewidywałam, że ten moment będzie w 25 rozdziale i jest, idealnie hahaha)
KAŻDY KTO PRZECZYTAŁ MUSI SKOMENTOWAĆ i powiedzieć, jak chce, żeby wyglądały kolejne rozdziały.
Propozyszyn namber łan:
Rozdziały tak jak teraz; akcja rozgrywa się po kolei, z różnych perspektyw
Propozyszyn namber tu:
Rozdziały w formie "wspomnień"; akcja rozgrywa się w większym rozstrzale czasu(w sensie, że np. kolejny rozdział będzie o tym, co dzieje się za dziesięć lat), najprawdopodobniej będzie narracja trzecioosobowa, ale jeszcze nie mogę się zdecydować, dlatego nie kraczę
Ja jestem za tym drugim i mam nawet już rozdział w wersji roboczej
Wybierzcie to, jak chcecie, żeby wyglądał i, naprawdę, bez co najmniej kilku opinii nie będę nawet pisać rozdziałów, bo nie będę wiedzieć jak.
Więc ten.
To już koniec, komentujcie, zakładajcie konta na wattpadzie i odwiedźcie mnie również tam! hahah
Do zobaczenia misiunie Wy moje! x