niedziela, 17 stycznia 2016

Chapter FOURTY-THREE

Przepraszam za opóźnienie, miało być tak fajnie, ale blogger ze mną nie współpracuje:c

14th August, 2063
-Mam nadzieję, że ci się podoba- Zayn uśmiechnął się do kobiety, gdy na horyzoncie pojawił się skromny, drewniany domek tuż przy plaży. 
-Jest cudowny- odwzajemniła jego gest i cmoknęła go w policzek.
Trzymając się za rękę, z wszystkimi bagażami, skierowali się do środka.
- - -
-Co myślisz o tym wszystkim?- spytała w końcu, gdy usiedli razem na ławce. Jest środek nocy, a oni postanowili pooglądać gwiazdy, zupełnie jakby nie mieli siedemdziesięciu lat, a siedemnaście.
-Są przepiękne. Zupełnie jak ty- pocałował ją w usta, a ona zaczęła chichotać.
-Nie głuptasie! Co myślisz o naszej rodzince?
-A co mam myśleć? Jest spełnieniem marzeń niejednego.
-W sumie racja. Jest duża i zgrana.
-Nawet bardzo duża- zaczął się śmiać, a ona szturchnęła go w bok.
- - -
Właśnie rozpoczął się wschód słońca, a oni nadal siedzieli na werandzie wtuleni w siebie. Całą noc rozmawiali. O wszystkim. O polityce, o tym, co mogliby zjeść na obiad, o dzieciach, o kosmosie, o religii, o kłótniach, o muzyce, po prostu mówili o wszystkim, co przyniosła im ślina na język. 
Spędzili ze sobą cudowne chwilę, co chwilę się śmiejąc i skradając sobie niewinne pocałunki, zupełnie jak nastolatkowie.
Brunet spojrzał na malowniczy wschód słońca, a później na swoją ukochaną. Westchnął głęboko, i powiedział:
-Kocham cię- posłał szeroki uśmiech.
-Kocham cię mocniej- odwróciła się do niego i położyła ręce na policzkach, po czym połączyła ich usta w idealną jedność. Przekazali sobie przez pocałunek wszystkie emocje, jakie towarzyszyły im przez wszystkie lata spędzone razem i osobno. 
Odsunęła się od niego z mokrymi policzkami. Płakała. Choć nie były to łzy smutku, nie do końca wyrażały one radość.
-Chodźmy spać- to było jej ostatnie zdanie.
-Tak, chodźmy- to było jego ostatnie zdanie.
Oparła się o jego klatkę piersiową i przymknęła oczy. Pocałował ją w czubek głowy i szeroko się uśmiechnął. Zamknął oczy, a samotna łza opadła na jego policzek. 
Tak właśnie zakończyła się ich historia. 
Historia, którą można by opisać w książce. 
Historia, której wielu ludzi może tylko pozazdrościć.
KONIEC.

_________
Ok, teraz to już się zryczałam totalnie :|
Dziękuję za ten (prawie) rok bycie ze mną i z tym fanfikiem! Zaczynając pisać, nie pomyślałam, że będę robić drugą część, nie mówiąc już o tym, że łącznie będę miała grubo ponad 36k wyświetleń na blogach! :> 
Zaskoczyłyście mnie tym, skakałam jak idiotka, jestem mega szczęśliwa i po prostu nie wiem co jeszcze pisać. Naprawdę nie myślałam, że tak się spodoba, ale ponad 350 komentarzy mówi samo za siebie:)
Postanowiłam zrobić jeszcze drzewo genealogiczne bohaterów, żebyście się orientowały mniej więcej i w ogóle...


 Mam nadzieję, że jesteście usatysfakcjonowane całym ff i będziecie je dobrze wspominać:)
Gdyby ktoś miał jakieś pytania do mnie/ do bohaterów pytajcie śmiało w komentarzach!
No i pamiętajcie! Mimo, że to koniec mnie i bloggera, nie oznacza koniec moich wypocin:) Jakby ktoś chciał poczytać moje prace, zapraszam na wattpada! Zaobserwujcie mnie-> @my_sunshine_is_a_boy

Więc, oficjalnie to koniec. Nie będzie epilogu, to ostatni, najostatniejszy rozdział, który kończy wszystko:)
(Masakra, nie?)
Mam nadzieję, że jeszcze się zobaczymy na wattpadzie, do zobaczonka!

sobota, 16 stycznia 2016

Chapter FOURTY-TWO

2nd July, 2061
Wszyscy obecni stali w ciszy, nie wiedzieli co mogliby powiedzieć. Uroczystość ta była jednym z najgorszych doświadczeń, jakiekolwiek miała w życiu Lizzie.
Stała właśnie na świeżym powietrzu. Świeciło słońce, na niebie nie było żadnej chmury. Pogoda idealna.
A ona stała ponura i smutna. W czarnej, odświętnej sukience i półbitach, bez makijażu. Stała nad kamienną płytą, na której były wyryte litery, składające się w nazwisko jej przyjaciółki. Jej siostry. Osoby, która była przy niej w prawie każdej chwili załamania. Która nie poddała się, i wyciągnęła Lizzie z dna z powrotem na powierzchnię. Która pomogła jej się uporać z większością zawodów w życiu. Która ją wychowała.
W tym momencie odwróciła się do Zayna i zaczęła płakać. Płakać, jak małe dziecko, bo właśnie straciła jedną z najważniejszych osób w swoim życiu.

17th July 2061
-Lizzie- zaczął niepewnie Zayn. Kobieta siedziała w ogrodzie w bezruchu od rana.- Lizzie, robi się ciemno.
-Proszę, zostaw mnie- wyszeptała i otuliła się ramionami. Mężczyzna podszedł do niej, zarzucił na nią koc i przytulił najmocniej jak tylko umiał.- Ja wiem, że ludzie umierają. Ja to wiem, i całkowicie rozumiem. Muszę po prostu jakoś odreagować. Najpierw Talie, teraz Niall...- zaszlochała głośno, a, całkowicie posiwiały już, brunet przyciągnął ją do siebie i zaczął pocierać jej plecy, aby dać jej trochę wsparcie. Całkowicie rozumiał tą sytuację. Sam był w podobnej. 
Najchętniej właśnie teraz rozpłakałby się razem z Lizzie, ale wiedział, że nie mógł. Gdyby to zrobił, oboje całkowicie by się podłamali, a przecież nie mogą. Muszą żyć. Muszą być zdrowi. Muszą po prostu być, ponieważ mają dla kogo.
________
Okej, przyznam, że ryczałam, pisząc ten rozdział. Idk, związałam się strasznie z postacią Talie i Nialla i tak trochę(baaardzo) mi smutno:c
Pamiętacie, że jutro o 18?
Powiedziałabym coś, ale jutro się przekonacie o co chodzi, hehe.
Do jutra, misiaczki! x

środa, 13 stycznia 2016

Chapter FOURTY-ONE

23th August, 2055
Lizzie siedziała na brzegu pomostu i powoli wszystko analizowała. Miała rodzinę, o której nigdy nie śmiałą nawet marzyć. Wspaniałego męża, trójkę dzieci i piątkę wnucząt. Wiodła spokojne życie na obrzeżach Londynu. Nie musiała przejmować się niczym. Jej dzieci mają teraz własne dzieci, którymi czasami z Zaynem się zajmuje.
Wrzucała pojedyncze kamyki do wody i patrzyła na parę nastolatków kilkanaście metrów dalej. Uśmiechnęła się na widok krzyczącej Charlotte i jej chłopaka, Sebastiana, który niósł ją przerzucony przez ramie na pomoście. Po chwili rozbiegł się i razem wskoczyli do wody.
Odwróciła się w drugą stronę i zobaczyła Louisa razem z Tori, wracających ze spaceru po lesie. Tuż obok nich kręcił się Frankie, syn Gabe'a.
Uśmiechnęła się do siebie, z lekka nie dowierzając temu, co właśnie się dzieje. Wszyscy stali się w jakiś sposób rodziną. Może nie do końca z powiązania krwi, ale jednak. Rodziną, jakiej Lizzie nigdy nie miała, a jaką zawsze pragnęła mieć.
-Babciu!- krzyknęła Keira, podchodząc bliżej. Posiwiała już brunetka odwróciła się do dziewczynki i ciepło uśmiechnęła.- Pomożesz nam? Dziadek Niall i dziadek Zayn zabrali wszystkich chłopców nad jezioro, żeby łowić ryby, a my mamy się zająć ciastem! Babcia Natalie już nawet zaczęła!
-Talie, nie dotykaj piekarnika!

1st October, 2055
-Nie wierzę- powiedziała przez łzy brunetka. Jej uśmiech był niewiarygodnie szeroki, a ręce aż jej się trzęsły. Bardzo stresowała się tym, czy jej córka dostanie się na wymarzone studia, czy też nie.
-Mamo, lecę do Nowego Jorku!- blondynka zaczęła piszczeć i skakać w miejscu. 
-James, Lottie się dostała!- krzyknęła w stronę salonu, gdzie siedział jej mąż. 
-Myślisz, że to odpowiednia pora?- spytał Lily, wchodząc po chwili do pomieszczenia. Char nie za bardzo rozumiała w tym momencie rodziców, dlatego zmarszczyła brwi. Jej tata uśmiechnął się i kazał wystawić rękę.
-Wiedziałem, że się dostaniesz, więc, w nagrodę, tak jak ci obiecaliśmy, dostajesz swoje wymarzone BMW.
-O mój Boże, nie wierzę- wyszeptała dziewczyna, niepewnie spoglądając w dół. Gdy zobaczyła kluczyki, po dokładnym wymacaniu ich, i upewnieniu się, że są prawdziwe, rzuciła się na szyję rodzicom i po prostu zaczęła płakać ze szczęścia.
_________
Ok, to teraz sie skupmy
kolejny rozdzial (42) pojawi sie w sobote, a nastepny(43) w niedziele o godzinie 18
czemu tak smiesznie dokladnie? bo to specjalny rozdzial:>
chce, zebyscie ogarnely go tuz po publikacji i w ogole
do soboty misiaczki! x

Chapter FOURTY

19th January, 2039
-Skarbie, nie chcę być niemiły, ale tobie to chyba już wystarczy tych lodów. Już i tak masz duży brzuch- mężczyzna nawiązał do ciążowego brzuszka swojej córki. Zaczął się śmiać, przez co oberwał od niej w ramię. Dziewczyna postanowiła jednak nie komentować humor ojca i kontynuowała jedzenie słodyczy na kanapie w salonie rodziców.
-Twój tata jak zwykle chciał być śmieszny na siłę. Kiedy masz termin?
-Za dwa tygodnie, mamo.
-Czyli nie będzie niespodzianek w nocy i mogę iść spać?
-Tak- przewróciła oczami ze śmiechem i skupiła się na filmie. Starszy brunet przykrył ją kocem i pocałował w czoło, przez co się uśmiechnęła.
-Dobranoc skarbie.
-Dobranoc, tato.
- - -
-Czyli kiedy wracają te kurduple?- spytała mamy z pełnymi ustami płatków kukurydzianych.
-I to niby ja jestem obrzydliwy- przewrócił oczami Gabe, wchodząc do kuchni. Uśmiechnął się do siostry i podszedł bliżej, żeby przybić jej piątkę. Uważał, że nie będzie przytulał kogoś, kto 'brzuchem wystaję pół metra przed siebie'.- Już ci mówiłem coś o tych kurduplach. To, że jestem od ciebie młodszy, nie oznacza, że jestem niższy.
-A ile masz wzrostu, braciszku?
-Sto dziewięćdziesiąt trzy centymetry, więc się pieprz.
-Nie gadaj! Nie widziałam cie dawno, no ale bez przesady- zmarszczyła brwi i wstała. Stanęła przed bratem i spojrzała w górę.- Ja pierdzielę, gigant. Gigant!- krzyknęła w stronę salonu, gdzie siedzieli jej rodzice, po czym z powrotem usiadła i kontynuowała jedzenie.
-Uspokój się, bo zaraz zaczniesz rodzić- gdy usłyszała jego głos, odwróciła się ze szczerym uśmiechem.
-Cześć mój drugi kurduplu.
-Wcale nie taki kurdupel z niego- przyznał Gabe, mierząc zielonookiego.- Jest niewiele niższy ode mnie, więc w sumie to ty jesteś naszym kurduplem.
-Chodź się przytulić, idiotko- Toby się uśmiechnął, a ona pokręciła głową z politowaniem. Wstała jednak i podeszła do brata, rozkładając ręce.- Nieźle przytyłaś, siostrzyczko. Nie myślałaś o diecie?
-Przejdę na dietę, jeżeli udowodnisz mi, że masz wyższe IQ od tych płatków.
-Mam dwa razy wyższe IQ od ciebie, więc się pieprz!
-Jakoś nie widzę, żebyś go używał.
-Zaczyna się- westchnęła Lizzie, wtulając się w ramię Zayna. On jedynie się zaśmiał, przyciągnął ją bliżej i pocałował czule w czubek głowy.
_________
Jaram się, bo Lily w ciąży hahhahah
Idk, te rozdziały są nudne :/
Już niedługo, obiecuję, że Was zaskoczę!
Do kolejnego misie x

poniedziałek, 11 stycznia 2016

NIE-ROZDZIAŁ

Jakiś kochany anonimek poprosił mnie, żebym napisała ile kto ma lat,(dlaczego ja nie wpadłam na to wcześniej?XD) bo przecież skąd macie ogarniać kto w jakim jest stanie haha
A więc, do ostatniego rozdziału (akcja toczy się w 2038):
Lizzie ma 47 lat
Zayn ma 50
Lily 27
Toby 18
Gabe 16

Talie 48
Niall 50
Jake 21
Olivia 17

Louis 52
Hollie 21

Liam 50
Sophia 50
David 20
Mia 15

Harry 49

Idk, napisałam wszystkich ludzi występujących kiedykolwiek w opowiadaniu. Wszystkie kolumny są podzielone na (nie wiem jak mam to opisać XD) rodziny, w sensie, że no... XD
Jakbyście czegoś nie wiedziały, czy coś, to piszcie hahah

Chapter THIRTY-NINE (part two)

-Czy ty zawsze musisz się mnie uczepić?- zapytał już poddenerwowany, patrząc dziewczynie w oczy.
-Ale o co ci chodzi? Przecież nic takiego nie powiedziałam!
-Jak zwykle Lily, jak zwykle nic nie powiedziałaś- pokręcił głową.
-Skarby wy moje! Chodźcie na kolacje i przestańcie się już kłócić- zagruchał Toby, zaglądając do pokoju siostry, za co oberwał od niej poduszką.- Ała? To był zamach! Mamo! Lily mnie atakuje!- zaczął krzyczeć i oddał jej, trafiając ją tą samą poduszką w głowę.
-Lily, przestań!- krzyknęła Lizzie z kuchni.
-Ale to nieprawda!- starała się bronić, ale widząc głupawy uśmieszek młodszego brata, zaczęła go gonić. Ganiali się po całym domu, mało co nie roztrzaskując fortepianu, stojącego w salonie.
-Przestańcie, do cholery! Nie macie trzech lat- zganił ich ojciec, ale zignorowali go. W końcu dopadła go przy kanapie i docisnęła jego głowę do ziemi, wykrzywiając rękę do góry i tworząc klasyczną dźwignię.
-Przeproś. Mnie- warknęła do niego, a ona zaczął się śmiać.
-Nigdy- docisnęła go do ziemi, a on zaskomlał.- Dobra, dobra! Przepraszam!
-Mam nadzieję, braciszku- puściła go i wstała. Przeszła do jadalni i z uśmiechem usiadła koło swojego chłopaka. Cmoknęła go w policzek, jakby zapominając o kłótni przed chwilą. Po chwili dołączył do nich również Toby, rozmasowując sobie obolałe miejsca.
-Boże, co za dzieci- jęknął Gabe, a pozostałe rodzeństwo wybuchnęło śmiechem.
- - -
-I właśnie dlatego nigdy nie będę miał dzieci- skwitował Toby pod koniec kolacji.
-Ja też tak kiedyś mówiłem i zobacz. Dzisiaj mam dwójkę- powiedział Zayn, a wszyscy wybuchnęli śmiechem. Oczywiście, dostał za to po głowie od Lizzie, ale gdy tylko się do niej uśmiechnął, od razu mu wybaczyła.
-Dzieci są straszne. Całą noc wrzeszczą i nie dają spać, a później musisz się nim opiekować przez resztę dnia. Tylko nie masz skąd wziąć na to siły, bo przecież w nocy nie śpisz, a dniem musisz zmieniać temu potworowi pieluchy- skrzywił się James. Lily przełknęła głośno ślinę, ale się nie odzywała.- Dlatego stwierdziliśmy z Lily, że dzieci mieć nie będziemy. Prawda Lil?
-To było kiedyś. Nie chciałbyś mieć takiej mini kopii siebie? Nie chciałbyś patrzeć, jak dorasta, jak się rozwija, jak osiąga coraz więcej?
-Jaka jest cena tego? Nieprzespane noce, ciągłe zmartwienia no i, cały czas jesteś za nie odpowiedzialny.
-Dlaczego jesteś taki uprzedzony co do tych dzieci?- oburzyła się momentalnie, a wszyscy wokół ucichli, wsłuchując się w ich rozmowę.
-Dlaczego ich tak bronisz?
-No bo...
-No, co?
-Bo jestem w ciąży bałwanie!- wrzasnęła, a wszyscy po prost znieruchomieli. James wstał i po prostu wyszedł z budynku. Lily również opuściła towarzystwo, tylko że schowała się w swoim pokoju.
- - -
-On mnie zostawił!- zaszlochała żałośnie w ramię matki. Ta gładziła jej plecy i wysłuchiwała wszystkiego od dobrej godziny. Z drugiej strony, chłopak, z którym jej córka była przez siedem lat, wyszedł bez słowa i zostawił ją samą w ciąży.
-Skarbie, nie jesteś sama. Już ci mówiłam, że ja ci pomogę.
-Nie chcę tego dziecka. Ma niecałe cztery tygodnie, a już przysparza mnóstwo problemów.
-Nie mów tak. Dziecko to jedna z najcudowniejszych rzeczy na świecie. Jasne, zawsze jest trudno na początku, ale popatrz na to z drugiej strony. Masz rodzinę, która chce ci pomóc, masz przyjaciół. Nie jesteś w tym sama.
-Podziwiam cię mamo. Nie wyobrażam sobie nie mieć żadnego kontaktu z Rose, która byłaby na drugim końcu świata z chłopakiem. Nie wyobrażam sobie nie mieć przy sobie was- spojrzała jej w oczy, a Lizzie się uśmiechnęła.
-Wiesz co utrzymywało mnie przy tym, żeby cię wychować? Twoje oczy. Są dokładnie tak cudowne, jak oczy twojego ojca.
-Wiem, wiem. Mam cudowne oczy, ale mogłabyś powiedzieć to mi, a nie naszej córce- uśmiechnął się, opierając o framugę.- Jak się czujesz, skarbie?
-Chujowo- westchnęła.- Wybaczcie.
-Słuchaj, jeżeli zostawił cię dlatego, że nosisz jego dziecko, to jest skończonym kutasem, a ja i twoi bracia się nim zajmiemy, ale może tu chodzi o coś innego? Może potrzebuje tylko trochę wolności, żeby wszystko przemyśleć? No wiesz, jesteście ze sobą siedem lat, a on nadal nie dał ci pierścionka z wielkim brylantem. Wiem jak działa męski mózg, Nie skreślaj Jamesa tak od razu.
-Dzięki Zayn za radę, ale idź już. Jeszcze ja muszę jej coś powiedzieć, a czuję, że byś się obraził.
-Jasne- zaczął się wycofywać, ale zmarszczył brwi i się zatrzymał.- Czekaj, dlaczego miałbym się obrazić?
-Pa tato!
__________
Ok, mam nadzieje, ze sie nie zawiodlyscie na tyn rozdziale hahaha
dodaje(na technice, hehehe) dzisiaj, bo chce w taki ladny dzien zakonczyc bloga, ale shh, wy nic nie wiecie
kiedy macie ferie? bo ja (teoretycznie) ostatni raz ide w czwartek i mam ferie, hehe
do zobaczenia jutro misiaczki! x

niedziela, 10 stycznia 2016

Chapter THIRTY-NINE (part one)

16th May, 2038
-Witaj słońce.
-Cześć mamo- Lily podeszła do swojej matki i ciasno oplotła ją ramionami.
-Cześć James- kobieta uśmiechnęła się do partnera córki.
-Dzień dobry.
-Tata jest w domu?
-Właśnie pojechał na komisariat- westchnęła starsza kobieta, siadając przy stole. Brunetka wraz ze swoim chłopakiem zamrugali kilkukrotnie, popatrzyli po sobie i wrócili wzrokiem do kobiety, czekając na wyjaśnienia.
-Po prostu ten idiota, Gabe, nie umie się upijać tak, żeby nie zwracać na siebie uwagi, więc policja zabrała go na wytrzeźwiałkę- powiedział chłopak schodząc z góry.- Witaj moja jedyna prawdziwa rodzino- on jako jedyny z rodzeństwa miał zielone oczy, prawie takie jak James, dlatego właśnie tak się do niego zwracał. Szatyn cicho mu odpowiedział, nadal będąc oszołomionym po tym, co usłyszał.
-Nieważne, pogadam z nim jak wróci. Na ile zostajecie?- Lizzie znowu się uśmiechnęła i spojrzała na parę.
-Kilka dni, nie dłużej.
- - -
-Gabe! Czy ty nie rozumiesz, dlaczego jestem taka zła?- wszyscy, siedzący na dole starali się ignorować krzyki z góry. 
-Do cholery, jeżeli nie umiesz pić, to tego nie rób!
-Ale co ja takiego zrobiłem?
-Zniszczyłeś radiowóz! Wiesz, ile musiałem zapłacić, żeby puścili cię wolno?
-I tak mamy kasy jak lodu, bo byłeś w jakimś pedalskim boysbandzie, więc o co się spinasz?
-Przypomnę ci, że obrażasz właśnie swojego ojca.
-Na pewno jest moim ojcem? A co z wujkiem Harrym, z którym się kiedyś pieprzyłaś?
-Gabe do cholery! Nie zwracaj się tak do matki!
-Zapomniałem! On jest gejem! Może to właśnie dlatego nim został, bo by...
-Dość- powiedziała kobieta. Później było słychać tylko uderzenie dłoni w policzek i gwałtownie stawiane kroki. Brunetka wybiegła do ogrodu i zaszyła się w najdalszej części tak, żeby nikt jej nie widział. Po chwili spokojnie na dół zszedł jej mąż i dołączył do niej. Gdy siedział już blisko, bez słowa ją przytulił i dał się wypłakać.
- - - 
-Gabe?- spytał niepewnie James, wchodząc do jego pokoju. Nastolatek leżał na łóżku z nogami opartymi o ścianę.- Chciałem pogadać.
-Teraz ty mi będziesz mówił, jaki jestem beznadziejny, że wyzywam swoją matkę? Uprzedzę cię, nie obchodzi mnie to.
-Gabe, posłuchaj. Ja też kiedyś byłem nastolatkiem i rozumiem co to znaczy buzujące hormony, ale nie uważasz, że troszeczkę przesadziłeś? Wiedzieli, że to impreza, na której wszyscy będą zalani, a i tak cię puścili. Rozumieją naprawdę dużo, a pozwalają na jeszcze więcej. Lily opowiadała mi kiedyś całą historię z twoją mamą i... Uważam, że nie powinieneś jej traktować w taki sposób.
-Niby dlaczego?- prychnął.
-Nie słyszałeś nigdy całości, prawda?
-Nie. Z resztą, nie obchodzi mnie to, z kim pieprzyła się moja matka.
-Gabe, to wszystko jest nie tak jak myślisz. Przeszła o wiele więcej niż podejrzewasz i...- od tego momentu James opowiedział całą historię Lizzie. To dziwne, że o niej wie, a jej własny syn, już nie? Może trochę, ale Lily miała doskonałe stosunki z Harrym, a Gabe już nie. James dowiedział się kiedyś, w sumie przypadkiem, gdy Lily była już mocno wstawiona na jakiejś imprezie.
- - - 
Słuchał jak zaczarowany, a gdy zielonooki tylko skończył opowiadać, wstał i natychmiast zszedł na dół. Znalazł mamę samą, siedzącą na ławce w ogrodzie z herbatą w ręku. Było już ciemno, więc gdy podszedł bliżej i usiadł koło niej, podskoczyła przestraszona.
-Przepraszam mamo- powiedział cicho.- Nie wiedziałem o... tym wszystkim.
-O czym wszystkim?
-Przepraszam. Nie wiedziałem, że miałaś tak ciężko- mruknął i czuł, jak zalewa go poczucie winy. Nie powinien mówić tak o swojej matce, która mimo całych przeżyć jest wstanie być częścią normalnej rodziny. 
Brunetka przytuliła do siebie syna i pocałowała go w czubek głowy, co w sumie nie było już takie proste, bo był od niej o wiele wyższy.
-Nie boli cię policzek?- zapytała z troską, widząc niemały ślad na jego policzku.
-Okropnie, ale mi się należało- przyznał, a ona przytaknęła.
-Tak, zdecydowanie ci się należało- oboje w tym momencie się zaśmiali.
-Nawet nie wiedziałem, że możesz mnie tak mocno uderzyć.
-Nie doceniałeś swojej matki- odezwał się Zayn, wchodząc do ogrodu. Stanął przed nimi i uniósł do góry koc, ciepło się uśmiechając.- Dostać w jaja od twojej matki, to było dopiero coś.
-Zayn, nie demoralizuj swojego dziecka.
-Moje dziecko już jest dawno zdemoralizowane przez taką jedną Demi- mulat uniósł zaczepnie brew i spojrzał na syna, który automatycznie się zawstydził.
-Gabe?- kobieta uniosła brwi i spojrzała na chłopaka. Uśmiechnęła się do męża i wzięła od niego koc.- Dobra, idź już. Muszę na poważnie z nim porozmawiać.
-Mamooo...
________
Jak bedzie duzo komentarzy, to jeszcze dzisiaj wstawie druga czesc tego rozdzialu, misie! do pozniej x

piątek, 8 stycznia 2016

Chapter THIRTY-EIGHT

18th October, 2037
-Widziałaś to? Megan i Toby!- pisnęła przyjaciółka Olivii tuż do jej ucha. Blondynka zmarszczyła brwi, będąc głową prawi w szafce. Dopiero gdy ją zamknęła, ujrzała chłopaka z gwiazdeczką całego liceum, idących razem.
-To, że idą razem, nie oznacza, że się spotykają- powiedziała spokojnie, nie opuszczając wzroku z pary. Dopiero, gdy Megan pocałowała chłopaka w policzek, coś w Olivii zawrzało. Wypuściła powietrze, starając się uspokoić, zabrała książkę od angielskiego, trzasnęła drzwiczkami i skierowała się pod salę.
- - -
Widząc roześmianą Megan w towarzystwie Toby'ego na stołówce, blondynka nie wytrzymała. Podeszła do nich, wcześniej przybierając fałszywy uśmiech, przywitała się i odwróciła do Toby'ego.
-Jesteście razem?- spytała prosto z mostu. Chłopak uniósł brwi i głupawo się uśmiechnął. Byli kiedyś z Olivią przyjaciółmi, ale później poszli do liceum i ich drogi jakoś się rozeszły. Oczywiście, spotykali się w szkole na chemii czy francuskim, na wakacjach no i, mieszkali koło siebie, ale nie rozmawiali ze sobą już tak często, dlatego jej zachowanie trochę go zdziwiło. Pamiętał Olivię jako drobną, trochę nieśmiałą blondynkę, trzymającą się na uboczu, a właśnie teraz, na środku stołówki, gdzie wszystkie pary oczy utkwione były na tej dwójce, stała przed nim wysoka, pewna siebie, trochę pyskata, młoda kobieta.
-Nic nas nie łączy, tylko przyjaźń.
-W takim razie, nie pogniewasz się, jeśli zrobię to- te słowa skierowała do brunetki, po czym ponownie odwróciła się do chłopaka. Zarzuciła mu ręce na kark i przyciągnęła bliżej siebie, po chwili łącząc ich usta w pocałunku. Większość sali zaczęła gwizdać i klaskać, mniejsza część powiedziała zgodne 'aww', a reszta totalnie to zignorowała.
Od tego pamiętnego dnia na stołówce, Toby i Olivia zaczęli się spotykać.
______________
skaczę jak pojebana, bo 20k wyświetleń

środa, 6 stycznia 2016

Chapter THIRTY-SEVEN

14th October, 2035
-Wytłumaczysz mi, dlaczego wszcząłeś bójkę z tamtym chłopcem?- powiedziała Lizzie od razu po wejściu do domu. Toby miał spuszczoną głowę w dół i, nie mówiąc nic, chciał od razu iść do swojego pokoju.- Mówię do ciebie!
-Zaczął mnie wkurzać, okej?- warknął zdenerwowany, odwracając się gwałtownie do matki.
-Dlaczego zaczął cię wkurzać?
-Zaczął wyzywać Olivię. Mówił, że jej życie jest idealne, że zachowuje się jak księżniczka, że gwiazdorzy, a wcale tak nie jest! Olivia jest chyba jedyną dziewczyną w szkole, która nie przywiązuje wagi do makijażu. Nie ubiera krótkich spódniczek i bluzek z dekoltem, żeby się 'przypodobać' chłopakom. Nie próbuje zwracać na siebie uwagi na siłę. Jest nieśmiała, ale szczera. Zabawna, przyjacielska, pomocna i naturalnie piękna, a on nazwał ją rozpieszczoną dziwką- chłopak zacisnął szczękę i uformował pięści z dłoni. Brunetka stała i parzyła się na syna w ciszy. Była trochę zaskoczona tym, co jej powiedział.
-Och, czyli pobiłeś tego chłopaka, bo zaczął wyzywać Olivię?- podsumowała w końcu z delikatnym uśmiechem.
-Chyba to ci przed chwilą powiedziałem.
-A może Olivia ci się podoba?- uniosła zaczepnie brew, a chłopak otworzył szerzej oczy i cały poczerwieniał. Kobieta zaczęła się śmiać, a on zaczął kręcić głową.
-Wcale nie!
-Ja myślę, że ci się podoba!
-Nie!
-Mój synek się zakooochał!
-Mamoo- jęknął niezadowolony i wyszedł z kuchni. Zamknął się w swoim pokoju i rzucił na łóżko.
Leżał tak chwilę w ciszy, aż nie usłyszał wibracji swojego telefonu. Odebrał szybko i przystawił telefon do ucha.
-Naprawdę dziękuję za dzisiaj- usłyszał jej głos i od razu usiadł.
-Nie ma sprawy- podrapał się po karku.- W sumie, to nic takiego i...
-Toby?
-Tak?
-Mógłbyś do mnie p-przyjść?- głos dziewczyny zaczął drżeć, a on miał pewność, że zaraz zacznie płakać.
- - -
-Dziękuję, naprawdę- mruknęła, będąc wtulona w chłopaka. Regularnie pocierał jej plecy, dodając jej w ten sposób pewności siebie.
-Już mówiłem, że to nic takiego.
-Jak to nic?- odsunęła się od niego i spojrzała mu w oczy.- Masz wielką śliwę pod okiem przez tego dupka- położyła mu rękę na policzku, a on mimowolnie zaczął się zbliżać. Po chwili nachylił się jeszcze bardziej i delikatnie musnął jej wargi, łapiąc ją za boki i przyciągając bliżej siebie.

poniedziałek, 4 stycznia 2016

Chapter THIRTY-SIX

1st October, 2034
-Heja brzdące!- krzyczy na powitanie dwójki chłopców ich starsza siostra. Oczywiście, oni się oburzają, ponieważ nie chcą być nazywani 'brzdącami'. Przytula ich do siebie mocno, a oni nadal są obrażeni. Lily podsumowuje to śmiechem i wchodzi dalej do domu, uprzednio zostawiając torby w korytarzu.- Jest mama?
-Tak, siedzi w ogrodzie. Tata przed chwilą pojechał na zakupy i wróci pewnie za jakąś godzinę- odpowiada beznamiętnie Gabe, wracając do gry na playstation. 
-Boże święty, w końcu nie piejesz jak dwuletnia dziewczynka!- zaczęła się śmiać, a chłopiec przewrócił oczami. Dziewczyna nie była w domu prawie półtora roku. Najpierw zatrzymały ją studia, później praca, a na sam koniec przeprowadzka z Jamesem do innego mieszkania.
Przeszła szklanymi drzwiami do ogrodu, w którym mama walczyła z chwastami. Gdy kobieta usłyszała dźwięk otwierania drzwi, westchnęła:
-Gabe, mówiłam ci. Nie otwieraj drzwi, bo do domu naleci zimno.
-Trochę ci się imiona pomyliły- zaśmiała się dziewczyna, a Lizzie wypuściła z ręki szpadelek. Odwróciła się do niej powoli, a gdy już całkowicie mogła zobaczyć swoją córkę, podeszła do niej szybko i ciasno owinęła ją ramionami.
-Skarbie, jak ja cię dawno nie widziałam- zaszlochała cicho, a Lily się uśmiechnęła, czując łzy zbierające jej się w kącikach.- Moja kochana córeczka- pogładziła ją po plecach i dopiero teraz zauważyła, że córka obcięła włosy.- Ślicznie ci w nich.
-Dziękuję- zaśmiała się, zawstydzając delikatnie.- Zrobimy razem obiad? Chciałabym dzisiaj kogoś przyprowadzić.
-Och, kogo?- kobieta zdjęła rękawiczki i poprowadziła córkę do kuchi.
-Jamesa- zaszczebiotała jej córka, myjąc ręce.
-Jamesa? Myślałam, że w końcu przedstawisz nam Matta?
-Mamo, nie jesteśmy już razem prawie trzy lata.
-Nie powiedziałaś mi.
-Mówiłam przecież!
-No ja jakoś nie pamiętam.
-Albo mówiłam tacie- powiedziała cicho, zaczynając kroić kurczaka.
-No wiesz ty co?- burknęła kobieta i usiadła koło córki, krojąc warzywa.
-Przepraszam!
-Dobra, nieważne. Kiedy przyprowadziś Jamesa?
-Jeszcze nie wiem, może jutro?
-Mi pasuje.
-A tata?
-A nie wie?
-A skąd?
-A może przestańcie?- po kuchni rozległ się śmiech Zayna.- Cześć skarbie- podszedł do córki i cmoknął ją w czubek głowy, po czym mocno przycisnął do swojego torsu.
-Nie chcę psuć tej ckliwej chwili, ale rusz dupę i przynieś mi imbir- mruknęła Lizzie, wstawiając wodę na makaron.
-Jasne jak słońce, królowo- ukłonił się teatralnie i zaczął śmiać.
-Nie podpadaj, bo będziesz spać na kanapie.
-No przepraszam- zanim zdążyła go minąć, złapał ją za biodra, przysunął do siebie i cmoknął w usta.
-Pomyślę jeszcze nad tą twoją przeproqadzką na dół- uśmiechnęła się słodko i wypchnęła z kuchni, wracając do robienia obiadu.
____________
Pierwszy dzien szkoly- zaliczony ;-;
czy tylko dla mnie ten dzien byl chujowy do kwadratu?
dobra, nie uzalam sie juz nad soba XD jak sie podoba rozdzial? ja jestem ogolnie zdania, ze jest przecietny, chociaz omg, niedlugo poznacie Jamesa*-*
dziekuje za wszystkie komemtarze (chociaz ostatnio na nie nie odpowiadam, nie oznacza, ze ich nie czytam;)) bo po prostu to jest cos, co mnie motywuje do dalszego pisania :3
jak wiecie jestesmy (niestety)coraz blizej konca historii i mnie na bloggerze:/
(wiem, ze juz mowilam, ale powtorze) przenosze sie na stale na wattpada i jezeli ktos dalej chcialby czytac moje wypociny, zaobserwujcie @my_sunshine_is_a_boy ^^
aktualnie pisze tam cztery ff, a dwa sa publikowane, wiec mam nadzieje, ze bedziecie czytac ^^
tak wiec ten, trzymajcie sie moje misiaczki, do kolejnego!

sobota, 2 stycznia 2016

Chapter THIRTY-FIVE

23th August, 2028
Po dojechaniu na miejsce i rozpakowaniu się w domku letniskowym, Lizzie poszła nad jezioro. Usiadła na brzegu i zaczęła wrzucać kamyki do wody. Zawsze ją to odprężało.
-Mamo?- spytała niepewnie Lily.
-Tak skarbie?- zwróciła się do niej z uśmiechem. Dziewczyna podeszłą bliżej i usiadła tuż koło swojej matki. Wzięła głęboki wdech i już miała zacząć mówić, ale Lizzie jej przerwała: 
-Jeżeli zamierzasz mi powiedzieć, że jesteś w ciąży, to masz przerąbane- uśmiechnęła się do córki, a ona zaczęła cicho chichotać.
-Nie, nie o to chodzi. Nie wie, jak mam to powiedzieć...
-Prosto z mostu- wzruszyła ramionami i wrzuciła kolejny kamyk do wody.
-Spotykam się z kimś.
-To świetnie.
-Świetnie? Tylko tyle?
-Oczekiwałaś, że zacznę na ciebie krzyczeć?
-Tak trochę- wyszeptała, a Lizzie zaczęła się śmiać.
-Skarbie, jesteś prawie dorosła. Nie będę przecież izolować cię od chłopców. Teraz leć powiedzieć tacie.
-Nah, on już wie.
-Zawsze muszę się dowiadywać wszystkiego ostatnia?- prychnęła i wrzuciła ostatni kamyk do wody. Odwróciła się do córki i mocno przytuliła.- Nie chcę ci dawać lekcji o antykoncepcji, ale...
-Mamo...
-Ale nie chcę zostać babcią tak wcześnie. Poczekaj jeszcze troczę, dobra?- w tym momencie obie się zaśmiały.
-Chodź, rozpalają już ognisko- powiedziała po jakimś czasie Lizzie. 
-Piankiiii- krzyknęła dziewczyna i zaczęła biec w stronę ognia. Po chwili zatrzymała się i spojrzała na mamę. Wyciągnęła do niej rękę i poczekała, aż kobieta ją przyjmie. Gdy już to zrobiła, obie pobiegły w stronę paleniska, żeby móc zająć jak najlepsze miejsca do pieczenia słodkich smakołyków.
-Cześć skarbie- mruknął brunet, siadając dokładnie za kobietą.
-A idź- odsunęła się od niego, próbując ukryć uśmiech.
-Czemu?
-Dlaczego zawsze muszę dowiadywać się o wszystkim ostatnia?
-Co?- parsknął śmiechem, a ona odwróciła się do niego, zakładając ręce pod piersiami.
-Dobrze wiesz co.
-Nie. Nie wiem.
-To się nie dowiesz- przewróciła oczami i odwróciła się do niego plecami. Mężczyzna złapał ją za boki i przysunął bliżej siebie, przez co pisnęła, ocierając się o jego tors. Nadal udawała obrażoną, ale gdy brunet odwrócił ją do siebie przodem, zaczęła się słodko śmiać. Zaplotła nogi za jego plecami i położyła dłonie na policzkach, słodko całując go w środek ust.
______________
Teraz rozdział na czas, hahaha (piszę notatkę z kulkami folii aluminiowej na palcach, i to nie jest zbyt fajne hahaha)
Więc jak tam  nowy rok? Jesteście przygotowane na powrót do szkoły? Bo ja na razie nadal wstaję o 13 i piszę fanfiki do 4 nad ranem haha
Do zobaczenia w kolejnym! x

piątek, 1 stycznia 2016

Chapter THIRTY-FOUR

30th March, 2027
Lizzie wyszła właśnie z pokoju Toby'ego, zabierając ostatnie rzeczy do prania. Na dworze zaczynało robić się szaro, ale mimo tego, coś za oknem przykuło jej uwagę. Stanęła w miejscu i wytężyła wzrok, widząc dwójkę nastolatków idących za rękę. A dokładniej Jake'a i Hollie. Zmarszczyła brwi, odłożyła miskę na ziemię i wyciągnęła z tylnej kieszeni telefon, szybko wystukując wiadomość do przyjaciółki.
Do: Talie
Nie chcę się wtranżalać, ale Jake prowadza się z Hollie?
-Mamo?- brunetka odwróciła się zaskoczona do córki, która również byłą zdumiona. Patrzyła to na twarz swojej rodzicielki, to na jej ręce.- Od kiedy umiesz pisać esemesy?
-Lily- parsknęła śmiechem.- To, że mam trzydzieści lat, nie oznacza, że nie umiem posługiwać się telefonem.
-Ale...- dziewczyna wskazała na telefon matki, a ona przewróciła oczami i wyminęła córkę.
- - -
-Jestem pewna, że mi się przewidziało- powiedziała pewnie, wchodząc do salonu.
-Daj mi spokój, oglądam.
-Nie! Chcę cię zobaczyć w akcji!
-Lily, idź spać.
-Jest siedemnasta mamo.
-To nie gadaj takich głupot.
-No proooszę.
-A dasz mi dokończyć serial?
-Tak!
-O co w tym chodzi?- westchnęła zrezygnowana. Lily usiadła na przeciw niej i wyciągnęła komórkę.
-Okej, ja będę dyktować ci tekst, a ty będziesz pisać.
-To wszystko?
-Tak.
- - -
-Nie wierzę, że potrafisz tak szybko pisać!
-Lily, miałaś mi dać spokój.
-Ale to po prostu, wow! Napiszę do Rose!
-Masz szesnaście lat, a ja czuję się jakbyś miała cztery. Co jest dziwne, bo jak miałaś cztery, to potrafiłaś zadawać mi takie pytania, że mnie zatkało i za cholerę nie wiedziałam, jak mam ci odpowiedzieć...
-Rose też nie wierzy! Powiedziała, że kiedyś przyjdzie i będzie chciała zobaczyć!
-Dobra, odpuść.
-Ale to coś niezwykłego!
-Zajmij się lepiej tym swoim zespołem. Słyszałam, że Luke zerwał ze swoją dziewczyną.
-Ja też jestem w szoku! Oni byli taką wspaniałą parą! Tak ślicznie wyglądali i tak się dogadywali! Kilka osób mówiło, że ten związek jest fałszywy, ale ja uważam...- gdy nastolatka kontynuowała, Lizzie po prostu się uśmiechnęła, oparła na kanapę i co jakiś czas przytakiwała.
______
Ja pierdolę XD
Tamten rozdział dostał nie ten numerek, jaki miał mieć i ten też dzieje się wcześniej XD Tak to jest, jak się najpierw pisze całe rozdziały, a dopiero później wstawia daty XD
Miałam wczoraj dodać, ja pierdolę, nawet nie wiecie jak mi głupio XD
Mam przynajmniej nadzieję, że spędziłyście supi sylwestra, tak jak ja 8)
Wszystkiego najlepszego Wam życzę w tym(mam nadzieję zajebistym) nowym roku!
Do jutra(XD) misiaczki!