niedziela, 10 stycznia 2016

Chapter THIRTY-NINE (part one)

16th May, 2038
-Witaj słońce.
-Cześć mamo- Lily podeszła do swojej matki i ciasno oplotła ją ramionami.
-Cześć James- kobieta uśmiechnęła się do partnera córki.
-Dzień dobry.
-Tata jest w domu?
-Właśnie pojechał na komisariat- westchnęła starsza kobieta, siadając przy stole. Brunetka wraz ze swoim chłopakiem zamrugali kilkukrotnie, popatrzyli po sobie i wrócili wzrokiem do kobiety, czekając na wyjaśnienia.
-Po prostu ten idiota, Gabe, nie umie się upijać tak, żeby nie zwracać na siebie uwagi, więc policja zabrała go na wytrzeźwiałkę- powiedział chłopak schodząc z góry.- Witaj moja jedyna prawdziwa rodzino- on jako jedyny z rodzeństwa miał zielone oczy, prawie takie jak James, dlatego właśnie tak się do niego zwracał. Szatyn cicho mu odpowiedział, nadal będąc oszołomionym po tym, co usłyszał.
-Nieważne, pogadam z nim jak wróci. Na ile zostajecie?- Lizzie znowu się uśmiechnęła i spojrzała na parę.
-Kilka dni, nie dłużej.
- - -
-Gabe! Czy ty nie rozumiesz, dlaczego jestem taka zła?- wszyscy, siedzący na dole starali się ignorować krzyki z góry. 
-Do cholery, jeżeli nie umiesz pić, to tego nie rób!
-Ale co ja takiego zrobiłem?
-Zniszczyłeś radiowóz! Wiesz, ile musiałem zapłacić, żeby puścili cię wolno?
-I tak mamy kasy jak lodu, bo byłeś w jakimś pedalskim boysbandzie, więc o co się spinasz?
-Przypomnę ci, że obrażasz właśnie swojego ojca.
-Na pewno jest moim ojcem? A co z wujkiem Harrym, z którym się kiedyś pieprzyłaś?
-Gabe do cholery! Nie zwracaj się tak do matki!
-Zapomniałem! On jest gejem! Może to właśnie dlatego nim został, bo by...
-Dość- powiedziała kobieta. Później było słychać tylko uderzenie dłoni w policzek i gwałtownie stawiane kroki. Brunetka wybiegła do ogrodu i zaszyła się w najdalszej części tak, żeby nikt jej nie widział. Po chwili spokojnie na dół zszedł jej mąż i dołączył do niej. Gdy siedział już blisko, bez słowa ją przytulił i dał się wypłakać.
- - - 
-Gabe?- spytał niepewnie James, wchodząc do jego pokoju. Nastolatek leżał na łóżku z nogami opartymi o ścianę.- Chciałem pogadać.
-Teraz ty mi będziesz mówił, jaki jestem beznadziejny, że wyzywam swoją matkę? Uprzedzę cię, nie obchodzi mnie to.
-Gabe, posłuchaj. Ja też kiedyś byłem nastolatkiem i rozumiem co to znaczy buzujące hormony, ale nie uważasz, że troszeczkę przesadziłeś? Wiedzieli, że to impreza, na której wszyscy będą zalani, a i tak cię puścili. Rozumieją naprawdę dużo, a pozwalają na jeszcze więcej. Lily opowiadała mi kiedyś całą historię z twoją mamą i... Uważam, że nie powinieneś jej traktować w taki sposób.
-Niby dlaczego?- prychnął.
-Nie słyszałeś nigdy całości, prawda?
-Nie. Z resztą, nie obchodzi mnie to, z kim pieprzyła się moja matka.
-Gabe, to wszystko jest nie tak jak myślisz. Przeszła o wiele więcej niż podejrzewasz i...- od tego momentu James opowiedział całą historię Lizzie. To dziwne, że o niej wie, a jej własny syn, już nie? Może trochę, ale Lily miała doskonałe stosunki z Harrym, a Gabe już nie. James dowiedział się kiedyś, w sumie przypadkiem, gdy Lily była już mocno wstawiona na jakiejś imprezie.
- - - 
Słuchał jak zaczarowany, a gdy zielonooki tylko skończył opowiadać, wstał i natychmiast zszedł na dół. Znalazł mamę samą, siedzącą na ławce w ogrodzie z herbatą w ręku. Było już ciemno, więc gdy podszedł bliżej i usiadł koło niej, podskoczyła przestraszona.
-Przepraszam mamo- powiedział cicho.- Nie wiedziałem o... tym wszystkim.
-O czym wszystkim?
-Przepraszam. Nie wiedziałem, że miałaś tak ciężko- mruknął i czuł, jak zalewa go poczucie winy. Nie powinien mówić tak o swojej matce, która mimo całych przeżyć jest wstanie być częścią normalnej rodziny. 
Brunetka przytuliła do siebie syna i pocałowała go w czubek głowy, co w sumie nie było już takie proste, bo był od niej o wiele wyższy.
-Nie boli cię policzek?- zapytała z troską, widząc niemały ślad na jego policzku.
-Okropnie, ale mi się należało- przyznał, a ona przytaknęła.
-Tak, zdecydowanie ci się należało- oboje w tym momencie się zaśmiali.
-Nawet nie wiedziałem, że możesz mnie tak mocno uderzyć.
-Nie doceniałeś swojej matki- odezwał się Zayn, wchodząc do ogrodu. Stanął przed nimi i uniósł do góry koc, ciepło się uśmiechając.- Dostać w jaja od twojej matki, to było dopiero coś.
-Zayn, nie demoralizuj swojego dziecka.
-Moje dziecko już jest dawno zdemoralizowane przez taką jedną Demi- mulat uniósł zaczepnie brew i spojrzał na syna, który automatycznie się zawstydził.
-Gabe?- kobieta uniosła brwi i spojrzała na chłopaka. Uśmiechnęła się do męża i wzięła od niego koc.- Dobra, idź już. Muszę na poważnie z nim porozmawiać.
-Mamooo...
________
Jak bedzie duzo komentarzy, to jeszcze dzisiaj wstawie druga czesc tego rozdzialu, misie! do pozniej x

2 komentarze: