niedziela, 17 stycznia 2016

Chapter FOURTY-THREE

Przepraszam za opóźnienie, miało być tak fajnie, ale blogger ze mną nie współpracuje:c

14th August, 2063
-Mam nadzieję, że ci się podoba- Zayn uśmiechnął się do kobiety, gdy na horyzoncie pojawił się skromny, drewniany domek tuż przy plaży. 
-Jest cudowny- odwzajemniła jego gest i cmoknęła go w policzek.
Trzymając się za rękę, z wszystkimi bagażami, skierowali się do środka.
- - -
-Co myślisz o tym wszystkim?- spytała w końcu, gdy usiedli razem na ławce. Jest środek nocy, a oni postanowili pooglądać gwiazdy, zupełnie jakby nie mieli siedemdziesięciu lat, a siedemnaście.
-Są przepiękne. Zupełnie jak ty- pocałował ją w usta, a ona zaczęła chichotać.
-Nie głuptasie! Co myślisz o naszej rodzince?
-A co mam myśleć? Jest spełnieniem marzeń niejednego.
-W sumie racja. Jest duża i zgrana.
-Nawet bardzo duża- zaczął się śmiać, a ona szturchnęła go w bok.
- - -
Właśnie rozpoczął się wschód słońca, a oni nadal siedzieli na werandzie wtuleni w siebie. Całą noc rozmawiali. O wszystkim. O polityce, o tym, co mogliby zjeść na obiad, o dzieciach, o kosmosie, o religii, o kłótniach, o muzyce, po prostu mówili o wszystkim, co przyniosła im ślina na język. 
Spędzili ze sobą cudowne chwilę, co chwilę się śmiejąc i skradając sobie niewinne pocałunki, zupełnie jak nastolatkowie.
Brunet spojrzał na malowniczy wschód słońca, a później na swoją ukochaną. Westchnął głęboko, i powiedział:
-Kocham cię- posłał szeroki uśmiech.
-Kocham cię mocniej- odwróciła się do niego i położyła ręce na policzkach, po czym połączyła ich usta w idealną jedność. Przekazali sobie przez pocałunek wszystkie emocje, jakie towarzyszyły im przez wszystkie lata spędzone razem i osobno. 
Odsunęła się od niego z mokrymi policzkami. Płakała. Choć nie były to łzy smutku, nie do końca wyrażały one radość.
-Chodźmy spać- to było jej ostatnie zdanie.
-Tak, chodźmy- to było jego ostatnie zdanie.
Oparła się o jego klatkę piersiową i przymknęła oczy. Pocałował ją w czubek głowy i szeroko się uśmiechnął. Zamknął oczy, a samotna łza opadła na jego policzek. 
Tak właśnie zakończyła się ich historia. 
Historia, którą można by opisać w książce. 
Historia, której wielu ludzi może tylko pozazdrościć.
KONIEC.

_________
Ok, teraz to już się zryczałam totalnie :|
Dziękuję za ten (prawie) rok bycie ze mną i z tym fanfikiem! Zaczynając pisać, nie pomyślałam, że będę robić drugą część, nie mówiąc już o tym, że łącznie będę miała grubo ponad 36k wyświetleń na blogach! :> 
Zaskoczyłyście mnie tym, skakałam jak idiotka, jestem mega szczęśliwa i po prostu nie wiem co jeszcze pisać. Naprawdę nie myślałam, że tak się spodoba, ale ponad 350 komentarzy mówi samo za siebie:)
Postanowiłam zrobić jeszcze drzewo genealogiczne bohaterów, żebyście się orientowały mniej więcej i w ogóle...


 Mam nadzieję, że jesteście usatysfakcjonowane całym ff i będziecie je dobrze wspominać:)
Gdyby ktoś miał jakieś pytania do mnie/ do bohaterów pytajcie śmiało w komentarzach!
No i pamiętajcie! Mimo, że to koniec mnie i bloggera, nie oznacza koniec moich wypocin:) Jakby ktoś chciał poczytać moje prace, zapraszam na wattpada! Zaobserwujcie mnie-> @my_sunshine_is_a_boy

Więc, oficjalnie to koniec. Nie będzie epilogu, to ostatni, najostatniejszy rozdział, który kończy wszystko:)
(Masakra, nie?)
Mam nadzieję, że jeszcze się zobaczymy na wattpadzie, do zobaczonka!

sobota, 16 stycznia 2016

Chapter FOURTY-TWO

2nd July, 2061
Wszyscy obecni stali w ciszy, nie wiedzieli co mogliby powiedzieć. Uroczystość ta była jednym z najgorszych doświadczeń, jakiekolwiek miała w życiu Lizzie.
Stała właśnie na świeżym powietrzu. Świeciło słońce, na niebie nie było żadnej chmury. Pogoda idealna.
A ona stała ponura i smutna. W czarnej, odświętnej sukience i półbitach, bez makijażu. Stała nad kamienną płytą, na której były wyryte litery, składające się w nazwisko jej przyjaciółki. Jej siostry. Osoby, która była przy niej w prawie każdej chwili załamania. Która nie poddała się, i wyciągnęła Lizzie z dna z powrotem na powierzchnię. Która pomogła jej się uporać z większością zawodów w życiu. Która ją wychowała.
W tym momencie odwróciła się do Zayna i zaczęła płakać. Płakać, jak małe dziecko, bo właśnie straciła jedną z najważniejszych osób w swoim życiu.

17th July 2061
-Lizzie- zaczął niepewnie Zayn. Kobieta siedziała w ogrodzie w bezruchu od rana.- Lizzie, robi się ciemno.
-Proszę, zostaw mnie- wyszeptała i otuliła się ramionami. Mężczyzna podszedł do niej, zarzucił na nią koc i przytulił najmocniej jak tylko umiał.- Ja wiem, że ludzie umierają. Ja to wiem, i całkowicie rozumiem. Muszę po prostu jakoś odreagować. Najpierw Talie, teraz Niall...- zaszlochała głośno, a, całkowicie posiwiały już, brunet przyciągnął ją do siebie i zaczął pocierać jej plecy, aby dać jej trochę wsparcie. Całkowicie rozumiał tą sytuację. Sam był w podobnej. 
Najchętniej właśnie teraz rozpłakałby się razem z Lizzie, ale wiedział, że nie mógł. Gdyby to zrobił, oboje całkowicie by się podłamali, a przecież nie mogą. Muszą żyć. Muszą być zdrowi. Muszą po prostu być, ponieważ mają dla kogo.
________
Okej, przyznam, że ryczałam, pisząc ten rozdział. Idk, związałam się strasznie z postacią Talie i Nialla i tak trochę(baaardzo) mi smutno:c
Pamiętacie, że jutro o 18?
Powiedziałabym coś, ale jutro się przekonacie o co chodzi, hehe.
Do jutra, misiaczki! x

środa, 13 stycznia 2016

Chapter FOURTY-ONE

23th August, 2055
Lizzie siedziała na brzegu pomostu i powoli wszystko analizowała. Miała rodzinę, o której nigdy nie śmiałą nawet marzyć. Wspaniałego męża, trójkę dzieci i piątkę wnucząt. Wiodła spokojne życie na obrzeżach Londynu. Nie musiała przejmować się niczym. Jej dzieci mają teraz własne dzieci, którymi czasami z Zaynem się zajmuje.
Wrzucała pojedyncze kamyki do wody i patrzyła na parę nastolatków kilkanaście metrów dalej. Uśmiechnęła się na widok krzyczącej Charlotte i jej chłopaka, Sebastiana, który niósł ją przerzucony przez ramie na pomoście. Po chwili rozbiegł się i razem wskoczyli do wody.
Odwróciła się w drugą stronę i zobaczyła Louisa razem z Tori, wracających ze spaceru po lesie. Tuż obok nich kręcił się Frankie, syn Gabe'a.
Uśmiechnęła się do siebie, z lekka nie dowierzając temu, co właśnie się dzieje. Wszyscy stali się w jakiś sposób rodziną. Może nie do końca z powiązania krwi, ale jednak. Rodziną, jakiej Lizzie nigdy nie miała, a jaką zawsze pragnęła mieć.
-Babciu!- krzyknęła Keira, podchodząc bliżej. Posiwiała już brunetka odwróciła się do dziewczynki i ciepło uśmiechnęła.- Pomożesz nam? Dziadek Niall i dziadek Zayn zabrali wszystkich chłopców nad jezioro, żeby łowić ryby, a my mamy się zająć ciastem! Babcia Natalie już nawet zaczęła!
-Talie, nie dotykaj piekarnika!

1st October, 2055
-Nie wierzę- powiedziała przez łzy brunetka. Jej uśmiech był niewiarygodnie szeroki, a ręce aż jej się trzęsły. Bardzo stresowała się tym, czy jej córka dostanie się na wymarzone studia, czy też nie.
-Mamo, lecę do Nowego Jorku!- blondynka zaczęła piszczeć i skakać w miejscu. 
-James, Lottie się dostała!- krzyknęła w stronę salonu, gdzie siedział jej mąż. 
-Myślisz, że to odpowiednia pora?- spytał Lily, wchodząc po chwili do pomieszczenia. Char nie za bardzo rozumiała w tym momencie rodziców, dlatego zmarszczyła brwi. Jej tata uśmiechnął się i kazał wystawić rękę.
-Wiedziałem, że się dostaniesz, więc, w nagrodę, tak jak ci obiecaliśmy, dostajesz swoje wymarzone BMW.
-O mój Boże, nie wierzę- wyszeptała dziewczyna, niepewnie spoglądając w dół. Gdy zobaczyła kluczyki, po dokładnym wymacaniu ich, i upewnieniu się, że są prawdziwe, rzuciła się na szyję rodzicom i po prostu zaczęła płakać ze szczęścia.
_________
Ok, to teraz sie skupmy
kolejny rozdzial (42) pojawi sie w sobote, a nastepny(43) w niedziele o godzinie 18
czemu tak smiesznie dokladnie? bo to specjalny rozdzial:>
chce, zebyscie ogarnely go tuz po publikacji i w ogole
do soboty misiaczki! x

Chapter FOURTY

19th January, 2039
-Skarbie, nie chcę być niemiły, ale tobie to chyba już wystarczy tych lodów. Już i tak masz duży brzuch- mężczyzna nawiązał do ciążowego brzuszka swojej córki. Zaczął się śmiać, przez co oberwał od niej w ramię. Dziewczyna postanowiła jednak nie komentować humor ojca i kontynuowała jedzenie słodyczy na kanapie w salonie rodziców.
-Twój tata jak zwykle chciał być śmieszny na siłę. Kiedy masz termin?
-Za dwa tygodnie, mamo.
-Czyli nie będzie niespodzianek w nocy i mogę iść spać?
-Tak- przewróciła oczami ze śmiechem i skupiła się na filmie. Starszy brunet przykrył ją kocem i pocałował w czoło, przez co się uśmiechnęła.
-Dobranoc skarbie.
-Dobranoc, tato.
- - -
-Czyli kiedy wracają te kurduple?- spytała mamy z pełnymi ustami płatków kukurydzianych.
-I to niby ja jestem obrzydliwy- przewrócił oczami Gabe, wchodząc do kuchni. Uśmiechnął się do siostry i podszedł bliżej, żeby przybić jej piątkę. Uważał, że nie będzie przytulał kogoś, kto 'brzuchem wystaję pół metra przed siebie'.- Już ci mówiłem coś o tych kurduplach. To, że jestem od ciebie młodszy, nie oznacza, że jestem niższy.
-A ile masz wzrostu, braciszku?
-Sto dziewięćdziesiąt trzy centymetry, więc się pieprz.
-Nie gadaj! Nie widziałam cie dawno, no ale bez przesady- zmarszczyła brwi i wstała. Stanęła przed bratem i spojrzała w górę.- Ja pierdzielę, gigant. Gigant!- krzyknęła w stronę salonu, gdzie siedzieli jej rodzice, po czym z powrotem usiadła i kontynuowała jedzenie.
-Uspokój się, bo zaraz zaczniesz rodzić- gdy usłyszała jego głos, odwróciła się ze szczerym uśmiechem.
-Cześć mój drugi kurduplu.
-Wcale nie taki kurdupel z niego- przyznał Gabe, mierząc zielonookiego.- Jest niewiele niższy ode mnie, więc w sumie to ty jesteś naszym kurduplem.
-Chodź się przytulić, idiotko- Toby się uśmiechnął, a ona pokręciła głową z politowaniem. Wstała jednak i podeszła do brata, rozkładając ręce.- Nieźle przytyłaś, siostrzyczko. Nie myślałaś o diecie?
-Przejdę na dietę, jeżeli udowodnisz mi, że masz wyższe IQ od tych płatków.
-Mam dwa razy wyższe IQ od ciebie, więc się pieprz!
-Jakoś nie widzę, żebyś go używał.
-Zaczyna się- westchnęła Lizzie, wtulając się w ramię Zayna. On jedynie się zaśmiał, przyciągnął ją bliżej i pocałował czule w czubek głowy.
_________
Jaram się, bo Lily w ciąży hahhahah
Idk, te rozdziały są nudne :/
Już niedługo, obiecuję, że Was zaskoczę!
Do kolejnego misie x

poniedziałek, 11 stycznia 2016

NIE-ROZDZIAŁ

Jakiś kochany anonimek poprosił mnie, żebym napisała ile kto ma lat,(dlaczego ja nie wpadłam na to wcześniej?XD) bo przecież skąd macie ogarniać kto w jakim jest stanie haha
A więc, do ostatniego rozdziału (akcja toczy się w 2038):
Lizzie ma 47 lat
Zayn ma 50
Lily 27
Toby 18
Gabe 16

Talie 48
Niall 50
Jake 21
Olivia 17

Louis 52
Hollie 21

Liam 50
Sophia 50
David 20
Mia 15

Harry 49

Idk, napisałam wszystkich ludzi występujących kiedykolwiek w opowiadaniu. Wszystkie kolumny są podzielone na (nie wiem jak mam to opisać XD) rodziny, w sensie, że no... XD
Jakbyście czegoś nie wiedziały, czy coś, to piszcie hahah

Chapter THIRTY-NINE (part two)

-Czy ty zawsze musisz się mnie uczepić?- zapytał już poddenerwowany, patrząc dziewczynie w oczy.
-Ale o co ci chodzi? Przecież nic takiego nie powiedziałam!
-Jak zwykle Lily, jak zwykle nic nie powiedziałaś- pokręcił głową.
-Skarby wy moje! Chodźcie na kolacje i przestańcie się już kłócić- zagruchał Toby, zaglądając do pokoju siostry, za co oberwał od niej poduszką.- Ała? To był zamach! Mamo! Lily mnie atakuje!- zaczął krzyczeć i oddał jej, trafiając ją tą samą poduszką w głowę.
-Lily, przestań!- krzyknęła Lizzie z kuchni.
-Ale to nieprawda!- starała się bronić, ale widząc głupawy uśmieszek młodszego brata, zaczęła go gonić. Ganiali się po całym domu, mało co nie roztrzaskując fortepianu, stojącego w salonie.
-Przestańcie, do cholery! Nie macie trzech lat- zganił ich ojciec, ale zignorowali go. W końcu dopadła go przy kanapie i docisnęła jego głowę do ziemi, wykrzywiając rękę do góry i tworząc klasyczną dźwignię.
-Przeproś. Mnie- warknęła do niego, a ona zaczął się śmiać.
-Nigdy- docisnęła go do ziemi, a on zaskomlał.- Dobra, dobra! Przepraszam!
-Mam nadzieję, braciszku- puściła go i wstała. Przeszła do jadalni i z uśmiechem usiadła koło swojego chłopaka. Cmoknęła go w policzek, jakby zapominając o kłótni przed chwilą. Po chwili dołączył do nich również Toby, rozmasowując sobie obolałe miejsca.
-Boże, co za dzieci- jęknął Gabe, a pozostałe rodzeństwo wybuchnęło śmiechem.
- - -
-I właśnie dlatego nigdy nie będę miał dzieci- skwitował Toby pod koniec kolacji.
-Ja też tak kiedyś mówiłem i zobacz. Dzisiaj mam dwójkę- powiedział Zayn, a wszyscy wybuchnęli śmiechem. Oczywiście, dostał za to po głowie od Lizzie, ale gdy tylko się do niej uśmiechnął, od razu mu wybaczyła.
-Dzieci są straszne. Całą noc wrzeszczą i nie dają spać, a później musisz się nim opiekować przez resztę dnia. Tylko nie masz skąd wziąć na to siły, bo przecież w nocy nie śpisz, a dniem musisz zmieniać temu potworowi pieluchy- skrzywił się James. Lily przełknęła głośno ślinę, ale się nie odzywała.- Dlatego stwierdziliśmy z Lily, że dzieci mieć nie będziemy. Prawda Lil?
-To było kiedyś. Nie chciałbyś mieć takiej mini kopii siebie? Nie chciałbyś patrzeć, jak dorasta, jak się rozwija, jak osiąga coraz więcej?
-Jaka jest cena tego? Nieprzespane noce, ciągłe zmartwienia no i, cały czas jesteś za nie odpowiedzialny.
-Dlaczego jesteś taki uprzedzony co do tych dzieci?- oburzyła się momentalnie, a wszyscy wokół ucichli, wsłuchując się w ich rozmowę.
-Dlaczego ich tak bronisz?
-No bo...
-No, co?
-Bo jestem w ciąży bałwanie!- wrzasnęła, a wszyscy po prost znieruchomieli. James wstał i po prostu wyszedł z budynku. Lily również opuściła towarzystwo, tylko że schowała się w swoim pokoju.
- - -
-On mnie zostawił!- zaszlochała żałośnie w ramię matki. Ta gładziła jej plecy i wysłuchiwała wszystkiego od dobrej godziny. Z drugiej strony, chłopak, z którym jej córka była przez siedem lat, wyszedł bez słowa i zostawił ją samą w ciąży.
-Skarbie, nie jesteś sama. Już ci mówiłam, że ja ci pomogę.
-Nie chcę tego dziecka. Ma niecałe cztery tygodnie, a już przysparza mnóstwo problemów.
-Nie mów tak. Dziecko to jedna z najcudowniejszych rzeczy na świecie. Jasne, zawsze jest trudno na początku, ale popatrz na to z drugiej strony. Masz rodzinę, która chce ci pomóc, masz przyjaciół. Nie jesteś w tym sama.
-Podziwiam cię mamo. Nie wyobrażam sobie nie mieć żadnego kontaktu z Rose, która byłaby na drugim końcu świata z chłopakiem. Nie wyobrażam sobie nie mieć przy sobie was- spojrzała jej w oczy, a Lizzie się uśmiechnęła.
-Wiesz co utrzymywało mnie przy tym, żeby cię wychować? Twoje oczy. Są dokładnie tak cudowne, jak oczy twojego ojca.
-Wiem, wiem. Mam cudowne oczy, ale mogłabyś powiedzieć to mi, a nie naszej córce- uśmiechnął się, opierając o framugę.- Jak się czujesz, skarbie?
-Chujowo- westchnęła.- Wybaczcie.
-Słuchaj, jeżeli zostawił cię dlatego, że nosisz jego dziecko, to jest skończonym kutasem, a ja i twoi bracia się nim zajmiemy, ale może tu chodzi o coś innego? Może potrzebuje tylko trochę wolności, żeby wszystko przemyśleć? No wiesz, jesteście ze sobą siedem lat, a on nadal nie dał ci pierścionka z wielkim brylantem. Wiem jak działa męski mózg, Nie skreślaj Jamesa tak od razu.
-Dzięki Zayn za radę, ale idź już. Jeszcze ja muszę jej coś powiedzieć, a czuję, że byś się obraził.
-Jasne- zaczął się wycofywać, ale zmarszczył brwi i się zatrzymał.- Czekaj, dlaczego miałbym się obrazić?
-Pa tato!
__________
Ok, mam nadzieje, ze sie nie zawiodlyscie na tyn rozdziale hahaha
dodaje(na technice, hehehe) dzisiaj, bo chce w taki ladny dzien zakonczyc bloga, ale shh, wy nic nie wiecie
kiedy macie ferie? bo ja (teoretycznie) ostatni raz ide w czwartek i mam ferie, hehe
do zobaczenia jutro misiaczki! x

niedziela, 10 stycznia 2016

Chapter THIRTY-NINE (part one)

16th May, 2038
-Witaj słońce.
-Cześć mamo- Lily podeszła do swojej matki i ciasno oplotła ją ramionami.
-Cześć James- kobieta uśmiechnęła się do partnera córki.
-Dzień dobry.
-Tata jest w domu?
-Właśnie pojechał na komisariat- westchnęła starsza kobieta, siadając przy stole. Brunetka wraz ze swoim chłopakiem zamrugali kilkukrotnie, popatrzyli po sobie i wrócili wzrokiem do kobiety, czekając na wyjaśnienia.
-Po prostu ten idiota, Gabe, nie umie się upijać tak, żeby nie zwracać na siebie uwagi, więc policja zabrała go na wytrzeźwiałkę- powiedział chłopak schodząc z góry.- Witaj moja jedyna prawdziwa rodzino- on jako jedyny z rodzeństwa miał zielone oczy, prawie takie jak James, dlatego właśnie tak się do niego zwracał. Szatyn cicho mu odpowiedział, nadal będąc oszołomionym po tym, co usłyszał.
-Nieważne, pogadam z nim jak wróci. Na ile zostajecie?- Lizzie znowu się uśmiechnęła i spojrzała na parę.
-Kilka dni, nie dłużej.
- - -
-Gabe! Czy ty nie rozumiesz, dlaczego jestem taka zła?- wszyscy, siedzący na dole starali się ignorować krzyki z góry. 
-Do cholery, jeżeli nie umiesz pić, to tego nie rób!
-Ale co ja takiego zrobiłem?
-Zniszczyłeś radiowóz! Wiesz, ile musiałem zapłacić, żeby puścili cię wolno?
-I tak mamy kasy jak lodu, bo byłeś w jakimś pedalskim boysbandzie, więc o co się spinasz?
-Przypomnę ci, że obrażasz właśnie swojego ojca.
-Na pewno jest moim ojcem? A co z wujkiem Harrym, z którym się kiedyś pieprzyłaś?
-Gabe do cholery! Nie zwracaj się tak do matki!
-Zapomniałem! On jest gejem! Może to właśnie dlatego nim został, bo by...
-Dość- powiedziała kobieta. Później było słychać tylko uderzenie dłoni w policzek i gwałtownie stawiane kroki. Brunetka wybiegła do ogrodu i zaszyła się w najdalszej części tak, żeby nikt jej nie widział. Po chwili spokojnie na dół zszedł jej mąż i dołączył do niej. Gdy siedział już blisko, bez słowa ją przytulił i dał się wypłakać.
- - - 
-Gabe?- spytał niepewnie James, wchodząc do jego pokoju. Nastolatek leżał na łóżku z nogami opartymi o ścianę.- Chciałem pogadać.
-Teraz ty mi będziesz mówił, jaki jestem beznadziejny, że wyzywam swoją matkę? Uprzedzę cię, nie obchodzi mnie to.
-Gabe, posłuchaj. Ja też kiedyś byłem nastolatkiem i rozumiem co to znaczy buzujące hormony, ale nie uważasz, że troszeczkę przesadziłeś? Wiedzieli, że to impreza, na której wszyscy będą zalani, a i tak cię puścili. Rozumieją naprawdę dużo, a pozwalają na jeszcze więcej. Lily opowiadała mi kiedyś całą historię z twoją mamą i... Uważam, że nie powinieneś jej traktować w taki sposób.
-Niby dlaczego?- prychnął.
-Nie słyszałeś nigdy całości, prawda?
-Nie. Z resztą, nie obchodzi mnie to, z kim pieprzyła się moja matka.
-Gabe, to wszystko jest nie tak jak myślisz. Przeszła o wiele więcej niż podejrzewasz i...- od tego momentu James opowiedział całą historię Lizzie. To dziwne, że o niej wie, a jej własny syn, już nie? Może trochę, ale Lily miała doskonałe stosunki z Harrym, a Gabe już nie. James dowiedział się kiedyś, w sumie przypadkiem, gdy Lily była już mocno wstawiona na jakiejś imprezie.
- - - 
Słuchał jak zaczarowany, a gdy zielonooki tylko skończył opowiadać, wstał i natychmiast zszedł na dół. Znalazł mamę samą, siedzącą na ławce w ogrodzie z herbatą w ręku. Było już ciemno, więc gdy podszedł bliżej i usiadł koło niej, podskoczyła przestraszona.
-Przepraszam mamo- powiedział cicho.- Nie wiedziałem o... tym wszystkim.
-O czym wszystkim?
-Przepraszam. Nie wiedziałem, że miałaś tak ciężko- mruknął i czuł, jak zalewa go poczucie winy. Nie powinien mówić tak o swojej matce, która mimo całych przeżyć jest wstanie być częścią normalnej rodziny. 
Brunetka przytuliła do siebie syna i pocałowała go w czubek głowy, co w sumie nie było już takie proste, bo był od niej o wiele wyższy.
-Nie boli cię policzek?- zapytała z troską, widząc niemały ślad na jego policzku.
-Okropnie, ale mi się należało- przyznał, a ona przytaknęła.
-Tak, zdecydowanie ci się należało- oboje w tym momencie się zaśmiali.
-Nawet nie wiedziałem, że możesz mnie tak mocno uderzyć.
-Nie doceniałeś swojej matki- odezwał się Zayn, wchodząc do ogrodu. Stanął przed nimi i uniósł do góry koc, ciepło się uśmiechając.- Dostać w jaja od twojej matki, to było dopiero coś.
-Zayn, nie demoralizuj swojego dziecka.
-Moje dziecko już jest dawno zdemoralizowane przez taką jedną Demi- mulat uniósł zaczepnie brew i spojrzał na syna, który automatycznie się zawstydził.
-Gabe?- kobieta uniosła brwi i spojrzała na chłopaka. Uśmiechnęła się do męża i wzięła od niego koc.- Dobra, idź już. Muszę na poważnie z nim porozmawiać.
-Mamooo...
________
Jak bedzie duzo komentarzy, to jeszcze dzisiaj wstawie druga czesc tego rozdzialu, misie! do pozniej x